Test BOWERS & WILKINS 801 D5 - Zespoły głośnikowe

801 D5
Andrzej Kisiel

To piąta diamentowa edycja największej konstrukcji serii 800 i zarazem szczyt solidności, precyzji i luksusu. Zachowując podstawowe założenia, producent wprowadził wiele udoskonaleń i modyfikacji w obudowie, głośnikach i zwrotnicy. Ich brzmienie można określić kilkoma słowami - siła i detal, uderzenie i wybrzmienie, swoboda i kontrola. Za kompleksową analizę oraz obiektywną ocenę 801 D5 odpowiada Andrzej Kisiel, ekspert z wieloletnim doświadczeniem na rynku audio.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł
Marka BOWERS & WILKINS
Cena 275 000 zł
Dostępność w 22 sklepach Sprawdź, gdzie kupić
Dystrybutor Audio Klan Zobacz ofertę dystrybutora
Artykuł pochodzi z Audio 9/2026
Kup teraz
Nasza ocena
Wykonanie Piąta diamentowa edycja największej konstrukcji serii 800. Zachowując podstawowe założenia, wprowadzono wiele udoskonaleń i modyfikacji w obudowie, głośnikach i zwrotnicy. Szczyt solidności, precyzji i luksusu.
Laboratorium Charakterystyka przetwarzania utrzymana w granicach +/-3 dB, z lekkim uwypukleniem wysokich częstotliwości i bardzo niską dolną częstotliwością graniczną (-6 dB przy 25 Hz!). Impedancja znamionowa 4 Ω, czułość 88 dB.
Brzmienie Siła i detal, uderzenie i wybrzmienie, swoboda i kontrola. Dynamiczny, dokładny, niski bas; mocna, wyraźna, bliska średnica; rozdzielcze, czyste, przejrzyste wysokie.

Bowers & Wilkins 801 D5 - odsłuch

Testujemy każdą edycję najlepszego modelu serii 800, komentujemy zmiany, ale w gruncie rzeczy od dawna trzymamy się w "zaklętym kręgu" dość twardych założeń układowych przyjętych przez Bowersa, a w konsekwencji określonego charakteru brzmienia. To, co przedstawiono wraz z pierwszą wersją diamentową (seria 800 D), jest konsekwentnie… kontynuowane czy rozwijane? Jedno i drugie. Nie znam żadnej innej konstrukcji tego formatu, która przez ponad 20 lat byłaby tak intensywnie udoskonalana, a zarazem pozostawała tak bliska pierwowzorowi.

Kiedy więc przychodzi pora na test kolejnej wersji, cieszę się i coraz ciężej wzdycham… Ponownie opisywać te same rozwiązania będzie zarazem łatwo i nieprzyjemnie, wyłuskiwać różnice brzmieniowe to wyzwanie fascynujące i frustrujące. Kiedy wreszcie Bowers przygotuje coś naprawdę zupełnie nowego i pozwoli odkrywać nowe lądy? A może raczej wypada cieszyć się, że zdecydowano się chociaż na taką inwestycję w sytuacji, gdy kontrolę nad marką przejął Samsung i każdy scenariusz był możliwy?

Nie zdziwiłbym się, gdyby edycja D4 była ostatnia i trwała aż do "wygaśnięcia" zainteresowania, a teraz albo za kilka lat pojawiły się zupełnie nowe, ultranowoczesne konstrukcje aktywne, strumieniujące, ze wspomaganiem AI… Jednak Samsung pozwolił posiadanym przez siebie markom kontynuować indywidualne kursy i dbać o swoich klientów. A skoro tak, to kupił audiofilskie marki dlatego, że widzi przyszłość tego rynku, a nie tylko telewizorów i soundbarów.

