KRELL
Evo402 + Evo222

Ogromne, ciężkie obudowy najeżone radiatorami i wypełnione układami do produkcji mocy idącej w setki, a czasem tysiące watów... to nieodzowne elementy prawdziwej amerykańskiej amplifikacji. Wielkie wzmacniacze zza Oceanu można kochać lubić nienawidzić, można nawet przechodzić obok nich obojętnie, ale zawsze przyznać wypada, że jest to ważny obszar hi-endu. Firma Krell to wyrazisty orędownik tego nurtu. Niektórzy konkurenci, jak np. Jeff Rowland, eksperymentują z cyfrową, ciemną stroną mocy, ale po tej stronie twierdzi się, że aby grać, trzeba grzać. Tylko wtedy prawdziwe waty popłyną szeroką i ciepłą rzeką, tylko wtedy zabrzmią naturalnie.

Nasza ocena
Wykonanie
Prowadzony niezależnie dla każdego kanału układ, własne patenty, znakomite elementy, perfekcyjny monta
Laboratorium
Miażdżąca moc wyjoeciowa niezale¿nie od obci¹¿enia.
Brzmienie
Dynamika, swoboda i wyrafinowanie. Nie atakuje bez powodu, ale zaproszony do wystêpów przez charakter nagrania lub wysoki poziom g³ooenooeci, gotów jest zmieoeæ widzów ze sceny.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

Nowa seria EVO to kolejna ewolucja w stronę mocy doskonałej. W latach 80. firma produkowała wprawdzie jeszcze większe i cięższe wzmacniacze w klasie A, ale obecne modele także należą do wagi superciężkiej, i dysponują wyższymi mocami. Testowana końcówka 402 to jedyne EVO dwukanałowe, występuje również trzykanałowa odmiana tego wzmacniacza o symbolu EVO403, a wyżej w hierarchii stoją już tylko dwa monobloki EVO600 i EVO900. Z kolei nasz przedwzmacniacz, Krell EVO222, jest zamkniętą w jednej obudowie wersją referencyjnej 202-ki. Jako EVO-źródło Krell proponuje wielokanałowy odtwarzacz SACD 505. Choć poszczególne Ewolucje różnią się mocą, rozmiarami oraz ceną, to kluczowe układy i rozwiązania techniczne są podobne we wszystkich modelach.

Końcówka mocy Krell EVO402

Już ogromne pudło z wieloma wzmocnieniami i specjalnymi uchwytami do przenoszenia zapowiadało, że legenda amerykańskiej amplifikacji nic nie straciła na treści. Aby wytargać 60-kilogramową końcówkę z opakowania, trzeba było sporo się namęczyć. Wreszcie ujrzałem bryłę, którą już wcześniej znałem ze stron katalogu – i która, przyznam narażając się pewnie okrutnie - nie bardzo mi się podoba. Gdzieś przepadły efektowne, groźne radiatory, którymi na ogół najeżone są wielkie wzmacniacze.

Obudowa Krell EVO402 jest grzeczna, miejscami zaokrąglona, co moim zdaniem odebrało urządzeniu nieco męskości, ot napakowany kloc z tradycyjnym przodem i wyglądającymi jak ryflowana blacha bokami. Zamiast oglądać lepiej jednak dotknąć, dopiero wtedy wraca spokój, że z solidności Krella w EVO nic nie ubyło. Front jest bardzo gruby, wykonany z jasnego płata aluminium przytwierdzonego do reszty chassis za pomocą sześciu ozdobnych śrub. W centralnej części, w perfekcyjnym wyfrezowaniu umieszczono błyszczącą, wycinaną laserowo płytkę z logo firmy oraz symbolem modelu, w jej dolnej części znajduje się również okrągły włącznik sieciowy ze świetlną obwódką, kolor czerwony sygnalizuje tryb czuwania, niebieski ciągły poprawną pracę wszystkich układów, a pulsujący uruchamianie układów.

Specjalne złącze

Rowki w bocznych ściankach sugerowałyby bezpośrednią bliskość układów mocy, ale przez perforacje widać, że rzeczywista konstrukcja jest nieco inna. Rzut oka na górną ściankę demaskuje radiatory, widać je poprzez podłużne wycięcia, elementy zainstalowano w poprzek, mniej więcej na środku. Rolę nóżek pełnią walce wykonane z twardej gumy.

