Test LOEWE Leo - Słuchawki bezprzewodowe

Leo
Radek Łabanowski

Leo to pierwsze słuchawki bezprzewodowe w historii Loewe. Duże, efektowne i luksusowe. Wyposażone m.in. w wejście cyfrowe USB i analogowe (ale z konwersją A/C), mają Bluetooth z ultranowoczesnym kodowaniem LC3Plus, oferują tryb przeźroczystości i tłumienie hałasów, a także firmowy system korekcji charakterystyki słuchu użytkownika. I pracują 65 godzin. Ich brzmienie jest rozrywkowo-monitorujące. Za kompleksową analizę oraz obiektywną ocenę słuchawek odpowiada Radek Łabanowski, ekspert z wieloletnim doświadczeniem na rynku audio.

Marka LOEWE
Cena 5 700 zł
Dostępność w 26 sklepach Sprawdź, gdzie kupić
Dystrybutor Audio Klan Zobacz ofertę dystrybutora
Artykuł pochodzi z Audio 3/2026
Kup teraz
Nasza ocena
Wykonanie Pierwsze słuchawki bezprzewodowe w historii Loewe. Duże, efektowne i luksusowe. Muszle zamknięte oryginalnymi pierścieniami sterującymi. Dwie wersje kolorystyczne – niebieskie i beżowe.
Funkcjonalność Wejście cyfrowe USB i analogowe (ale z konwersją A/C). Bluetooth z ultranowoczesnym kodowaniem LC3Plus. Tłumienie hałasów, tryb przeźroczystości. Zaawansowana aplikacja mobilna z wieloma ustawieniami. Firmowy system korekcji charakterystyki słuchu użytkownika. Bardzo długi czas pracy (65 godzin).
Brzmienie Lekkie, przejrzyste, przestrzenne. Szybki bas, otwarta góra. Rozrywkowo- -monitorujące.

Loewe to firma z ponad stuletnią tradycją, jednak w temacie słuchawek dopiero debiutuje. Za to jak! Od razu rzuca się na głęboką wodę konstrukcji bezprzewodowej wysokiej klasy, mając w tym zakresie ceny za konkurentów bardzo utytułowanych specjalistów.

Loewe to już od dawna nie tylko telewizory, również soundbary, głośniki bezprzewodowe, wielokanałowe sub-saty, a teraz również słuchawki, i to jedne z najbardziej luksusowych w kategorii bezprzewodowej. Asortyment się zmienia, ale firma konsekwentnie dba o prestiż, jej klienci są wymagający i zamożni.

Firmy rozpędzone niegdyś w projektowaniu nie tylko słuchawek, ale i opakowań pełnych przegródek, zawiasów, ozdobionych pięknymi grafikami, zostały przyhamowane zgodnie z trendem ekologicznym. Dzisiaj coraz częściej spotyka się szarokartonowe pudełka z i do recyklingu. Podobnie jest w przypadku Leo, co początkowo odbierałem jako zaprzeczenie luksusu, ale taka jest też moda, więc Loewe tym pomysłem klientów raczej nie straci.

Loewe Leo - wykonanie i ergonomia

W komplecie oprócz słuchawek jest etui z suwakiem oraz dwa kable – cyfrowy USB (do ładowania akumulatorów ale także odtwarzania) i analogowy. Leo są produkowane w dwóch wersjach kolorystycznych – Midnight Blue oraz Moonlight Beige, czyli po prostu niebieskiej i beżowej. Części miękkie są wykonane z naturalnej skóry, elementy pałąka, regulacje, obudowy muszli są metalowe.

Loewe Leo to dość spore (jak na kategorię mobilną) słuchawki nauszne, muszle i obszerne pady są owalne, dość dokładnie otulają uszy, ale nie uciskają. Regulacja pałąka działa płynnie i klasycznie, po pełnym rozsunięciu ponad moją dużą głową zostało trochę wolnego miejsca.

Loewe Leo - obsługa i Bluetooth

Loewe opracowało oryginalny system sterowania najważniejszymi funkcjami. Na zewnętrznych częściach muszli znajdują się pierścienie – pokrętła. Pokrętło na prawej muszli służy do regulacji głośności, a na lewej – do przeskakiwania między ścieżkami, za uruchomienie i zatrzymanie odtwarzania odpowiada niewielki przycisk; ukryto tutaj także funkcje aktywowania trybów ANC oraz przeźroczystości.

Loewe wychodzi z coraz bardziej popularnego i nowoczesnego założenia, podporządkowując ten typ słuchawek sygnałom cyfrowym. Podstawowa jest transmisja Bluetooth, a więc cyfrowa, można więc w taki właśnie sposób projektować cały tor sygnału, wykorzystując możliwości nowoczesnej techniki DSP i uruchomić już dobrze znane funkcje (tłumienie hałasów ANC) jak i eksperymentować z nowymi (dźwięk przestrzenny, automatyczna korekcja).

Loewe Leo - przetworniki i systemy kodowania

A jeżeli chodzi o przetworniki elektroakustyczne (te całkowicie analogowe…), to w Leo pracują przetworniki typu dynamicznego o średnicy 50 mm. Membrany wykonano z materiału OCE (Olefin Composite Elastomer) – z grupy elastomerów poliolefinowych; można przyjąć, że to kuzyn polipropylenu. Producent podkreśla ich niską masę i wytrzymałość (pewnie ma na myśli sztywność, która w membranach ma znaczenie).

Wzmacniacz słuchawkowy wykorzystuje układ Texas Instruments OPA1622. Bluetooth obsługuje dwa najbardziej tradycyjne systemy kodowania, SBC oraz AAC, a także ultranowoczesny LC3Plus; omija natomiast standardy aptX HD czy LDAC. Leo mogą także pracować w trybie USB-DAC, przyjmując sygnały PCM 24 bit/192 kHz.

Mechanizm regulacji i zawias wyglądają filigranowo, ale działają płynnie i precyzyjnie.

Loewe Leo - funkcje i aplikacja mobilna

W niemal każdych słuchawkach bezprzewodowych (nie tylko tych najdroższych) jest już obowiązkowy występ duetu: aktywna redukcja hałasów i tryb przeźroczystości. Leo oczywiście taki ma, a intensywność działania tych układów można regulować.

Ze słuchawkami pracuje aplikacja mobilna stworzona specjalnie dla tego modelu. Jest wyjątkowo rozbudowana; wśród ustawień, oprócz spraw dobrze znanych, są funkcje związane z dźwiękiem przestrzennym (Spatial Audio).

Na szczególną uwagę zasługuje unikalny tryb korekcji Mimi Personal Sound, dopasowujący brzmienie do indywidualnej charakterystyki słuchu użytkownika. Pomysł polega na generowaniu pulsujących sygnałów (na tle szumu) i odpytywaniu, czy i jak je słyszy (odbywa się to niezależnie dla każdego ucha). Trochę jak w badaniu audiologicznym. Na tej podstawie obliczana jest krzywa korekcyjna.

Pady obszyte są naturalną skórą, którą wykończono także pałąk. Pady można łatwo zdjąć i wymienić.

Działanie systemu dotyczy przede wszystkim zjawiska osłabienia naszej percepcji w zakresie najwyższych częstotliwości, którego to deficyt powiększa się z wiekiem, stąd też wprowadzono tryb uproszczony – korekcja jest dobierana tylko na podstawie zadeklarowanego roku urodzenia.

Po zdefiniowanej korekcji układ Mimi Personal Sound możemy dowolnie włączać i wyłączać, a przy okazji porównać obydwie charakterystyki i z przerażeniem uświadomić sobie, jaka jest skala naszego niedosłuchu. O ile inni producenci kierują się przede wszystkim ku młodszej klienteli, Loewe pomyślało o melomanach z dłuższym stażem… i często z grubszym portfelem.

Kabelek zakończony wtykiem mini-jack pozwala przyjąć sygnał analogowy, ale od razu zamieni go na cyfrowy; słuchawki nie mogą więc pracować w trybie pasywnym, do ich działania zawsze potrzebna jest energia z akumulatorów. Pod względem czasu pracy Leo spisują się bardzo dobrze – 65 godzin.

Loewe Leo - odsłuch

Byłem ciekaw, jaki brzmieniowy profil wybierze firma, może nawet wpadnie na jakiś oryginalny pomysł? Znając jej pozycję na rynku, można było spodziewać się trochę czegoś innego, bliższego ciepłemu i nobliwemu brzmieniu Dali, jednak Loewe zaproponowało dźwięk lekki, świeży, przestrzenny. Odważnie, ale bez szaleństw, rozjaśnienia i wyostrzenia właściwego dla modeli niektórych firm… których nie muszę tutaj wymieniać.

Muzyka ujawnia zarówno wiele detali, jak też nabiera swobody i oddechu. Dźwięk jest bogaty, precyzyjny i płynny, co słychać nawet w podstawowym wariancie transmisji Bluetooth w takim stopniu, do jakiego wiele słuchawek nie jest w stanie się zbliżyć w lepszych systemach kodowania albo i z kablem.

Loewe Leo nic nie umknie, można je więc uznać za wyśmienite słuchawki do monitorowania, co wcale nie musi być zajęciem tylko dla profesjonalistów czy dla zawziętych audiofilów. Leo zachęcają do zabawy, a nie do pracy.

Pokrętła na zewnątrz muszli służą do regulacji głośności i przeskakiwania między ścieżkami.

