Zawsze warto zerkać na francuską scenę taneczno-elektroniczną, bo tam rodzą się rzeczy ważne. Za taki z pewnością należy uznać album Oklou. Artystka podąża tą samą ścieżką, co już uznane gwiazdy, jak FKA twigs, Grimes i Magdalena Bay. Ale jej wersja indietroniki jest o wiele bardziej przyjazna dla słuchaczy.
Dość często grana w mediach piosenka "Harvest Sky" stała się zajednym z największych przebojów ubiegłego roku i z pewnością była zachętą do sięgnięcia po album. Tak było przynajmniej w moim przypadku i trzeba przyznać, że się nie zawiodłem.
Oklou buduje pomost pomiędzy tanecznym popem a muzyką eksperymentalną, tworząc unikalny klimat i brzmienie wykraczające poza przyjęte standardy. To muzyka przyszłości – minimalistyczna, momentami ambientowa, z wciągającą łagodną elektroniką, o nieco przytłumionym, jakby wydobywającym się spod wody brzmieniu, ze spowolnionymi rytmami i tajemniczą aurą.
Śpiew Oklou przez zastosowanie autotune’a jest bliski robotyzmowi, ale z ludzką, soulową twarzą.
True Panther