Najnowsze i najlepsze słuchawki Bowers & Wilkins Px8 trafiły do sprzedaży kilka tygodni temu. Ledwo się pojawiły, a producent dodał jeszcze specjalną, limitowaną wersję wykończenia "007", aby w ten sposób przyłączyć się do świętowania 60. rocznicy pierwszego kinowego obrazu ("Dr. No") z wiadomym agentem w roli głównej. My testujemy wersję podstawową, bez bondowskich gadżetów, ale o takim samym brzmieniu i funkcjonalności.
Do wyboru są dwie wersje kolorystyczne - klasycznie czarna lub w odcieniach szarości. Opakowanie wygląda znakomicie, w zestawie znajduje się etui oraz komplet kabli. Etui jest sztywne i dobrze zabezpieczy słuchawki na czas transportu (Px8 to model mobilny z wielu innych powodów).
Bowers & Wilkins Px8 - kable
Do słuchawek podłączamy nowoczesny wtyk USB-C zakończony podobnie od strony ładowarki i źródła, bowiem z takim kablem USB służy nie tylko do ładowania, ale także jako wejście cyfrowe w trybie USB-DAC.
Większość nowoczesnego sprzętu jest już wyposażona w taki standard, a jeżeli trafimy na coś "wczorajszego"… trzeba będzie poszukać przejściówki na klasyczne USB-A. Do procesu ładowania oraz korzyści wynikających ze stosowania gniazd USB-C jeszcze wrócimy.
Na tym etapie naszą uwagę zaprząta jednak coś innego: otóż drugi kabel jest niekonwencjonalny, od strony słuchawek ponownie pojawia się USB-C (bo te mają tylko takie gniazdo), ale na drugim końcu "zaciśnięto" analogowy mini-jack.
Takie rozwiązanie widzimy jednak nie po raz pierwszy (np. Mark Levinson No.5909); mini-jack służy do podłączenia źródła analogowego, ale prawdopodobnie sygnał jest po drodze zamieniany na cyfrowy (miniaturowy przetwornik A/C mógłby się zmieścić we wtyku USB-C).
Bowers & Wilkins Px8 - wykonanie
Precyzja wykonania i materiały, choć właściwie zawsze w słuchawkach Bowersa świetne, tutaj wydają się najlepsze z dotychczasowych. Bowers & Wilkins Px8 ważą 320 g – to "waga średnia" – nie starano się jej zbić kosztem solidności, o czym świadczą grube, sztywne, metalowe elementy (w tym kapselki oraz obudowy muszli).
Pałąk początkowo sprawia wrażenie ciasnego, ale zakres regulacji jest bardzo duży, więc słuchawki można dopasować zarówno na bardzo małą, jak i większą głowę. Górny pas pałąka jest szczupły, ale od wewnętrznej strony nie zabraknie miękkiego wypełnienia.
Producent informuje, że pałąk obszyto naturalną skórą "nappa" (delikatną, z mikroporami); miłośnicy zwierząt nie będą zachwyceni, ale nie sposób uszczęśliwić wszystkich.
Poduszki to dość wąskie, ale pękate "obwarzanki", bardzo szczelnie przylegające do głowy, dzięki czemu została osiągnięta bardzo dobra izolacja pasywna, jednak znowu coś za coś – Bowers & Wilkins Px8 czujemy na głowie.
Mechanizm regulacji pałąka działa płynnie, wymaga użycia pewnej siły, co jednak procentuje później dobrą stabilnością. Przeguby można obracać o ponad 180 stopni. Wyraźne oznaczenia kanałów umieszczono wewnątrz muszli.
Za siateczkami można dostrzec płytki dyfuzorów, korygujące promieniowanie przetworników. W tańszych 7-kach B&W stosuje membrany celulozowe, w Bowers & Wilkins Px8 – z włókna węglowego, które są lżejsze i sztywniejsze, co ostatecznie redukuje zniekształcenia.
Bowers & Wilkins Px8 - kodeki, akumulator, mikrofony
W zakresie układów elektronicznych mamy nowoczesną odmianę transmisji Bluetooth w wersji 5.2 wraz z imponującym zestawem algorytmów (de)kodujących: SBC, AAC, aptX oraz doskonałym aptX HD.