Średnica jest równa, nie dodaje masy i nie słodzi wokali, nie wpada też w jaskrawość czy sterylność. Bas jest skoncentrowany i szybki. Nie zawsze jego walory rytmiczne załatwiają wszelkie potrzeby, jest na to jednak prosta i skuteczna rada – wystarczy uruchomić system aktywnej redukcji hałasów (nawet ustawiając jego intensywność, która podlega regulacji, na minimum). Dźwięk dobrze się wtedy wypełnia, charakterystyka przesuwa się ku niższym rejestrom.

Słuchawki tego typu często pracują w hałaśliwym, zewnętrznym otoczeniu, gdzie ANC i tak się przydaje, a tutaj przynosi dodatkową funkcję "równoważącą". Niezależne narzędzia korekcyjne również mogą przyjść z pomocą; działają, ale ANC wydaje się prostsze i bardziej skuteczne.

Przed rozpoczęciem testu odsłuchowego przeprowadziłem kalibrację akustyczną Mimi Personal Sound, a później kilkakrotnie ją uruchamiałem. System uznał, że należy mi się delikatne podniesienie najwyższego fragmentu pasma (na co wcale się nie obrażam, jestem już pod 50-tce), ale w połączeniu z naturalnie lekkim brzmieniem słuchawek nie przynosiło to korzyści. W wariancie z dołożonym tłumieniem hałasów ANC efekt był trochę lepszy, ale z systemu Mimi Personal Sound ostatecznie zrezygnowałem.

Włączanie i start odtwarzania to rola klasycznych przycisków.

LC3Plus – nowy gracz Bluetooth

Początkowo Bluetooth był uznawany (i słusznie) za bardzo ułomny pod względem jakości dźwięku, nadający się co najwyżej do transmisji głosu, ewentualnie muzyki, ale tylko tam, gdzie nie dało się inaczej lub było to bardzo niewygodne. Z czasem sytuacja się zmieniała wraz z coraz doskonalszymi systemami kodowania dźwięku. Pozwalały one na takie "spakowanie" sygnału, aby utrzymać przyzwoitą jakość przy skromnych możliwościach transmisji danych, które również się poprawiły, więc razem wyższa przepustowość BT i zaawansowane techniki kodowania dawały coraz lepsze efekty.

Jakość BT jest jednak nadal znacznie niższa niż strumieniowanie sieciowe, co mobilizuje producentów do opracowywania nowszych rozwiązań. Jednym z ostatnich i dopiero wkraczających na rynek jest standard LC3Plus, obecny w słuchawkach Leo. Przy czym aby uruchomić transmisję LC3Plus, musimy mieć nie tylko słuchawki, ale też kompatybilne źródło (te również zaczęły się już pojawiać).

Jego autorem jest niemiecki instytut Fraunhofera (ten sam od formatu MP3, który zrewolucjonizował rynek). LC3Plus posługuje się (tak jak i inne systemy tego typu) metodą zmiennej przepływności, analizując warunki transmisji i dopasowując parametry do sytuacji (przepływność spada, gdy pojawiają się zakłócenia, priorytetem jest zachowanie stabilności transmisji).

Maksymalna przepływność sięga 500 kps na kanał; zakładając, że sygnał jest stereofoniczny, daje to 1000 kbps. To jeszcze nie jest wartość z płyty CD (1411,2), ale jest już blisko. Co więcej, LC3Plus potrafi sygnał (bezstratnie) kompresować. Tryb PCM 16/44,1 jest jedną z kilku opcji, LC3Plus osiąga maksymalnie 24 bit/96 kHz, choć już ze znaczną kompresją. Kodowanie w LC3Plus ma być najbardziej wydajne z dotychczasowych i zapewniać najlepsze rezultaty brzmieniowe. Czy faktycznie i czy LC3Plus zyska szeroką popularność, dopiero się przekonamy.

Specyfikacja techniczna
Wejście analogowe Tak (przewód USB)
Aplikacja mobilna Tak
ANC Tak
Czas pracy (godz.)
Typ Zamknięte
Poduszka Wokółuszne
Impedancja (Ω) b.d.
Bluetooth
Kodeki BT SBC, AAC, LC3Plus
Radek Łabanowski
Radek Łabanowski
Z AUDIO związany nieprzerwanie od 1995 roku, ze sprzętem audio znacznie dłużej. Współtwórca laboratorium pomiarowego AUDIO, nad którym sprawuje pieczę. Uporczywie mierzy i słucha. Miłośnik muzyki, wielbiciel fizycznych nośników, taśm i płyt oraz sprzętu do ich odtwarzania. Wciąż lubi słuchać, muzyki i ludzi. Tata Poli i Ignacego. Opiekun dwóch kotów.
Zobacz artykuły autora
LOEWE testy Zobacz więcej
LOEWE aktualności Zobacz więcej
Najnowsze testy Zobacz więcej
logo logo