Już 10 lipca światło dzienne ujrzał siódmy solowy album amerykańskiego gitarzysty i wokalisty zatytułowany "Frozen Charlotte". Koncertowa energia zdominowała brzmienie także tej płyty. Jest jeszcze bardziej surowo i czadowo niż na "No Name".
Jack White oddaje hołd klasycznym hardrockowym brzmieniom spod znaku Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin, AC/DC czy Van Halen. I trzeba przyznać, że jest w tym naprawdę dobry. Rockowa gitara nie ma dla niego tajemnic. Robi z nią dosłownie wszystko, a w jego grze znać silne piętno blues rocka, metalu i punku. Do tego dochodzą nieco histeryczny śpiew i wpadające w ucho refreny.
Pod tym względem płyta z pewnością najbardziej nawiązuje do czasów The White Stripes, przy czym brzmi jeszcze potężniej i bardziej brawurowo. Słuchając jej, odnosi się wrażenie uczestniczenia w klubowym koncercie. Muzyka brzmi czadowo i energetycznie, słowem mamy tu czyste rockowe mięcho. Jack White w takiej muzyce czuje się najszczęśliwszy.
Third Man Records