Najwyższa seria 800 doczekała się edycji D5 i chociaż każda poprzednia też była przedstawiana jako krok naprzód, to Bowers nigdy nie deklarował, że powiedział już ostatnie słowo. Udoskonalenia były zawsze skrojone na miarę aktualnych badań i możliwości. Modyfikacje wprowadzane w kolejnych edycjach były mniejsze lub większe, i nawet jeżeli czasami można było sądzić, że głównym powodem była sama konieczność odświeżenia referencyjnej serii (co Bowers robi systematycznie), to tak czy inaczej były one potrzebne i jasno określone.
Technika głośnikowa rozwija się i, co nie mniej ważne, zmieniają się też upodobania – zarówno potencjalnych użytkowników, jak i konstruktorów. Nowe 800-tki to nie tylko kolejne czysto techniczne udoskonalenia, ale też decyzje o nieco innym "strojeniu". I to one mogą mieć największy wpływ na końcowe rezultaty, na to, czy D5 będą się nam podobały bardziej od poprzednich.
W high-endzie nikt nie ma monopolu. W żadnej kategorii sprzętu nie można wskazać bezwzględnego lidera, a nawet gdy jakaś firma przez jeden czy dwa sezony wydaje się objawieniem, to niedługo potem pojawiają się następne gwiazdy, wracają dawne autorytety i coraz więcej firm musi dzielić się tortem.
Szczególnie producentów kolumn głośnikowych jest w bród. Również ci o najdłuższym stażu, największej renomie, najbogatszych ofertach i najgłębszym przekonaniu o swojej wyjątkowości i "najlepszości", jeżeli są trzeźwymi obserwatorami, zdają sobie sprawę, że konkurencja nie śpi i trzeba ciężko pracować bez przerwy. Albo zostaje się w tyle ze wspomnieniami minionej chwały.
Bowers & Wilkins w tym roku obchodzi 60-lecie. Nie jest najstarszą firmą głośnikową, ale wśród podobnych stażem – najbardziej stabilną i utytułowaną. Tyle lat mija od założenia firmy zajmującej się produkcją zespołów głośnikowych, natomiast współpraca Johna Bowersa i Roya Wilkinsa rozpoczęła się o wiele wcześniej, gdy otworzyli sklep ze sprzętem radiowym, a ich znajomość sięgała… II wojny światowej, gdy razem służyli w Royal Corps of Signal – oddziale odpowiedzialnym za komunikację, gdzie poznali tajniki nowoczesnej elektroniki, co potem połączyli z zainteresowaniami muzycznymi.
Z okazji takiego jubileuszu i jednocześnie testu najnowszej i najlepszej konstrukcji, przypominanie całej historii firmy, nawet po raz n-ty, nie byłoby nadużyciem. Z drugiej strony, jeżeli ograniczylibyśmy się do wątków związanych z nową serią 800 D5, to i tak wystarczyłoby nam materiału, a historię Bowersa każdy audiofil zna. Zaznaczmy jednak ważny punkt na osi czasu – prawie dokładnie w połowie historii firmy, w latach 90. XX wieku, sami zaczynaliśmy bliżej poznawać kolumny B&W w naszych testach.
Ikona, czyli Nautilus
B&W zajmował bardzo mocną pozycję (nie tylko w Polsce), zarówno w segmencie kolumn popularnych (niskobudżetowa seria 300, która później zniknęła z oferty), jak i z najwyższej półki – wtedy właśnie zaprezentowano Nautilusa, który stał się ikoną i symbolem głośnikowej nowoczesności i oryginalności. Tak technicznie zaawansowanego i estetycznie awangardowego projektu nie przedstawił do tamtej pory nikt inny; B&W osiągnął najwyższy szczyt i dlatego Nautilus wciąż pozostaje w ofercie.
Przypomina nie tylko o swojej wyjątkowości, ale też o potędze firmy, ma ciekawą genezę, wciąż wygląda fantastycznie (jest eksponatem w Museum of Modern Art w Nowym Jorku), a gra… tak jak 30 lat temu – ani lepiej, ani gorzej. Nie ma następcy, pozostał w pierwszej, oryginalnej formie. Jest jedyny w swoim rodzaju, bowiem założenia jego konstrukcji i funkcjonalności okazały się tak ekstrawaganckie i wymagające, że nie zdecydowano się na ich kontynuowanie ani udoskonalanie, ani rozwijanie w mniejszych wersjach.
Nie powstała cała seria Nautilusów, chociaż wprowadzona w 1998 roku seria 800 Nautilus swoją nazwą sugerowała spełnienie takich oczekiwań. Z koncepcji "prawdziwego" Nautilusa pozostało w niej niewiele, był to jednak przełom dla samej serii 800, która istniała już wcześniej i była związana z hasłem Matrix, odnoszącym się do wewnętrznej struktury wzmocnień obudowy.
Matrix jest zresztą obecny do dzisiaj, również w najnowszej edycji D5, i choć w innej, nowocześniejszej formie, to w takiej samej roli. Seria 800 Nautilus wprowadziła za to obudowy z giętej sklejki, opływową głowę dla głośnika średniotonowego, długą, zwężającą się (do tyłu) "tubkę" dla wyskotonowego i znacznie udoskonalone przetworniki – chociaż wciąż z kewlarową membraną średniotonową i aluminiową kopułką wysokotonową, które to materiały były stosowane już wcześniej, a także w niższych seriach.
Diamentowe kopułki wysokotonowe - historia i wyścig z FOCALEM
Na początku XXI wieku producenci, którzy byli zdeklarowanymi zwolennikami sztywnych kopułek wysokotonowych (będących w ideowym konflikcie z kopułkami miękkimi, w większości tekstylnymi), poszukiwali nowych materiałów i rozwiązań, które zastąpiłyby stosowane dotąd kopułki aluminiowe i tytanowe.
Wcześniejsze udoskonalające je zabiegi wyczerpały swój potencjał, a efekty brzmieniowe wciąż nie były godne konstrukcji referencyjnych i coraz więcej audiofilów przekonywało się zarówno do kopułek jedwabnych, jak i nowych wówczas membran pierścieniowych, a także znanych od dawna wstęgowych.
