"Recital" to określenie wymagające, zapowiada prezentację ulubionych dzieł. Nie spodziewajmy się, że będzie to Vivaldi czy Beethoven. Większość utworów to jazzowe standardy Fatsa Wallera i "Take Five", mylnie podpisana nazwiskiem Dave’a Brubecka, choć kompozytorem jest Paul Desmond.
Po jednej kompozycji dorzucili Kennedy i kontrabasista Yaron Stavi. Jedyny ukłon w stronę klasyki to dwa tematy Bacha: Allegro z Sonaty na skrzypce solo i Vivace z Koncertu na dwoje skrzypiec i orkiestrę. Zresztą to tylko inspiracje, resztę dopisał, a właściwie wyimprowizował Kennedy.
Nie jest to tak funkowo-jazzowy album jak "Shhh!" - tu skrzypek sięga szczytów eklektyzmu. Gra jak wytrawny klezmer, dla którego nie ma stylistycznych granic. Przede wszystkim ta muzyka sprawia mu radość.
Do wirtuozerii dodaje odrobinę szaleństwa, oryginalne aranżacje i świetnych kompanów, którzy rozumieją go w lot. Tak powstał album tyleż dziwaczny, co atrakcyjny. Docenią go słuchacze poszukujący jak Kennedy, wznoszący się ponad stylami i z poczuciem humoru.
SONY