Chcesz dołączyć do wyścigu o tytuł najlepszego debiutu roku? Okryj się nutką tajemnicy, odkurz sekwencery wujka i ruszaj w świat.
Przez długi czas nie było wiadomo kim są, później stopniowo ujawniali swoją tożsamość. Jeden z nich, Adam Freeland, to znany DJ, drugi Steve Nalepa - kompozytor i technolog muzyki, trzeci Ry X - artysta sztuk wszelakich mieszkający w Los Angeles. Tam się poznali, zeszli i zaczęli tworzyć muzykę.
W tej aurze tajemniczości, półsłówek i niedopowiedzeń dotyczących historii The Acid powstała płyta "Liminal", na którą z dużymi nadziejami czekali fani ambitnego popu i elektroniki. Pewnie wielu z nas przypomnia oan zeszłoroczny debiut Disclosure, który zachwyca do dziś.
Czy "Liminal" powtórzy wyczyn "Settle"? Po pierwsze ustalmy - to dwie zupełnie różne płyty. Krążek Disclosure był pełen klubowej werwy i tanecznego pulsu, podczas gdy dzieło The Acid jest minimalistyczne, wyciszone, choć także niepozbawione elementów imprezowych. Tyle że tu mamy do czynienia z party sennym, odrealnionym, psychodelicznym, ociekającym namiętnością i seksem. Nieźle.
Tyle że monotonnie. Jedenaście numerów z "Liminal" opiera się na podobnm schemacie - zmodulowane wielogłosy wokalne, subtelny bit (czasami jego brak), syntetyczny sampel czasami przecięty wstawką gitarową. O ile słuchamy tych kawałków pojedynczo, nie mamy problemu z zachwyceniem się takimi perełkami, jak "Fame", "Basci Instinct" czy "Feed", ale karmiąc się wszystkimi na raz, ciężko jest wytrwać do końca.
Tym niemniej debiut The Acid prezentuje się co najmniej intrygująco, zapada w pamięć swoim nieodgadnionym minimalizmem i zachęca, by sięgnąć po jego fragmenty raz jeszcze. Z przyjemnością to uczynię.
Jurek Gibadło
Mystic