Potrzebny był wyraźny krok naprzód i obydwie największe firmy, które były tym najbardziej zainteresowane, czyli B&W i Focal, rozpoczęły intensywne prace. Dalszy ciąg decyzji jest spowity mgłą tajemnicy, ale z zastrzeżeniem "podobno" możemy chyba bezpiecznie snuć tę opowieść.
Nie tylko Focal, ale również B&W zamierzał wprowadzić beryl – najlepszy z metali, jaki w tym miejscu można użyć. Francuzom udało się w tym wyścigu wyprzedzić Brytyjczyków, więc ci, nie chcąc być "drugimi", zmienili kierunek badań (a być może prowadzili je równolegle), aby zaprezentować coś nie mniej ambitnego i unikalnego – kopułkę diamentową.
Chociaż to diament syntetyczny (wytwarzany metodą osadzania z fazy gazowej), to jego parametry są doskonałe i – jak przekonuje B&W – lepsze od berylu. Minusem są wyższe koszty, bowiem o ile beryl z czasem udało się wprowadzić do nieco tańszych konstrukcji, o tyle diament jest spotykany tylko w tych najdroższych (nie tylko w ofercie B&W, gdzie jest "zastrzeżony" dla serii 800).
Ani kopułek berylowych, ani diamentowych firmy te nie produkują same, są to ekstremalnie zaawansowane technologie, którymi dysponują pojedynczy specjaliści na całym świecie. W przypadku pierwszych jest to przede wszystkim amerykański Materion (od którego folię berylową kupował nie tylko Focal, ale też Scan-Speak, a on z kolei dostarczał kompletne głośniki np. firmie Magico), natomiast diamentowe kopułki wytwarza dla B&W firma Element Six.
Taki podział ról utrwalił się przez 20 lat, Bowers trzymał się diamentu, Focal (i wielu innych producentów) – berylu. Aż 2 lata temu nastąpił kryzys, gdy Materion najpierw zmienił parametry produkowanej folii berylowej, a następnie znacznie podniósł ceny. Nie można już było produkować wcześniej z mozołem opracowanych głośników, nie narażając ich na pogorszenie parametrów, a opłacalność przygotowania nowych stanęła pod znakiem zapytania.
Wielu producentów już się z berylu wycofało, inni (w tym Focal) są w trakcie przebudowy oferty – berylu już nie ma w najnowszych modelach Utopii. Brytyjczycy z pewnością nie martwią się perturbacjami z berylem, wręcz przeciwnie: dzisiaj decyzja sprzed ponad 20 lat o wyborze diamentu procentuje dodatkowo, chociaż wtedy nikt nie mógł się spodziewać takiego obrotu sytuacji. Postawili na dobrego konia, który jeszcze długo pociągnie.
Jak diamentowe wysokotonowe wpływają na brzmienie?
Wprowadzenie diamentowych wysokotonowych miało większy wpływ na brzmienie, niż można się było spodziewać. Zmieniło nawet brzmienie modeli, w których dalej były stosowane kopułki aluminiowe. W jaki sposób?
Nie chodzi o charakterystykę samych wysokich tonów, chociaż kopułki diamentowe pracują tylko w tym zakresie. Jak jednak wyjaśnia "biały papier" (techniczny dokument z tamtych czasów) podczas prób z filtrowaniem diamentowego wysokotonowego projektanci doszli do wniosku, że najlepiej brzmi z najprostszym, jednoelementowym (szeregowy kondensator) układem, co było radykalną zmianą w stosunku do stosowanych wcześniej (w serii 800 Nautilus) filtrów 3. rzędu i pociągnęło za sobą dalsze zmiany.
Dla jak najlepszego zgrania fazowego głośników wysokotonowego i średniotonowego, przy takiej samej polaryzacji obydwu (co było kolejnym założeniem wynikającym z testów odsłuchowych), należało przesunąć kopułkę bardziej do przodu (jej impuls wyprzedza więc impuls ze średniotonowego, stąd wniosek, że według konstruktorów B&W "wyrównanie czasowe" ma mniejsze znaczenie), ale mimo takiej gimnastyki, trudno było uzyskać tak płynne przejście charakterystyki między średniotonowym a wysokotonowym, a tym bardziej ustabilizowanie jej poza osią główną, jak było to możliwe z filtrami wyższego rzędu. W ten sposób wyraźnemu pofalowaniu ulega szeroki zakres przejścia ze średnich do wysokich tonów, a charakter brzmienia, jaki słyszymy, wynika nie tylko z cech samych głośników i właściwości ich membran, lecz w bardzo dużym stopniu ze sposobu ich współpracy, dyktowanego przez filtry.
Mimo to, na pewno zdając sobie sprawę z zysków i strat, B&W wybrał takie rozwiązanie, a nawet przeniósł je do niższych serii, w których diamentowych kopułek nie było, nie ma i nie będzie, jednak dzięki zastosowaniu określonego schematu filtrowania, nawet z innymi głośnikami, wszystkie Bowersy grają dość podobnie – na tyle, na ile to możliwe przy wszystkich dzielących je różnicach.
Zwolennicy filtrów 1. rzędu zwykle kojarzą ich stosowanie z koncepcją "liniowej fazy", łączą z wyrównaniem czasów dolotu itd. Wymaga to więc konsekwencji i filtrowania w taki sposób wszystkich sekcji, "od dołu" i "od góry". W przypadku B&W punktem wyjścia nie były takie idealistyczne założenia co do wypadkowych charakterystyk całego układu głośnikowego, lecz samo uproszczenie filtra dla głośnika wysokotonowego (co swoją drogą wymagało zapewnienia jego wysokiej wytrzymałości).
Pozostałe filtry nie są już tak proste, podział między sekcją niskotonową a średniotonową jest prowadzony filtrami wyższego rzędu (podobnie jak w konstrukcjach sprzed epoki Diamentu) i wszystko to razem tworzy specjalną, firmową kombinację.
