Koreańska HiFi Rose od roli debiutanta błyskawicznie przeszła do pozycji eksperta, a w wielu kwestiach wytyczyła nowe drogi. HiFi Rose nie tylko odpowiedziało na oczekiwania użytkowników, ale przedstawiło też zupełnie nowe pomysły. Wprawdzie już wcześniej pojawiały się próby "dopasowania" komputerów PC do roli odtwarzaczy strumieniowych, jednak zazwyczaj wyglądało to bardziej na radosną twórczość spod znaku DIY i składanie odtwarzacza z różnych podzespołów.
HiFi Rose zademonstrowało, że można to robić inaczej, łącząc klasyczne audio z rozwiązaniami znanymi z urządzeń mobilnych. Odpowiednie modyfikacje i szlify nadały im utranowoczesną, funkcjonalną, a do tego atrakcyjną formę. Trend szybko podchwycili inni i dzisiaj tzw. androidowe odtwarzacze nie są już niczym wyjątkowym. Niewielu jest jednak producentów, którzy potrafią to robić tak dobrze.
Nadal też wiele streamerów trzyma się swojej zasadniczej i trochę zasklepionej roli "czystego" źródła, ewentualnie gotowego do integracji z systemami A/V (złącza HDMI), ale do niczego więcej. Najbardziej odważnym wyjściem poza utrwaloną formułę odtwarzacza "cyfrowego" jest dodanie funkcji przedwzmacniacza z regulacją głośności, ewentualnie wejściem (bądź wejściami) analogowymi, co zwiększyło elastyczność budowania zestawów Hi-Fi.
Co jednak zaskakujące, z różnych powodów niezagospodarowane pozostawały Słuchawki, a są one przecież jedną z najpopularniejszych kategorii urządzeń i, co więcej, od pewnego czasu widzimy ożywienie w segmencie konstrukcji przewodowych, stąd wzmożona aktywność firm na polu samodzielnych wzmacniaczy słuchawkowych.
Dla producenta (i sklepu) najlepiej jest sprzedać dwa urządzenia, a nie jedno, odtwarzacz strumieniowy i wzmacniacz słuchawkowy, i może dlatego nowoczesne streamery, uzbrojone po zęby w inne wejścia i wyjścia, wyjść słuchawkowych na ogół nie mają.
Najnowszy model Rose RS451 jest jednym z pierwszych, które i tutaj zmieniają zasady gry. Na horyzoncie są już kolejne i niewykluczone, że za moment będziemy mówili o pewnym trendzie. A może zmiany pójdą tak daleko, że odtwarzacz strumieniowy bez choćby podstawowego wyjścia słuchawkowego będzie tak samo niekompletny, jak dzisiaj pozbawiony go wzmacniacz zintegrowany.
W ofercie HiFi Rose niełatwo znaleźć urządzenia bez dopisków "Network", "Streamer", "Media Player"; niesieciowego, choć całkiem nowoczesnego sprzętu trzeba szukać w seriach RA (wzmacniacze) lub RD (przetworniki DAC), ale wszędzie tam, gdzie pojawia się RS, chodzi już tylko (lub także) o sieć.
Do tej grupy należy więc Rose RS451 – najnowszy i szczególnie wyeksponowany. Firma próbuje swoich sił w wielu kategoriach, ale nigdy wcześniej nie zajmowała się wzmacniaczami słuchawkowymi. Takich wyjść (choćby podstawowych) nie stosuje nawet w swoich wzmacniaczach zintegrowanych.
Odtwarzacze strumieniowe jeszcze niedawno były atrakcyjną, ale dość nieprzewidywalną kategorią. Pojawiały się tutaj firmy znane i zupełnie nowe, urządzenia bardzo tanie i ekstremalnie drogie. Pozornie podobnie jak w każdej innej dziedzinie, ponieważ jednak ta była dość nowa, to i kryteria jakości nie były jasne. Szansę najlepiej wykorzystali producenci dalekowschodni, burząc ustalony wcześniej porządek europejsko-amerykańsko-japoński.
