SONUS FABER
Chameleon T

Każda z firm tego testu ma nie tylko swój własny charakter i renomę, oryginalną ofertę i rozwiązania, ale też znajduje się w innym momencie swojej historii. W przypadku Sonusa można powiedzieć, że znajduje się na jej zakręcie, ale to brzmi trochę niebezpiecznie... Sonus raczej zmienia biegi, starając się zająć tak mocną pozycję na rynku, jak nigdy wcześniej.

Nasza ocena
Wykonanie
Wynalazek we wzornictwie głośnikowym - wymienne boczne panele, dostępne w wielu wersjach pozwalają właścicielowi zmieniać kolor Chameleonów, kiedy mu tylko przyjdzie na to ochota. Do tego ładny kształt i perfekcyjne wykonanie. Układ głośnikowy konwencjonalnie trójdrożny, z niespektakularnymi przetwornikami.
Laboratorium
"Izofoniczne" wyprofilowanie charakterystyki, -6 dB przy 38 Hz, lekkie rozejście charakterystyk z różnych osi w zakresie drugiej częstotliwości podziału, bez ostrych rezonansów i zapadłości. Impedancja 4 Ω, czułość 88 dB.
Brzmienie
Ocieplone, zaokrąglone, nieagresywne, ale dynamicznie swobodne, oparte na pełnym basie i wykończone aksamitną górą. Bez wyostrzenia i rozpasania, niewyczynowe, wygodne i uniwersalne.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

Odsłuch

W tym teście mamy samych tuzów, firmy doskonale znane i cieszące się audiofilskim szacunkiem, które przechodzą jednak przeobrażenia, zmieniają obszary swojego zainteresowania, adresują swoje produkty do nowych grup klientów. Może więc ewoluuje też ich brzmienie?

Pytanie to nie bez powodu pojawia się przy Sonusie. Dawne Sonusy owiane są legendą. Współczesne, flagowe konstrukcje również sięgają szczytów, ale jak firma radzi sobie z wyzwaniem przeniesienia, choćby w pewnej skali, swojego stylu i charakteru, na znacznie niższe pułapy?

Pytanie takie może wydawać się banalne, ale w każdej firmie znajduje nieco inną odpowiedź. W przypadku Sonusa mamy do czynienia z dwoma filarami specjalnego brzmienia jej droższych konstrukcji - to zastosowanie wysokiej klasy materiałów w zakresie zarówno obudowy, jak i przetworników, a także określony sposób strojenia, profilujący charakterystykę częstotliwościową zgodnie z zamiarami konstruktora. Sonus nie stosuje jednak wyjątkowych technik, takich jak Uni-Q KEF-a czy wklęsłe kopułki Focala, które mogłyby być jednocześnie wyróżnikiem i wspólną cechą wszystkich jego konstrukcji.

W tańszych produktach nie ma budżetu na najlepsze komponenty, do dyspozycji pozostaje strojenie, umiejętności samego człowieka, który na końcu wszystko układa i zawsze w największym stopniu decyduje o tym, jak co gra.

Obudowa Chameleona nie jest ani minimalistycznym prostopadłościanem o ostrych krawędziach, ani „rzeźbą w drewnie” w stylu dawnych mistrzów, a jednak Włochom znowu udało się przygotować ładny projekt, nawet w niskobudżetowej serii. Ponadto cienka maskownica nie sprawia żadnych problemów akustycznych. Tak jak większość kolumn Sonusa, również Chameleony są lekko pochylone do tyłu, chociaż nasze pomiary wskazują, że nie było to potrzebne do uzyskania najlepszych charakterystyk.

Obudowa Chameleona nie jest ani minimalistycznym prostopadłościanem o ostrych krawędziach, ani „rzeźbą w drewnie” w stylu dawnych mistrzów, a jednak Włochom znowu udało się przygotować ładny projekt, nawet w niskobudżetowej serii. Ponadto cienka maskownica nie sprawia żadnych problemów akustycznych. Tak jak większość kolumn Sonusa, również Chameleony są lekko pochylone do tyłu, chociaż nasze pomiary wskazują, że nie było to potrzebne do uzyskania najlepszych charakterystyk.

Czy Sonus przypomina jeszcze Sonusa, czy już nie... Skądinąd widać - dosłownie - że Sonusowi wcale nie zależy na skrupulatnym kontynuowaniu tradycji. Sonus faber Chameleon T wyglądają zupełnie inaczej niż stereotypowe Sonusy, więc może i dźwięk jest ze zupełnie innej parafii, adresowany do nowego klienta o zupełnie innym guście, nieprzywiązanego do żadnych wspomnień - po prostu oczekującego subiektywnie dobrego brzmienia, a nie "rasowego" brzmienia Sonusa?