Można powiedzieć, że każda zwrotnica jest unikalna, jeżeli została starannie zaprojektowana do obsługi konkretnego zespołu głośnikowego i spotykane są różne zestawy filtrów. Ten jest jednak szczególnie nietypowy, gdy niżej działają filtry bardziej strome, a wyżej – łagodniejsze.
Bowers nie wraca już do genezy takiego układu, nie pomija tematu zwrotnic, lecz skupia się na innych wątkach, które dla kształtowania charakterystyk nie mają znaczenia – na jakości elementów, zwłaszcza kondensatorów i stosowaniu "by-passów" (kondensatorów o małej pojemności).
Kevlar vs Continuum
Wcześniejsze ustalenia i pryncypia zachowują ważność, również w zakresie membran głośników, które przecież są elementem mającym kluczowy wpływ na brzmienie. Nawet zastąpienie Kevlaru nowym materiałem Continuum w głośniku średniotonowym (w edycji D3 – 10 lat temu), które mogło wydawać się rewolucją, faktycznie było tylko ewolucją.
Skądinąd spektakularną, bowiem B&W przez kilkadziesiąt lat przekonywał, że Kevlar w tym miejscu jest bezkonkurencyjny, a jego charakterystyczny żółty kolor pomógł uczynić z niego jeden z firmowych znaków rozpoznawczych. Do czasu… gdy Kevlar stał się łatwiej dostępny również dla innych producentów, rozpowszechnił się i przestał wyróżniać B&W tak jak wcześniej. A B&W, zwłaszcza w konstrukcjach referencyjnych, musi być w każdym elemencie wyjątkowy.
Wymiana Kevlaru na Continuum mogła być więc podyktowana zarówno lepszymi właściwościami nowego materiału, jak i argumentami "politycznymi". Nie chodziło jednak o zmianę poglądu, zgodnie z którym membrana średniotonowa powinna rozwiązać potencjalny problem fal stojących, generujących silne rezonanse, za pomocą rozprowadzenia ich w różne strony (od cewki do górnego zawieszenia) drogami o różnych odległościach (określonych strukturą plecionki), aby w ten sposób rezonanse "rozmienić na drobne" i rozproszyć.
Na takiej ogólnej zasadzie działają wszystkie jednowarstwowe membrany plecione (z włókna kewlarowego, węglowego, szklanego), chociaż różnią się parametrami zależącymi też od sposobu ich nasączenia. Nazwa Continuum wskazuje właśnie na kontynuację, na to, że B&W rozstał się Kevlarem, ale nie z fundamentalnymi założeniami, które teraz realizuje jeszcze skuteczniej. Taka jest zresztą ogólna filozofia i przesłanie B&W – zawsze wszystko robimy najlepiej jak się da, więc w przyszłości będziemy robić jeszcze lepiej. Wciąż rozwijamy nasze wcześniejsze, zawsze dobre pomysły.
Obudowa
W najnowszej wersji D5 aluminium jest jeszcze więcej, z niego wykonano też dolną i górną ściankę oraz opływowe komory głośników średniotonowego i wysokotonowego. Ze sklejki wciąż są wykonane masywne wewnętrzne wzmocnienia pionowe i poziome, a przede wszystkim duże, wygięte powierzchnie boczne. Sklejkę na "płaszcze" B&W produkuje na miejscu, na wielkich prasach (każdy model ma swoją), sklejając na gorąco do założonej grubości surowe obłogi.
Wyodrębnienie średniotonowej "głowy" i położenie na niej wysokotonowego też ma bardzo długą tradycję, sięgającą czasów przednautilusowych, pierwszych Matrixów, chociaż takich kształtów elementy te nabrały w serii 800 Nautilus (a potem były jeszcze modyfikowane, zmieniany był też ich materiał).
Wszystko jest tutaj już dopracowane, zoptymalizowane, trudno coś poprawić… A jeżeli, to albo jakieś detale, albo zrobić coś zupełnie innego (tak jak kiedyś Nautilusa), do czego jednak Bowers & Wilkins jeszcze nie dojrzał. Zresztą porzucenie całego dorobku, skumulowanego zawsze w bieżącej serii, byłoby skokiem na tak głęboką wodę, że można by już nie wypłynąć. Nie chodzi tylko o zdobytą wiedzę i precyzyjne projekty.
W fabryce w Worthing, w której jest składana seria 800, znajdują się wielki park maszynowy, stanowiska, formy, prasy, szablony, narzędzia – wszystko przygotowane pod kątem 800-tek. Zupełnie nowe projekty wymagałyby ogromnych inwestycji i mnóstwo czasu. I po co?
Głośniki
W głośniku średniotonowym jest stosowane Continuum, kopułka wysokotonowa jest diamentowa, a membrany niskotonowe to grube, wielowarstwowe sandwicze. B&W realizuje równocześnie dwie różne koncepcje, które jednak składają się akustycznie w logiczną całość. Membrany niskotonowe i wysokotonowe pracują zgodnie z zasadą sztywnego tłoka – przynajmniej do pewnej częstotliwości, przy której każda sztywna membrana wpada w ostry rezonans ("dzwoni"), ale dopóki zachowuje sztywność, generuje niskie zniekształcenia.
Przewaga kopułki diamentowej nad innymi sztywnymi (metalowymi) polega na przesunięciu tego rezonansu daleko poza pasmo akustyczne, tak że nawet uwzględniając, iż wpływa on na charakterystykę, amplitudową i fazową, całą oktawę poniżej, to i tak pozostaje to bez istotnego wpływu na brzmienie (czyli na to, co słyszymy).
Z kolei rezonanse 25-cm głośnika niskotonowego mogą rozgrywać się już w okolicach 1 kHz, ale przy podziale w okolicach 400 Hz jest dostatecznie duży dystans, aby filtrem wyższego rzędu skutecznie go stłumić.
