The Night The Zombies Came" jest już dziesiątym albumem protoplastów indie rocka, a piątym od czasu powrotu na scenę 20 lat temu. Oczywiście te ich najważniejsze płyty powstały na przełomie lat 80. i 90., i wokół nich zbudowana została legenda zespołu, na który powoływały się Nirvana i Radiohead.
To materiał z tamtych albumów stanowi trzon koncertów, uzupełniony zaledwie kilkoma piosenkami z nowszych płyt. Tak zapewne będzie i tym razem. Nie znaczy to, że grupa dowodzona przez Blacka Francisa zatraciła umiejętność pisania dobrych utworów.
Na nowej płycie - "The Night The Zombies Came" - takich nie brakuje, nie są już jednak tak dzikie i tak żywiołowo zagrane jak przed laty. Więcej tu akustycznej gitary, przyjaznych dla ucha riffów i zgrabnych harmonii wokalnych Blacka i nowej basistki Emmy Richardson z Band of Skulls.
Gdyby jednak Pixies skupili się wyłącznie na tych spokojniejszych utworach, byłoby nudno. Dlatego są tu także czadowe kawałki, jak zagrane z punkowym impetem "You’re So Impatient" i "Oyster Beds" oraz rock’n’rollowy "Ernest Evans".
Cieszą także nawiązania do stylistyki lat 60. w "Jane (The Night the Zombies Came)" i "Mercy Me". Jeśli szukać porównań to najbliżej nowej płycie do albumu "Bossanova" z 1980 r. Brzmienie także jest lekko wypolerowane, ale niepozbawione rockowej zadziorności i luzu.
Grzegorz Dusza
BMG