VINCENT
SV-237MK

Vincent wzmacniaczy nie żałuje, a jedna z ich serii, w której znalazłem SV-237MK, nazywa się TubeLine, co sugeruje panowanie lamp. To jednak wniosek na wyrost, bo Vincent proponuje konstrukcje hybrydowe. Tak właśnie zaprojektowano większość (siedem z dziesięciu) wzmacniaczy zintegrowanych. SV-237MK to najnowsza wersja znanej integry, wywodzącej się od SV-236, poprzez SV-236MK i SV-237. Nie ma pomyłki, niczego tu nie brakuje, nie chodzi o Mk2 czy MkII, a samo MK. Vincent nie przedstawia szczegółów modyfikacji, deklarując nawet, że SV-237 był na tyle dobry, iż niewiele było do poprawiania. Dwie kluczowe różnice funkcjonalne pomiędzy SV-237 a SV-237MK wskażemy dalej.

Z jednej strony frontu TubeLine; z drugiej napis Class A - chwytliwe i wymowne. Kwestię lampowości mamy już wyjaśnioną, więc pójdźmy za ciosem i doprecyzujmy, że klasa A dotyczy końcówki mocy (tranzystorowej) i zakresu mocy do 10 W.

To uczciwe postawienie sprawy. Vincent SV-237MK to kawał wzmaka z dużymi, wyłożonymi na zewnątrz radiatorami (wzdłuż bocznych ścianek). Chłodzeniu pomagają też szczeliny w górnej ściance. Instrukcja obsługi zaleca, aby nad wzmacniaczem pozostawić kilka centymetrów wolnej przestrzeni.

Mimo audiofilskich rozwiązań układowych, nie jest to urządzenie w minimalistycznym stylu. Za okiem cyklopa widać fragment sekcji lampowej. Otoczono go czterema identycznymi pokrętłami ozdobionymi srebrnymi pierścieniami.

Lampowe oko hybrydoklopa.

Lampowe oko hybrydoklopa.

To regulacja głośności, wybór źródeł i regulacje barwy. Jest też filtr loudnesss, ale można z sygnałem pójść na skróty, włączając funkcję "tone". Skąd my to znamy? Ktoś powie, że z wielu wzmacniaczy, ale w tym teście ze wzmacniacza Tagi, HTA-2000B V.2.

Vincent SV-237MK - złącza

Podobieństw będzie zresztą więcej. Nowością w wersji MK jest wyjście słuchawkowe, którego nie miał model SV-237. Vincent SV-237MK ma dwie (włączone na stałe) pary zacisków głośnikowych. cztery analogowe wejścia liniowe, ale nie ma wbudowanego przedwzmacniacza phono (który jest w HTA-2000B). Są też dwa wyjścia niskopoziomowe - jedno regulowane (np. na zewnętrzną końcówkę mocy), drugie o stałym napięciu (np. na rejestrator).

Poprzednik, a więc SV-237, miał wejście USB, które zastąpiono parą bardziej konwencjonalnych złącz - jednym współosiowym i jednym optycznym. Taka zmiana jest kontrowersyjna, może wręcz się wydawać uwsteczniająca, jednak Vincent twierdzi, że to wynik wsłuchania się w potrzeby klientów.

 Umiarkowana liczba wejść, ale dwie pary zacisków głośnikowych.

Umiarkowana liczba wejść, ale dwie pary zacisków głośnikowych.

Podobno przede wszystkim chcemy podłączać telewizor do sprzętu Hi-fi (a do tego najlepsze jest złącze optyczne). Nawet wtedy szkoda, że nie udało się zachować USB, nie byłby to przecież wielki wyczyn - USB i parka optyczno-współosiowa we wzmacniaczu za 8000 zł.

Sekcja cyfrowa akceptuje sygnały PCM o rozdzielczości 24 bit/192 kHz - to współczesny standard dla zastosowanych złącz (dla optycznego to nawet coś więcej, bo najczęściej - z powodu ograniczeń samego systemu transmisji - jest to 24/96).