Z tyłu końcówki znajdują się dwa elementy rzadko spotykane we wzmacniaczach i sprzęcie audio w ogóle. Nie chodzi o jakieś egzotyczne gniazda przyłączeniowe (o nich za chwilę), ale o rzeczy związane z zasilaniem. Krell posiada transformatory o mocy 5kW, stąd za dostarczanie napięcia sieciowego muszą odpowiadać wydajne podzespoły.

Zrezygnowano z przytwierdzonego na stałe kabla (tak jak w niektórych modelach FPB bywało), dając audiofilom pole do eksperymentów z różnymi przewodami sieciowymi. Trzeba jednak pamiętać, aby przewody były gotowe sprostać wymaganiom mocowym wzmacniacza oraz aby posiadały odpowiedni wtyk. Krell EVO402 jest bowiem wyposażony w specjalne złącze o obciążalności 20A. Można je poznać  po nieco innych kształtach, umiejscowieniu styków (poziome a nie pionowe) oraz przede wszystkim po tym, że standardowe kabelki nie będą pasować.

Hebelkowy włącznik sieciowy

Drugim z oryginalnych elementów jest włącznik sieciowy - oprócz pięknego, elektronicznego przycisku z przodu, z tyłu mamy mechaniczny - hebelkowy. Ale żadne delikatne pstryk pstryk, by uruchomić Krell EVO402 trzeba włożyć trochę siły. Po początkowym oporze hebelek wskakuje na swoje docelowe miejsce, ale nierzadko towarzyszy temu protest bezpieczników w mieszkaniu lub na klatce schodowej.

Prąd przy rozruchu jest na tyle duży, że powoduje natychmiastowe wybicie 10-tek. W sumie przy takim kolosie nie ma w tym nic dziwnego, powinniśmy postarać się przynajmniej o 16A, a jeszcze lepiej 20A - jak zresztą sugeruje producent, dodając, że ma być to 20A oddane tylko do użytku EVO.

Wszelkie europejskie plany oszczędności energii są tutaj na ostatnim miejscu listy priorytetów. Bo to przecież piec amerykański. Wyjścia głośnikowe to pojedyncze złocone trzpienie, zakończone dużymi plastykowymi motylkami. Solidne zaciśnięcie nawet największych i najcięższych kabli nie stanowi problemu. Najlepiej podać Krellowi solidne widełki, kontakt z powierzchnią terminali jest wtedy największy i najlepszy. Można wprawdzie eksperymentować z banankami, gołymi przewodami czy nawet szpilkami, ale wydaje mi się to pozbawione sensu, sporo gimnastyki a i efekt nie najlepszy. W okolicach gniazdka sieciowego napotkamy na złącza wyzwalaczy przydatne w systemach instalacyjnych, ale nie tylko, wobec sporego poboru prądu może warto pomyśleć o spięciu końcówki triggerami z przedwzmacniaczem i ułatwieniu sobie życia.

Krell Evo402 - ład przede wszystkim

Dla sygnałów wejściowych przygotowano dwa niezależne bloki, lewy oraz prawy, w każdym po jednym gnieździe RCA, XLR oraz firmowym wynalazku CAST. Po przeciwnej stronie znajdziemy jeszcze gniazda wyzwalaczy, wyłącznik podświetlenia przycisku z przedniego panelu oraz pełniące tę samą funkcję (poprzez podanie napięcia 12V) małe złącze oznaczone jako EXT In. Wewnątrz panuje taki porządek, jak gdyby do odpowiednich przegródek prostokątnej przestrzeni obudowy wlano wszystkie elementy w formie cieczy, pozwalając tej miksturze zastygnąć. Z przodu umieszczono płytkę z obwodami zasilacza, widać jednak tylko sam druk, dwa ogromne transformatory toroidalne (każdy z kilkunastoma odczepami) otulono kołnierzem wykonanym z grubej blachy separującej źródła zasilania od układów audio.

Napięcie wędruje z przedniej części aż pod tylną ściankę, gdzie trafia do arsenału kondensatorów filtrujących. Krell zdecydował się na kilkadziesiąt małych pojemności, które mają zagwarantować szybkość działania układu. Dla sekcji sterujących zaprojektowano z kolei dwustopniowe stabilizatory, a wszystkim obwodom przysłużą się wkraczające do akcji jako pierwsze filtry sieciowe. Uwaga - producent zdecydowanie odradza użycia jakichkolwiek kondycjonerów, Krell EVO402 troszczy się o wszystko sam, eliminuj ąc brudy z zasilania, a jednocześnie gwarantuj ąc utrzymanie wymaganej wydajności.