Premierową prezentację 801 D5 prowadził na wystawie w Wiedniu jak zwykle Andy Kerr. Opowiedział ogólnie o technicznych i estetycznych udoskonaleniach, które dokładnie opisaliśmy wcześniej, ale w deklaracjach dotyczących poprawy brzmienia były nieznane wcześniej akcenty. Zwykle słyszymy, że było już bardzo dobrze, ale teraz jest jeszcze lepiej. Tym razem padły obietnice, w których na tle wcześniejszych zapewnień o doskonałości, można było usłyszeć pewnego rodzaju… samokrytykę, a mianowicie, że na tle poprzedniej, nowa wersja brzmi bardziej spójnie, pełniej, muzykalniej, mniej analitycznie.

 Aluminiowy panel z tyłu rozciąga się na całą wysokości obudowy i zamyka duża komorę przeznaczoną na zwrotnicę.

Odtwarzam z pamięci sens tej wypowiedzi, a nie dokładnie słowa, ale zrobiło to wrażenie nie tylko na mnie, lecz również na siedzących obok kolegach, z którymi za chwilę posłuchaliśmy kilku kawałków. Zanim to nastąpiło, brałem nawet pod uwagę, że Bowers mógł kompletnie zmienić topologię zwrotnicy, ale mógł też po prostu wycofać się z pewnych zmian wprowadzonych w dwóch poprzednich wersjach, które brzmienie rozjaśniły i wyostrzyły.

Projektowanie zespołów głośnikowych opiera się w dużym stopniu na kryteriach subiektywnych i wrażeniach indywidualnych.

Kiedy zaraz po prelekcji usłyszałem 801 D5 w Wiedniu, wiedziałem już, że nie jest to rewolucja. Nie mogłem nawet być pewien, czy i jakie zmiany w ogóle wprowadzono. Dźwięk był z jednej strony znajomy, wciąż dość charakterystyczny, w stylu najlepszych Bowersów, z drugiej – siedziałem w nieznanym pomieszczeniu i wcale nie pośrodku, a 801 D5 były podłączone do elektroniki, której wcześniej nie słyszałem. Nie mogła wszystkiego postawić na głowie, ale przecież miała swój wpływ. Ostrość mi nie dokuczała, ale wciąż był to dźwięk mocny, detaliczny i przejrzysty. Ocena, czy 801 D5 grają lepiej od 801 D4, nie mogła zostać wystawiona w takich warunkach.

Drugi akt rozegrał się w salonie Top-HiFi na Andersa. Stało się to pod koniec lipca i po tygodniu ich "wygrzewania" zostaliśmy zaproszeni do firmowego salonu, w którym testowaliśmy już poprzednie wersje. Wtedy okazało się, że to miejsce i czas ma dodatkowy atut – w salonie czekały na nas nie tylko nowe 801 D5, ale również poprzednie 801 D4.

Zaciski są solidne i luksusowe, ale zwory z blaszek nie spodobają się najbardziej zawziętym audiofi lom. Łatwo je zastąpić odcinkiem swojego ulubionego kabla, co czyni cuda.

Takiej okazji do bezpośrednich porównań nie przegapiliśmy. Zanim je jednak rozpoczęliśmy, rozmawialiśmy z Adamem, kierownikiem sklepu i naszym dobrym znajomym, który bez względu na pełnioną rolę i "obowiązki służbowe", jest wobec nas zawsze szczery i wcale nie chwali wszystkiego, co sprzedaje.

Również wobec Bowersów bywa krytyczny, jego opinia na temat serii D4 była podobna do naszej i mogłaby być właśnie podstawą do zmian, jakie zapowiadał Andy Kerr. Spytany na wstępie, jak ocenia nowe D5, powiedział z niekłamanym entuzjazmem, że są wyraźnie lepsze od D4, korygując brzmienie w stronę zapowiadaną przez Bowersa.

Przystąpiliśmy do naszych działań, zaczynając od pomiarów, i tak jak już wyjaśniliśmy to w Laboratorium, dokładnie w taki sam sposób zmierzyliśmy zarówno D5, jak i D4. Na pierwszy rzut oka wyniki pomiarów nie potwierdzały rewelacji o poważnych zmianach. Charakterystyki były bardzo podobne, różnice niewielkie, może nawet mieszczące się w dopuszczalnym rozrzucie między egzemplarzami tego samego modelu?

Pomyśleliśmy, że Adam grubo przesadził, może przeszedł szkolenie… I chociaż wcześniej zawsze miał własne zdanie, to tym razem… też ma własne, ale zasugerował się i nieświadomie wyolbrzymia. Może sam nie porównał bezpośrednio D5 z D4, tylko porównuje D5 ze wspomnieniami o D4, które stoją obok… ale wcale niełatwo je przestawiać.

My ustawialiśmy obydwie pary dokładnie w taki sam sposób (nie obok siebie, ale przestawiając dokładnie w to samo miejsce), biorąc pod uwagę, że różnice mogą być na granicy percepcji. Żeby je wychwycić, mniejsze czy większe, a nie oceniać, nie trzeba było jednak słuchać wielu kawałków. Wystarczył jeden, dobrze znany, jakiego wśród innych słucham w każdym teście.

Porównywanie obarczone jest wieloma ryzykami, związanymi ze skomplikowanymi mechanizmami psychoakustycznymi. Ale jestem przekonany, że w tym przypadku wszelkie wątpliwości możemy odłożyć na bok. Byłem razem z Radkiem, który też nie jest potakiwaczem. Obydwaj usłyszeliśmy to samo i spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem.

Gdybym nie znając wyników pomiarów miał obstawiać, czy i jak zmieniono charakterystykę przetwarzania, postawiłbym dolary przeciwko orzechom, że podniesiono poziom średnich tonów o 1–2 dB. Tak jednak nie jest, a mimo to słychać lepsze, nasycone, bliższe wokale, podczas gdy z D4 były one na drugim planie, słabsze i cieńsze.

Często wykonuje się drobną korektę wartości jakiegoś elementu i wszystko wskakuje na swoje miejsce. Dźwięk zyskuje na naturalności znacznie więcej, niż można by prognozować na podstawie zmierzonych charakterystyk. To trochę jak z kluczem pasującym do zamka: pewien układ muzykę otwiera, a inny, bardzo podobny – nie.

Finezyjna siateczka obejmuje nie tylko diamentową kopułkę, ale też otaczający ją profil. Wykonanie detali jest godne jubilera.

Ale nie jest to regułą, osiągnięcie takiego rezultatu w taki sposób jest zarówno kwestią doświadczenia, jak i szczęścia. W poszukiwaniu lepszego brzmienia często żmudne i szeroko zakrojone próby nie przynoszą takiego efektu, jak jedno "muśnięcie". Jest to jednak muśnięcie polegające na zmianie wartości elementu, a nie tylko jego "gatunku", co też może mieć znaczenie, ale nie aż takie.

Wtedy spojrzałem dokładniej na zmierzone charakterystyki i inaczej je zinterpretowałem. To jednak wyraźny ślad zmian w zwrotnicy – delikatnych, ale nieprzypadkowych, wynikających nie z odchyłek, ale z celowo innych wartości, zarówno w filtrze niskotonowego, jak i średniotonowego.

Dźwięk Bowers & Wilkins 801 D5 jest płynniejszy, z odrobiną ciepła, przy wciąż nadzwyczajnej dynamice i przejrzystości. Nie chcę przesadzać, idealizować dźwięku 801 D5 i wyciągać wniosku, że to "zupełnie" co innego niż D4, a tym bardziej niż jeszcze wcześniejsze 800-tki serii D, bowiem miałem też wrażenie, że D5 częściowo wracają w tamtym kierunku, wycofują się z wysokotonowej ofensywności i jaskrawości wersji D3 i D4.

Ale zmieniło się też "coś" na basie, w jego wyższym podzakresie; 800 D4 trochę tam podbarwiały co deprymowało samą średnicę, w D5 zjawisko to było już marginalne i chociaż mając już na to wyczulony słuch, nie mogę powiedzieć, że było idealnie gładko i spokojnie, ale komponowało się to z ogólną soczystością i żywością.

Z wielu testów i innych spotkań z kolumnami serii 800 wszystkich generacji było to najbardziej przyjemne i rodziło najmniej pytań co do zrównoważenia, spójności i muzycznej uniwersalności.