Podpis

Vincent SV-237MK - wnętrze

Zaglądamy do środka obudowy, gdzie na niewielkiej płytce znajduje się układ Burr Brown PCM5100 - dokładnie taki sam ma Taga Harmony HTA2000B v.2. Scalak potrafidekodować przebiegi PCM 32/384, jednak bez wejścia USB nie dostarczymy ich do wzmacniacza.

Wnętrze zostało podzielone na kilka sekcji systemem wewnętrznych belek, które nie tylko wzmacniają i usztywniają chassis, ale pełnią także rolę ekranów. Przednią sekcję wydzielono dla przedwzmacniacza, układ jest lampowy, podzielony na dwa stopnie. W pierwszym sygnał obsługuje jedna trioda 12AX7, w drugim - dwie triody 6N1P.

Podobnie jak w HTA2000B v.2, umieszczenie przedwzmacniacza blisko przedniej ścianki wymagało wykonania wielu połączeń kablami.

Podobnie jak w HTA2000B v.2, umieszczenie przedwzmacniacza blisko przedniej ścianki wymagało wykonania wielu połączeń kablami.

Końcówki mocy znajdują się z dwóch stron obudowy, oczywiście przy radiatorach. W każdym kanale zainstalowano dwie pary tranzystorów Sanken (2SA1386/2SC3519).

Pilot Vincenta SV-237MK jest surowy i oszczędny, jednak wypada podkreślić jego solidność, którą zawdzięcza metalowej obudowie. Nie ma też typowych zatrzasków pokrywy baterii, którą trzymają na swoim miejscu śruby. Nadajnik obsługuje podstawowe funkcje, wybór wejść, regulację głośności, jest też szybkie wyciszenie i wygaszenie dodatkowej iluminacji w "okienku" lamp. Więcej nie potrzeba.

Odsłuch

Do Vincenta też można podejść zarówno z oczekiwaniami, jak i obawami, widząc w okienku rozżarzone lampy. Jednak przykład SK-237MK pokazuje, że nie wszystko "gra lampą", co się świeci... Przynajmniej nie tak jednoznacznie, jak np. HTA-2000B V.2.

Końcówki mocy pierwsze 10 W oddają w klasie A, co potwierdza oddawane ciepło – wzmacniacz nagrzewa się nawet bez sygnału na wejściu.

Końcówki mocy pierwsze 10 W oddają w klasie A, co potwierdza oddawane ciepło - wzmacniacz nagrzewa się nawet bez sygnału na wejściu.

Vincent jest dla tych, którzy chcą tylko dodać lampowy akcent albo nawet go zignorować. Brzmienie demonstrujące zarówno moc i dynamikę, jak też spokój i zrównoważenie, wciąż może być angażujące i przyjemne, lecz nie prowadzi do tego celu żadnymi oryginalnymi, specyficznymi sposobami.

Z tylko lekkim ociepleniem, które mogłoby pojawić się i przy czystej wody tranzystorze, SK-237MK trzyma się blisko neutralności, w podobnych ramach jak Rotel RA-1572. Vincent SV-237MK stara się znaleźć "złoty środek" i przy wielu nagraniach go znajduje. Odpuszcza dopiero wtedy, gdy muzyka jedzie na najwyższych obrotach, na galopującej stopie perkusji, ostrych gitarowych riffach i lawinie blach.

Na niewielkiej płytce w pobliżu tylnej ścianki znajduje się sekcja cyfrowa, przetwornik C/A to układ 32 bit/384 kHz, jednak takich sygnałów, z uwagi na ograniczenia samych wejść, do SV-237MK nie uda się doprowadzić.

Na niewielkiej płytce w pobliżu tylnej ścianki znajduje się sekcja cyfrowa, przetwornik C/A to układ 32 bit/384 kHz, jednak takich sygnałów, z uwagi na ograniczenia samych wejść, do SV-237MK nie uda się doprowadzić.