Właściwe końcówki mocy ukryto w środkowej części w postaci gotowych modułów, sygnał z płytek (dwie niezależnie dla każdego kanału) z gniazdkami wejściowymi prowadzony jest, co zaskakujące, za pomocą cienkich tasiemek. Na obronę można przytoczyć tylko technologię połączeń CAST, zdaniem producenta obojętną na cudowne właściwości nawet najdroższych przewodów. Zresztą Krell dopuszcza stosowanie nawet długich interkonektów sugerując, aby wzmacniacz stał blisko kolumn - to kable głośnikowe mają być jak najkrótsze.

Przedwzmacniacz Krell EVO222

Przy końcówce mocy przedwzmacniacz Krell EVO222 wygląda jak naleśnik, a nie jest to wcale urządzenie miniaturowe. Wygląd przedniej ścianki podyktowany został stylem całej serii, przede wszystkim chodziło o utrzymanie prostego, chłodnego klimatu, stąd brak ozdobnych elementów. Niezbyt duże i nie odcinające się od kolorystyki frontu pokrętło głośności trafiło na prawy skraj, bardziej widocznym elementem jest umieszczona w centrum płytka z oznaczeniami modelu oraz niebieską, jaskrawą diodą sygnalizuącą pracę urządzenia.

W podobnym odcieniu wykonano podświetlenie wyświetlacza, umieszczonego po lewej stronie. Za podłużnym okienkiem kryje się dość prosta matryca punktowa. Ale nie mamy przecież do czynienia z amplitunerem, procesorem czy odtwarzaczem DVD, a więc i konieczności przekazywania dużej ilości informacji. Ma być przede wszystkim czytelnie, trzeba pokazać poziom głośności oraz aktywne wejście plus kilka skrótów ukrytych w menu funkcji.

Pod wyświetlaczem umieszczono drugie, mniejsze oczko - tym razem na czujnik zdalnego sterowania. Jest także nadajnik podczerwieni przeznaczony do programowania uniwersalnych pilotów. Klawisze, w jakie wyposażono Krell EVO222 są na tyle filigranowe, że z dalszej odległości wizualnie wręcz stapiają się z powierzchnią frontu. Pod displayem umieszczono wyłącznik zasilania, klawisze do poruszania się po menu, a w prawej części panelu niezależne przyciski dla siedmiu wejść, pętli rejestratora, szybkiego wyciszenia oraz układ odwracania fazy sygnału. Przedwzmacniacz spoczywa na mało efektownych, gumowych nóżkach.

Grzejnik222

Przedwzmacniacz Krell EVO222 nagrzewa się znacznie, po godzinie grania wręcz niemożliwe jest dotknięcie obudowy, stąd tak wiele perforowanych powierzchni, nacięć i otworów wentylacyjnych. Z menu można obsługiwać funkcje takie jak zrównoważenie kanałów czy uruchomić tryb pracy z procesorem surround, można też dobrać się do bardziej niecodziennych ustawień. Wśród nich producent przewidział indywidualne poziomy czułości dla wejść, definiowanie nazw poszczególnych źródeł czy tryby pracy wyzwalacza.

Z tyłu dzieje się naprawdę dużo, gniazda ustawiono w szeregu, od lewej mamy dwa wejścia XLR, za nimi cały arsenał RCA na dwóch okrągłych złączach CAST kończąc. Wyjścia są również liczne, po jednym RCA / XLR i ponownie  podwójne CAST. Po prawej stronie, tuż przy ściance bocznej, umieszczono gniazdko sieciowe (już w typowej odmianie) oraz złącza wyzwalaczy. Są również gniazda dla elektrycznych sygnałów zdalnego sterowania w standardzie RC-5 oraz komputerowym RS-232. Jeden z wielopinowych portów oznaczono jako Phono Power, co pozwala przypuszczać, że jest to podłączenie dla przedwzmacniacza gramofonowego, teorię potwierdza instrukcja obsługi, ale takiego urządzonka nie odnalazłem już w katalogach Krella.

Starannie zmontowane układy wewnątrz zajmują głównie dwie poziome płytki, dla kanału lewego i prawego oddzielnie, ustawione jedna nad drugą. Każda posiada komplet gniazd wejściowych i wyjściowych, tuż przy złączach źródeł umieszczono przekaźniki, sygnał płynie równoleg ymi gałęziami zbudowanymi z elementów dyskretnych.

Wspaniałym projektem jest zbalansowany regulator głośności zbudowany z precyzyjnych rezystorów sterowanych procesorem. Zasilacz (zbudowany oczywiście na niezależnych płytkach) składa się z dwóch transformatorów toroidalnych, każdy dostarcza kilka uzwojeń wtórnych, napięcie jest stabilizowane i filtrowane w układach umieszczonych w przedniej części obudowy.

Pilot to autorski projekt Krella, nie żaden uniwersalny plastik. Nadajnik jest czarny, cały metalowy (spód przypominają radiator), a w związku z tym dość ciężki. Obsługuje przedwzmacniacz, ale także odtwarzacze (w tym posiada opcje dla DVD). Zamiast małego oczka diody nadawczej, cały fragment ścianki przykryty jest czerwoną płytką - tak jak kiedyś... w pierwszych pilotach telewizyjnych.

Odsłuch

Ponarzekałem trochę w opisie konstrukcji na brak efektownych piór radiatorów, bo faktem jest, że bez nich Krell nie jest już takim monstrum, jakie wspominam z przeszłości. Ale po rozpoczęciu odsłuchów brak tony żelastwa po bokach szybko odżałowałem. Stare powiedzenie rock-and-roll`owców brzmi: braki techniczne należy nadrabiać głośności ą. O rety, czy podobnie jest u Krella? Wręcz przeciwnie. Krell został oswojony, to wyraźnie inne granie niż w serii FPB (a użytkowałem przez dłuższy czas cztery modele z linii Full Power Balanced zarówno te starsze, jak i nowsze Cx).

EVO nie stara się już "przywalić" w każdej możliwej sytuacji, kiedy jest i kiedy wcale nie ma dobrej okazji. Początkowo daje się poznać jako skromny, niewinny wzmacniaczyk, który prawdopodobnie przy pierwszej dynamiczniejszej odsłonie nagrania się wyłoży. Wrażenie to wywołane jest charakterem i jakością średnicy, spokojnej, bardzo wyrafinowanej, pełnej plastyki i krystalicznej wyrazistości zarazem. Nie ma pogrubienia, powiększenia, automatycznych przejawów mocy, które prowadzą jednak do pewnego nadmiaru, a więc i zniekształcenia naturalnych obrazów dźwięku. Krell EVO402 brzmieniowo nie jest opasłym grubasem z wielkim sadłem, nie jest zawodnikiem sumo.

Wzmacniacze Krella kojarzą się z pędzącą lokomotywą, do której podczepiono skład kilkudziesięciu wagonów i która staranuje wszystko na swej drodze, gdyż nie jest w stanie się zatrzymać na odcinku krótszym niż kilka kilometrów. W nowym EVO, pod tym względem, jest zupełnie inaczej - jest szybkość połączoną z gładkością i łatwością pokazywania najdrobniejszych detali. Wysokie tony są ukierunkowane w stronę grania bardziej bezpośredniego, czy momentami nawet ostrzejszego. Nie skąpiąc energii, Krell stara się jednak nie uprzykrzać nam słuchania płyt starszych i gorzej zrealizowanych, wydobywając z nich naprawdę dużo muzyki. Plastyczna symbioza środka i góry sprawia bowiem, że każde nagranie jest do strawienia. Przestrzeń kreowana przez wiele drobinek powietrza unoszących się za sprawą sopranów robi wrażenie wszechobecnej, ale zasadnicze dźwięki biorą się już ze źródeł bardziej namacalnych i stabilnie ulokowanych.

Ale co z tym basem? Krell jednak nie stracił nic z siły, a zyskał więcej rutyny i cwaniactwa. Nie pedałuje już bez zastanowienia, nie wymachuje pięściami, ale czeka na najlepszy moment do skutecznego ataku. Nie jesteśmy więc od razu zawaleni ścianą dźwięku, ale gdy nie znaj ąc jeszcze skali głośności w przedwzmacniaczu, podkręciłem zbyt śmiało poziom, Krell nieomal zmiótł mnie z fotela, wprawiając w stan najwyższego obciążenia podłączone kolumny. Wygląda to tak, jakby gdzieś kumulowała się nieograniczona energia, gotowa w ułamku sekundy przerodzić w silny cios. Nie istnieje chyba pomieszczenie, którego Krell EVO402 nie mogłoby nagłośnić, ani kolumny, którym wzmacniacz nie dałby rady.

Bas jest obłędnie szybki, miażdżąco precyzyjny i nie zna pojęcia limitu dynamiki czy rozmachu. Cały opis dotyczy konfiguracji z przedwzmacniaczem podłączonym kablem CAST. Taka kombinacja dała jednoznacznie najlepsze rezultaty jeśli chodzi o klarowność i homogeniczność dźwięku, próby z XLR czy RCA (standardy te nie dzieli w tym przypadku zbyt wiele) dowiodły, że tego typu złącza nie są w stanie oddać całego potencjału i pokazać pełni możliwości kompletu Krell EVO222/EVO402. Zainteresowanym systemem Krella polecam przesłuchanie zestawu z firmowym odtwarzaczem, który zapewni jeszcze jeden, brakujący stopień z transmisją prądową CAST.

Specjalności kuchni Krella

Krell current mode 

Tryb prądowy Krella to układ tranzystorowy gwarantujący dobrą liniowość i niskie szumy w stopniu wzmocnienia napięciowego (lub na wyjściu odtwarzaczy/ przedwzmacniaczy). Zaprojektowano go do pracy w klasie A, a dzięki kilku pojedynczym elementom wzmacniającym, uzyskano niskie zniekształcenia. Przy wyborze pojedynczych tranzystorów skupiono się na ich walorach jakościowych, na dalszy plan odsuwając możliwości w zakresie mocy oraz obciążeń, gdyż układy pracują w mniej wymagającej
konfiguracji równoległej.

Active cascode technology

To rozwiązanie nie ma nic wspólnego ze spotykanym we wzmacniaczach wysokich częstotliwości pojęciem kaskody. Projektanci Krella lubią porównywać ACT do lekkiej pracy wykonywanej wieloma parami rąk. Pomysł opiera się na prowadzeniu równoległych gałęzi dla danego typu sygnału (co oczywiście powoduje wzrost kosztów – wymaga rozbudowania układu). W rozwiązaniu Krella całe napięcie dzielone jest pomiędzy równoległe rzędy tranzystorów (każdy z nich pracuje na sygnale audio), dzięki czemu pojedyncza gałąź widzi tylko proporcjonalnie mniejsze obciążenie. Można było uzyskać w ten sposób lepsze parametry, a także zapewnić większą trwałość. Active Cascode umożliwia zredukowanie poziomu sprzężeń zwrotnych i uodparnia układ na duże zakresy zmian impedancji obciążenia.

Current audio signal transmission

Technika opiera się na przesyłaniu sygnałów prądowo, a nie napięciowo. W tradycyjnym modelu wyjście przedwzmacniacza (czy też ogólnie źródła) ma niską, a wejściu końcówki mocy wysoką impedancję, układ taki jest wrażliwy na parametry kabli sygnałowych (interkonektów). W ramach CAST wyjście przedwzmacniacza ma wysoką impedancję, i w odniesieniu do niej impedancja kabla połączeniowego jest znikoma, a wpływ przewodów, jeśli nawet nie pomijalny, jest mocno zredukowany. W warunkach domowych również długość interkonektów przestaje mieć znaczenie, stąd producent sugeruje, aby skracać do minimum przewody głośnikowe, ustawiając końcówkę (monobloki) jak najbliżej kolumn. Dysponując również odtwarzaczem Krella z wyjściami CAST możemy zintegrować w ten sposób cały system. Połączenia CAST wykonywane są za pomocą cienkich i miękkich przewodów, wtyki LEMO posiadają cztery piny otoczone ekranem. CAST jest opatentowanym rozwiązaniem Krella, i tego typu łącza nie spotkamy w urządzeniach innych producentów

Radek Łabanowski

Parametry
KRELL Evo402 + Evo222
Produkowany Tak
Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 8 Ω, 2x 439
Moc znamionowa (1% THD+N, 1 kHz) [W] 4 Ω, 2x 812
Czułość (dla maksymalnej mocy) [V] 1x 1,1
Stosunek sygnał / szum (filtr A-ważony, w odniesieniu do 1W) [dB] 90
Dynamika [dB] 116
Współczynnik tłumienia (w odniesieniu do 8 Ω) 145
Zniekształcenia THD+N (1W, 8Ω, 1kHz) [%] 0,023
Wymiary: wys./szer./gł., W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona.
Laboratorium
Krell Evo402 + Evo222

