W czasach słusznie minionych (ale bliższych nam niż czasy PRL-u) amplitunery wielokanałowe spychały do defensywy wzmacniacze stereofoniczne, odtwarzacze DVD wypierały odtwarzacze CD, a wielokanałowe komplety głośników wydawały się najlepszą inwestycją w domową rozrywkę. Ale przyszło zmęczenie takimi instalacjami, audiofile pozostali wierni stereo, a większość Kowalskich zadowoliła się kinem domowym w formacie soundbara. Dlatego w maju testujemy tylko dwa wzmacniacze AV (i taki sprzęt w ogóle po raz pierwszy w tym roku) i aż sześć wzmacniaczy stereofonicznych (którymi zajmujemy się znacznie częściej).
Pół wieku temu wzmacniacz stereofoniczny stał się dla systemów hi-fi zarazem źródłem mocy dla zespołów głośnikowych i ewentualnie słuchawek, jak też ”centralą” przyjmującą sygnały ze wszystkich urządzeń źródłowych (a w swoim czasie również wysyłającą je do magnetofonów). I mimo zmian w ”środowisku” źródeł, sposobach transmisji, technice wzmacniania, a także kreowania zupełnie nowych konfi guracji i kategorii sprzętowych, w klasycznych systemach wzmacniacze pozostają w takiej roli.
Zmienia się tylko i aż ich wyposażenie, chociaż wcale nie oznacza to, że nowoczesny wzmacniacz musi mieć absolutnie ”wszystko”. Wciąż są wzmacniacze niemal dokładnie takie, jakie były już dawno temu – z dzisiejszej perspektywy funkcjonalnie oszczędne, przyjmujące tylko sygnały analogowe. Mają one mocną pozycję zwłaszcza w high-endzie, gdzie w cenie jest specjalizacja, więc każdy dokupi sobie to, czego potrzebuje – DAC, streamer, preamp phono czy wzmacniacz słuchawkowy.
Również najtańsze wzmacniacze nie są uzbrojone po zęby, oczywiście z innego, budżetowego powodu. Natomiast wzmacniacze ze "średniej półki", takie jak właśnie testowane, najczęściej zostały już wszechstronnie wyekwipowane. Prawie wszystkie mają przetwornik C/A (już niemal regularnie nie tylko z USB, ale też z HDMI), większość ma odtwarzacz strumieniujący (z coraz bogatszą pulą serwisów), niektóre mają ekrany dotykowe, mobilne aplikacje sterujące, systemy korekcji akustyki… Z tradycyjnego wyposażenia znaczenie odzyskało wejście gramofonowe (czasami również dla MC) i wyjście słuchawkowe.
Rzadziej niż w "złotych latach hi-fi" spotykamy regulacje barwy i zrównoważenia kanałów i nad tym nie ubolewamy. Jednocześnie cieszą oko nawiązujące do tradycji "dekoracje", np. wskaźniki wychyłowe, fizyczne lub wirtualne, i inne stylizacje. Jednak są to funkcje drugorzędne albo wtórne, bo do wzmacniacza dostarczamy różne sygnały zasadniczo po to, aby je wzmocnić. Tutaj również technika jest doskonalona, nie tylko w klasie D, ale też w "klasycznych" klasach A i AB. Samej mocy też mamy pod dostatkiem. Wzmacniacz… się wzmacnia, żyje i daje życie całemu hi-fi .
W następnym numerze ponownie sześć wolnostojących zespołów głośnikowych (w cenie ok. 10 000 zł), w większości z nowych serii. Czego potrzebujemy więcej, chcąc budować solidne stereo? Mamy w bród odtwarzaczy sieciowych, gramofonów, wracają odtwarzacze CD… Chcemy jeszcze magnetofonów?.
Andrzej Kisiel