Rose RS451 - front i ustawienia
Przedstawiając Rose RS451, producent używa nawet określenia Master Fidelity, chociaż takie mistrzowskie odwołania pojawiały się już wcześniej, np. w stosunku do wzmacniaczy. Dodatkowo mówi o RS451 jako o urządzeniu desktopowym (czyli biurkowym), ale chyba tylko przez wzgląd na funkcjonalność, bo szerokość wynosi standardowe 43 cm.
HiFi Rose wypracowało swój charakterystyczny styl oraz związany z nim sposób obsługi. Także w RS451 większą część frontu zajmuje duży (aż 8-calowy) wyświetlacz z kolorową, dotykową matrycą, o oszałamiającej rozdzielczości (aż 1920 x 480). Obsługa odtwarzacza staje się podobna jak telefonu, tyle że bardzo dużego.
Funkcjonalność wykracza poza to, co zazwyczaj obserwujemy w streamerach, bo HiFi Rose zaprasza do elastycznego świata aplikacji, które można dodawać i usuwać, do czego służy specjalny moduł "sklepowy", uruchomiony przez producenta.
Mamy też mnóstwo ustawień w sferze audio, na czele z wyborem trybów filtrowania cyfrowego (siedem wariantów, zaszytych w przetworniku C/A). Są też zaawansowane upsamplery, które sygnał PCM potrafią przekonwertować np. na DSD (nawet do DSD512).
Jeszcze kilka lat temu wykorzystywało się do tego zewnętrzne urządzenia (np. komputery PC ze specjalnym oprogramowaniem), dzisiaj moc obliczeniowa chłodzonych pasywnie procesorów ARM jest tak olbrzymia, że radzą sobie one nawet ze skomplikowanymi zadaniami.
Na takim tle dodatkami z innego świata – tradycyjnego HiFi – są "zwykłe" pokrętło regulacji głośności i moduł z wyjściami słuchawkowymi wraz z towarzyszącym mu mechanicznym selektorem. Do Rose RS451 podłączymy słuchawki w standardzie 6,3 mm oraz symetryczne XLR-4 i 4,4 mm. Czwarta pozycja selektora uruchamia tor wyjść liniowych.
Rose RS451 - sterowanie
Interesujące i wszechstronne jest podejście HiFi Rose do kwestii zdalnego sterowania. Wiadomo, że w zasadzie w takim wypadku nie rozstajemy się z telefonem, a aplikacja mobilna Rose jest z wersji na wersję coraz lepiej dopieszczona. Producent nadal dostrzega jednak znaczenie tradycyjnego pilota i tutaj pojawia się ciekawostka.
Wcześniej HiFi Rose stosowało uznawane za nowoczesne piloty Bluetooth, natomiast teraz… wraca do podczerwieni, argumentując, że nie ma ona wad sterowników BT, bo pilota IR nie trzeba parować z urządzeniem. Nawet tak zakręcona na punkcie najnowszych rozwiązań firma potrafi racjonalnie ocenić taką sytuację i wybrać rozwiązanie starsze, ale z pewnych względów nadal lepsze.
Rose RS451 - tylna ścianka
Na tylnej ściance Rose RS451 jest złącze LAN i najlepiej byłoby, gdyby sieciowa komunikacja odbywała się w taki sposób. HiFi Rose spogląda niechętnie na bezprzewodowe Wi-Fi, ale go nie wyklucza.
W komplecie znajdziemy zewnętrzny moduł w tym standardzie, który podłączamy do gniazda USB. Bluetooth jest już na stałe obecny, anteny ukryte są w plastikowej kapsule po lewej stronie tylnej ścianki (to rozwiązanie HiFi Rose podpatrzyło chyba u Rotela).
Wyposażenie w różnorodne wejścia i wyjścia jest kapitalne. Analogowe wyjścia – oczywiście zarówno w standardzie RCA, jak i XLR. Rose RS451 ma również parkę wejść (liniowych), dzięki którym może pracować jako przedwzmacniacz dla źródeł analogowych. Wszystko wskazuje jednak na to, że sygnał jest konwertowany na postać cyfrową i dopiero w taki sposób regulowany.
Wśród wejść cyfrowych już niekoniecznie najważniejsze jest USB, bo gdy mamy taki arsenał strumieniowy, podłączanie komputera traci na znaczeniu. Być może bardziej użyteczne okaże się HDMI z eARC. Odtwarzacz ma jeszcze kolejne HDMI, już jako wyjście (także obrazu). Do tego dochodzą dwie parki współosiowo-optyczne (wejścia/ wyjścia).
Dwa złącza USB wykorzystamy do podłączenia zewnętrznych dysków twardych, a trzecie jest przeznaczone dla opcjonalnego modułu Wi-Fi. RS451 może być serwerem sam dla siebie; dysk twardy możemy zainstalować we wnętrzu obudowy, przegrywając tam swoją bibliotekę muzyczną; także z płyt CD, bo do RS451 podłączymy również czytnik płyt. Kto chce ich jednak słuchać (a nie przegrywać), również spełni swoje życzenie.
Wejście USB-B przyjmuje sygnały PCM 32 bit/768 kHz oraz DSD512, wyżej parametry samych plików nie sięgają i chyba już nie sięgną. Takimi parametrami chwalą się zresztą nie tylko wejścia cyfrowe, ale również sekcja strumieniowa.
Rose RS451 - sekcja strumieniowa
Rose RS451 przyjmuje sygnał niemal z każdego źródła i każdego serwisu, choć na różnych, często własnych zasadach. Tak dzieje się choćby w przypadku Tidala, któremu nie towarzyszy popularny dodatek Connect, lecz dodatkowa aplikacja. Z kolei w Spotify jest już standardowa formuła Connect. Połączymy się też ze źródłami Apple AirPlay 2 czy DLNA, jak i platformą Roon. A gdy sieć zawiedzie, zostaje Bluetooth (z kodowaniem SBC oraz aptX, więc tutaj szału nie ma).
Główny, 8-rdzeniowy procesor RS451 ma taki zapas mocy obliczeniowej, że rozprawi się nie tylko z muzyką, ale też z materiałami wideo, i to w rozdzielczości 4K. Nie jest to wprawdzie zasadnicza funkcja tego, bądź co bądź, streamera audio, ale nadal coś kuszącego i praktycznego.
Obraz wyślemy na zewnątrz przez złącze HDMI, a na telewizorze obejrzymy np. filmiki z jednego z najbardziej wziętych serwisów internetowych. Jest do tego nawet przeznaczona specjalna aplikacja Rose Tube – jak szaleć, to szaleć.
Nie dziwi mnie więc hasło reklamowe HiFi Rose, na które gdzieś wpadłem – "Connect Anything" – bo w zasadzie wszystko da się do RS451 podłączyć i wszystko na nim odtworzyć.
W sekcjach cyfrowych HiFi Rose bardzo często wykorzystuje przetworniki ESS Technology i nie inaczej jest tym razem. Streamer ma dwa niezależne układy ES9027PRO o wyśrubowanych parametrach, dynamika wynosi 124 dB, a zdolność przyjęcia sygnałów cyfrowych obejmuje PCM 32 bit/768 kHz oraz DSD1024. Układ ES9027PRO jest 8-kanałowy, ale HiFi Rose ustawia go w trybie 4-kanałowym.
Sposób obsługi, elastyczność działania, funkcjonalność i swoboda konfiguracji – to wszystko RS451 zawdzięcza promowanej przez producenta idei urządzeń z mobilnym systemem operacyjnym Android. Jest on źródłem niemal nieograniczonych możliwości, ale ma też własną specyfikę, a nawet kaprysy i zdarza się, że stoją one w sprzeczności z jakością dźwięku.