Posłuchajmy kolumn Sonus faber Chameleon T bez żadnych "obciążeń", bez nadmiernych oczekiwań i bez uprzedzeń - jakby weszła z nimi na rynek zupełnie nowa, nieznana dotąd firma.

Z takiej perspektywy powiedziałbym, że Chameleony grają tak, jak wyglądają - ładnie, nowocześnie i bezpiecznie. Nie będą wzorcem neutralności i dokładności w swojej klasie cenowej, nie będą też imponowały największą dynamiką, nie zabiją basem, ale też nie schowają się do kąta. Nie będą nadmiernie stylizować, kreować jakichś subtelnych klimatów, w żadnej sprawie nie postawią wszystkiego na jedną kartę, nie pójdą w ekstrema, ale też nie zagrają nazbyt ostrożnie i nijako.

Mimo braku bardzo wyrazistych cech, zamysł jest zupełnie czytelny - kolumny Sonus faber Chameleon Tmają się podobać nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, audiofilom obserwującym brzmienie szkiełkiem i okiem, ale "zjadaczom chleba"; i to zarówno w pierwszym wrażeniu, jak i na dłuższą metę.

Warto przy tym wyjaśnić, że różnica gustów między amatorami a ekspertami wcale nie jest przepastna i jednoznaczna; przywykliśmy sądzić, że amatorzy zawsze cieszą się z potężnego basu i ostrej góry, generalnie im więcej adrenaliny, tym lepiej, a tymczasem oni też czasami chcą przy muzyce odpocząć i dobrze wiedzą, jakie brzmienie do tego służy.

Sonus faber Chameleon T mogą więc służyć przy różnych okazjach; skrajne zakresy mają podkreślone, ale nieprzesadnie, wysokie tony są delikatniejsze niż z Focali, a nawet niż z Pro-Aców, chociaż to kwestia innego akcentowania niż ogólnego poziomu. Sonusy zasadniczo różnią się od ProAców wycieniowaniem przejścia między środkiem a górą, przez co Chameleony grają z większego dystansu, grzeczniej, mniej dobitnie, ale z większą dawką "powietrza"; w tym zakresie brzmienie Focali plasuje się pomiędzy Sonusami a ProAcami. Jednak obserwując cały balans tonalny, barwę, ekspresję, można dojść do wniosku, że Sonus lokuje się pomiędzy Focalem a... KEF-em, a nawet że bliżej mu do R500.

Gniazdo jest już zupełnie prozaiczne, w gatunku dostępnym dla każdego producenta (a nawet hobbystów); swoją drogą, bi-wiringu nie stosuje dzisiaj 99 procent użytkowników, a producenci zakładają takie gniazda (i odpowiednio separują obwody zwrotnicy) raczej z rutyny, niż z przekonania. Większość audiofi lów wolałaby widzieć jedną parę, ale bardziej eleganckich zacisków, co też nie musiałoby mieć żadnego przełożenia na brzmienie, a tylko na "zaawansowanie" luksusowego produktu.

Gniazdo jest już zupełnie prozaiczne, w gatunku dostępnym dla każdego producenta (a nawet hobbystów); swoją drogą, bi-wiringu nie stosuje dzisiaj 99 procent użytkowników, a producenci zakładają takie gniazda (i odpowiednio separują obwody zwrotnicy) raczej z rutyny, niż z przekonania. Większość audiofi lów wolałaby widzieć jedną parę, ale bardziej eleganckich zacisków, co też nie musiałoby mieć żadnego przełożenia na brzmienie, a tylko na "zaawansowanie" luksusowego produktu.

Ostatecznie wysokie tony Chameleonów są zaznaczone, czyste, rozdzielcze, ale też uprzejme i nienapastliwe, nie piszczą i nie gwiżdżą, znajdują dojście bardziej świeżością i aurą niż mocnymi błyskami. Kto lubi mocny atak i pełne brzmienie blach, więcej ich znajdzie w Focalu, a nawet w ProAcu.

Średnica Chameleonów jest schludna i "wygodna" - w żadnym nagraniu nie sprawiła kłopotu; czasami wydaje się ocieplona, czasami szczupła, nigdy nie utonęła między basem a górą, ani nie wyskoczyła do przodu, a tym bardziej nie krzyczała. Nie oczekiwałbym z tej strony ani wielkich emocji, ani problemów.