Vincent trochę zwalnia, oczywiście nie dosłownie, ale ostrości odsuwa na drugi plan, krawędzie zaokrągla, nie wpada w "bitewny szał", daje prymat porządku nad emocjami. Również złożone nagrania są czytelne, można kontemplować zarówno detale i wybrzmienia realizacji audiofilskich, jak też spektakle orkiestrowe.

Przez każdą muzykę "snuje się" gładkość i spójność, bez podminowania i "spięcia", a przy tym z dobrym różnicowaniem i szczegółowością.

Nagrania pokazywały swoją akustyczną specyfikę, zarówno barwową, jak i przestrzenną. Czasami Vincent SV-237MK wydawał się grać nawet zbyt starannie, ostrożnie, "koronkowo"; gdyby zamiast cyzelować, poszedł na skróty, a zwłaszcza mocniej uderzył, pewne nagrania zyskałyby, a inne... na pewno straciły.

Średnica jest bardzo ładna, nasycona, z dobrym wsparciem basu, bez krzykliwości na przełomie z górą pasma. Wysokie tony dźwięczne, ale lekkie, bardziej rozproszone niż skupione, tworzą efektowną, a przy tym komfortową aurę, pomagając w kreacjach przestrzennych.

Bas potrafi się rozwinąć, wibrować i pomruczeć, w prowadzeniu rytmu uczestniczy nie tyle z zaangażowaniem, co sprawnie i posłusznie. Bez popisów dynamiki, utrzymuje swobodę również przy wysokich poziomach głośności. Vincent SV-237MK potrafi grać dźwiękiem dużym, nasyconym, nie pozwalając jednak, aby szeroki bas zamazał obraz.

Lampy i klasa A to atrybuty audiofilskie, mniej będą się podobać regulatory barwy i filtr loudness, ale można je wyłączyć.

Lampy i klasa A to atrybuty audiofilskie, mniej będą się podobać regulatory barwy i filtr loudness, ale można je wyłączyć.

Lampa, klasa A i moc na dokładkę

Producenci dobrze wiedzą, o czym audiofile lubią sobie pogadać, a na co wydają pieniądze. Bo jedno nie musi pokrywać się dokładnie z drugim. Audiofile szanują lampy, a także klasę A. Mimo to lampy wcale nie zmarginalizowały tranzystorów, a wzmacniaczy w klasie A też nie ma dookoła zbyt wielu, bo ich ograniczona moc wyjściowa ostatecznie zniechęca do zakupu.

Na jedno i na drugie jest pewien sposób, żeby było pięknie, ale i watów nie zabrakło. Lampy należy zainstalować tylko w przedwzmacniaczu, co pozwoli się już nimi chwalić, a nie ograniczy mocy wyjściowej, za którą będą odpowiedzialne tranzystory. A co do klasy A... Tego nie da się już pokazać w okienku, ale tym samym trudniej w ogóle sprawdzić, czy wzmacniacz rzeczywiście pracuje w ten sposób.

Czasami można w to poważnie wątpić, gdy wzmacniacz jakoby pracujący w klasie A, nie grzeje się mocniej niż wzmacniacz w klasie AB (a powinien). Vincent stawia sprawę uczciwie (chociaż trzeba rzecz "doczytać" w materiałach firmowych, a nie cieszyć się tylko skrótowym hasłem umieszczonym na facjacie) - przy maksymalnej mocy 150 W tylko "pierwszych" 10 W płynie z klasy A. To możliwe - płynne przejście między klasami jest stosowane od lat.

Dziesięć watów to dużo i mało; nie po to kupujemy wzmacniacz 150 W, aby za chwilę się przekonywać, że 10 W to kosmos, ale prawdą jest, że najczęściej wystarczy nam - zwykle podczas słuchania ze średnią głośnością, nawet przez kolumny o przeciętnej efektywności, nie potrzebujemy więcej.