Kolor też ma znaczenie… nie zawsze dla dźwięku, ale dla ogólnego wrażenia. Srebrzysta membrana Continuum świetnie pasuje do luksusowo-technicznej estetyki serii 800.

Gdy kwestia różnicy była już wyjaśniona, przesłuchałem kilka innych dobrze znanych mi, "reprezentatywnych" kawałków, i wtedy nabrałem przekonania, że D5 są nie tylko lepsze od D4, ale że są… bardzo dobre. Czy to znaczy, że D4 takie nie były? Przecież wszyscy recenzenci je chwalili, my również… ale inaczej. 801 D4 były wyczynowe, spektakularne, ekstremalne; chyba jednak nikt nie stwierdził, że były w odbiorze łatwe i miłe. Zostawmy je już w spokoju; umarł król, niech żyje król.

801 D5 nie tracą ani wigoru i uderzenia, ani szczegółowości i przejrzystości – cech typowych dla Bowersów, nie tylko najdroższych, a w modelach 801 osiągających szczyty niedostępne dla konkurentów.

Równowaga tonalna opiera się nie na spokojnej neutralności, lecz na podobnej, wysokiej aktywności niskich, średnich i wysokich tonów; słuchając pod tym kątem, trudno zauważyć, aby któryś z tak ogólnie traktowanych zakresów pasma dominował, a inny był w defensywnie.

Nie jest to jednak granie "pod linijkę", grzeczne i gładkie, a spójność nie zmierza do podporządkowania skrajów pasma średnicy. Przy tym brzmieniu nie ogrzejemy się i nie zaśniemy… To kolumny z mocnym charakterem, ekspresyjne, bogate, różnicujące. Grają tak, jak wyglądają – potężnie i detalicznie, efektownie i proporcjonalnie. Wyjątkową impulsywność, zwinność i szczegółowość możemy przyjąć z aprobatą.

Bas nie leje się i nie pęcznieje; jest słusznie twardy i wibrujący. W porównaniu z "typowym" basem z innych doskonałych kolumn jest tutaj więcej energii, a mniej masy, mimo że niskie zejścia są odtwarzane doskonale. Potężnie, ale zręcznie i "technicznie", jakby zawodnik wagi ciężkiej miał szybkość znacznie lżejszego. Bas jest też bezkompromisowo rozciągnięty w kierunku wyższego podzakresu, to zdecydowanie nie jest bas subwooferowy.

Wysokie tony są "na wierzchu", często błyszczące, ale doskonale rozdzielcze, selektywne, najdelikatniejsze informacje nie stapiają się z mocniejszymi, każdy dźwięk ma swoje miejsce w czasie i przestrzeni – tam, gdzie go zapisano. Subtelności, wybrzmienia, pogłosy, które słyszymy tylko w najlepszych systemach, są ewidentne. 

Bowersy wciąż są Bowersami i wcale się nie dziwię, że przy pewnych rozwiązaniach i rezultatach firma konsekwentnie trwa, bo są one wybitne i niepowtarzalne.

Bowersy nie będą nas czarować, że mamy do czynienia z żywym wokalistą, bo na przeszkodzie temu stoi ograniczona jakość wielu innych, choćby najwyższej jakości ogniw całego łańcucha urządzeń, przenoszącego dźwięk ze studia do naszego domu.

Nazwa Aerofoil membran niskotonowych odnosi się nie do ich kompozytowej struktury, ale do profilu – zmiennej grubości na promieniu.

Bowersy nie będą retuszować, szczególnie w stronę ocieplenia i zaokrąglenia, chociaż wielu nagraniom by to pomogło, ukryło też niedoskonałości współpracującego sprzętu. Pod tym względem Bowers & Wilkins 801 D5 są wymagające, usłyszymy co innego podłączając różne źródła i wzmacniacze, jednak dźwięk wciąż może być zdominowany przez siłę samych kolumn.

