David Harrington: Bardzo dobrze czuję się w Polsce

David Harrington
Bardzo dobrze czuję się w Polsce

David Harrington, lider Kronos Quartet, w rozmowie z AUDIO opowiada m.in. o swojej przyjaźni z Henrykiem Mikołajem Góreckim, muzycznych fascynacjach i powstaniu swojej formacji. I zdradza, dlaczego lubi przyjeżdżać do Polski.

Dodano: 5 grudzień 2017

- Mamy szczęście często gościć pana zespół Kronos Quartet w Polsce, lubi pan tu występować?

- Bardzo dobrze czuję się w Polsce, to bardzo muzykalne miejsce, ludzie są tu bardzo dobrze nastawieni do muzyki, wręcz promienieją muzyką. Dotyczy to nie tylko kompozytorów, z którymi się spotykaliśmy, jak Górecki, Lutosławski i Penderecki, ale i słuchaczy na widowni. Lubię tu grać, czuję pozytywne reakcje na nasze występy.

- Proszę opowiedzieć o swoich wrażeniach z tych kontaktów.

- Henryk Mikołaj Górecki miał wyjątkową osobowość. Tęsknię za nim, za spotkaniami i rozmowami, jakie przeprowadziliśmy. Pierwsze dzieło polskiego kompozytora, jakie wykonaliśmy, to był Kwartet smyczkowy Witolda Lutosławskiego. To było pod koniec lat 70. XX wieku. Potem nawiązaliśmy kontakt z Krzysztofem Pendereckim. Natomiast w latach 80. Henryk Górecki napisał dla nas swój pierwszy Kwartet smyczkowy "Already It Is Dusk" - "Już się zmierzcha", muzyka na kwartet smyczkowy op. 62.

- Z tych trzech kompozytorów to właśnie Henryk Górecki napisał dla Kronos Quartet najwięcej utworów. Dlaczego wybrał pan jego muzykę i jak doszło do waszego spotkania?

- Mój przyjaciel David Huntley, który pracował w wydawnictwie Boosey & Hawkes w Nowym Jorku, zwrócił mi uwagę na pewnego kompozytora w Polsce. To było w 1986 roku. Powiedział, że muszę wysłuchać jego III Symfonii i wysłał mi kasetę z nagraniem. Wysłuchałem jej i pomyślałem, że ten kompozytor powinien pisać dla Kronos Quartet. Poprosiłem przyjaciela, żeby nawiązał kontakt z Henrykiem Góreckim i spytał, czy możemy liczyć na utwór napisany na nasz kwartet.

David Huntley zadzwonił do Londynu, do Davida Drew, który współpracował z Góreckim, nawiązując w jego imieniu kontakty z wydawcami i wykonawcami. Ten skontaktował się z Góreckim, który przyjął zamówienie. Jesienią 1988 r. otrzymaliśmy utwór, a prawykonanie nastąpiło w styczniu 1989 w Minneapolis. To był początek naszej współpracy. Później napisał dla nas jeszcze swój II kwartet smyczkowy "Quasi una Fantasia" i III kwartet smyczkowy "...pieśni śpiewają..." op. 67.

- Pomiędzy II a III koncertem była długa przerwa, czym była spowodowana?

- Dokładnie nie wiem. Kiedy w 1995 r. zapytałem Henryka o zamówione dzieło, odpowiedział, iż wie, że jest już dwa lata spóźniony i że utwór jest już prawie gotowy. A jednak otrzymaliśmy go dopiero dziesięć lat później. Po latach Henryk ujawnił, że III kwartet smyczkowy "...pieśni śpiewają..." op. 67 był wtedy gotowy, ale z jakichś powodów nie chciał go opublikować. Kiedy wykonywaliśmy ten utwór na pierwszych próbach w Chicago, zdałem sobie sprawę, jak bardzo osobiste jest to dzieło. Może dlatego tak długo nie chciał się z nim rozstać? Po prostu nie chciał nam go oddać. Czy tak myślał, pozostanie dla mnie tajemnicą.

- Kompozytor wyjaśnił panu, dlaczego wykorzystał fragment wiersza rosyjskiego poety Władimira Chlebnikowa i użył cytatu "pieśni śpiewają" w tytule?

– Ten tytuł został przez niego dopisany już po ukończeniu dzieła, wiersz nie był inspiracją dla muzyki. Rozmawialiśmy wtedy regularnie kilka razy w roku. Opowiedział mi tragiczną historię, o której myślał pisząc ten utwór. Dotyczyła pewnej młodej kobiety z jego wioski, która w czasie II wojny światowej została oskarżona o sympatyzowanie z nazistami. Został wydany na nią wyrok i została zastrzelona. Później okazało się, że była ona w ciąży, i - co najgorsze - że oskarżenia były bezpodstawne. Kobieta i jej dziecko zginęli niepotrzebnie. To wspomnienie dręczyło go całe życie. O tej historii nie da się myśleć, kiedy wykonuje się ten utwór. Po prostu nie mógłbym grać.

- Czy to prawda, że do założenia Kronos Quartet skłonił pana jeden utwór?

- Tak, to była kompozycja "Black Angels" George`a Crumba. W sierpniu 1973 r. mieszkaliśmy z żoną w Seattle i słuchaliśmy radia. Usłyszeliśmy dziwną muzykę, która wdzierała się w naszą przestrzeń z ogromną siłą. Dla mnie, który byłem wychowany na muzyce Beethovena, Schuberta, Haydna, a później Bartóka, to był szok. Z drugiej strony, był Jimi Hendrix z niezwykle energetyczną muzyką, którą znałem.

Trzeba pamiętać, że wojna w Wietnamie zrujnowała amerykańskie społeczeństwo i tradycyjne związki pomiędzy ludźmi. A właśnie do wojny i jej konsekwencji nawiązywała kompozycja "Black Angels". To była synteza tradycyjnego kwartetu smyczkowego, muzyki Jimiego Hendriksa i odgłosów z Wietnamu w jednym utworze. Przeżyłem najważniejsze dla mnie dwadzieścia minut. Wtedy zaświtała mi w głowie myśl - to jest MOJA muzyka. Zdałem sobie dokładnie sprawę, co chcę robić w życiu.

Odnalazłem kontakt do wydawcy tego dzieła i zamówiłem nuty. Nadeszły po kilku dniach, rulon ledwo zmieścił się do skrzynki na listy. Kiedy przejrzałem zapis nutowy, zdałem sobie sprawę, jak trudny to utwór i jak dobrze przygotowanych muzyków będę potrzebował, by go wykonać.

- Skąd wzięła się nazwa kwartetu?

- To był pomysł żony, by szukać w mitologii greckiej, którą się interesowała. Zaczęliśmy przeglądać słownik greki i słowo chronos odnoszące się do czasu, chronologii bardzo mi odpowiadało. Zmieniłem tylko pisownię na bardziej dramatyczną.

- W początkach waszej dyskografii i znalazłem nagrania muzyki Theloniousa Monka i Billa Evansa. Skąd zainteresowanie jazzem?

- Sięgaliśmy wówczas po utwory wielu amerykańskich kompozytorów, m.in.: Terry`ego Riley`a. Zakładając zespół, wiedziałem jednak, że jako pierwszy utwór powinniśmy nagrać "Black Angels", by publiczność mogła usłyszeć go tak, jak ja go słyszałem. Zajęło mi szesnaście lat, bym doszedł do tego, jaki utwór nagrać jako drugi. Monk należy do najwybitniejszych amerykańskich kompozytorów, jego poczucie czasu jest niezwykle oryginalne, a harmonia, melodia - są wprost wspaniałe. Mieliśmy okazję pracować z producentem płyt Monka, Orrinem Keepnewsem, i zaprzyjaźniliśmy się. To on zaproponował nam nagranie jego kompozycji.

- Dlaczego w kręgu zainteresowania Kronos Quartet znalazł się Jimi Hendrix?

- Kilkakrotnie sięgaliśmy po jego utwory. W czasie wojny w Iraku często wykonywaliśmy na koncertach jego wersję hymnu "The Star-Spangled Banner", który on zagrał na festiwalu w Woodstock. Hendrix jest jednym z tych wspaniałych muzyków, z którym - gdyby ten żył - Kronos z pewnością by współpracował.

- Jakie są różnice w kompozycjach muzyków jazzowych, rockowych i poważnych?

- Patrzymy na muzykę całościowo nie rozgraniczając stylów. Liczy się wrażliwość kompozytorów i wykonawców, a dla nas także instrumenty, na których ją wykonujemy: skrzypce, altówka i wiolonczela. Kiedyś Henryk Górecki słyszał, jak gramy "Purple Haze" Hendriksa. Potem powiedział mi: "Chciałbym, żeby moja muzyka była tak szalona". A kiedy usłyszał nasze interpretacje muzyki Sigur Ros, poprosił mnie o nasze nuty.

- Kronos Quartet wykonuje wiele niezwykle oryginalnych kompozycji, a jednak odmówił pan wykonania "Helikopter String Quartet" Karlheinza Stockhausena na kwartet smyczkowy i cztery śmigłowce.

- Stockhausen przysłał mi manuskrypt z pytaniem, czy chcielibyśmy uczestniczyć w prapremierowym wykonaniu. Trzeba wiedzieć, że wykonawców umieścił w czterech helikopterach, a muzyka miała być nagłaśniania dla słuchaczy na murawie lotniska. Nie wiedział, że mam lęk wysokości. Dlaczego?

Jedną z pierwszych prac zarobkowych, jakich się podjąłem będąc studentem, była praca strażaka na Alasce. Gasiliśmy pożary latając helikopterem nawet 300 mil. Po tych doświadczeniach obiecałem sobie, że nigdy nie wsiądę do helikoptera. Odpisałem mu, że nie wezmę udziału w wykonaniu tego utworu.

Rozmawiał Marek Dusza Fot. Michael Weintrob

Audio - marzec 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Test pięciu podstawkowych "monitorów", chociaż układowo dość prostych (dwudrożnych), został wzbogacony o wyjątkowo rozwinięte opisy konstrukcji i komentarze wyników pomiarów, odnoszące się też do wielu ogólniejszych wątków. Do tego finał testu wspaniałych, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj