Katalog Brinkmann Audio obejmuje wiele kategorii urządzeń, również związanych ze strumieniowaniem, ale w ciągu swojej czterdziestoletniej historii firma była i wciąż jest konsekwentnym orędownikiem analogu. Gramofon pozostaje największą pasją założyciela, właściciela i głównego konstruktora, Helmuta Brinkmanna, a ponieważ podziela ją wielu audiofilów, więc łatwo połączyć przyjemne z pożytecznym.
Ofertę wyraźnie podzielono na dwa działy – Analog i Elektronikę. Gramofonów jest pięć, większość to konstrukcje modułowe, które na etapie zamówienia możemy na różne sposoby skonfigurować, jak też później modyfikować.
Gramofon Brinkmanna to plinta z napędem, łożyskiem i talerzem; w zestawie jest też podstawowy zasilacz TraNt, który możemy zastąpić lepszym RoNt (teraz w wersji trzeciej). Ramię jest oddzielnym produktem (można je także założyć do zupełnie innego gramofonu), a mamy do wyboru cztery modele różniące się długością (10 lub 12 cali) oraz konstrukcją (przede wszystkim zawieszenia).
Jedyna wkładka Brinkmanna to Pi, ale dystrybutor wyposażył testowany gramofon Taurus we wkładkę innej firmy, Skyanalog G3 MkII, najlepsze ramię 12.1 oraz zasilacz RoNt III, a wszystkie te wymiany i dodatki zmieniły cenę wyjściową samego Taurusa z 82 000 zł na 139 500 zł za cały, gotowy do pracy gramofon.
Gramofony Brinkmanna są produkowane w Niemczech. Wiele podzespołów jest szykowanych na nowoczesnych maszynach CNC, ale składanie tak skomplikowanego i precyzyjnego urządzenia musi odbywać się ręcznie.
Każda część i każdy etap są poddane rygorystycznej kontroli, czasami korygowane, wysokiej klasy gramofon nie wybacza żadnych błędów. Wedle deklaracji, nad wszystkim czuwa osobiście Helmut Brinkmann.
Czytaj również: Jakie urządzenia są potrzebne do kalibracji gramofonu?
Brinkmana napęd bezpośredni
Brinkmann zdobył renomę gramofonami z napędem paskowym, ale buduje też własne napędy bezpośrednie. Znamy je przede wszystkim z gramofonów japońskich, na czele z Technicsem, Denonem i Audio-Techniką, ale napędy Brinkmanna są znacząco odmienne. Zazwyczaj wykorzystują silnik o bardzo dużym momencie obrotowym, stosunkowo lekki talerz i skomplikowaną elektronikę, która monitoruje i koryguje parametry pracy.
U Brinkmanna silnik ma niższy moment obrotowy, talerz jest bardzo ciężki (w modelu Taurus waży aż 10 kg) i działa (podobnie jak w innych gramofonach, niezależnie od typu napędu) jak koło zamachowe, kumulując energię kinetyczną i gwarantując znakomitą stabilność obrotów.
W tej sytuacji rozkręcenie talerza wymaga więcej czasu, co podczas obsługi natychmiast odróżnia Brinkmanna od popularnych gramofonów bezpośrednich, w których od momentu wciśnięcia przycisku do uzyskania nominalnych obrotów mija często sekunda. W Taurusie trwa to kilkanaście sekund, ale przecież wobec całej ceremonii, jaką jest odtworzenie winylu na gramofonie wysokiej klasy, nie jest to żadnym problemem, może nawet zaletą podkreślającą "powagę chwili".
Czytaj również: Napęd gramofonu paskowy czy bezpośredni - czy któryś jest lepszy?
Jak się komuś spieszy, niech sobie włączy CD albo strumieniowanie… Jak się system zawiesi, to poczeka jeszcze dłużej. Zatrzymanie tak ciężkiego talerza również potrwa chwilę, w tym czasie możemy się zadumać nad przemijaniem, wszystko ma swój początek i swój koniec, ale nie zawsze taki elegancki.
Rozwiązania Brinkmanna są jednak podporządkowane nie celebrze czy filozofii, lecz jak najlepszym parametrom – stabilności obrotów, niskim szumom i drganiom napędu. Napęd Taurusa jest też bezobsługowy i ma być trwały.
- System ruchomej platformy pozwala regulować odległość osi talerza od osi obrotu ramienia, a dzięki opcjonalnej podstawie (dokręcanej z drugiej strony do plinty) można dołożyć drugie, zupełnie inne ramię.
- Talerz, tak jak większość elementów, polakierowano na czarno i w dużej części przykryto szkłem; w środkowej, znajdującej się nad silnikiem, na całej grubości jest wstawiony aluminiowy walec.
- Płytę stabilizuje krążek dociskowy, nakręcany na centralny trzpień, aby się nie ślizgała po szklanej powierzchni.
Czytaj również: Napęd gramofonu - dlaczego jest ważny i jak działa?
Obsługa i prędkości obrotowe
Taurus – tak jak zdecydowana większość gramofonów najwyższej klasy – jest w pełni manualny, opuszczanie i podnoszenie ramienia to zadanie dla użytkownika. Dlatego intrygujący jest pilot zdalnego sterowania. Ma on trzy przyciski; skrajne uruchamiają obroty (odpowiednio 33,3 oraz 45 obr./min), a centralny zatrzymuje napęd. Nie opuści ani nie podniesie ramienia. Producentowi chodziło chyba o to, aby nie zaburzać estetyki gramofonu dodatkowymi przyciskami.
Napęd i silnik
Silnik w Taurusie (Brinkmann określa go mianem "Magnetic Field Motor") jest taki sam jak w droższym modelu Bardo. Duży pierścień magnetyczny zamontowano w obudowie z subtalerzem i łożyskiem. Do magnesu dołożono także pierścień “tacho”, który wraz z czujnikami optycznymi przekazuje informację o obrotach do modułu elektroniki.
W takim razie, mimo stabilności obrotów wynikających z samej masy talerza, stosowane są prawdopodobnie układy korekcyjne, ale nie pracują one tak intensywnie jak choćby u Technicsa. Gdy już go rozkręcimy, silnikowi pracuje się znacznie lżej, choć oczywiście pozostaje aktywny, a korekty są nieznaczne.
Zasilanie
W tyle znajdują się mikroregulatory dwóch bazowych prędkości obrotowych (33,3 oraz 45 obr./min), jest też wielopinowe gniazdo zasilania. Producent deklaruje zniekształcenia W&F na fantastycznie niskim poziomie 0,035%.
Podstawowy zasilacz TraNt jest tranzystorowy, ale Brinkmann ma w ofercie coś lepszego, wyjątkowego, a może wręcz szalonego – zasilacz “lampowy” (celowo biorę to w cudzysłów) RoNt III. W roli prostownika w RoNt III jest stosowana “lampa” prostownicza, zdaniem producenta o unikalnych właściwościach izolacyjnych, dzięki którym działa jak filtr (blokując zakłócenia). I właściwie można by tę argumentację przyjąć, gdyby nie to, że… to wcale nie jest lampa prostownicza, tylko jej symulator (Rectifier Tube Simulator).
Urządzenie o firmowej nazwie BZ34 ma obudowę przypominającą lampę o symbolu GZ34/5AR4 i pełni podobną rolę. W środku symulatora BZ34 faktycznie znajduje się układ półprzewodnikowy. Oryginalne, wiekowe lampy GZ34 są dzisiaj trudno osiągalne i bardzo drogie, więc Brinkmann skonstruował ich odpowiednik, który może działać nawet lepiej niż oryginał, eliminując jego wady w zakresie trwałości i powtarzalności parametrów. Są jednak i lampy – dwie pentody współpracujące z symulatorem BZ34. Miały być lampy i są.