Parametry niskotonowego układu rezonansowego dają spory margines dla wzmacniaczy o niskim współczynniku tłumienia, nie tak łatwo będzie popsuć kontrolę basu, za to łatwiej usłyszeć brudy w zakresie wysokich tonów. Ale i wtedy dźwięk będzie sprężysty, energetyczny i przejmujący, trudno mi wyobrazić sobie 801 D5 grające mdło, leniwie i szaro.

Cokolwiek do nich podłączymy, jazda będzie szybka i emocjonująca. Z pewnością można by ten dźwięk jeszcze lepiej wyrównać, złagodzić i… pozbawić go tej niezwykłej siły, blasku i przestrzenności.

Kolumn grających spokojniej jest wokół bardzo dużo, ale czy przekonują do siebie bardziej, czy mniej? Zależy kogo i Bowersy też nie są najlepszym wyborem dla wszystkich, ale tak bardzo się wyróżniają, że jest to zarówno dla producenta, jak i wielu audiofilów najlepszy sposób na realizację planów. Na tak konkurencyjnym rynku trzeba znaleźć sposób, a jeżeli jest się już rozpoznawalnym, kojarzonym, nawet kontrowersyjnym, to tylko należy o to dbać, a nie zaczynać wszystkiego od początku.

Na przestrzeni już prawie 30 lat, od edycji serii 800 Nautilus, Bowers zainwestował w rozwój serii 800 więcej niż jakikolwiek inny producent w udoskonalanie swoich "referencji". I tylko cieszmy się z tego, że prace te są kontynuowane, nawet jeżeli 800-tki z różnych powodów nie są dla nas wszystkich, bo w ten sposób Bowers daje dobry przykład innym producentom, że wciąż warto.

Specyfikacja techniczna
Moc wzmacniacza [W] 50-1000 (wg danych producenta)
Rodzaj głośników W
Impedancja (Ω) 4
Czułość (2,83 V/1 m) [dB] 88

Laboratorium

Laboratorium Bowers & Wilkins 801 D5

Dostępność modelu 801 D5 i 801 D4 w tym samym miejscu i czasie wykorzystaliśmy zarówno w testach odsłuchowych, jak i w sesji pomiarowej. Chociaż 801 D4 już kiedyś testowaliśmy i robiliśmy im pomiary, teraz je powtórzyliśmy, aby były wykonane idealnie w tych samych warunkach, ustawieniu mikrofonu i parametrów systemu.

Od tamtego czasu Bowers doskonalił swoje kolumny, a my – metodę pomiaru, więc nie należy tych wyników bezpośrednio porównywać do poprzednich. Nie ma za to żadnych wątpliwości, że różnice między wybranymi (losowo z dwóch par) egzemplarzami 801 D5 a 801 D4 są dokładnie takie, jakie teraz zobaczyliśmy. Mogliśmy założyć, że egzemplarze każdej pary są idealnie zbieżne.

Wobec zapowiedzi zmian w brzmieniu, chcieliśmy mieć czarno na białym, jak zmieniły się charakterystyki, bowiem trudno przypuszczać, aby w takiej sytuacji były takie same. Chyba że doskonalenie odbywa się w sferze niemierzalnej (naszymi prostymi metodami), bez zmiany charakterystyk przenoszenia, co oczywiście jest możliwe. Co usłyszeliśmy, opiszemy na następnych stronach, robiąc też syntezę wszystkich wątków – obiektywnych i subiektywnych – a w Laboratorium przedstawiamy twarde fakty.

Rys. 1. przedstawia rodzinę charakterystyk przetwarzania 801 D5. Charakterystyka z osi głównej jest zbliżona do charakterystyki, jaką odbierze słuchacz w "praktycznej" odległości 3 m i na praktycznej wysokości 95 cm (mikrofon znajdował się w odległości 1,5 m, na wysokości 105 cm, a więc na prostej łączącej założone miejsce odsłuchowe z punktem pomiędzy głośnikami średniotonowym a wysokotonowym, znajdującym się na wysokości 115 cm).