Inaczej potraktowano głośnik średniotonowy, stosując membranę względnie miękką, za to lepiej rozpraszającą rezonanse; "break-up" sztywnej 15-cm membrany leżałby niedaleko typowego zakresu jego pracy, jego stłumienie wymagałoby stromego filtrowania albo specjalnych "pułapek", co mogłoby odbić się na brzmieniu poniżej. Ten problem nie powstrzymuje wielu konstruktorów przed stosowaniem głośników średniotonowych ze sztywnymi membranami, bo projektowanie nawet najlepszych zespołów głośnikowych to sztuka kompromisu.
B&W "od zawsze" stosuje głośniki własnej produkcji i własnych projektów, nigdzie indziej nie spotkamy podobnych. Ich zaawansowanie jest bezkompromisowe i tylko jakiś nowy wynalazek mógłby je istotnie zmienić i poprawić. B&W nie deklaruje, że w wersji D5 przeprowadził w tej dziedzinie poważne i konkretne modyfikacje, poza enigmatycznym stwierdzeniem, iż udoskonalił układy napędowe (oparte na magnesach neodymowych) głośników niskotonowych.
Membrana niskotonowa to sandwicz z rdzeniem z lekkiej, ale twardej pianki, zamknięty okładkami z plecionki karbonowej. Tutaj zastosowanie plecionki ma inne znaczenie niż w membranie średniotonowej Continuum, jest ona częścią bardzo sztywnej struktury. Membrana wielowarstwowa nie jest czymś unikalnym, ale tutaj jest wyjątkowa, bowiem ma profil nazwany aerofoil – jest najgrubsza w połowie promienia, gdzie siły zginające są największe.
Dwa 25-cm głośniki pracują we wspólnej komorze, z dużym otworem w dolnej ściance. Tunel, w którym jest uchwycona masa powietrza układu rezonansowego, tworzy wyprofilowana na obydwu końcach rura wchodząca w głąb obudowy, ale też szczelina pomiędzy dolną ścianką a cokołem, utworzona przez nóżki o wysokości 3 cm, pozwalające fali rozejść się dookoła.
Jednak na pytanie, czy takie kolumny można postawić pod samą ścianą bez obaw o nadmierne wzmocnienie basu, odpowiedź brzmi: nie, bowiem zależy to też od charakterystyk niezależnych od sposobu wyprowadzenia bas-refleksu.
Wyjątkiem w stosowaniu bas-refleksu był tylko Nautilus, którego 30-cm głośnik niskotonowy pracował w zamkniętej linii transmisyjnej; w tym szczególnym przypadku wymagało to stworzenia systemu aktywnego, który zapewnił odpowiednio niską częstotliwość graniczną, gdyż bez niej charakterystyka opadała bardzo wcześnie.
Oczywiście można zaprojektować pasywny system zamknięty z dobrym "zejściem", jednak konstruktorzy B&W (tak jak większość) są przekonani, że biorąc pod uwagę wszystkie parametry, bas-refleks bardziej się opłaca, a audiofile skupiający się na przekonaniu, iż system zamknięty ma lepszą odpowiedź impulsową… powinni posłuchać właśnie Bowersów i to niekoniecznie najdroższych. Mocny napęd głośnika (niska wartość Qts), optymalna objętość obudowy i niskie strojenie zapewniają doskonałe rezultaty.
Oryginalność głośnika średniotonowego to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim membrana Continuum (chociaż jest ona najlepiej widoczna i charakterystyczna, przy czym srebrzysty kolor nie jest naturalnym kolorem "surowca", lecz zostaje nadany na samym końcu, "zwykłym" lakierowaniem natryskowym, niezależnym od nasączenia membrany inną substancją metodą ręcznego pędzlowania (koniecznego, aby ją uszczelnić i uzyskać odpowiednie parametry).
Już w serii 800 Nautilus zastosowano zawieszenie typu FST – wąski pasek gąbki o niewielkiej amplitudzie i podatności, ale też minimalnej stratności. W edycji D3 wymieniono dolne zawieszenie – zamiast klasycznego "harmonijkowego" resora, zastosowano element nazwany Biomimetic, który jest delikatny, otwarty, pozwala na swobodne przejście fali od tylnej strony membrany; podobnie jak FST, to rozwiązanie dobre dla głośnika średniotonowego, ale nieodpowiednie dla niskotonowego lub nisko-średniotonowego, które muszą być przygotowane do pracy z większymi amplitudami wymagającym bardziej "wydajnych" zawieszeń. Wcześniej przygotowano bardzo "przewiewny" kosz z cienkimi żebrami i neodymowy układ magnetyczny.
Większość głośników średniotonowych powstaje na drodze modyfikacji głośników nisko-średniotonowych, ograniczających się często do skrócenia cewki (a czasami głośniki nisko-średniotonowe są stosowane w tej roli bez żadnych zmian, tylko z odpowiednim filtrowaniem).
B&W na drodze "specjalizowania" głośnika średniotonowego posunął się najdalej, co najlepiej widać w porównaniu z nisko-średniotonowym (tej samej wielkości) w podstawkowych 805 D5 – łączy je tylko membrana Continuum, wszystkie inne elementy są zupełnie różne.
Praktykom od razu przyjdzie na myśl filtrowanie w zwrotnicy, które musi odpowiednio ukształtować charakterystykę. B&W oczywiście mają zwrotnice, ale w zupełnie wyjątkowy sposób potraktowano obudowę – komorę średniotonowego.
Zwykle średniotonowy znajduje się w tej samej "skrzyni" co niskotonowe, mając wewnątrz wydzieloną komorę (aby ciśnienie z niskotonowych nie uderzało w tylną stronę jego membrany), która musi spełniać dość prosty warunek – mieć odpowiednią objętość, żeby nie podnieść zbytnio częstotliwości rezonansowej i dobroci.
Nie jest to jednak duże wyzwanie, nawet dla 18-cm średniotonowego wystarczy zwykle kilka litrów i sprawa załatwiona. Do tego można dodać nierównoległość ścianek tworzących tę komorę, a nawet bardziej skomplikowane ich ukształtowanie (aby zapobiec powstawaniu fal stojących), czasami otwór stratny.