Ramię
Im dłuższe ramię (z wyjątkiem ramion tangencjalnych, które rządzą się innymi prawami), tym niższe błędy śledzenia ścieżki, a w konsekwencji mniejsze zniekształcenia. Jednak wraz z ramieniem musi urosnąć cały gramofon; dłuższe ramiona są też bardziej wymagające – pod względem sztywności, podatności na rezonanse, wyższej masy (a nowoczesne wkładki są projektowane dla ramion o umiarkowanej masie). Jest to więc (jak zwykle w gramofonach) sztuka kompromisu i często można spotkać opinię, że złotym środkiem jest właśnie popularne ramię 9-calowe.
Przy starannej kalibracji poziom zniekształceń jest w nim na tyle niski, że nie stanowi już większego problemu. Jednak dla ramienia 12-calowego może on być jeszcze niższy…
Rurka jest prosta, dla najlepszej sztywności zintegrowano z nią główkę. W tylnej części rurka jest osadzona w tulei współpracującej z układem precyzyjnych łożysk. Regulacje 12.1 są dość standardowe, choć w połączeniu z ruchomą dolną platformą stworzono nieco większą elastyczność i wygodę.
Czytaj również: Jakie wyróżniamy kształty ramion gramofonowych?
Brinkmann ma też swój autorski zestaw narzędzi kalibracyjnych. Jeden z nich dotyczy regulacji azymutu – to sprytny grzybek, który wkręcamy w główkę (tak jak montuje się wkładkę) i opieramy na płycie, starając się wówczas ustalić równoległość sąsiednich płaszczyzn.
Zwykle to wystarcza, ale można pójść jeszcze dalej (bo żadna wkładka nie jest absolutnie idealna) i dopieścić regulację metodami już elektrycznymi (badamy przesłuch między kanałami za pomocą płyty testowej). Azymut ustawiamy obracając całą główkę po zwolnieniu blokady.
Regulacja siły nacisku igły jest klasyczna i polega na przesuwaniu ciężarka przeciwwagi. Typowo regulujemy także kąt VTA, wysuwając lub chowając dolny tubus ramienia w podstawę. Ciekawszy jest mechanizm antiskatingu, wykorzystujący magnesy, nie ma więc niewygodnej (choć w działaniu nadal bardzo skutecznej) żyłki z ciężarkiem.
Czytaj również: Jaka jest żywotność wkładek gramofonowych?
Na temat charakterystyk wynikających z różnych sposobów ustalania geometrii wkładki powstało wiele opracowań i ten temat nadal wywołuje wiele dyskusji. Zazwyczaj jest wybierany jeden z najpopularniejszych standardów (Lofgren, Baerwald czy Stevenson – głównie w konstrukcjach japońskich). Są one doskonale znane i dają bardzo dobre rezultaty, minimalizując zniekształcenia (na różne sposoby), których jednak nie da się zupełnie wyeliminować.
Specyfika klasycznych ramion (pivot) sprawia, że zniekształcenia są zerowe tylko (niestety) w dwóch punktach płyty. Poza nimi poziom zniekształceń zmienia się płynnie. Z konkretną geometrią wkładki jest związany rozkład tych zniekształceń. Czy mają być one najniższe w określonych partiach płyty, czy też zabiegamy o ich minimalny, średni poziom?
Ale możemy wyjść poza te standardy obserwując, jak zmienia się krzywa zniekształceń (dla danego ramienia), gdy przesuniemy punkty zerowe. Na taką modyfikację zdecydował się Brinkmann.
Czytaj również: Jakiego typu wkładki są lepsze - MM czy MC?
Zgodnie z firmową specyfikacją, efektywna długość ramienia wynosi 305,6 mm, a odległość między osią obrotu a osią talerza (która jest punktem wyjścia do ustalania geometrii) – 292 mm. Jeśli zbadamy fabryczną geometrię (ustawiał ją w testowanym egzemplarzu gramofonu dystrybutor, trzymając się ściśle wytycznych producenta), okaże się, że faktycznie nie pasuje ona do żadnego z najbardziej popularnych standardów (chociaż leży blisko zaleceń modelu Baerwalda).
Sposób Brinkmanna nie polega (jak zazwyczaj) na metodzie dwóch punktów (tych z zerowymi zniekształceniami), lecz na ustawieniu wkładki tylko w jednym miejscu. Taka metoda jest oczywiście prostsza, ale wymaga specjalnego szablonu, który przypomina przyrząd firmy Dennesen (opracowany pod koniec lat 70.), również bazujący na koncepcji jednopunktowej.
Posługując się tą metodą należy też zachować niezwykłą staranność, bowiem niewielki błąd będzie miał poważne konsekwencje; w metodzie dwupunktowej łatwiej uniknąć błędów (bo weryfikujemy geometrię dwa razy).
Czytaj również: Jaki jest optymalny nacisk igły na płytę?
Konstrukcja ramienia i wkładki
Z wkładką firmy Skyanalog spotykam się po raz pierwszy, ale mimo że firma liczy sobie już 25 lat, to do niedawna działała wyłącznie w systemie OEM (produkując wkładki dla innych). Zaczęło się to zmieniać w 2019 roku, dzisiaj Skyanalog ma w ofercie dwie serie – tańszą P i droższą G – oraz na dodatek najlepsze wkładki Reference i Diamond 25th (ta ostatnia stworzona na 25-lecie).
Wkładka wygląda efektownie (Skyanalog stosuje intensywne kolory). Wspornik jest szafirowy, diamentowa igła ma profil “zaledwie” eliptyczny, bardziej zaawansowane profile firma stosuje tylko w dwóch najdroższych modelach.
Napięcie wyjściowe to bardzo typowe dla wkładek MC – 0,32 mV, impedancja wewnętrzna wynosi 6 Ω, więc typowe obciążenie w postaci 100-omowej impedancji wejściowej przedwzmacniacza (nie potrzeba urządzenia z egzotycznymi nastawami) sprawdzi się doskonale. Sam Skyanalog rekomenduje wartości w zakresie 100–470 Ω.
Odsłuch
Taurus to gramofon wymagający przygotowania. Bez drogi na skróty i możliwości włączenia niedługo po wyjęciu z pudełka i wykonania tylko kilku prostych czynności, jak to jest we współczesnych gramofonach niższej, średniej… a nawet niektórych modeli wyższej klasy. Taurus podróżuje w częściach, oddzielnie nie tylko talerz i plinta, ale też podstawa ramienia i samo ramię. Składanie i kalibracja Taurusa wymagają wiedzy, dokładności i cierpliwości, możemy tu jednak liczyć na wsparcie dystrybutora.
W analogu nie istnieje jeden idealny wariant kalibracji, każdy ma swoje wady i zalety. Test Taurusa był więc czasem eksperymentów i porównań (zwłaszcza że geometria Brinkmanna nie jest typowa) i za każdym razem wyczuwało się te zmiany, a zarazem utrzymanie zasadniczego charakteru brzmienia (przez co czuję się zwolniony z tego, by wyniki tych prób szczegółowo relacjonować).
Kiedy już dobrze przygotowany Taurus wystartuje, to po kilkunastu sekundach rozkręcania talerza nie każe nam już dłużej czekać na emocje. Gdy tylko igła dotknie winylu i popłyną pierwsze dźwięki ze znanej nam płyty, od razu wiemy, co Brinkmann chce nam zaproponować.
Niektóre wysokiej klasy urządzenia źródłowe, w tym gramofony, grają w sposób bardzo wyrafinowany, wytrawny, ale wyniosły i nieprzystępny, musimy słuchać dłużej, aby odkryć wszystkie ich zalety. Taurus nie robi takich ceregieli, jest natychmiast czytelny, bezpośredni, oczywisty. Oczywiście z upływem czasu i wraz z kolejnymi płytami wzbogacamy naszą wiedzę i możemy zmieniać ocenę, ale większość "danych" mamy od samego początku.
Gramofon nie musiał się rozgrzać, a mój słuch przyzwyczajać. Po pierwsze dlatego, że wszystkie elementy gramofonu taki proces już wcześniej przeszły (co ma znaczenie zwłaszcza w przypadku wkładki); po drugie, brzmienie Taurusa (tak już będę pisał w skrócie o całym testowanym systemie) ma właśnie taki charakter – jest zrównoważone, spójne, otwarte i dokładne.
Szybko staje się przewidywalne w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie jest nudne, monotonne, ale też nie zmienia się jak kameleon z płyty na płytę; dobrze różnicuje, lecz gdy już je znamy, to wiemy, czego się spodziewać. A jednak ze zupełnie innej perspektywy to brzmienie wyjątkowe i zaskakujące.
Czytaj również: Co to są gramofony manualne, automatyczne i półautomatyczne?
Taurus jest jednym z najlepszych gramofonów pod względem rozdzielczości i precyzji, w tym przejrzystości wysokich tonów. Takie bogactwo, różnorodność i klarowność informacji jest częściej spotykana – tutaj przepraszam miłośników analogu – z dobrych źródeł cyfrowych. Stereotypowa winylowa naturalność objawia się zazwyczaj inaczej.
Wysokie tony są selektywne, lecz mają też dużo powietrza, potrafią nawet ostro przyciąć, ale też subtelnie „rozpuścić się” w wybrzmieniach; mają dawkę "elektryczności”, ale świetnie kreują atmosferę akustyczną. Blachy mają substancję, nie są papierowe, słyszymy dźwięki, które wcześniej umykały.
Średnie tony są bezproblemowe, jednak nie wychodzą stale na pierwszy plan; duże instrumenty prezentują masę i skalę, fortepian jest swobodny, dźwięczny i wielowątkowy, jego niskie rejestry są energetyczne, nie rozmywają się, a wyższe demonstrują perlistość i nie są ani rozjaśnione, ani zaokrąglone. Gitary są niesamowite, nie słyszałem takich z żadnego gramofonu, potrafią być wybuchowe i szarpiące, mogą też uwijać się subtelniej, ale zawsze żywo.
Jakby dłużej trwające rozkręcanie talerza spowodowało nie tylko lepszą stabilność obrotów, ale też ich nieco większą prędkość. Oczywiście nie było mowy o takim błędzie. Taurus zapewnia tak samo dobry wgląd w technikę nagrania, jak angażuje muzycznie, za to nie wprowadza nas w żaden specyficzny, choćby najpiękniejszy klimat.
Dokładność nie ominęła niskich tonów. Dlatego w pierwszej chwili bas wydaje się oszczędny, bo nie zaciemnia średnicy, a zarazem jest z nią sprawnie połączony; kontynuuje wyrazistość i "szybkość" właściwą dla całego pasma, a w takim układzie brzmienie często wydaje się jaśniejsze, mimo że zasadnicza równowaga tonalna jest najzupełniej prawidłowa.
Taurus jednak udowadnia, że "ma rację" w sposób doskonale znany i rozumiany przez doświadczonych audiofilów. Gdy dla porównania posłuchałem jednego z moich ulubionych gramofonów (znacznie tańszego, ale wcale nie byle jakiego), miałem dla niego mniej uznania niż wcześniej; wyraźne stały się jego ograniczenia i błędy, bo Brinkamn Taurus zawyżył poziom. Tak to niestety jest, to droga jednokierunkowa, nawet jeżeli do lepszego urządzenia nie jesteśmy od razu całkowicie przekonani, to wystarczy wrócić do słabszego… i wszystko staje się jasne, bo wrócić już trudno.
| Napęd | Bezpośredni |
| Ramię | Proste |
| Prędkość obrotowa | 33,3 / 45 |
| Typ wkładki | MC |