Brytyjczycy najwyraźniej złagodnieli. Na płycie panuje sielska atmosfera, a aranżacje bardziej kojarzą się z folkiem i easy listening niż taneczną elektroniką.
Uderza atmosfera spokoju i zadumy. Do tego dochodzi "filmowa" melancholia głosu Alison i zwiewność melodii, jak u Air. Całość jest tak ulotna i nierealna, że po wysłuchaniu albumu zdawało mi się, że ta muzyka tylko mi się przyśniła.
MUTE / EMI
Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google?
Dodaj Audio do ulubionych źródeł