Laboratorium
Laboratorium VINCENT SV-237MK

Nawet pracując bez sygnału wejściowego, SK-237MK wyraźnie się rozgrzewa, zgodnie z zapowiedzą jego pracy w klasie A, przynajmniej w początkowym zakresie mocy. Moc maksymalna ma sięgać, według zapowiedzi fi rmy, 2 x 150 W na obciążeniu 8-omowym i 2 x 250 W na obciążeniu 4-omowym. I tak jest w rzeczywistości.

Przy 8 Ω uzyskaliśmy 156 W w jednym kanale i 2 x 153 W w stereo, a przy 4 Ω moc wzrasta nawet do 307 W w jednym kanale, i do 2 x 254 W przy obydwu wysterowanych jednocześnie. Kolejny mocny zawodnik, który radzi sobie tradycyjnie - bez pomocy klasy D.

Czułość wynosi 0,36 V, więc jest nieco niższa od standardu 0,2 V, ale wobec wysokiego poziomu sygnału ze współczesnych źródeł, nie będzie to w praktyce zauważalne.

Odstęp od szumu jest niewysoki - zaledwie 77 dB - co najprawdopodobniej ma związek z lampową sekcją przedwzmacniacza. Jednak dzięki wysokiej mocy dynamika dociera do 100 dB.

Lampowe stopnie wzmocnienia nie ograniczają za to pasma przenoszenia (rys.1). Przy 10 Hz spadek wynosi tylko ok. -0,5 dB (dla obydwu obciążeń), a przy 100 kHz jest to -0,7 dB przy 8 Ω i -1,3 dB przy 4 Ω. Vincent pokazuje, że lampowy przedwzmacniacz nie musi też być krynicą harmonicznych.

Na rys. 2. wyraźnie widać tylko drugą, ale i jej wysokość to akceptowalne -77 dB. W zasadzie trudno byłoby się na tej podstawie domyślać, że to wzmacniacz hybrydowy, czyli częściowo lampowy, a nie w całości półprzewodnikowy.

Z rys. 3. odczytamy zakresy mocy wyjściowej ze zniekształceniami THD+N poniżej 0,1 % - powyżej 1 W dla 8 Ω oraz 3 W dla 4 Ω. Warto jeszcze zauważyć, że obciążenie 8-omowe gwarantuje generalnie niższy poziom zniekształceń w całym badanym przedziale mocy.

VINCENT testy
C558
NAD
C558
Gramofony

NAD znacznie poszerzył swoje horyzonty, swobodnie porusza się w nowoczesnych rozwiązaniach strumieniowych, a dla miłośników czarnej płyty ma trzy świeże modele należące do serii Classic: najtańszy C556, najdroższy C588 oraz testowany C558. 

Miracord 50
ELAC
Miracord 50
Gramofony

Elac wrócił do gramofonów z pompą, wypuszczając piękny model Miracord 90 Anniversary, po czym wprowadził kolejne konstrukcje, już nieco tańsze - Miracord 70 oraz 50. Na tym nie koniec, bo na majowej imprezie w Monachium zaprezentowano kolejny Miracord - 60. Tymczasem prezentujemy model najtańszy, ale numer 50 ma swoją własną historię – to właśnie Miracord 50H, który był oferowany w latach 60. i 70. uchodzi za jedno z najważniejszych osiągnięć niemieckiej techniki gramofonowej i przykład niemieckiej solidności, bo wiele egzemplarzy 50H wciąż działa.

DP-450USB
DENON
DP-450USB
Gramofony

Denon ma piękne gramofonowe tradycje, w latach 80. XX wieku chwalił się wieloma znakomitymi konstrukcjami, takimi jak DP-70L, DP-59L czy legendarny, ważący ponad 60 kg DP-100M. Jednocześnie w ostatnim czasie, bardzo przecież gramofonom sprzyjającym, Denon specjalnie się na tym polu nie wysila. Do niedawna miał w katalogu zaledwie trzy bardzo tanie (i stareńkie) modele. W drugiej połowie ubiegłego roku coś drgnęło i pojawiły się dwie nowe, chociaż spokrewnione konstrukcje – DP-450 i DP-450USB.

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu