Indiana Line przedstawiła na Audio Show wiele nowości. Jedną z nich była krótka, ale treściwa, pozycjonowana najwyżej w ofercie seria Lira. To dwa modele – podstawkowy Lira 3 i wolnostojący Lira 6.
Firma nie każe nam czekać na coś jeszcze większego, nie zaczyna skromnie od konstrukcji dwuipółdrożnej, jak to było na początku wprowadzania serii Diva; od razu pojawia się konstrukcja trójdrożna i po raz pierwszy cena Indiana Line sięga pułapu pierwszej liczby czterocyfrowej.
Indiana Line Lira 6 - przetworniki
To wyraźnie najambitniejsza konstrukcja ze wszystkich dotychczasowych, oparta na lepszych przetwornikach. Szczególnie zaawansowany jest średniotonowy – z magnesem neodymowym i układem krótkiej cewki w długiej szczelinie. Jego umiarkowana średnica pozwoliła zbliżyć go do centrum wysokotonowego, który również wychodzi naprzeciw tej koncepcji prostokątnym falowodem, a dodatkowo, wraz z pochyleniem przedniej ścianki, prowadzi do "wyrównania czasowego" pozycji obydwu przetworników (względem słuchacza). Dwa niskotonowe mają średnicę 18 cm i pracują w systemie bas-refleks z tunelem wyprowadzonym przez dolną ściankę.
Indiana Line Lira 6 - obudowa i wykończenie
Obudowa zarówno od frontu, jak i z góry jest trapezem, więc boczne ścianki zbiegają się ku górze i ku tyłowi, a dodatkowo przednia i tylna, równoległe względem siebie, są lekko pochylone. Do tego front i górna ścianka są oddzielone od korpusu dylatacją, która nie biegnie równolegle do ich krawędzi. Efektownie i gustownie.
Całość jest polakierowana na czarno lub biało, satynowo, bez imitacji i "jarmarku". Takie "wyposażenie wnętrza" nikomu nie przyniesie wstydu. Myślę, że włoscy projektanci wciąż byli tu czynni, a jeżeli to już pomysł całkowicie polski… to niech inni się od nas uczą.
Indiana Line Lira 6 - odsłuch
Brzmienie każdej kolumny ma jakiś (a nawet ścisły) związek z jej wyglądem, bowiem w kolumnach widać to, co gra, a grają nawet obudowy – nawet gdy ich ścianki są "ciche", to objętość i kształt mają duży wpływ na brzmienie. Jednak stwierdzić, że kolumny wyglądają tak, jak grają, byłoby przesadnym uogólnieniem, a mimo to taka była moja pierwsza myśl. Indiana Line Lira 6 grają tak samo ładnie, elegancko, proporcjonalnie jak wyglądają.
Dźwięk jest dobrze zrównoważony, z przyjemnym, ale nieprzesadzonym wypełnieniem niskich rejestrów. Same wokale nie są obniżone, lecz płynne, gładkie i czyste. Lira 6 świetnie łączy nasycenie z przejrzystością, ale to nie tłumaczy jeszcze innego zjawiska – subtelności, wrażliwości, "czułości", z jaką grają każdy materiał.
Podłożem tego może być pewna miękkość i ocieplenie, a to z kolei wcale nie musi być kompromisem względem dynamiki czy też oznaczać przechylenia w stronę niskich tonów, lecz wynikać z niskich zniekształceń.
Wysokie tony mają dość połysku, aby detale "ożyły", bas jest bardzo porządny, aktywny, ale nieprzesadzony, wspierający. Lira 6 ma spore zasoby dynamiki, jednak najważniejszym jej atutem jest spójność, harmonia, klarowność i przestrzenność.