Rozpoczynając pomiary 402-tki miałem jasno sprecyzowane oczekiwania, czego można w pierwszej kolejności chcieć od Krella, i to takiego, który waży 62kg. Mocy oczywiście, zwłaszcza, że producent rozbudza jeszcze te oczekiwania deklaracjami na poziomie 400W przy 8 omach. EVO nie zawodzi, do obiecywanych 400W dokłada jeszcze 39W, i jak gdyby nigdy nic podwaja ten wynik po obciążeniu dwóch kanałów. Przy 4 omach powinniśmy mieć 800W, w rzeczywistości znowu osiągamy nawet nieco więcej, bo 812W, i także niezależnie od tego, czy podłączymy jedno czy dwa obciążenia. Do takiego wysterowania końcówki potrzeba napięcia 1.1V, co przy tej mocy daje zielone światło dla eksperymentów z pasywnymi przedwzmacniaczami lub odtwarzaczami z regulacją poziomu wyjściowego. Pod względem poziomu szumów jest nieźle- 90dB - przy pełnym wysterowaniu możemy spodziewać się 116dB dynamiki -znowu moc robi swoje.

Częstotliwościowa charakterystyka przenoszenia (rys.1) na basie jest wprost idealna (śladowe -0.05dB przy 10Hz), i choć powyżej 4kHz rozpoczyna się delikatny spadek, to udaje się jej dobrnąć aż do 100kHz przy spadku -3dB. W spektrum zniekształceń (rys.2) parzyste są ciche, w śród nich druga jak zwykle jest najmocniejsza, ale leży przy niskich -96dB, czwarta to -102dB, a ostatnia widoczna szósta -114dB. Harmoniczne nieparzyste są trochę bardziej odwa żne, trzecia oraz piąta wybijają się na poziom -87dB, siódma leży przy -90dB, a poniżej tej granicy widać jeszcze dziewiątą oraz jedenastą. Przebieg wykresu z rys.3 jest modelowy dla wzmacniacza tranzystorowego, widać systematyczny spadek zniekształceń wraz ze wzrostem mocy, zbieżny w charakterze dla 8 i 4 omów.

W każdym przypadku obciążeniowym THD+N jest stale niższe od 0.1%, od początkowych 0.1W do punktów przesterowania. W szerokim zakresie od 10W-330W dla 8 omów zniekształ- cenia są nawet niższe od 0.01%, a dla 4 omów jest to odpowiednio 60W-400W. Punkty lawinowego przesterowania poprzedzają partie wolniejszego wzrostu zniekształceń. Warto zauważyć, że odnosząc wykres mocowy do modeli serii FPB, np. testowanych w Audio 12/99 monobloków FPB250, w EVO brak jest charakterystycznych "wybrzuszeń", które były efektem działania układu Sustained Plateau Bias, technologii stosowanej w urządzeniach FPB. Współczynnik tłumienia wzmacniacza to 145, może niezbyt dużo jak na taki piec, ale sam producent obiecuje wartości powyżej 270 dopiero dla droższych monobloków EVO600 - oraz oczywiście topowego EVO900

KRELL testy
Viso HP70
NAD
Viso HP70
Słuchawki

Viso HP70 to pierwsze słuchawki bezprzewodowe NAD-a, w sumie dopiero drugie w ofercie firmy, dodane do wprowadzonych 5 lat temu (i wciąż pozostających w sprzedaży) Viso HP50. NAD porusza się w tej dziedzinie ostrożnie, jednak można liczyć na to, że to, co zrobi, będzie bardzo dobre, skoro nie realizuje swoich projektów "na wyścigi".

Space One Wireless
KEF
Space One Wireless
Słuchawki

Najświeższe i najbardziej luksusowe propozycje słuchawkowe KEF-a zostały wyróżnione w specjalny sposób - znakiem Porsche Design Sound. Tak, to ten Porsche, którego studio projektowe daje wsparcie różnym "inicjatywom" - torebki, zegarki, smartfony... Pod szyldem PD KEF oferuje obecnie trzy modele: douszne Motion One, nauszne Space One i ich wersję bezprzewodową Space One Wireless.

H8i
B&O PLAY
H8i
Słuchawki

B&O Play ma w ofercie trzy modele nauszne i bezprzewodowe - H4, H8i i H9i. Najnowsze są te ostatnie, ale H8i, którymi się zajmujemy, też trafiły do sprzedaży niedawno. Pod pewnymi względami są nawet bardziej atrakcyjne od H9i, bowiem czas ich pracy na jednym ładowaniu sięga aż 45 godzin.

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu