Mimo tego rozrzutu, album "10 Til’ Midnight" zachowuje spójność i tempo. Motorem napędowym jest G-funk poprzetykany nowoczesnymi dźwiękowymi efektami. Utwory mówione sąsiadują tu z piosenkami o soulowym zabarwieniu. Pozytywnie nastraja już otwierający wydawnictwo "Step" z udziałem Swizz Beatz.
Lata 70. przywołuje mile bujający "Lied 2 U". W klasycznym stylu West Coast jest utrzymany "Stop Counting My Poccets". Rapową nawijkę mamy w "OG to BG" z udziałem Kanobby’ego. Jazzowe sample i wyluzowany flow niesie utwór "Dogg Wattup Doe" z kolejnym gościem, Peezy’m. Nu jazzowo zabrzmiał jeden z najlepszych utworów na płycie "Leave That Dogg Alone". Bliższy korzeni hip hopu jest surowy "Pop My Shit" z nawijką Trinidada Jamesa.
Sam koniec albumu "10 Til’ Midnight" jest już zdecydowanie bardziej piosenkowy. Doskonale nastrajają kołyszący "No Ticcet Needed", funkowy "Long Beachin" oraz "QTSAMYAH" z natchnionym wokalem Octobera Londona. Czternaście utworów w 35 minut. Zwięzła, nieprzegadana, pełna pozytywnej energii płyta, w sam raz na lato.
Death Row/Sonic