Muzycy grupy Laboratorium o nowym albumie "Now"

Newsy

Spotkanie z muzykami Laboratorium: Januszem Grzywaczem, Markiem Stryszowskim, Krzysztofem Ścierańskim i Markiem Raduli w warszawskim Studio U22 odbyło się w cyklu "Piątki z nową muzyką" na tydzień przed premierą ich nowego albumu "Now". Album był wyczekiwany przez wielu starych i młodych fanów zespołu od 32 lat, bo wtedy ukazała się poprzednia płyta "Anatomy Lesson". Dla grupy Laboratorium ustawiono cztery krzesła i to spowodowało pierwszą reakcję Janusza Grzywacza, który zauważył, że powinno być pięć krzeseł, bowiem w takim składzie zespół nagrywał ten album. Szybko dostawiono więc piąte, ale do końca spotkania pozostało puste. Niestety, perkusista zespołu, Grzegorz Grzyb, zginął 23 lipca 2018 r. w wypadku. Miał 47 lat.

Dodano: 31 styczeń 2019

Spotkanie z Laboratorium poprowadził Piotr Welc, gospodarz Studio U22, pytając dlaczego tak długo musieliśmy czekać na nowy album. – Nie wiem, czy ktokolwiek czekał na naszą nową płytę – zaczął od sarkastycznego stwierdzenia Janusz Grzywacz. – Nie jesteśmy zespołem, a doborową orkiestrą tworzoną przez czterech panów po przejściach, którzy spotkali się po dwudziestu latach od poprzedniego wspólnego grania. Muszę przyznać, że musiałem się od nowa uczyć grać na klawiszach, bo przez ten czas zajmowałem się głównie kompozycją dla teatru i do filmu.

Ponieważ Krzysiek i Marek zaproponowali, żebyśmy się ponownie zeszli, 12 lat temu mieliśmy swój come back jako Laboratorium. Nie gramy dużo, bo każdy ma swoje zajęcia i trudno zebrać cały skład. Ale mamy ogromną frajdę, kiedy możemy się spotkać. Nagraliśmy tę płytę zachęceni przez Andrzeja Puczyńskiego po pierwszym koncercie w cyklu "Giganci polskiego jazzu" w Teatrze Roma. Ten album jest podsumowaniem tego, co graliśmy przez ostatnie dziesięć lat na scenie.

Ta płyta nie ukazywała się tak długo, bo goniły nas wznowienia – dodał Marek Stryszowski. – Wytwórnia Metal Mind wydała naszą antologię na dziesięciu płytach CD. Potem Polskie Nagrania wznowiły nasz pierwszy album. Pomysł reaktywowania działalności tlił się od pewnego czasu. Czasem występowaliśmy w duecie z Januszem, czasem dołączał do nas Janek Pilch. Po ukazaniu się antologii rozmawialiśmy o tym, że po Laborce nic już więcej nie zostanie, a szkoda. Byłoby fajnie, gdyby reaktywować zespół. Zadzwoniłem do Krzyśka, który powiedział: E... Potem się przekonał i ruszyliśmy.

Rzeczywiście zagraliśmy kilka koncertów – powiedział Krzysztof Ścierański.Nasze utwory mają swoje odbicie w przeszłości, a przynajmniej połowę z nich grałem w młodości. Najważniejsze, że możemy cieszyć się z tego, iż razem występujemy, że improwizujemy, a solówki w takich utworach, jak "Nurek", są za każdym razem zupełnie inne. Wciąż się rozwijamy.

Laboratorium - Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski

Janusz Grzywacz i Marek Stryszowski

Pewnego wieczoru, rok temu, przyjechaliśmy do Łomianek, do studia – wspomina sesję Janusz Grzywacz. – Wszystko nagrywaliśmy na tzw. setkę. Spędziliśmy tam jeszcze dwa dni i wróciliśmy do domów. Później kto chciał, to poprawiał swoje partie, jeśli uznał, że lepiej zagra solówkę.

Zwierzeniom członków zespołu Laboratorium przysłuchiwali się Andrzej Karp i Andrzej Puczyński – odpowiedzialni za miks i mastering. Oni także podzielili się swoimi wspomnieniami i wrażeniami z pracy nad albumem "Now". – Dla mnie był to wyjątkowy materiał – powiedział Andrzej Karp. – Kiedy byłem małym chłopcem, to kupiłem sobie winyl Laboratorium i tak go zdarłem na adapterze, że igła przeskakiwała. To była jedna z najczęściej słuchanych płyt w moim domu, a dodam, że mama jest fanką jazzu. To niewiarygodne, że po takim czasie można się było spotkać z muzykami i dostąpiłem zaszczytu, żeby "kręcić gałką". Nagraliśmy materiał w dwa dni, a potem przez kilka miesięcy dłubaliśmy, żeby nadać fajny charakter.