Akumulator wystarczy na 30 godzin ciągłej pracy (co w dzisiejszych realiach jest wynikiem umiarkowanym), z układem zasilającym wiąże się ściśle złącze USB-C, które umożliwia szybkie ładowanie – w ciągu ok. dwóch godzin do pełna.
Umieszczone na zewnętrznych krawędziach muszli perforacje zapowiadają skomplikowany system mikrofonów. W sumie w całych słuchawkach (na zewnątrz i wewnątrz) jest ich aż sześć: cztery wspomagają pracę systemów aktywnej redukcji hałasów ANC, pozostałe dwa służą już "tylko" do rozmów telefonicznych.
Bowers & Wilkins Px8 - obsługa
W wielu obszarach Bowers & Wilkins Px8 aż kipią nowoczesnością, ale na tym tle sposób obsługi może zaskakiwać… całkiem pozytywnie. Nie szpanują wielofunkcyjnym panelem dotykowym, lecz pozwalają na łatwy kontakt z tradycyjnymi przyciskami.
Na lewej muszli jest taki tylko jeden, jego podstawowe zadanie to sterowanie systemem redukcji hałasów ANC (oraz trybem przeźroczystości, można też całą związaną z tym elektronikę wyłączyć), a jeżeli sięgniemy po aplikację mobilną, to zamiast ANC możemy wywołać asystenta głosowego.
Do sterowania podstawowymi funkcjami (regulacja głośności, odtwarzacz muzyczny) służy standardowy zestaw trzech przycisków, który wraz z włącznikiem zasilania oraz złączem USB znajdziemy z prawej strony.
Instrukcja obsługi, Bowers & Wilkins Px8 zaczyna się mniej więcej tak: "Uruchomienie słuchawek nie mogło być prostsze – pobierz aplikację mobilną i podążaj za wskazówkami". Nie ma się jednak co dziwić, w końcu są to słuchawki bezprzewodowe, zaprojektowane przede wszystkim dla użytkowników smartfonów.
Płynę jednak pod prąd i trzymam się od aplikacji z daleka (przynajmniej do czasu). Okazuje się, że i bez niej można słuchawki Px8 włączyć, a parowanie Bluetooth przebiega klasycznie i nie wymaga żadnej aplikacji. Ale może kryją się tam jakieś funkcjonalne skarby, których ignorowanie byłoby błędem? Sprawdźmy.
Aby skorzystać z aplikacji, należy… zarejestrować się i założyć kartotekę w systemie B&W. Aplikacja pozwala dotrzeć do kilku funkcji, do których nie jest bynajmniej konieczna, ale rzeczywiście też kilku takich, których bez jej udziału nie da się wywołać.
Do pierwszej grupy należy zaliczyć włączanie systemu aktywnej redukcji hałasów oraz trybów transparentności. Towarzyszy temu krótki przydźwięk, którego nie ma, gdy operujemy przyciskiem na muszli słuchawek (bez aplikacji). Załóżmy, że programiści wkrótce wychwycą ten drobiazg (lub już to zrobili) i wypuszczą naprawiającą błąd poprawkę oprogramowania.
Aplikacja ma natomiast wyłączność na takie funkcje, jak podgląd stanu naładowania baterii, regulację barwy dźwięku czy ustawienia sensora sterującego odtwarzaniem muzyki, gdy zdejmujemy słuchawki z głowy. Jest też sekcja konfigurująca działanie przycisku wielofunkcyjnego (na lewej muszli).
Ostatecznie jednak aplikacja B&W nie była potrzebna do szczęścia, po przejrzeniu, co potrafi , czym prędzej ją usunąłem. Szkoda tylko, że z podobną gorliwością, z jaką na początku wymuszano na mnie zakładanie konta, na końcu system nie zająknął się w kwestii jego zamknięcia.
Bowers & Wilkins Px8 - odsłuch
Px8 nie zmuszają do wsłuchiwania się, odkrywania głębiej ukrytych możliwości, szukania audiofilskich nagrań. Oczywiście te ostatnie zostaną wyróżnione.