Na tym działania większości konstruktorów się kończą, a B&W dopiero zaczynają. Już w Matrixach średniotonowy miał własną "nadstawkę", czego jednak wówczas próbowali również inni producenci. Zdecydowanie przed szereg B&W wyszedł w serii 800 Nautilus, a dokładnie – w modelach 802 i 801, gdzie pojawiła się opływowa "głowa", której forma i sposób mocowania pełnił dodatkowe funkcje, aktualne również w generacji D5.
Poza odizolowaniem i wytłumieniem energii od tylnej strony membrany w odpowiedniej objętości, wyrafinowany kształt głowy zapewniał minimalizację fal stojących – odbić powracających do membrany.
W największym skrócie: aby to się mogło udać, komora powinna zaraz za głośnikiem się rozszerzyć, a potem zwężać wykładniczo. Wywodzi się to z doświadczeń nad linią transmisyjną, chociaż przy długości ok. 50 cm trudno mówić o pełnej realizacji zasady jej działania. Jednocześnie z zewnątrz forma też jest korzystna dla swobodnego opływania fali, przy powierzchni czołowej niemal zredukowanej do powierzchni głośnika i bez ostrych krawędzi.
W kolejnych edycjach serii 800 doskonalono kształt a także materiał "głowy". Początkowo był to kompozyt Marlan, później aluminium – najpierw powstaje odlew, który następnie jest precyzyjnie skrawany. Dodano tłumiki masowe i zmieniono sposób mocowania głośnika; od początku nie był on klasycznie przykręcany (jego kosz) do obudowy, lecz na tym obwodzie zawieszony elastycznie i zakotwiczony z tyłu głowy długim prętem wychodzącym z układu magnetycznego, a później wprowadzono pięcioramienny uchwyt w płaszczyźnie układu magnetycznego głośnika.
Mocowanie całej głowy do "skrzyni" niskotonowej, a dokładnie do jej aluminiowego sklepienia, też nie jest sztywne, lecz za pośrednictwem warstwy tłumiącej, aby silne wibracje niskich częstotliwości nie wpływały na delikatniejsze średnie tony. Zresztą aluminiowa płyta zamykająca komorę niskotonową jest także starannie wytłumiona. Głośniki niskotonowe są mocowane na sztywno – one nie powinny "pływać", lecz jak najlepiej zintegrować się z dużą masą ich obudowy.
Obudowa wysokotonowego jest wyfrezowana z litego bloku aluminium i może najskuteczniej realizować założenia linii transmisyjnej (chociaż ten typ obudowy został wymyślony dla głośników niskotonowych), bo kilkudziesięciocentymetrowa "fajka" jest wielokrotnie dłuższa od fal wysokich częstotliwości, co pozwala dość skutecznie je wytłumić.
Jak duże ma to znaczenie dla jakości wysokich tonów, aby fala od tylnej strony membrany zostały wytłumiona w tak wyrafinowany sposób, a nie w typowej "puszce" (która też może mieć w środku zwinięty krótki labirynt) – to inna sprawa, ale wydłużony kształt tej obudowy wynika też z tego, że głośnik wysokotonowy ma magnes neodymowy o małej średnicy, co pozwala zbliżyć go do głośnika średniotonowego, a to ma kluczowe znaczenie dla charakterystyk kierunkowych.
Aby jednak fala od przedniej strony kopułki mogła opływać tę małą obudowę bez zakłóceń, wokół kopułki jest mały "obwarzanek", a nie ostra krawędź. Obejmuje go siateczka, która pełni przede wszystkim rolę ochrony delikatnej diamentowej kopułki przed mechanicznym uszkodzeniem; w pierwszych wersjach D można było ją zdjąć, ale zbyt często kończyło się to bardzo kosztowną reparacją, więc teraz ale do zdjęcia potrzebny jest "sposób", niedostępny dla użytkowników, wyłącznie dla ich dobra. Natomiast na bok można spokojnie odłożyć wątpliwości, czy siateczka nie ma negatywnego wpływu na charakterystyki; została pod tym kątem starannie dopracowana w edycji 801 D4 Signature i taką też zastosowana w 800 D5.
Tył obudowy, od góry do dołu, zajmuje duży aluminiowy panel, w wersji D5 bardziej subtelnie frezowany niż w D4. Zamyka on tylną komorę rozciągającą się na całej wysokości obudowy, w której zostaje całkowicie odizolowana zwrotnica, podzielona na kilka płytek przykręconych właśnie do aluminiowych "pleców" (znowu za pośrednictwem pianek tłumiących), które są dla niej doskonale stabilną platformą, a jednocześnie radiatorem dla rezystorów przymocowanych bezpośrednio.
Zwrotnica jest złożona z pierwszorzędnych elementów. Fakt, że wszystkie cewki są powietrzne, a kondensatory polipropylenowe, to tylko punkt wyjścia. Cewki nie są ekstrawaganckie, nawinięte odpowiednio grubym drutem, zwłaszcza w filtrze niskotonowego (dwie, bo filtr jest 3. rzędu), ale ponieważ podział jest dość wysoki, więc nie są bardzo duże.
Natomiast z kondensatorami Bowers zaszalał, zresztą nie po raz pierwszy, stosując najlepszy Supreme Silver/Gold/Oil, 5,1 mikro, w filtrze wysokotonowego (1. rzędu) i Supreme Aluminium/Oil, 2 x 22 mikro, w filtrze górnoprzepustowym średniotonowego; nawet w filtrze dolnoprzepustowym, równoległy do głośnika, jest nie byle jaki – Evo Silver/Gold/Oil, natomiast w sekcji niskotonowej to "zwykłe" białe MCapy, ale w tym miejscu to luksus. Przy każdym kondensatorze znajduje się zestaw mniejszych kondensatorów bocznikujących, mających poprawić "szybkość" działania, jest ich jeszcze więcej niż w D4 (gdzie pojawiły się po raz pierwszy).
O ile zmiany w wewnętrznej konstrukcji obudowy widzimy tylko na firmowych przekrojach, a w modyfikacje w głośnikowych "napędach" możemy uwierzyć, o tyle bezpośrednie spotkanie z 801 D5 przekonuje, że B&W zainwestował również "na zewnątrz".
Deklarację, że wszystkie łączenia są jeszcze lepiej spasowane, trudno zweryfikować, ponieważ nie dostrzegam żadnych niedociągnięć w poprzedniej. D5 w niektórych detalach są bardziej subtelne i eleganckie, ale już D4 były perfekcyjne. Na przykład zaokrąglono krawędzie, co wiąże się ze zmianą całego tylnego panelu, teraz wyprofilowanego łagodnym falowaniem, a nie ostrymi bruzdami (które też miały swój techniczny urok).
Połączenie tylnego panelu z aluminiowymi profilami wewnętrznej struktury wykonano trzema parami długich śrub, z zewnątrz zakrytych ozdobnymi płytkami, mocowanymi na magnesy; na górnej naniesiono nazwę firmy, na środkowej – symbol modelu, a dolna otacza terminal przyłączeniowy.
Ten również przeorganizowano: wcześniej z lewej strony (patrząc od tyłu) mieliśmy parę zacisków dla sekcji niskotonowej, a z prawej dla średnio-wysokotonowej, a zwory były wykonane z odcinków kabli zakończonych widełkami; teraz zaciski są ustawione naprzemiennie, dzięki czemu kable poszczególnych sekcji nie będą się rozchodzić szeroko, a zwory to wygodne i dyskretne blaszki… które część audiofilów, bez względu na to, jak są wykonane, oskarża o "degradację" dźwięku. Choćby d… miodem smarować, niektórzy muszą posmarować sobie sami, więc proszę bardzo – samodzielne zrobienie zworek z kabelków pozwoli chwalić się, że właściciel jeszcze coś poprawił, a może nawet uratował.
Cokół ma obrys podążający za kolumną, co wygląda lepiej niż poprzednio, gdy z tyłu wystawał bardziej niż z przodu. We wnęce cokołu chowają się kółka, bardzo przydatne przy przesuwaniu kolumny ważącej ponad 100 kg, ale po zajęciu docelowego miejsca, można na zewnątrz wysunąć masywne kolce. Kiedy trzeba wygodnie, kiedy można – po audiofilsku.
Za to trochę mniej podobają mi się duże, okrągłe nóżki (pomiędzy cokołem a obudową) – wcześniej były węższe, eliptyczne. Sklepienie głównej skrzyni jest wykończone mięciutką skórą ekskluzywnej firmy Connolly. Przygotowano cztery wersje kolorystyczne: obudowa może być polakierowana na czarno (producent nazywa to Stealth Black, a nie jak poprzednio Gloss Black, chociaż na zdjęciach wydaje się, że ma połysk), na biało (Warm White – to już wykończenie satynowe), może być oklejona fornirem orzechowym w jego naturalnym (jasnym) kolorze albo bardzo ciemnym; głowa i cokół są czarne w wersjach Stealth Black i Dark Walnut, białe w Warm White i jasnoszare w Light Walnut; skóra jest czarna w ciemnych wersjach i jasnoszara w jasnych, dopasowano też kolor tubki wysokotonowej, kołnierzy i pierścieni wokół pozostałych głośników.
Zniknęła wersja Rosenut, mająca bardzo długą tradycję w ofercie B&W, będąca barwionym na ciemnoczerwono fornirem orzechowym. Zastąpiła ją ciemnobrązowa wersja Dark Walnut.
Kiedy rozmawiałem o tym w B&W przy okazji wprowadzenia bodajże serii D3, sugerując, że przydałby się kolor naturalnego orzecha (którego fornir mają przecież w nieprzebranych ilościach do barwienia na rosenut), przecież już wtedy bardzo popularnego w Europie, podczas gdy rosenut już się przejadł, w zasadzie przyznano mi rację, ale stwierdzono, że czerwony kolor jest niezwykle popularny w Chinach, czarny jest obowiązkowy, biały staje się modny… a rozdzielenie produkcji na więcej niż trzy warianty to zbyt wysokie koszty. Następnie w serii D4 dodano naturalny orzech, a w serii D5 wycofano rosenut i dołożono ciemny orzech...
| Moc wzmacniacza [W] | 50-1000 (wg danych producenta) |
| Rodzaj głośników | W |
| Impedancja (Ω) | 4 |
| Czułość (2,83 V/1 m) [dB] | 88 |
Laboratorium
Laboratorium Bowers & Wilkins 801 D5
Dostępność modelu 801 D5 i 801 D4 w tym samym miejscu i czasie wykorzystaliśmy zarówno w testach odsłuchowych, jak i w sesji pomiarowej. Chociaż 801 D4 już kiedyś testowaliśmy i robiliśmy im pomiary, teraz je powtórzyliśmy, aby były wykonane idealnie w tych samych warunkach, ustawieniu mikrofonu i parametrów systemu.
Od tamtego czasu Bowers doskonalił swoje kolumny, a my – metodę pomiaru, więc nie należy tych wyników bezpośrednio porównywać do poprzednich. Nie ma za to żadnych wątpliwości, że różnice między wybranymi (losowo z dwóch par) egzemplarzami 801 D5 a 801 D4 są dokładnie takie, jakie teraz zobaczyliśmy. Mogliśmy założyć, że egzemplarze każdej pary są idealnie zbieżne.
Wobec zapowiedzi zmian w brzmieniu, chcieliśmy mieć czarno na białym, jak zmieniły się charakterystyki, bowiem trudno przypuszczać, aby w takiej sytuacji były takie same. Chyba że doskonalenie odbywa się w sferze niemierzalnej (naszymi prostymi metodami), bez zmiany charakterystyk przenoszenia, co oczywiście jest możliwe. Co usłyszeliśmy, opiszemy na następnych stronach, robiąc też syntezę wszystkich wątków – obiektywnych i subiektywnych – a w Laboratorium przedstawiamy twarde fakty.
Rys. 1. przedstawia rodzinę charakterystyk przetwarzania 801 D5. Charakterystyka z osi głównej jest zbliżona do charakterystyki, jaką odbierze słuchacz w "praktycznej" odległości 3 m i na praktycznej wysokości 95 cm (mikrofon znajdował się w odległości 1,5 m, na wysokości 105 cm, a więc na prostej łączącej założone miejsce odsłuchowe z punktem pomiędzy głośnikami średniotonowym a wysokotonowym, znajdującym się na wysokości 115 cm).
Na wątpliwości, czy takie wyznaczenie miejsca odsłuchu i pomiaru nie jest zbyt arbitralne, odpowiadają pomiary przeprowadzone tradycyjnie na innych osiach, zarówno w płaszczyźnie pionowej (+/-7º, co daje różnicę 10 cm wysokości na dystansie 1 m) i 15º/30º w płaszczyźnie poziomej.
Widząc te charakterystyki, już tylko "z pamięci" mogliśmy podejrzewać, że w układzie zwrotnicy zmieniono niewiele, nie wprowadzono filtrów wyższego rzędu na przejściu średniotonowego i wysokotonowego. Świadczy o tym znane już z poprzednich konstrukcji 801 i 800 zafalowanie charakterystyki i wyraźne zmiany w płaszczyźnie pionowej, w szerokim zakresie 2–7 kHz; są one jednak utrzymane w takich granicach, że charakterystyki z osi 0º, +7º i 15º mieszczą się w deklarowanej przez producenta ścieżce +/-3 dB, ponadto osłabienie w zakresie 2,5–3 kHz jest przez słuch dobrze przyjmowane i wielu konstruktorów o tym wie, czy to godząc się na taką niegroźną niedoskonałość, czy też specjalnie ją wywołując.
Biorąc to pod uwagę, charakterystyka na osi głównej jest najlepiej ułożona, bo na osi -7º (gdybyśmy usiedli nisko i blisko) pogłębia się osłabienie przy 3 kHz, a na osi +7º (gdybyśmy siedzieli bardzo wysoko) zakres 2–3 kHz wypełnia się, ale powstaje osłabienie w zakresie 5–7 kHz.
Pod kątem 15º w poziomie zmiana jest jeszcze niewielka, ale pod kątem 30o już znaczna (najgłębsze osłabienie przy 2,6 kHz), na co składa się zarówno zawężanie wiązki przez sam głośnik średniotonowy, jak też zmiana relacji odległości od punktu pomiarowego do średniotonowego i wysokotonowego, co tutaj oznacza przesunięcie fazy między nimi i osłabienie charakterystyki przetwarzania, podobnie jak przy ustawianiu mikrofonu niżej.
Wysokie tony mają szczyt przy 10 kHz, powyżej charakterystyka łagodnie opada, ale na wszystkich osiach podobnie – nawet pod dużym kątem 30o trzyma się wyjątkowo dobrze. Taki przebieg też nie jest niespodzianką, chociaż nie ma już wiele wspólnego z filtrowaniem, lecz z właściwościami samego przetwornika. Diamentowa kopułka ma wysoko przesunięty rezonans (break-up), ale charakterystyka opada wcześnie.
W zestawie tym nie ma pomiaru z maskownicami, testowana para ich nie miała, ale wiemy z poprzednich testów, że nie wyrządzają one szkody – to cienkie indywidualne ramki na głośnikach niskotonowych i średniotonowym, na głośniku wysokotonowym jest siateczka założona na stałe więc wpływ jest już uwzględniony.
Bowers deklaruje w ścieżce +/-3 dB pasmo 15 Hz – 28 kHz, a przy spadkach -6 dB nawet 13 Hz – 35 kHz. Górnej częstotliwości granicznej nie zweryfikujemy, gdyż nasz system sięga 20 kHz, ale widząc tendencję przy tej granicy, nie możemy tego wykluczyć.
Natomiast informacje o dolnej częstotliwości granicznej są mocno przesadzone; ścieżkę +/-3 dB przecinamy przy 30 Hz, a spadek -6 dB (względem poziomu średniego) mamy przy 25 Hz. To i tak doskonałe rezultaty. Przy 13 Hz spadek wynosi… ok. 30 dB; nawet uwzględnienie wzmacniającego wpływu odbić od ścian pomieszczenia (o takich "alternatywnych" warunkach pomiaru producent jednak nie wspomina) nie podniosłoby tutaj poziomu o ponad 20 dB.
Na rys. 2a mamy zestaw charakterystyk zmierzonych w polu bliskim (po korekcie poziomów, przed korektą baffle-step). Charakterystyka głośnika niskotonowego (pomarańczowa) ma zapadłość przy 29 Hz; to jak najbardziej naturalne odciążenie przy częstotliwości rezonansowej układu bas-refleks, gdzie ciśnienie z otworu jest najwyższe, a jego charakterystyka (niebieska) jest symetryczna – klasyczne strojenie z głośnikami o silnych układach magnetycznych i optymalnej objętości obudowy. Przy 300–350 Hz widać rezonans pasożytniczy, ale jego szczyt leży 20 dB poniżej poziomu z głośnika w tym zakresie.
Charakterystyka wypadkowa (czerwona) stopniowo zwiększa nachylenie (poniżej 29 Hz leży niżej niż charakterystyka z otworu, bo ciśnienia z otworu i głośnika są w przeciwnych fazach), a w kierunku średnich tonów biegnie równo do 300 Hz, gdzie zaczyna opadać z nachyleniem bliskim 18 dB/okt. (filtr 3. rzędu). Aż do 1,5 kHz (gdzie tracimy ją z oczu na poziomie -40 dB) charakterystyka głośnika nie jest obciążona rezonansami, więc zastosowanie stromego filtrowania miało inny główny powód – zgrania fazowego ze średniotonowym przy ich zgodnej polaryzacji.
Charakterystyka średniotonowego (zielona) również opada stromo i przecina ją powyżej 400 Hz – to dość wysoki podział jak na parę 26-cm niskotonowych i 18-cm średniotonowy. Uwolnienie od dużych amplitud, do których głośnik ten nie jest przystosowany, zapewniłoby filtrowanie nawet przy 200 Hz, ale wciąż obciążyłoby głośnik dużą mocą występującą w zakresie 200–400 Hz, zamieniającą się w ciepło, a jego cewka nie jest duża.
Oszczędzanie głośnika średniotonowego i niedopuszczanie do wysokich temperatur cewki to nie tylko chronienie go przed uszkodzeniem, ale też redukowanie zniekształceń, konieczne zwłaszcza przy wysokiej mocy znamionowej całego zespołu, wynikającej z potencjału sekcji niskotonowej. Jednak taki podział, z dwoma głośnikami niskotonowymi, z których jeden jest znacznie odsunięty od średniotonowego, zagrażałby osłabieniami charakterystyki poza osią główną na skutek przesunięć fazowych, czemu jednak zapobiegło strome filtrowanie niskotonowych.
Na rys. 3. pokazujemy dwie krzywe impedancji – dla 801 D5 (czerwona) i 801 D4 (czarna). Minima przy 90 Hz, 300 Hz i 20 kHz mają ok. 3,5 Ω; producent deklaruje 3 Ω, a jednocześnie impedancję znamionową 8 Ω, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni i nie będziemy ponownie tej sprzeczności roztrząsać, tylko jasno stwierdzamy, że impedancja znamionowa to 4 Ω i nie wygląda specjalnie kłopotliwie.
Zmiany w większej części pasma (poza zakresem niskotonowym, gdzie szczyty są wysokie) są łagodne i wraz z czułością 88 dB (producent podaje 90 dB) nie jest to szczególnie trudne obciążenie, chociaż dla wzmacniaczy lampowych raczej nieodpowiednie. Jeżeli jednak będziemy chcieli wykorzystać pełen potencjał dynamiczny 801 D5, to nie obędzie się bez setek watów; nie po to, aby kolumny te zgrały "dobrze" i aby je "obudzić", lecz aby wydobyć z nich to, czego słabsze kolumny nie potrafią.
Producent nie podaje mocy znamionowej, lecz rekomendowaną moc wzmacniacza w zakresie 50–1000 W. Czy na tej podstawie można wnioskować, że moc znamionowa to 1000 W? Nie jest to pewne, ale przy takich wartościach nie ma praktycznego znaczenia. Nawet jeżeli ostrożnie oszacujemy moc na 500 W (na podstawie konstrukcji niskotonowych), to podłączenie wzmacniacza 1000 W stanowi zagrożenie czysto teoretyczne i chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
Dla 801 D4 wykonaliśmy taki sam, pełen zestaw pomiarów. Wszystkie charakterystyki niemal pokrywają z charakterystykami D5, w całym pasmie, z maksymalnymi lokalnymi odchyłkami nie większymi od 1 dB, a w 90 procentach pasma mniejszymi od 0,5 dB, co wydaje się pozostawać w granicach tolerancji dla określonej konstrukcji nawet wysokiej klasy, a jeżeli nawet wynika ze zmian, to są one kosmetyczne.
Wyniki pomiarów w polu bliskim prowadzą do podobnych wniosków, wszystkie charakterystyki niemal identyczne, wraz z takimi szczegółami, jak delikatne zafalowanie na charakterystyce niskotonowego w zakresie 50–90 Hz, pasożytniczy rezonans z bas-refleksu przy 300–350 Hz czy wklęśnięcie na charakterystyki średniotonowego przy 300 Hz.
Charakterystyki impedancji są również podobne, w całym pasmie różnice są rzędu dziesiątych części oma. Ale diabeł tkwi w szczegółach i poszukując śladów celowych zmian, można je dostrzec w zakresie pierwszej częstotliwości podziału; wydaje się, że filtr 3. rzędu niskotonowych ma niższą dobroć (łagodniejsze „kolano" ich charakterystyki przy 300 Hz i spadek powyżej); to już jednak zabawa dla konstruktorów, którym dedykujemy rys. 2b – komplet pomiarów w polu bliskim dla 801 D4.
Mimo zastosowania filtrów wyższego rzędu na przejściu niskich i średnich częstotliwości, w okolicach 400 Hz wzniesienie modułu impedancji jest niewielkie, bo charakterystyki samych filtrów (elektryczne) do siebie dochodzą, natomiast podział między średniotonowym a wysokotonowym, prowadzony filtrami 1. rzędu, powoduje wzniesienie modułu impedancji przy ok. 3 kHz, bo charakterystyki filtrów są "rozsunięte".
Widzimy tutaj różnicę (między charakterystykami D5 i D4) rzędu pół Ω i "rozdwojenie" zaczynające się już od 1 kHz, co też może oznaczać niewielką zmianę w filtrze dolnoprzepustowym głośnika średniotonowego; "rozrzutu" wartości wysokiej klasy elementów zwrotnicy ani parametrów samego głośnika średniotonowego bym nie podejrzewał, bowiem kiedy 3 lata temu porównywaliśmy charakterystyki impedancji 801 D4 i 801 D4 Signature, były one idealnie zbieżne w całym pasmie, tak jak teraz w zakresie niskotonowym charakterystyki impedancji D4 i D5.
B&W deklaruje, że udoskonalił systemy magnetyczne, co oczywiście mogło wpłynąć na impedancję, ale nie musiało. To nie ma już takiego znaczenia, ale pokrywanie się tych charakterystyk świadczy nie tylko o niezmiennych podstawowych parametrach obudowy (która decyduje o częstotliwości rezonansowej bas-refleksu i wpływa także na pozycję i kształt wierzchołków), lecz także o idealnej stałości parametrów głośników – pochodzących z partii produkowanych na przestrzeni kilku lat; D4 nie były nowe, a D5 przyjechały tydzień przed testem i jeżeli w ogóle wymagały "rozruszania" głośników niskotonowych, to proces ten był już skończony.