Podobnie jest z basem - tak jak napisałem wcześniej, Chameleony grają bezpiecznie i przewidywalnie, sekcja niskotonowa nie generuje lawiny, nie rządzi, ale i nie kuleje, w dość typowy sposób niskie tony są wyeksponowane (z czego "zrezygnowały" tylko Audio Physiki), podobne w tempie i w konsystencji do basu z Focala, dobrze wspierające średnicę.

W całym brzmieniu jest trochę smużenia, jakby odrobina "szumu tła", które stoi na przeszkodzie maksymalnej przejrzystości, ale nie jest to "kotara", a może jest to nawet korzystne do maskowania elementów pogarszających bliski kontakt z samą muzyką - pewnie niezamierzone, ale przypadkiem zgodne z koncepcją brzmienia lekkostrawnego i przyjemnego.

Andrzej Kisiel

Parametry
SONUS FABER Chameleon T
Moc wzmacniacza [W] 40-300
Wymiary [cm] 6 x 27 x 35,5
Rodzaj głośników P
Efektywność [dB] 88
Impedancja (Ω) 4
Wymiary: wys./szer./gł., W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona.
Laboratorium
Rys.2 Sonus Faber CHAMELEON T - charakterystyka przetwarzania w całym pasmie akustycznym, na różnych osiach.
Rys.2 Sonus Faber CHAMELEON T - charakterystyka przetwarzania w całym pasmie akustycznym, na różnych osiach.
Laboratorium Sonus Faber CHAMELEON T

Wśród wszystkich kolumn tego testu Chameleon T może najlepiej służyć jako przykład strojenia "fizjologicznego"; ten wątek pojawił się w komentarzu laboratorium Arii 926 Focala, ale tutaj mamy jeszcze bardziej rasowego przedstawiciela tego "gatunku".

Pomijając lokalne nierównomierności, a także spadek poniżej 100 Hz, wynikający z naturalnych ograniczeń głośnika, główna część charakterystyki przypomina tzw. krzywe izofoniczne (ten temat objaśniam dokładniej obok). Mamy więc wyraźne obniżenie w zakresie 1–3 kHz dla charakterystyk mierzonych na wszystkich osiach, ale już ich dodatkowe rozejście się nie jest działaniem celowym, lecz efektem lepszej lub gorszej korelacji fazowej między głośnikiem średniotonowym a wysokotonowym – znajdujemy się przecież w zakresie częstotliwości podziału.

Inaczej niż w przypadku Studio 148 ProAca, gdzie widzieliśmy głębokie, ale wąskopasmowe osłabienie jednej z charakterystyk, teraz zmiany zachodzą szerzej (na szczęście nie są głębokie), co jest pochodną zastosowania łagodnych filtrów niższego rzędu, które dopuszczają do wspólnej pracy obydwu głośników w szerokim zakresie – ale wspólna praca nie oznacza zawsze efektywnej współpracy...

Charakterystyka wypadkowa leży więc najwyżej wtedy, gdy fazy promieniowania obydwu głośników są zgodne; a najniżej – gdy są najbardziej przesunięte. W tym przypadku najwyższy poziom mamy na osi +7 st. (gdybyśmy siedzieli dość wysoko), a wraz z obniżaniem wysokości, na jakiej znajdował się mikrofon, osłabienie przy 2–5 kHz pogłębia się, przy okazji dołek przy 4 kHz sygnalizuje, gdzie chowa się częstotliwość podziału (przecięcie charakterystyk obydwu głośników; producent podaje 2,5 kHz, czemu trzeba zaprzeczyć).

Warto ten obrazek skojarzyć z lekkim pochyleniem kolumny, będącym przecież integralnym składnikiem projektu. Zwykle takie pochylenie ma służyć ustawieniu najlepszego promieniowania na osi głównej (z założenia równoległej do podłoża i biegnącej w kierunku słuchacza, a nie ponad nim), co prawda można założyć, że i w tym przypadku charakterystyka widoczna na osi głównej jest uznana przez konstruktora za najlepszą, ale wyższe ciśnienie na osi +7 st. pozwala też podejrzewać, że właśnie na tym kierunku brzmienie jest lepiej "wypełnione", a pokryłoby się ono z osią główną, gdyby kolumna nie została pochylona.

Z kolei w płaszczyźnie poziomej, pod kątem 30O, charakterystyka obniża się nie tylko w najwyższej oktawie, ale i w omawianym zakresie, więc wskazówki dotyczące ustawienia są następujące: skręcić kolumny w stronę miejsca odsłuchowego (niekoniecznie bardzo dokładnie, ale nie trzymać ich równolegle) i siadać raczej trochę wyżej niż niżej, ewentualnie delikatnie kolumnę "spionizować" za pomocą regulowanych kolców. Aha, nie trzeba zdejmować maskownicy – zachowuje się bardzo grzecznie, niemal nie widać jej wpływu.

