Podobnie jak wcześniejsze płyty, nowy album nagrała pod producenckim nadzorem Johna Parisha, znanego ze współpracy z PJ Harvey. I podobnie jak w tamtym przypadku, możemy mówić o idealnym zespoleniu i podobnej wizji artystycznej.
Można doszukiwać się podobieństw między obiema artystkami. Każda z nich pisze bardzo intymne songi, w których równe ważne, jak muzyka, są teksty. Inny jest natomiast sposób ich interpretacji.
PJ Harvey jest znana ze swojej zadziorności, rockowego pazura. Aldous Harding stawia bardziej na intymny klimat, porzuca ostre gitarowe granie na rzecz akustycznych brzmień. W nagraniach oprócz sekcji rytmicznej i akustycznej gitary, towarzyszy jej harfa, pedal steel i cała paleta instrumentów klawiszowych. W połączeniu z jej delikatnym, nieco spowolnionym wokalem tworzy to zrelaksowany klimat ujmujący magnetycznym spokojem.
Kompozycje Nowozelandki oscylują wokół alternatywnego popu i indie folka, czasem nadaje im bardziej rockowy sznyt. Można się w tej muzyce zanurzyć, podążyć za jej romantycznym urokiem i poddać jej melancholii, ale takiej z delikatnym uśmiechem.
P4AD/Sonic