Bowers & Wilkins Px8 różnicują, i to zawzięcie, wyciągają detale, przybliżają nas do techniki nagraniowej. Coś za coś – nie robią tego subtelnie, za to skutecznie i w tym sensie fascynująco.
Każde nagranie w ich "interpretacji" jest bogatsze, bardziej szczegółowe, a przy tym – o ile tylko jest ku temu okazja – podkreśla rytm. Uderzenia basu są mocne, szybkie i twarde. Bowersy nie mruczą przymilnie, a tym bardziej nie kołyszą na miękkiej poduszce.
Rządzą dynamika i przejrzystość. Każde nagranie zyskuje na intensywności, co służy muzycznym emocjom… Nie zawsze tak samo, przy Px8 raczej nie odpoczniemy, lecz zostaniemy zaabsorbowani na maksa, nawet muzyką, która miała nas ukoić i uśpić.
Bowers & Wilkins Px8 ze wszystkiego robią efektowny spektakl, ożywią ślamazarne, a wyostrzą mętne kawałki. Gdzie nie skierować uwagi, tam wszystkiego jest dużo; blisko i namacalnie.
Jak szybko może nas to zmęczyć? Naprawdę nie wiem, bo nawet wtedy, kiedy wydawało mi się, że mam już trochę dość i dla wytchnienia założyłem słuchawki o brzmieniu spokojniejszym, ich "normalność" wydawała się nudna.
Jeżeli już męczyć się trzymaniem czegoś na głowie, to "po coś". Lepiej odpocząć po Px8, a potem znowu do nich wrócić. To nie są słuchawki do słuchania na okrągło, każdej muzyki i w każdym nastroju, ale do sesji "pobudzających".
Wysokie tony nie są ewidentnie rozjaśnione, chociaż czasami sypią się z nich iskry, często błyszczą, a przede wszystkim nieustannie absorbują rozdzielczością. Delikatniejsze i mocniejsze, raczej metaliczne niż aksamitne, ale nie monotonne, selektywne, świeże, czyste – popisują się i pojawiają nawet w nagraniach, które wcześniej "nie miały góry".
Średnicę trudno obserwować odrębnie, jej związek z wysokimi tonami jest ścisły, wybrzmienia determinują charakter, nie pozwalając niższym rejestrom pogrubiać i ocieplać. Mimo to wokale są mocne, esencjonalne, barwne, co dopełniają z animuszem wyraziste szczegóły artykulacji.
Nie zawsze jest milusińsko, zawsze jest na setkę. I co ciekawe, charakter ten, o ile w ogóle nie chcemy przerwać sesji i zająć się czymś innym (bo trudno jednocześnie słuchać Px8 i zajmować się czymś innym), wcale nie skłania do tego, aby przyciszyć – prowokuje, aby zrobić głośniej i doświadczać możliwej dynamiki w takim zakresie, w jakim jeszcze da się wytrzymać… żeby usłyszeć jeszcze więcej i mocniej.
Bowers & Wilkins Px8 same nie powiedzą "dość", nie doprowadziłem ich do poziomu, przy którym pojawiłaby się wyraźna kompresja. Układ ANC ma wpływ na brzmienie, zresztą dość typowy – wzmacnia skraje pasma, zwłaszcza niskie częstotliwości.
Zmianę tę można do pewnego stopnia redukować, posługując się suwakami regulacyjnymi, jednak w tej sprawie nie będziemy snuć teoretycznych rekomendacji, bowiem wiele zależy od konkretnych "okoliczności przyrody". ANC jest przeznaczony do zastosowania w środowisku hałaśliwym i wtedy dobrą kontrą jest również taka właśnie korekcja charakterystyki.
Działanie redukcji hałasów w jego podstawowym zakresie jest bardzo dobre. System nie generuje żadnego przydźwięku, wyciszanie tła ma wprawdzie swoje ograniczenia, ale potrafi zdziałać wiele nawet w przypadku rozmów i dźwięków uderzeniowych w nieco wyższych pasmach, z czym układy tego typu mają zazwyczaj kłopoty. Tryb ANC jest tylko jeden, jednak radzi sobie w różnych sytuacjach.