Charakterystyka w zakresie niskich tonów wygląda ładnie, grzbiet w okolicach 100 Hz jest łagodny, nachylenie zbocza zwiększa się powoli, spadek -6 dB względem poziomu średniego notujemy przy 38 Hz (producent deklaruje pasmo przenoszenia 38 Hz – 25 000 Hz, bez podania spadku, ale pewnie szukał właśnie punktów -6 dB, więc jest w tej mierze bardzo dokładny).

Porównałem charakterystykę Chameleona T z charakterystyką Venere 3.0 (modelu również przez nas testowanego, a więc mierzonego w tych samych warunkach). Co tu dużo mówić: charakterystyka znacznie tańszego Chameleona T jest ładniejsza, trudno mieć wątpliwości, że to staranniej zestrojone kolumny.

Również czułość nowej konstrukcji jest wysoka, natomiast impedancja znamionowa to typowe 4 omy, z ok. 3-omowym minimum przy ok. 100 Hz. Na charakterystyce impedancji nie widzimy drugiego bas-refleksowego wierzchołka, który najprawdopodobniej został usunięty działaniem specjalnego filtra linearyzującego w zwrotnicy.

Sugerowana moc wzmacniacza to 40–250 W, równocześnie Sonus podaje maksymalne napięcie (22 V), z czego łatwo policzyć moc – przy 4 omach będzie to 120 W.

SONUS FABER testy
Sonetto V
SONUS FABER
Sonetto V
Zespoły głośnikowe

Sytuacja jest podobna jak w przypadku Monitor Audio - Sonetto V są niemal bliźniaczo podobne do testowanych już Sonetto VIII. O czym pisać? Test Sonetto VIII opublikowaliśmy w zeszłym roku, co może jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla powtórki, a może nie... zwłaszcza w czasach, gdy całe testy można znaleźć na naszym portalu, żyć tam będą wiecznie i nie trzeba przechowywać drukowanych roczników, aby mieć dostęp do całej wiedzy. Mimo to, skoro ludzie wciąż kupują tytuły drukowane, to nie od rzeczy jest powtórzenie pewnych treści po jakimś czasie. Komuś, kto nie kupił numeru 12/2018, a teraz chce poczytać sobie o Sonneto V, siadając w jakimś ustronnym miejscu, a nie przed komputerem, przed którym spędził cały dzień... Proszę bardzo!

Gold 200
MONITOR AUDIO
Gold 200
Zespoły głośnikowe

Najmniejsze w tej grupie Goldy 200 wciąż mają "przyzwoite" gabaryty, a przede wszystkim należy je pochwalić za wyśmienitą technikę i luksusowe wykonanie. Chociaż seria Gold nie jest w ofercie Monitor Audio już tą najlepszą, jaką była kiedyś, to i ona ma budować prestiż, pokazując oryginalne, zaawansowane komponenty, najwyższą staranność w dopracowaniu każdego detalu, efektowne wzornictwo i - co najważniejsze - piękne, ciepłe, kuszące brzmienie. Nowa edycja serii Gold potwierdza nie tylko swoją jakością, że Monitor Audio gra w pierwszej lidze, ale też samym pojawieniem się, wpisanym w bardzo gęsty harmonogram wymian w ofercie firmy. Dopiero co wprowadzono nowe serie Platinum, Silver, Bronze i wciąż nie brakuje pomysłów, zapału (i pieniędzy), aby dyktować konkurentom ostre tempo, a uwagę klientów kierować w swoją stronę.

Evoke 50
DYNAUDIO
Evoke 50
Zespoły głośnikowe

Najnowsza seria Evoke wiąże się z wprowadzeniem przez Dynaudio nie tylko nowych konstrukcji i komponentów, ale też systemu pomiarowego Jupiter, któremu poświęcimy trochę miejsca. Same kolumny są spodziewaną ewolucją poprzednich modeli, wyraźnie wyrastają z firmowej tradycji. Dynaudio stroni od gwałtownych zmian, dopieszcza szczegóły, ale robi to metodycznie i krok po kroku osiąga coraz lepsze rezultaty. Nieustanne sukcesy firmy dają z jednej strony wiatr w żagle, z drugiej - nie skłaniają do gwałtownych zmian kursu. Firma reaguje na nowe trendy, ale utrzymuje bogaty katalog konwencjonalnych, pasywnych zespołów głośnikowych.

Live Sound & Installation listopad 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta grudzień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista grudzień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio grudzień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio grudzień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu