Początek XXI wieku przyniósł w muzyce "nową rockową rewolucję". Znów zaczęto doceniać gitary, a do piosenek powróciły melodie i taneczny puls, co w świecie indie rocka nie było aż tak powszechne. W tę modę idealnie wpasowała się szkocka grupa Franz Ferdinand.
W Stanach Zjednoczonych byli The Strokes i Interpol, a na Wyspach to oni wyznaczali nowy trend. Debiutancka płyta z 2004 roku stanowiła idealne połączenie rytmu, hałasu i melodii.
Przeszło dwie dekady później swoją premierę ma album, który ukazuje grupę odmienioną, grającą stosownie do swojego wieku. Tematem przewodnim piosenek jest strach – nieodłączny element życia człowieka, determinujący jego zachowania i wybory.
Jedenaście piosenek na "The Human Fear" jest efektem pracy lidera, wokalisty i gitarzysty Alexa Kapranosa, basisty Boba Hardy’ego i klawiszowca Juliana Corriego oraz nowych członków zespołu: Audrey Tait (perkusja) i Dina Bardota (gitara).
Żeby uchwycić ich pierwotną siłę, nagrywali je na żywo w jednym pomieszczeniu. Trudno wyłapać tu przeboje, ale w całości albumu słucha się z niesłabnącą uwagą. Franz Ferdinand postawili na różnorodność, mieszankę gitarowego rocka, elektroniki i bujających rytmów. Ciekawie wypada wprowadzenie do piosenek melodyki zaczerpniętej z greckiej muzyki ludowej – kraju, skąd pochodzi ojciec Alexa.
Grzegorz Dusza
Domino/Sonic