Na szczęście te problemy, związane z wewnętrzną konwersją określonych typów sygnałów, można ominąć. HiFi Rose robi to własnymi algorytmami (tzw. Rose Audio Engine, bo wszystko musi mieć tutaj własną nazwę), które zastępują te zaszyte w systemie.
Dodatkowo układy wyświetlające grafikę i sterujące pracą odtwarzacza są odseparowane od modułów audio. HiFi Rose stosuje ultraprecyzyjne zegary taktujące, pozwalające zbić zniekształcenia jitter.
Filtry cyfrowe są częścią przetwornika DAC, ale współpracujące z nimi filtry analogowe – już własnego pomysłu – Rose NRA (Noise Reduction Analog Filter), z bardzo dobrą liniowością i szerokim pasmem (Rose deklaruje, że od najniższych, infrasonicznych częstotliwości).
Jednym z najciekawszych, ale i kontrowersyjnych wątków jest opisywana przez producenta konfiguracja sekcji audio. Jeden z układów ES9027PRO pracuje w torze wyjść liniowych, drugi w sekcji słuchawkowej. Są one od siebie odizolowane, każdy przetwornik DAC ma także własne, niezależne zasilanie, co ma się przekładać na minimalizację interferencji i szumów.
I wszystko byłoby zrozumiałe, jednak wyjścia słuchawkowe i liniowe nie będą przecież wykorzystywane jednocześnie… Gdy słuchamy na słuchawkach, nie słuchamy równocześnie przez kolumny. Rozumieją to od dawna producenci wzmacniaczy zintegrowanych czy przedwzmacniaczy, stosując często układy odłączające wyjścia głośnikowe, gdy podłączamy słuchawki lub też realizujące takie funkcje przełączniki.
I Rose RS451 również ma taki przełącznik, mimo to przygotowano niezależne tory DAC. To tym bardziej zagadkowe, jako że przetwornik ES9027PRO (tak jak większość nowoczesnych układów tego typu) może pracować w kilku trybach – wyjściowym 8-kanałowym, ale też np. stereofonicznym lub nawet monofonicznym – a im mniejsza liczba kanałów, tym lepsza dynamika. Potencjał dwóch takich układów współpracujących ze sobą na rzecz wspólnej sekcji audio można byłoby więc wykorzystać chyba z lepszym skutkiem.
Sama sekcja słuchawkowa ma nie mniej rozbudowaną i niebudzącą już wątpliwości konstrukcję, zajmuje niezależną płytkę z czterema współpracującymi wzmacniaczami (w formie układów scalonych, połączonych równolegle). Każdy kanał otrzymał własną gałąź zasilającą, co ma zmniejszać przesłuchy i poprawiać stereofonię.
Rose RS451 - wnętrze
We wnętrzu Rose RS451 zobaczymy kilka płytek drukowanych, które zajmują większość dostępnego miejsca. Zasilanie jest częściowo liniowe, częściowo impulsowe, z niezależnymi obwodami dla różnych sekcji z rozbudowaną filtracją i stabilizacją.
Główny procesor jest umieszczony na dodatkowym module i wpięty w dolną płytkę za pomocą wielostykowego złącza (wygląda tak, jakby w przyszłości można było łatwo tę część wymienić). Podobne rozwiązania stosuje wiele firm, między innymi Cambridge Audio ze swoją elektroniką strumieniującą Stream Magic.
W pobliżu przedniej ścianki i gniazd słuchawkowych znajduje się odpowiedzialna za przygotowanie takich sygnałów część wzmacniająca (także oddzielna płytka) z czterema scalakami.
Rose RS451 - odsłuch
Firma nie ulega pokusie silnego modelowania dźwięku – ani w kierunku nadawania mu analogowego klimatu (zagęszczenie, ocieplenie, zmiękczenie), ani eksponowania rozdzielczości (analityczność, detaliczność, rozjaśnienie). Konsekwentnie trzyma się zrównoważenia, neutralności, dokładności, przy czym nie rezygnuje z dynamiki i nasycenia.
Dźwięk nie jest ospały i beznamiętny, jego soczystość i żywość jest jednak utrzymana w ramach naturalności i proporcjonalności, bez podbarwień i nerwowości. Nie jest to dźwięk z kategorii "kochaj albo rzuć", nie wywoła wielkich emocji, lecz może do siebie przekonać. Jeżeli nie docenimy go w pierwszej chwili, to warto posłuchać dłużej…
Albo swoje podejście trochę przewartościować i od razu wziąć za dobrą monetę właśnie to, że RS451 niczym bardzo szczególnie nie zwraca uwagi, a więc też nic z czasem nie stanie się nadmiernie absorbujące i męczące. To brzmienie na skali od dobre do bardzo dobre, w zależności od systemu, wymagań i upodobań. Mało sensacyjne, niekontrowersyjne, uniwersalne i bezpieczne. Ale jeszcze raz powtórzę, że nie jest to granie ostrożne i spokojne.
Każde nagranie, które tylko niesie dynamikę i detale, zostanie pokazane tak, jak na to zasługuje. Basowe uderzenia mają siłę, która ani nie zostaje poskromiona, ani nie wymyka się spod kontroli. Bas rzadko będzie tylko miło mruczeć i łagodnie masować; chętniej dostarczy energię i wibrację, zaangażuje się w rytm i wybrzmienia.
Równocześnie dźwięk jest spójny, kompletny, proporcjonalny. Często dodajemy do takich właściwości – że plastyczny, płynny i gładki… W tym przypadku takich cech bym nie podkreślał, natomiast prędzej dokładność i przejrzystość, bez przerysowań, ale i bez zaokrąglania, zarówno w zakresie niskich, jak i wysokich częstotliwości. Na dobre wrażenie trzeba oczywiście zapracować sobie też średnicą.
Ta jednak wymyka się popularnym pochwałom, nie jest ani romantyczna, ani na wyciągnięcie ręki, lecz wyrazista i oczywista. Bezpośrednia, otwarta i elastyczna – ROSE RS451 dobrze różnicuje, nie piętnuje słabszych nagrań, lecz oddaje wszystkim sprawiedliwość.
Głosy są pełne, gitary mają temperament, ale fortepian nie zamienia się w pianino elektryczne. Wysokie tony są bogate, selektywne i oddychające, błyszczą optymalnie, nie słodzą i nie iskrzą nadmiernie.
Porównywanie charakteru brzmienia wyjść liniowych i słuchawkowych jest… niewykonalne, przecież nie da się w tym celu podłączyć słuchawek do wyjść liniowych. Mogę jednak pochwalić również wzmacniacz słuchawkowy za dynamikę, szybkość i detaliczność, bez wpadania w ostrość.
Bas jest zwarty i konturowy, słuchawki mające ciągoty do tłustości zostaną trochę zdyscyplinowane. Dźwięk jest witalny i swobodny, wyraźnie lepszy niż z przeciętnego wyjścia słuchawkowego wzmacniacza zintegrowanego.
| Sieć | LAN/Wi-Fi |
| Bluetooth (kodowanie) | tak (aptX/SBC) |
| PCM | 32 bit/768 kHz |
| DSD | x512 |
| MQA | Tak |
| Wejścia analogowe | RCA |
| Wyjścia analogowe | RCA, XLR |
| Wejścia cyfrowe | USB/HDMI/Toslink/Coax |
| Wyjścia cyfrowe | HDMI/Toslink/Coax |
| Strumieniowanie | Spotify Connect, Tidal, Apple AirPlay 2, DLNA, Roon |