PASS LABORATORIES
INT-150

Pass zaczyna tam, gdzie inni kończą przygodę z integrą. Nelson Pass chyba nigdy nie myślał o budowie komercyjnego wzmacniacza zintegrowanego. Wyżywał się jednak w tej dziedzinie na polu DIY - projektów do samodzielnego montażu. Jego konstrukcje z serii ZEN budowane były przez wszystkich elektroników jak świat długi i szeroki. Testowane urządzenie jest więc powrotem do korzeni.

Nasza ocena
Wykonanie
Znakomita budowa mechaniczna i elektryczna, dość prosty projekt plastyczny, ale imponujące gabaryty.
Laboratorium
Smok z ogromną mocą wyjściową i ładnym zestawem pozostałych parametrów.
Brzmienie
Kto lubi lampy, ale się ich trochę boi... Pass to bogate, nasycone, a do tego dynamiczne brzmienie.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

Bazując na końcówce mocy XI50.5, urządzenie zawiera jednak najważniejszą współczesną technologię Passa - układ Super-Symmetry. W skrócie: polega ona na specjalnej technice parowania obydwu połówek sygnału symetrycznego. Jak twierdzi Pass, tam, gdzie zniekształcenia i szumy w klasycznych wzmacniaczach zbalansowanych są przez symetryzację zmniejszane dziesięciokrotnie, dzięki Super-Symmetry aż stukrotnie. Czy to prawda? Czy wzmacniacz potrafi też podwoić swoją moc przy 4 omach, jak nas zapewniają materiały firmowe? Byłoby naprawdę doskonale.

Wzmacniacz zintegrowany Pass INT-150 ma niemal dokładnie takie same gabaryty, jak końcówka XI50.5. Ideą przewodnią przy jego projektowaniu było bowiem możliwie "bezbolesne" wykorzystanie istniejącej formy, której podstawą są charakterystyczne, wygięte ku górze pióra radiatorów, tworzących boki urządzenia. Z przodu mamy jednak do czynienia ze swoistą rewolucją.

Od czasu przedwzmacniaczy X0 i X1, a także końcówek serii X, a więc od 1998 r., cechą charakterystyczną wszystkich urządzeń Passa, czymś, co w jedną sekundę pozwalało rozpoznać pochodzenie, była konstrukcja ścianki przedniej. Chodzi przede wszystkim o połączenie pionowego wgłębienia (lub przerwy w płycie) i półokrągłych wyprofilowań otaczających wskaźnik mocy lub pokrętła.

W Pass INT-150 wszystko to znika. Nie ma już podwójnych płyt na froncie, a gałka jest po prostu ulokowana po prawej stronie płaskiego (nie licząc wąskiego, poziomego wgłębienia z przyciskami), płata aluminium. Front jest przez to elegancki, ale w ramach niemal ascetycznej prostoty. Nawet spory, jednak na tak dużym froncie już nie dominujący wyświetlacz nie zmienia tego wrażenia.

Przyciskami możemy wybierać między czterema wejściami liniowymi, uaktywnić "mute" (wyciszenie) lub przejść do stanu "stand-by".

Do dyspozycji są dwa wejścia zbalansowane XLR (pozytywny pin 2) oraz cztery niezbalansowane RCA - dwa podpięto równolegle do zbalansowanych, dwa są niezależne. Jest też wyjście z przedwzmacniacza, zarówno na XLR-ach, jak i RCA. Zacisków głośnikowych przygotowano jeden zestaw. Jest też gniazdo sieciowe IEC z mechanicznym wyłącznikiem obok oraz zacisk dla uziemienia. Zabrakło jednej rzeczy - triggera, którym można by włączyć dodatkową końcówkę mocy. Ostatecznie owo wyjście z preampu to też zaproszenie do stworzenia systemu bi-amping.

Radiatory są bardzo masywne, stanowią fundamentalną część obudowy. Wraz z grubym frontem oraz grubymi pozostałymi elementami gwarantują świetną sztywność i kontrolę rezonansów. Pass INT-150 ma zwartą, "napakowaną" bryłę.

Aby dostać się do środka, odkręcamy perforowaną płytę z góry. Na głównej płytce umieszczono podpis konstruktora - okazuje się, że za INT-150 odpowiedzialny jest Wayne Colburn - człowiek, który dołączył do Passa w roku 1994 i początkowo zajął się przedwzmacniaczami.

Konstrukcja tego urządzenia jest na pierwszy rzut oka klasyczna. Po bokach mamy tranzystory końcowe, pracujące w push-pullu komplementarne pary HEXFET-ów - odmiany tranzystorów polowych. Ich sterowanie znalazło się na niewielkich płytkach wpiętych w sekcję przedwzmacniacza. To tutaj zrealizowano układ Super-Symmetry. Również tę sekcję zbudowano wokół tranzystorów polowych.

Przedwzmacniacz jest minimalistyczny - to jedynie selektor wejść na hermetycznych przekaźnikach oraz dwie, dla każdego kanału osobne, scalone drabinki rezystorowe DSI802. To logarytmiczny potencjometr z cyfrowym sterowaniem o 65 krokach, co I dB. Przedwzmacniacz jest niemal pasywny (nie ma żadnych zewnętrznych elementów wzmacniających), ale na wyjściu każdego scalaka z drabinką są układy aktywne pracujące jako bufory i często jako wzmacniacze.

Pod tą płytką, na dnie, jest druga płytka z zasilaczem. Z potężnego, ekranowanego transformatora toroidalnego wychodzą trzy uzwojenia wtórne - dwa dla końcówek i jedno dla przedwzmacniacza, a układy filtrujące i stabilizacyjne są osobne dla każdego kanału.

W torze mamy znakomite elementy bierne, np. kondensatory polipropylenowe Wimy i BC. Równie porządne są rezystory i gniazda wejściowe, szczególnie RCA, zazwyczaj traktowane po macoszemu. Układ generalnie sprawia świetne wrażenie.

Wzmacniacz sterowany jest znakomicie dopracowanym pilotem - metalowym, z przyciskami o wyraźnym punkcie zadziałania. Można z niego przyciemnić lub wyłączyć wyświetlacz oraz zmienić balans kanałów.

Odsłuch

Nic na to nie poradzę - chyba nie potrafię pisać bez odniesień do wzmacniaczy lampowych. Pass INT-150 ma większość zalet mocnych wzmacniaczy lampowych opartych o KT88 i kilka rzeczy, o których mogą one tylko marzyć. "Amerykański" dźwięk kojarzy się z mocnym basem i nieskrępowaną dynamiką. Takie granie byłoby jednak, nie bójmy się powiedzieć, dość prostackie.

Testowaną integrę można nazwać na różne sposoby, ale na pewno nie jako prostacką. Wprost przeciwnie - to wyrafinowane, bardzo poukładane, koncepcyjne brzmienie. Ma swój wyraźny "znak firmowy", mocną osobowość, która jednak pracuje dla, a nie przeciw muzyce; chociaż faktycznie, nie do końca wpisuje się w zasadę całkowitej neutralności.

Pass pod względem barwy przypomina wzmacniacz lampowy. Ma bardzo nasyconą, pełną średnicę. Jej niższy podzakres jest nieco mocniejszy, przez co balans tonalny jest przesunięty ku dołowi. Wysokie tony są raczej słodkie niż rozświetlone. Nie chodzi na szczęście o ich maskowanie, ale o taką prezentację, która momentalnie "wchodzi". Można więc Pass INT-150 podłączać do otwartych, detalicznych, nawet lekko przejaskrawionych kolumn, których wcześniej się baliśmy.

Mimo określ onej sygnatury Pass gra równie przyjemnie każdy rodzaj muzyki. Przez kilka dni przećwiczyłem z nim spory miks nagrań, starając się wyłapać jakiś słabszy punkt, coś, co można by wskazać i powiedzieć: "Oho! Tutaj nie wyrabia..." Grałem i Nirvanę z Nevermind i Trillera, czyli najlepszy album Quincy`ego Jonesa - ups, to znaczy Michaela Jacksona. A zaraz potem wyrafinowane, barokowe utwory tak pięknie nagrywane przez wytwórnię Alpha (ostatnio w kółko słucham Missa se la face ay pale Guilliaume Du Fay i Le Pśme Hamonique Firenze 1616 - polecam!) i japońskie remastery Wesa Montgomery'ego.

Na wszystkim Pass stawia swoją pieczątkę, ale jest to zarówno znakowanie zwierzyny jak i pieczęć najwyższej jakości. Bardzo mi się to podobało. Dźwięk jest ciemniejszy niż z innych wzmacniaczy tego testu, ale w sposób, w jaki ciemniejsze są niektóre absolutnie topowe wzmacniacze. Jest głębia, swoboda, płynność. Scena, podobnie jak w Luxmanie, rysowana jest bez wycinania instrumentów, bez ultraprecyzyjnego ataku i krawędzi. I tak właśnie brzmi muzyka na żywo. Pierwszy plan jest dość ekspansywny, ale pogłos, akustyka studia są ukazywane daleko w głąb i na boki.

Bas jest mięsisty i dynamiczny. Dopiero bardzo niskie zejścia stopy (w otwierającym płytę Nirvany utworze Smells Like Teen Spirit) pokazały, że w pewnym momencie urządzenie już trochę "odpuszcza". Ale tylko trochę.

So Much Guitar! Wesa Montgomery`ego. To stare analogowe granie i nie udaje, że jest inaczej. Stąd sporo szumów. Pass je nieco wycofał. Blachy były dźwięczne, ciut perliste. Identycznie zachowują się często wzmacniacze lampowe. Analiza góry pasma nie jest tu czymś, nad czym trzeba by się dłużej zatrzymać. Być może właśnie dzięki takiej bezkonfliktowości wysokich tonów wszystkie nagrania brzmiały co najmniej dobrze, a najczęściej wciągająco.

Wspaniała uczta dla zwolenników takiego stylu. Dla wszystkich innych chyba też.

Wojciech Pacuła

Parametry
PASS LABORATORIES INT-150
Produkowany Tak
Wymiary: wys./szer./gł., W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona.
Laboratorium
Pass INT-150

Standardową procedurą testową, jeszcze przed wykonywaniem jakichkolwiek pomiarów, jest rozgrzanie urządzenia, nie tylko włączając go do sieci, ale także obciążając sygnałem z generatora. Pass reaguje na ten wstęp do właściwych tortur nie tylko znaczną temperaturą obudowy, ale także wyraźnym obniżeniem poziomu zniekształceń - w tym przypadku rozgrzewanie wzmacniacza przed odsłuchem to nie mit.

Moc wyjściowa odczytana z fabrycznych specyfikacji jest imponująca -I50 W przy 8 omach i dwa razy tyle przy 4 omach. W rzeczywistości potencjał Passa jest znacznie wyższy, końcówki są w stanie wygenerować równo 200 W dla 8 omów oraz gigantyczne 342 W dla 4 omów i wartości te są tylko nieznacznie niższe przy pracy w stereo.

Poziom szumów to 85 dB, a dynamika 107 dB.

Na rys. 1 widać idealne zachowanie przy 10 Hz (poziom -0,1 dB), powyżej 10 kHz charakterystyki zaczynają już opadać, by granicę -3 dB osiągnąć przy 54 kHz.

Rozkład zniekształceń (rys. 2) ujawnia trzecią harmoniczną przy -79 dB i jest ona jedyną, na którą warto zwrócić uwagę, druga leży wyraźnie poniżej -90 dB, podobnie jak wyższe nieparzyste.

Najniższe zniekształcenia generowane są w okolicach mocy 10 W (rys. 3), warto zwrócić uwagę na przedział 2-30 W na charakterystyce 8-omowej, gdzie THD+N jest niższe nawet od 0,01%; sztuka ta, choć w nieco węższym zakresie, udaje się też dla 4 omów. Moc wyjściowa przy THD+N poniżej 0,1% obejmuje już cały przedział pomiarowy.

Videotesty
Amplituner stereo Yamaha R-N803D
Video test Amplituner stereo Yamaha R-N803D
Yamaha R-N803D ma na pokładzie tuner radiowy, wyjście słuchawkowe,...
3:07
PASS LABORATORIES testy
SA710
SOULNOTE
SA710
Wzmacniacze stereo

SoulNote SA710 to egzotyka, jedna z tych ekscentrycznych konstrukcji, które budzą ciekawość, ale i obawy. Wygląda wprawdzie całkiem normalnie, ale wzmacniacz tranzystorowy o mocy 10 W ostatni raz widziałem... Nie – sam sobie zrobiłem, około 30 lat temu. Marka należy do japońskiej fi rmy CSR, a za sukcesem całego przedsięwzięcia stoi bardzo doświadczona ekipa inżynierów z Norinaga Nakazawa na czele, związanych wcześniej z Marantzem i Philipsem.

D-POWER 2x90i
PINK FAUN
D-POWER 2x90i
Wzmacniacze stereo

Mattijs de Vries - założyciel, właściciel i główny konstruktor - zaczynał od warsztatu parającego się głównie apgrejdami urządzeń audio, ale jako że Holendrzy mają wyjątkową smykałkę do biznesu, to działalność szybko się rozrosła. Pink Faun stał się sławny dzięki hi-endowym streamerom - a to gorący temat. Prezentowaliśmy już tego typu urządzenie, a teraz zajmujemy się wzmacniaczem zintegrowanym - jedynym w ofercie firmy.

Classic One mkII
PATHOS
Classic One mkII
Wzmacniacze stereo

Wyrafinowane wzornictwo przyciąga klientów do produktów włoskich nie tylko na rynku audio. Moda się zmienia, ale Hi-Fi, które wychodzi z pracowni włoskich projektantów, może trwać przy dawnych wzorcach. Classic One to wzmacniacz wyjątkowy. Po raz pierwszy zaprezentowano go w połowie lat 90., druga wersja pojawiła się na początku XXI wieku, a trzecia w 2006 roku i pozostaje w ofercie do dzisiaj. Pathos już wtedy odważnie zrywał z typową formą urządzeń, proponując wąskie, niekonwencjonalne "wynalazki".

Live Sound & Installation październik 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta październik 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista październik 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio październik 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio październik 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu