Pierwsze tego typu urządzenie – C-7 – pojawiło się w sprzedaży w 1979 roku, a więc niemal na samym początku działalności firmy. Lata 90. i początek XXI wieku upłynęły pod znakiem absolutnej dominacji źródeł cyfrowych, ale Accuphase miał wciąż przedwzmacniacz gramofonowy C-17 (następcę "Siódemki"), którego produkcję utrzymywał przez niemal ćwierć wieku. Potem analog wrócił w pełnej krasie, więc i Accuphase wziął się do roboty. W 2008 roku zaprezentowano przedwzmacniacz C-27, a później C-37 (2014) i C-47 (2020); w 2025 roku powitaliśmy C-57.
Zakup dzisiaj Accuphase C-57 to gwarancja posiadania najlepszego modelu przez kilka lat, po których… prawie na pewno pojawi się kolejny. Ale tym nie ma się co martwić, bo każde urządzenie Accuphase jest dopieszczonym owocem japońskiej systematyczności.
Znany szampański kolor obowiązuje także w C-57. Przedwzmacniacz jest wprawdzie niższy niż słynne wzmacniacze Accuphase, ale prezentuje się równie pięknie i wzorowo. Nie będzie "odstawać" w firmowym systemie.
Urządzenia Accuphase już od dawna są perfekcyjne… a jednak coraz lepsze. Doskonalenie dotyczy przede wszystkim elektroniki i jest popierane argumentami o poprawie parametrów (i wskutek tego jakości dźwięku, nad czym jednak inżynierowie Accuphase’a się nie rozwodzą). Producent chętnie dzieli się szczegółami technicznymi, czego kolejnym przykładem jest właśnie C-57.
Jego przewaga nad poprzednikiem C-47 polega na obniżeniu szumów o… 1 dB. To bardzo niewiele, chociaż zawsze coś. Właściciele C-47 nie mają powodów do rozpaczy, a ci, którzy potrzebują wyśmienitego phono-stage’a, w gruncie rzeczy też mogą przejść nad tym do porządku dziennego. Ważniejszy jest nie sam wynik, ale skrupulatność producenta, który potrafi taką różnicę zmierzyć i udokumentować.
Accuphase C-57 - obsługa
Accuphase C-57 przypomina trochę wzmacniacze zintegrowane, obsługa nie będzie skomplikowana. Po lewej stronie mamy, tak jak zwykle, pokrętło wyboru źródeł (wejść), pokrętło po prawej – nie jest oczywiście regulacją głośności, lecz parametrów obciążenia.
Pomiędzy nimi umieszczono charakterystyczne dla Accuphase’a "okienko" z sygnalizacją poszczególnych funkcji i niewielkim wyświetlaczem potwierdzającym ustalony wariant obciążeń. Jest też oczywiście zielone logo Accuphase.
C-57 nie jest przeładowany regulacjami i dodatkami (co zdarza się w nowoczesnych przedwzmacniaczach phono); podstawowe funkcje dotyczą wyboru typu wkładki (MM lub MC), wzmocnienia i obciążenia, a na dodatek jest filtr subsoniczny. Brak pilota… Czy to przejaw oszczędności, czy zdrowego rozsądku? Przecież gramofon nie jest zdalnie sterowany, więc można się obejść bez "leniucha" i w przedwzmacniaczu.
Accuphase C-57 - złącza
Accuphase C-57 ma aż cztery wejścia pozwalające na podłączenie kilku wkładek, gramofonów, ramion… Aż tak okazałe systemy gramofonowe nie zdarzają się często, chociaż w wyborze źródeł chodzi również o zachowanie elastyczności konfiguracyjnej. Wyróżnione miejsce należy się bowiem trybowi zbalansowanemu (związanemu z gniazdami XLR), dedykowanemu wkładkom MC (taka korekcja jest ustawiona dla XLR-ów na stałe).
W konstrukcji modeli MM występuje bowiem siateczka ekranująca, do której są podłączone (oczywiście jednostronnie) zakończenia cewek obydwu kanałów i w praktyce przekreśla to szanse na transmisję zbalansowaną. Istnieją wprawdzie wyjątki od tej reguły, ale są to przypadki sporadyczne (zdolne do transmisji zbalansowanej wkładki MM produkują firmy Pro-Ject czy Grado).
Pozostałe wejścia 1–3 mają złącza RCA i nie są już symetryczne, masa obydwu kanałów jest w tym wypadku wspólna. Do tych wejść możemy jednak podłączać zarówno wkładki MM, jak i MC. Wyjścia są dwa – jedno RCA oraz jedno XLR.
Parametry ustalamy niezależnie dla każdego z wejść, a Accuphase C-57 zapisze te kombinacje w pamięci. Dla każdego z wejść możliwa jest regulacja obciążenia (parametr kluczowy w każdym wysokiej klasy przedwzmacniaczu gramofonowym). Pokrętło pracuje skokowo, do wyboru mamy w sumie dziewięć pozycji (co w zupełności wystarczy), a pracę układu zorganizowano w praktyczny sposób.
Zakres regulacji jest bowiem powiązany z głównymi trybami MM/MC; dla MC do dyspozycji są ustawienia 10, 30, 60, 100 (najpopularniejsze), 200, 300 oraz 1000 Ω. Dla MM – standardowe 47 kΩ, 100 kΩ oraz niski 1 kΩ.
Accuphase C-57 nie ma natomiast regulacji pojemności dla wkładek MM (i nie dowiadujemy się, jaka jest jej ustalona wartość). No cóż, C-57 traktuje MM trochę po macoszemu, ale umówmy się – to nie jest phono-stage mający za zadanie wycisnąć wszystkie soki z MM, lecz z MC.
Accuphase C-57 - regulacja wzmocnienia
Regulację wzmocnienia rozwiązano racjonalnie. Accuphase C-57 ma dwa ustawienia, niskie i wysokie wzmocnienie, znowu związane z trybami MM i MC. W pierwszym wypadku to wartości 34 dB oraz 40 dB, a w drugim od razu wysokie 64 dB i czasem przydatne aż 70 dB. Filtr subsoniczny można włączać niezależnie od pozostałych regulacji.
Zastosowanie tylko jednego, podstawowego trybu korekcji RIAA w praktyce nie ograniczy użyteczności C-57, bo w tym standardzie są zapisane niemal wszystkie płyty; inne korekcje, jak np. Columbia czy Decca, są związane z garstką najbardziej egzotycznych i najstarszych (głównie lata 50.) wydawnictw mono.
Accuphase C-57 - wnętrze
Wnętrze przedwzmacniacza zostało podzielone na kilka komór. Ponieważ cały układ jest zgodny z założeniami dual-mono, zaczynamy od dwóch sporych transformatorów toroidalnych (po jednym na kanał), umieszczonych w obudowach i dodatkowo ekranowanych pionową przegrodą.
Kolejną płytkę stanowi rozbudowany zestaw filtrów i stabilizacji napięcia (do odprowadzania ciepła wykorzystywany jest kształtownik przykręcony do dolnego fragmentu obudowy). Niemal cała elektronika audio znajduje się na dużej płytce zaprojektowanej w taki sposób, aby uzyskać dwa idealnie symetryczne bloki (dla każdego z kanałów).
Połączeń przewodami jest bardzo mało. Jedyne biegną od głównego modułu do mniejszych płytek w pobliżu tylnej ścianki, do których są wlutowane gniazda RCA i XLR. Są to jednak bardzo krótkie odcinki, a kable ekranowane. Tuż przy gniazdach wejściowych umieszczono selektory źródeł (przekaźniki). Na główną płytkę trafia już jeden sygnał – z wybranego gniazda.
Accuphase C-57 jest wyposażony w wyświetlacz i nawet gdy jest to bardzo niewielka matryca, może być zagrożeniem dla wrażliwej sekcji audio (pracującej z sygnałami o bardzo niskim napięciu), dlatego cała "instalacja" za przednią ścianką została odgrodzona pionowym ekranem. Znajduje się tam stosunkowo nieskomplikowana (to w zupełności wystarczy) logika sterowania.
Niemal każdy gramofonowy preamp zaczyna się od tzw. głowicy, realizującej wstępny etap wzmocnienia. Najczęściej (bo tak jest najprościej) tryb MC wprowadza dodatkowy stopień, który po prostu "podbija" wzmocnienie układu MM pracującego w każdym trybie, jednak nie zawsze jego parametry są wystarczająco dobre. Dlatego Accuphase podchodzi do tej kwestii ambitniej, chociaż nie jest to rozwiązanie zupełnie unikalne.
Układ zaczyna się od przełączników wejść, następnie, w zależności od decyzji użytkownika, sygnał wejściowy trafia do głowicy MM albo głowicy MC. To dwie kompletne i zupełnie niezależne od siebie sekcje. Różnią się poziomem wzmocnienia (i parametrami obciążeń wkładki), w trybie MC wynosi ono 50 dB, a w MM – 20 dB.
Te wartości mogą dziwić, bo są (w każdym wariancie) zdecydowanie za niskie. Dopiero się jednak rozkręcamy. Poszczególne głowice różnią się radykalnie konstrukcjami, które zoptymalizowano do wymagań odpowiednich wkładek.
Głowica MC ma znacznie wyższe wzmocnienie, realizowane przez 8 równoległych tranzystorów bipolarnych. Accuphase stosuje tutaj swoją własną technikę wzmocnienia ANCC, którą znamy z jego wzmacniaczy.
Celem układu ANCC jest redukcja szumów i zniekształceń. Te zadania są realizowane na dwa sposoby. Pierwszy to klasyczne sprzężenie zwrotne współpracujące ze znacznie bardziej skomplikowanym, dodatkowym obwodem korekcyjnym. Składa się na niego tzw. sub-wzmacniacz, jednostka, która analizuje sygnał, eliminując z niego niepożądane składowe – trochę na zasadzie obwodu równoległego.
Ta dodatkowa kompensacja nie wprowadza żadnych opóźnień, bo nie podaje sygnału korekcyjnego na wejście głównego wzmacniacza (tak jak klasyczne sprzężenie zwrotne). W integrach Accuphase układ ANCC jest często wymieniany jednym tchem z obwodem regulacji głośności AAVA. Faktycznie te dwa systemy ściśle tam ze sobą współpracują, jednak w Accuphase C-57 nie ma regulacji głośności, jest samo ANCC. Równoległe gałęzie to tylko dodatek dla tej koncepcji.
Wróćmy do głowicy i zajmijmy się sekcją MM. Tutaj wzmocnienie jest już znacznie skromniejsze (20 dB) i nie trzeba było angażować tak skomplikowanej techniki. Układ jest zupełnie inny, z trzema modułami typu FET (i sprzężeniem zwrotnym), już bez ANCC.
Po wyjściu z głowic sygnał może (ale nie musi, decyduje o tym użytkownik) trafić do opcjonalnych filtrów subsonicznych, które odcinają najniższe składowe. Filtry mają zbocza 12 dB na oktawę i zostały zestrojone na częstotliwość 10 Hz.
Filtrowanie jest więc dość łagodne, a częstotliwość niska; Accuphase chce w jak najmniejszym stopniu ingerować w sygnał muzyczny, chociaż odbywa się to kosztem efektywności wycinania problematycznych składowych. Po bloku wstępnego wzmocnienia sygnał w dalszym ciągu nie został poddany korekcji RIAA i jeszcze przez jakiś czas tak pozostanie.
Pora bowiem na ustalenie docelowego wzmocnienia, czym zajmuje się kolejna sekcja, tym razem już wspólna dla trybów MM oraz MC. W zależności od położenia przełącznika Gain, wzmocnienie osiąga wartość 14 dB (tryb LOW) albo 20 dB (pozycja HIGH). W ten sposób finalnie dla wkładek MM mamy wzmocnienie 34 albo 40 dB, a dla MC – 64 lub 70 dB. Dopiero gdy zostanie osiągnięte finalne wzmocnienie, C-57 przystępuje do korekcji częstotliwościowej według krzywej RIAA, a na samym końcu – sygnał podawany jest przez bufory wyjściowe do gniazd RCA/XLR.
Accuphase C-57 - odsłuch
Zaawansowany przedwzmacniacz gramofonowy musi mierzyć się z wkładkami o różnych parametrach i wymaganiach. Chociaż główne standardy wkładek są dwa (MM i MC), to dla ich prawidłowej "obsługi" i uzyskania dźwięku wysokiej jakości konieczna jest większa drobiazgowość w ustaleniu wzmocnienia oraz obciążenia; jednocześnie nie chodzi jednak o precyzyjne, jedynie słuszne wartości, lecz o pewne obszary i zakresy wartości, w których musimy zdać się na własne doświadczenie.
"Prawdziwa" zabawa z gramofonem wymaga nie tylko zdolności manualnych i odpowiedniej wiedzy na etapie dobrania i zamontowania wkładki, wyregulowania ramienia i całego gramofonu, ale też ustawienia odpowiednich parametrów przedwzmacniacza phono.
Nie tylko z typowymi wkładkami MC (napięcie w ok. 0,25–0,4 mV), ale także w warunkach ekstremalnych (nawet z chimerycznym Denonem DL-S1, czyli wkładką o skrajnie niskim poziomie napięcia wyjściowego – zaledwie 0,15 mV). Wzmocnienie w trybie HIGH jest zawsze wystarczające i gwarantuje bardzo dobrą dynamikę.
Dynamika jest w brzmieniu Accuphase C-57 solidnym fundamentem, na której rozwijają się pozostałe elementy. Naturalnego brzmienia nie byłoby także bez właściwej równowagi tonalnej. W przypadku gramofonu i całego związanego z nim środowiska pojawia się klimat dźwięku "organicznego", plastycznego, ciepłego, omijającego twardości i ostrości. C-57 odpowiada na to trochę inaczej – dość pryncypialnie trzyma się neutralności, dokładności i przejrzystości (co wcale nie wyklucza brzmienia nasyconego i płynnego).
Wraz z różnymi wkładkami wiele się zmienia, ale znając je, mogłem też dostrzec wpływ C-57, a w zasadzie jego transparentność, która pozwalała w pełni pokazać charakter wkładek, a więc i różnice między nimi.
Większość na tym korzystała o tyle, że grały lepiej niż na słabszych preampach, chociaż jedne zyskiwały więcej, inne mniej, a nieliczne bardziej ujawniały swoje problemy – to jednak były wkładki niższej klasy, jakie najpewniej nie będą na warsztacie właściciela C-57. Ale płynie z tego taki wniosek, że nie jest to urządzenie i sposób, aby każda wkładka "błyszczała".
C-57 dba szczególnie o komunikatywność, średnie tony są bliskie i kontrastowe, nie zostają zmiękczone i sklejone. Muzyka nabiera energii, a kiedy tylko jest do tego okazja – rytmu. Rozmach wiąże się też z selektywnością i oddechem. To dźwięk "szybki", ale kiedy trzeba – potężny.
Bas jest sprężysty i konturowy, ale wcale nie nazbyt szczupły, ma siłę, która czasami mnie zaskakiwała. Podobnie jak początkowo wysokie tony… chociaż do nich szybciej się przyzwyczaiłem. Są czyste, detaliczne, czasami ofensywne, co nie przeczy precyzji i niuansowaniu. Nie będzie jednak zaokrąglania i dosładzania. Przestrzeń jest budowana swobodnie i prawdziwie, z dużą dawką akustyczności.
Ze względu na klasę urządzenia (i idącą z tym w parze ceną) C-57 będzie się zajmować niemal wyłącznie wkładkami MC. Tam, gdzie można wykazać się niesamowitą "ciszą" i ekstremalnie niskim poziomem szumów, w sytuacjach najtrudniejszych, a więc takich, jakie wymagają bardzo dużego wzmocnienia, Accuphase C-57 udowadnia, że jest mistrzem. Taka dynamika i precyzja nie będą osiągalne dla większości wkładek MM.
Skoro jednak sam Accuphase to proponuje, próby odsłuchowe dopełniłem konfiguracją z tańszymi wkładkami MM (ktoś może podłączy do C-57 drugi gramofon lub zainstaluje dodatkowe ramię, choćby na mniej poważne okazje, aby podstawowa, droższa wkładka wystarczyła na dłużej). Transparentność C-57 jest znakomita, a więc różnice można wychwycić od razu, co jednak nie znaczy, że tańszych wkładek nie da się słuchać.
Słabsza rozdzielczość, ale z drugiej strony pewna lepkość… może się podobać. Muzyka nie traci emocji, choć ich źródła leżą gdzie indziej. Bas staje się bardziej obfity, sięga nisko, średnica jest barwna, góra elegancko cofa się pół kroku… ale nie jest przetłumiona, a cały przekaz zachowuje żywość i – jak się okazuje – typową dla C-57 ekspresję. W tym opisie przedstawiam "średnią" dla kilku wkładek MM.
Można dyskutować, czy przyszłość rasowego analogu, a więc zainteresowanie nim najbardziej wymagających audiofilów, leży w jego brzmieniowej odrębności i przekonywaniu, że niczego podobnego nie usłyszymy ze źródeł cyfrowych, czy właśnie w takim odważnym, otwartym, uniwersalnym podejściu. Accuphase wybrał to drugie.