The Wow! Signal

MUSE
The Wow! Signal

Rock
Nasza ocena
Wykonanie:
Nagranie:

Tytuł dziesiątego albumu Muse nawiązuje do tajemniczego sygnału z kosmosu, odebranego w 1977 roku na paśmie uważanym za spodziewane miejsce spotkania z "obcymi" w międzygwiezdnej komunikacji. Odbierający je astronom, widząc nietypowy ciąg znaków, zakreślił go czerwonym długopisem i napisał tylko: "Wow!".

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł

Brytyjska grupa, słynąca z rozbudowanych form i aranżacyjnych fajerwerków, postanowiła nasycić swoje piosenki kosmicznymi elementami. Momentami album przyjmuje formę soundtracku do filmu science fiction. Wciąż jednak fundamentem są tu gitarowe riffy o wielkiej sile rażenia i mocno brzmiąca sekcja rytmiczna z wyrazistym basowym pulsem.

Żeby było ciekawiej, pojawiają się klawiszowe brzmienia, partie orkiestry symfonicznej i chóru. W połączeniu z nieco zblazowanym śpiewem Matthewu Bellamy’ego robi to ogromne wrażenie, choć czasem wydaje się, że tak rozbuchane brzmienie jest zbyt przytłaczające. Może należało je nieco uprościć, wtedy stałoby się czytelniejsze i bardziej przyjazne dla słuchacza.

Mimo wszystko "The Wow! Signal" trzeba zaliczyć do najbardziej udanych produkcji zespołu. Muse umiejętnie porusza się pomiędzy metalem, emo, glamem, rockiem progresywnym i popem. Cały czas obcujemy z muzyką najwyższej próby, która sprawdzi się na listach przebojów i podczas gigantycznych stadionowych koncertów.

Warner Music

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł
Grzegorz Dusza
Grzegorz Dusza
Absolwent studiów na kierunkach: geografia i ekonomia. Jego pasją jest muzyka, posiada dużą kolekcję płyt - od metalu i indie rocka po soul, folk i piosenkę autorską. Od 1997 r. recenzuje albumy w magazynie AUDIO. W wolnym czasie uprawia sport, zajmuje się ogrodnictwem. Dużą frajdę sprawia mu gra na gitarze, choć tylko amatorsko.
Zobacz artykuły autora
Gatunki muzyki
Podobne brzmienie
logo logo