Megadeth jest zaliczany – obok Metalliki, Anthraxu i Slayera – do Wielkiej Czwórki thrash metalu. Dorobek artystyczny zespołu jest ogromny, a rola, jaką odegrał, nie do przecenienia. Siedemnastą płytę zatytułował nazwą zespołu, co sugeruje, że zawarta na nim muzyka stanowi jego credo artystyczne. I rzeczywiście odnajdziemy tu wszystkie elementy, za które pokochaliśmy ten zespół.
Dave’a Musteina nie opuszcza wena twórcza, a podstawę utworów stanowią nośne riffy. Charakterystyczne są też złożone aranżacje, szybkie tempo i znakomita współpraca gitarzystów. Nie brakuje błyskotliwych solówek, a perfekcja wykonawcza jest godna podziwu.
"Megadeth" nie jest to album ani lepszy, ani gorszy od największych osiągnięć grupy. Słucha się go z przyjemnością, a Dave Mustein może czuć się artystą spełnionym. Na miano symbolu zasługuje zamykający płytę bonusowy utwór "Ride The Lighting" (jeszcze z czasów, gdy grał w Metallice, tu w nieco szybszej wersji), którego jest współkompozytorem. W ten sposób historia zatoczyła koło.
Frontiers/Mystic