Na wątpliwości, czy takie wyznaczenie miejsca odsłuchu i pomiaru nie jest zbyt arbitralne, odpowiadają pomiary przeprowadzone tradycyjnie na innych osiach, zarówno w płaszczyźnie pionowej (+/-7º, co daje różnicę 10 cm wysokości na dystansie 1 m) i 15º/30º w płaszczyźnie poziomej.

Widząc te charakterystyki, już tylko "z pamięci" mogliśmy podejrzewać, że w układzie zwrotnicy zmieniono niewiele, nie wprowadzono filtrów wyższego rzędu na przejściu średniotonowego i wysokotonowego. Świadczy o tym znane już z poprzednich konstrukcji 801 i 800 zafalowanie charakterystyki i wyraźne zmiany w płaszczyźnie pionowej, w szerokim zakresie 2–7 kHz; są one jednak utrzymane w takich granicach, że charakterystyki z osi 0º, +7º i 15º mieszczą się w deklarowanej przez producenta ścieżce +/-3 dB, ponadto osłabienie w zakresie 2,5–3 kHz jest przez słuch dobrze przyjmowane i wielu konstruktorów o tym wie, czy to godząc się na taką niegroźną niedoskonałość, czy też specjalnie ją wywołując.

Biorąc to pod uwagę, charakterystyka na osi głównej jest najlepiej ułożona, bo na osi -7º (gdybyśmy usiedli nisko i blisko) pogłębia się osłabienie przy 3 kHz, a na osi +7º (gdybyśmy siedzieli bardzo wysoko) zakres 2–3 kHz wypełnia się, ale powstaje osłabienie w zakresie 5–7 kHz.

Pod kątem 15º w poziomie zmiana jest jeszcze niewielka, ale pod kątem 30o już znaczna (najgłębsze osłabienie przy 2,6 kHz), na co składa się zarówno zawężanie wiązki przez sam głośnik średniotonowy, jak też zmiana relacji odległości od punktu pomiarowego do średniotonowego i wysokotonowego, co tutaj oznacza przesunięcie fazy między nimi i osłabienie charakterystyki przetwarzania, podobnie jak przy ustawianiu mikrofonu niżej.

Wysokie tony mają szczyt przy 10 kHz, powyżej charakterystyka łagodnie opada, ale na wszystkich osiach podobnie – nawet pod dużym kątem 30o trzyma się wyjątkowo dobrze. Taki przebieg też nie jest niespodzianką, chociaż nie ma już wiele wspólnego z filtrowaniem, lecz z właściwościami samego przetwornika. Diamentowa kopułka ma wysoko przesunięty rezonans (break-up), ale charakterystyka opada wcześnie.

W zestawie tym nie ma pomiaru z maskownicami, testowana para ich nie miała, ale wiemy z poprzednich testów, że nie wyrządzają one szkody – to cienkie indywidualne ramki na głośnikach niskotonowych i średniotonowym, na głośniku wysokotonowym jest siateczka założona na stałe więc wpływ jest już uwzględniony.

Bowers deklaruje w ścieżce +/-3 dB pasmo 15 Hz – 28 kHz, a przy spadkach -6 dB nawet 13 Hz – 35 kHz. Górnej częstotliwości granicznej nie zweryfikujemy, gdyż nasz system sięga 20 kHz, ale widząc tendencję przy tej granicy, nie możemy tego wykluczyć.

Natomiast informacje o dolnej częstotliwości granicznej są mocno przesadzone; ścieżkę +/-3 dB przecinamy przy 30 Hz, a spadek -6 dB (względem poziomu średniego) mamy przy 25 Hz. To i tak doskonałe rezultaty. Przy 13 Hz spadek wynosi… ok. 30 dB; nawet uwzględnienie wzmacniającego wpływu odbić od ścian pomieszczenia (o takich "alternatywnych" warunkach pomiaru producent jednak nie wspomina) nie podniosłoby tutaj poziomu o ponad 20 dB.

Na rys. 2a mamy zestaw charakterystyk zmierzonych w polu bliskim (po korekcie poziomów, przed korektą baffle-step). Charakterystyka głośnika niskotonowego (pomarańczowa) ma zapadłość przy 29 Hz; to jak najbardziej naturalne odciążenie przy częstotliwości rezonansowej układu bas-refleks, gdzie ciśnienie z otworu jest najwyższe, a jego charakterystyka (niebieska) jest symetryczna – klasyczne strojenie z głośnikami o silnych układach magnetycznych i optymalnej objętości obudowy. Przy 300–350 Hz widać rezonans pasożytniczy, ale jego szczyt leży 20 dB poniżej poziomu z głośnika w tym zakresie.

Charakterystyka wypadkowa (czerwona) stopniowo zwiększa nachylenie (poniżej 29 Hz leży niżej niż charakterystyka z otworu, bo ciśnienia z otworu i głośnika są w przeciwnych fazach), a w kierunku średnich tonów biegnie równo do 300 Hz, gdzie zaczyna opadać z nachyleniem bliskim 18 dB/okt. (filtr 3. rzędu). Aż do 1,5 kHz (gdzie tracimy ją z oczu na poziomie -40 dB) charakterystyka głośnika nie jest obciążona rezonansami, więc zastosowanie stromego filtrowania miało inny główny powód – zgrania fazowego ze średniotonowym przy ich zgodnej polaryzacji.

Charakterystyka średniotonowego (zielona) również opada stromo i przecina ją powyżej 400 Hz – to dość wysoki podział jak na parę 26-cm niskotonowych i 18-cm średniotonowy. Uwolnienie od dużych amplitud, do których głośnik ten nie jest przystosowany, zapewniłoby filtrowanie nawet przy 200 Hz, ale wciąż obciążyłoby głośnik dużą mocą występującą w zakresie 200–400 Hz, zamieniającą się w ciepło, a jego cewka nie jest duża.

Oszczędzanie głośnika średniotonowego i niedopuszczanie do wysokich temperatur cewki to nie tylko chronienie go przed uszkodzeniem, ale też redukowanie zniekształceń, konieczne zwłaszcza przy wysokiej mocy znamionowej całego zespołu, wynikającej z potencjału sekcji niskotonowej. Jednak taki podział, z dwoma głośnikami niskotonowymi, z których jeden jest znacznie odsunięty od średniotonowego, zagrażałby osłabieniami charakterystyki poza osią główną na skutek przesunięć fazowych, czemu jednak zapobiegło strome filtrowanie niskotonowych.

Na rys. 3. pokazujemy dwie krzywe impedancji – dla 801 D5 (czerwona) i 801 D4 (czarna). Minima przy 90 Hz, 300 Hz i 20 kHz mają ok. 3,5 Ω; producent deklaruje 3 Ω, a jednocześnie impedancję znamionową 8 Ω, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni i nie będziemy ponownie tej sprzeczności roztrząsać, tylko jasno stwierdzamy, że impedancja znamionowa to 4 Ω i nie wygląda specjalnie kłopotliwie.

Zmiany w większej części pasma (poza zakresem niskotonowym, gdzie szczyty są wysokie) są łagodne i wraz z czułością 88 dB (producent podaje 90 dB) nie jest to szczególnie trudne obciążenie, chociaż dla wzmacniaczy lampowych raczej nieodpowiednie. Jeżeli jednak będziemy chcieli wykorzystać pełen potencjał dynamiczny 801 D5, to nie obędzie się bez setek watów; nie po to, aby kolumny te zgrały "dobrze" i aby je "obudzić", lecz aby wydobyć z nich to, czego słabsze kolumny nie potrafią.

Producent nie podaje mocy znamionowej, lecz rekomendowaną moc wzmacniacza w zakresie 50–1000 W. Czy na tej podstawie można wnioskować, że moc znamionowa to 1000 W? Nie jest to pewne, ale przy takich wartościach nie ma praktycznego znaczenia. Nawet jeżeli ostrożnie oszacujemy moc na 500 W (na podstawie konstrukcji niskotonowych), to podłączenie wzmacniacza 1000 W stanowi zagrożenie czysto teoretyczne i chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego.

Dla 801 D4 wykonaliśmy taki sam, pełen zestaw pomiarów. Wszystkie charakterystyki niemal pokrywają z charakterystykami D5, w całym pasmie, z maksymalnymi lokalnymi odchyłkami nie większymi od 1 dB, a w 90 procentach pasma mniejszymi od 0,5 dB, co wydaje się pozostawać w granicach tolerancji dla określonej konstrukcji nawet wysokiej klasy, a jeżeli nawet wynika ze zmian, to są one kosmetyczne.

Wyniki pomiarów w polu bliskim prowadzą do podobnych wniosków, wszystkie charakterystyki niemal identyczne, wraz z takimi szczegółami, jak delikatne zafalowanie na charakterystyce niskotonowego w zakresie 50–90 Hz, pasożytniczy rezonans z bas-refleksu przy 300–350 Hz czy wklęśnięcie na charakterystyki średniotonowego przy 300 Hz.

Charakterystyki impedancji są również podobne, w całym pasmie różnice są rzędu dziesiątych części oma. Ale diabeł tkwi w szczegółach i poszukując śladów celowych zmian, można je dostrzec w zakresie pierwszej częstotliwości podziału; wydaje się, że filtr 3. rzędu niskotonowych ma niższą dobroć (łagodniejsze „kolano" ich charakterystyki przy 300 Hz i spadek powyżej); to już jednak zabawa dla konstruktorów, którym dedykujemy rys. 2b – komplet pomiarów w polu bliskim dla 801 D4.

Mimo zastosowania filtrów wyższego rzędu na przejściu niskich i średnich częstotliwości, w okolicach 400 Hz wzniesienie modułu impedancji jest niewielkie, bo charakterystyki samych filtrów (elektryczne) do siebie dochodzą, natomiast podział między średniotonowym a wysokotonowym, prowadzony filtrami 1. rzędu, powoduje wzniesienie modułu impedancji przy ok. 3 kHz, bo charakterystyki filtrów są "rozsunięte".

Widzimy tutaj różnicę (między charakterystykami D5 i D4) rzędu pół Ω i "rozdwojenie" zaczynające się już od 1 kHz, co też może oznaczać niewielką zmianę w filtrze dolnoprzepustowym głośnika średniotonowego; "rozrzutu" wartości wysokiej klasy elementów zwrotnicy ani parametrów samego głośnika średniotonowego bym nie podejrzewał, bowiem kiedy 3 lata temu porównywaliśmy charakterystyki impedancji 801 D4 i 801 D4 Signature, były one idealnie zbieżne w całym pasmie, tak jak teraz w zakresie niskotonowym charakterystyki impedancji D4 i D5.

B&W deklaruje, że udoskonalił systemy magnetyczne, co oczywiście mogło wpłynąć na impedancję, ale nie musiało. To nie ma już takiego znaczenia, ale pokrywanie się tych charakterystyk świadczy nie tylko o niezmiennych podstawowych parametrach obudowy (która decyduje o częstotliwości rezonansowej bas-refleksu i wpływa także na pozycję i kształt wierzchołków), lecz także o idealnej stałości parametrów głośników – pochodzących z partii produkowanych na przestrzeni kilku lat; D4 nie były nowe, a D5 przyjechały tydzień przed testem i jeżeli w ogóle wymagały "rozruszania" głośników niskotonowych, to proces ten był już skończony.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł
Andrzej Kisiel
Andrzej Kisiel
Redaktor naczelny AUDIO od założenia pisma w roku 1995. Autor ok. dwóch tysięcy testów zespołów głośnikowych. Członek Stowarzyszenia EISA, ekspert w panelu Hi-Fi. Od ponad trzydziestu lat prowadzi też własną firmę projektującą zespoły głośnikowe. Jego drugą pasją jest modelarstwo, a muzyka - głównie z lat 60. i 70., której jednak na długich spacerach nie słucha, bo słuchawek na własnej głowie nie toleruje. 
Zobacz artykuły autora
BOWERS & WILKINS testy Zobacz więcej
BOWERS & WILKINS aktualności Zobacz więcej
Najnowsze testy Zobacz więcej
logo logo