Chciałem podziękować za to, że 10 godzin ćwiczeń przez 10 lat doprowadziło mnie do momentu, kiedy zagościłem w grupie i to bez próby – zabrał głos Marek Raduli. – Laboratorium usłyszałem pierwszy raz w 1978 r. we Wrocławiu i po trzydziestu latach miałem okazję spełnić moje młodzieńcze wyzwanie, że cudownie byłoby zagrać z tymi wyśmienitymi muzykami. Po 30 latach tułania się po naszym rynku bluesowym, rockowym i Bóg wie jakim. Dzięki tym młodym ludziom mogę się kształcić, rozwijać, poznawać życie z tej nieprawdopodobnie jazzowej strony, bo nie ulega wątpliwości, że to jazzmani z krwi i kości, a przede wszystkim muzycy improwizujący.

Co ja robię? Po prostu mam przyjemność improwizować wspólnie, rozmawiać na temat muzyki i wnosić to, co jako młody człowiek sobie wymarzyłem, wymyśliłem. Razem z Grzesiem, którego tu nie ma, bo on zastosował ucieczkę, odkleił się od peletonu, mogliśmy wnieść coś, co bez wątpienia słychać na tej płycie, bo jesteśmy odrobinę starsi od kolegów. Jestem szczęśliwy, że mogę znać, mogę grać, być współtwórcą muzyki, której tu dziś słuchamy – zakończył swoje oświadczenie Marek Raduli, który celowo się "postarzył". 

Laboratorium - Marek Raduli i Krzysztof Ścierański

Marek Raduli i Krzysztof Ścierański

Nigdy nie dzieliłem muzyki na gatunki, tylko na dobrą i złą – powiedział Andrzej Puczyński, niegdyś gitarzysta rockowy, teraz producent, prezes ZPAV, który dokonał masteringu albumu "Now". – Słuchałem dużo jazzu, a Laboratorium jest moją ulubioną grupą, bo łączy jazz z rockiem. Kiedy jeszcze miałem okazję występować w roli gitarzysty, to spotykaliśmy się z Laboratorium na tych samych scenach. Byłem zawsze pod wrażeniem, że ich muzyka była taka przestrzenna, a muzycy wypowiadają się tak, jak ja chciałem się wtedy wypowiadać w muzyce rockowej.

Po mojej pracy nad płytą "Now" i wcześniejszym koncercie w Teatrze Roma doszedłem do wniosku, że ich muzyka grana dziś na nowych instrumentach brzmi bardzo współcześnie, choć wychodzi z tamtego brzmienia. Fantastyczne jest to, że będąc muzyką jazzową, jest ponadgatunkowa. Jest w tym popularna dziś nowoczesna elektronika, zdolność malowania dźwiękowych pejzaży i fenomenalne solówki na basie. Przy czym Janusz zmusił mnie do takiego "kręcenia" przy masteringu, jakiego jeszcze nigdy nie robiłem. Jeden mnie pilnował z bliska, drugi z daleka, a trzeci wisiał na telefonie – powiedział żartobliwie Andrzej Puczyński wywołując gromki śmiech uczestników spotkania w U22. – To nie była żadna sztuka, wszystko było świetnie przygotowane, zagrane i zmiksowane, wręcz dopieszczone, nie zrobiłem nic specjalnego. Mam nadzieję, że nie zepsułem.

Rzeczywiście próbujemy malować dźwiękami i takie są odczucia słuchaczy – dodał Janusz Grzywacz. – Miałem wiele głosów od przyjaciół, że nasza muzyka jest fi lmowa, teatralna, zapewne dlatego, że jesteśmy również ludźmi teatru. Marek skomponował ostatnio muzykę do "Beniowskiego" w reżyserii Jana Englerta, Krzysiek napisał muzykę baletową, ja napisałem muzykę do ponad 120 spektakli teatralnych. To wszystko się miesza, razem fruwa. Komponując czy grając na scenie myślę obrazami. Koledzy również, to widać obserwując mowę ciała i słychać, jak grają. Nasza muzyka maluje, chciałbym żebyście ją tak odebrali.

Na koncertach Laboratorium miałem zawsze samotną solówkę wokalną – powiedział Marek Stryszowski. – To była tzw. aria wilka. Przez lata ją modyfikowałem, to był naturalny proces. Na jednym z koncertów dołączył Krzysiek grając akordy. Tak byliśmy obaj zdumieni efektem, że popłakaliśmy się po koncercie.

– Zdarzało się, że Marek włączał efekt echa na Rolandzie – dodał Krzysztof Ścierański. – Zagrałem kilka dźwięków i usłyszałem, jak mój bas wchodził na mikrofon i powielany dawał podobny efekt. Kiedy grałem solówkę, wtedy Marek przykładał swój mikrofon do mojego głośnika basowego i w rezultacie zaczynałem grać z tym echem. Tak dzięki Markowi zaczęła się moja kariera solowych występów z echem.



Audio - luty 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Zgodnie z zapowiedzią - druga część cyklu testów zespołów głośnikowych, a w niej pięć kolumn wolnostojących w zakresie 3600-3900 zł (za parę), konstrukcje jeszcze względnie niedrogie, a brzmienia - czasami już niezwykłe. Dla miłośników analogu test najlepszego ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj