Minęło zaledwie pół roku od recenzowanego przeze mnie wielkiego powrotu Eelsa z albumem "Hombe Lobo", a już na rynku pojawia się kolejna płyta Everetta. Wiele osób zapewne od razu skreśli "End Times", przypominając sobie o krążku "nie do przeskoczenia" - najbardziej emocjonalnym, wydanym w 1998 r. "Electro- Shock Blues".
Czytaj dalej