Andrzej Jagodziński: Chcieliśmy, żeby ta muzyka była przeciwieństwem dzisiejszych czasów

13 stycznia 2020 Wywiady

"Chcieliśmy, żeby ta muzyka była przeciwieństwem dzisiejszych czasów – pełnych zgiełku i hałasu, bałaganu i tłoku" - Agnieszka Wilczyńska i Andrzej Jagodziński w wywiadzie dla AUDIO opowiadją o albumie "Wilcze jagody".

– Wilcze jagody kojarzą mi się z trującym zielskiem w lesie, przed którym przestrzegała mnie mama. Skąd taki tytuł?

Andrzej Jagodziński – W niewielkich ilościach mają właściwości lecznicze.

Agnieszka Wilczyńska – Winę za ten tytuł biorę na siebie, bo go wymyśliłam. Przede wszystkim to gra słów. Dla tych, którzy znają nas i naszą muzykę, tytuł "Wilcze jagody" z automatu skojarzy się z naszymi nazwiskami. Roślina wilcza jagoda, czyli belladonna, jest stosowana w homeopatii. Kiedyś używały jej kobiety do zakraplania oczu, żeby ich źrenice się rozszerzyły, dzięki czemu stawały się atrakcyjniejsze. Czyli wilcza jagoda, odpowiednio stosowana, jest całkiem pożyteczna. Mamy nadzieję, że ten album będzie oddziaływał pozytywnie.

– Kiedy zaczęliście muzyczną współpracę?

AW – Piętnaście lat temu w 2004 r. zaśpiewałam z trio Andrzeja pierwszy koncert. Był to wieczór zaduszkowy poświęcony Krzysztofowi Komedzie.

AJ – Pamiętam ten koncert w Teatrze Nowym, którego już nie ma. W programie był m.in. temat z filmu "Dwaj ludzie z szafą" i obowiązkowo kołysanka z filmu "Rosemary's Baby".

AW – Andrzej napisał wspaniałe aranżacje, graliśmy wtedy z kwartetem smyczkowym, a później w rozszerzonym składzie z orkiestrą. I tak kolejne koncerty i wspólne nagrania kilku płyt. W 2007 r. ukazała się płyta "Cicho, cicho pastuszkowie" – pastorałki Włodzimierza Nahornego z tekstami Bogdana Loebla. W 2008 r. kolejne dwie płyty z naszym udziałem – obie uzyskały status Złotej Płyty – "Komeda – wielcy kompozytorzy filmowi" i "Pogadaj ze mną" z kompozycjami Włodzimierza Nahornego i słowami Wojciecha Młynarskiego.

W 2009 r. ukazała się nasza płyta "Warownym grodem", nagrana na zamówienie pastora protestanckiego z Mrągowa. Andrzej zaaranżował pieśni protestanckie, napisane m.in. przez Marcina Lutra. Teksty są bardzo mocne, śpiewanie ich było dla mnie głębokim przeżyciem duchowym.

AJ – Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Luter był zarówno poetą, jak i kompozytorem. Napisał tytułową pieśń "Warownym grodem", a także "Z głębokiej nędzy" i "Niech cały raduje się świat", które trafiły na płytę, jak i wiele innych.– To były jazzowe aranżacje?

AJ – Oczywiście. Musiałem znaleźć sposób na unowocześnie

nie harmonii tak, żeby nie zaburzyć stylu oryginału. Uważam, że jeśli sięgamy po utwory klasyczne, czy w tym przypadku pieśni religijne, należy zachować idiom tej muzyki. Tak samo było z Chopinem, tak samo z Lutrem i tak samo będzie wkrótce z Bachem, bo przygotowujemy nowy program. Będą hity, jak "Ave Maria" Bach-Gounod, "Aria na strunie G" i mniej znane, jak druga część koncertu fortepianowego d-moll.

AW – Wracając jeszcze do kalendarium i naszej współpracy, w 2015 r. wydałam moją pierwszą solową płytę z tekstami napisanymi dla mnie przez Wojciecha Młynarskiego – "Tutaj mieszkam". Andrzej napisał i zaaranżował kilka utworów. W 2016 r. otrzymałam za tę płytę Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku.

– Od czego zaczęła się praca nad "Wilczymi jagodami"?

AJ – Przez kilkanaście lat pisałem drobne kompozycje bez żadnego przeznaczenia. Kiedy ujawniłem ten fakt Agnieszce i naszemu koledze Piotrowi Semczukowi, wydawcy i reżyserowi nagrań, uznaliśmy, że to jest godne dalszej pracy. Wtedy zaczęły się naciski, żebym pisał szybciej. Dwa, trzy lata temu miałem jedenaście kompozycji, które miały trafić na płytę. Wtedy zaczęło się pisanie tekstów.

– Sądziłem, że kolejność była odwrotna.

AW – A jednak najpierw była muzyka, a później teksty. Nie wiem, co jest trudniejsze: czy pisać muzykę do tekstów, czy teksty do muzyki. Pracowaliśmy nad tym materiałem półtora roku i w rezultacie album nagraliśmy w cztery dni, bo wszystko mieliśmy przygotowane i dopracowane. Praca nad tekstem, detalami, brzmieniem, frazą – to wszystko we współpracy z wydawcą naszej płyty Piotrem Semczukiem w jego Studiu Realizacji Myśli Twórczych.

Nad moim głosem czuwała znakomita nauczycielka, wokalistka, Aneta Łastik. W tych tekstach jest wiele emocjonalnych momentów, a kiedy głos więźnie w gardle, trzeba go uwolnić i wyśpiewać wszystkie emocje. Dobrze jest mieć swojego nauczyciela i nie ustawać w rozwoju i pracy nad głosem i sobą. Dobrze, gdy jest ktoś, kto z pewnego dystansu posłucha i pokaże drogę. Ja mam takiego profesora również w osobie Andrzeja, u którego przez ostatnie 15 lat na każdym koncercie czy próbie pobieram nauki.

– Skorzystam z okazji i zapytam, jaką uczennicą jest pani Agnieszka?

AJ – Porównując z innymi uczennicami, bardzo pojętną, a także bardzo pracowitą. Rzetelnie podchodzi do pracy nad każdym materiałem. Improwizacja jest trudną sztuką. Trzeba śpiewać konkretne dźwięki i wiedzieć, dlaczego się je tam śpiewa, tak samo jak w grze na instrumencie. Z latami nabiera się doświadczenia, dystansu i zrozumienia tego, co się robi.

AW – Na tej płycie muzyka pomaga zrozumieć mi tekst, a śpiew jest z muzyką mocno związany. Jak osiągnęliście taki efekt?

AJ – To jest zasługą tekściarzy. Ponieważ muzyka była pierwsza, ja już nie miałem na to wpływu.

AW – Dźwięki niosą słowo i odwrotnie. W tych piosenkach istnieje idealna symbioza pomiędzy słowem a melodią. Teksty napisane przez znakomitych poetów: Wiesławę Sujkowską, Stanisława Tyma, Andrzeja Poniedzielskiego i Jana Wołka idealnie łączą się z rytmem i frazą muzyczną. Tworzą spójną całość, idealnie wpisując się w nastrój kompozycji. Andrzej namówił mnie do napisania jednego tekstu, to była ogromna przyjemność, choć i duża odpowiedzialność.

– Otwierająca album piosenka "Moja Ty, Nadziejo" do tekstu Andrzeja Poniedzielskiego ma różnorodne rymy, zmienny rytm, a na koniec biały wiersz. Od pierwszych chwil słuchacz musi skupić się na przekazie.

AW – Jeżeli chodzi o kolejność, to mamy dramaturgię jak u Hitchcocka. Początek jest mocny. Na próbach układaliśmy kolejność utworów, biorąc pod uwagę także tonacje utworów i ich nastrój. Zaczyna się od dość trudnego utworu, biorąc pod uwagę tekst i muzykę z improwizacją, a kończy bardzo spokojnie utworem z tekstem Jana Wołka "Lekkostrawna miłość". Jest delikatny jak oddech, jakby powoli opadała mgła.

– Odniosłem wrażenie, że to album na długie jesienne i zimowe wieczory, do zasłuchania i medytacji. Jest też piosenka, do której pani napisała tekst. W jakich okolicznościach?

AW – Andrzej wiedział, że piszę trochę do szuflady. Kilka moich wierszy wysłałam mu kiedyś mailem i najwyraźniej się spodobały, bo któregoś dnia przyniósł na próbę swoją kompozycję w tonacji f-mol, położył nuty na fortepianie i powiedział: "A do tego ty napiszesz tekst". Nie miałam wyjścia i napisałam. Pamiętam, jak po wydaniu płyty "Tutaj mieszkam", do której teksty napisał Wojciech Młynarski, on sam powiedział w jednym z wywiadów, że ceni mnie jako muzyka, za to jak interpretuję teksty i dlatego, że jestem jedną z niewielu wokalistek, która nie próbuje pisać tekstów. Jednak ten moment musiał nastąpić, bo siedzi mi w głowie myśl, żeby emocje przelewać na papier.

– Który tekst zrobił na panu największe wrażenie?

AJ – "Jak spał Szekspir" Staszka Tyma. Powstała melodyjna bajeczka, bardzo spójna, koherentna, tekst ładnie klei się z muzyką. Niedługi, zgrabny walczyk.

– Stanisława Tyma znamy z tekstów kabaretowych. A tu filozoficzny?

AJ – To prawda, ale kto pamięta film "Miś" i ostatnią scenę, w której kolędę nad jeziorkiem śpiewa Ewa Bem, to właśnie on napisał ten tekst do muzyki Jurka Derfla.

AW – Przepiękna!

– Nie wiedziałem, rzeczywiście to przejmujące słowa, które zmieniają wymowę filmu.

AW – Stanisław Tym o lirycznym sercu!

AJ – Bo i filmy Barei były tak naprawdę poważne. Zresztą wymyślone razem ze Staszkiem Tymem.

AW – Wracając do piosenki "Jak spał Szekspir", to do tej kompozycji powstały dwa teksty. Pierwszy, jaki Stanisław Tym napisał, nosił tytuł "Piosenka o psie". Kiedy spotkaliśmy się na próbie, Staszek sam zaśpiewał tę piosenkę, pokazując, jak on widzi jej wykonanie. Tekst był świetny, ale kabaretowy, trochę odbiegał charakterem od pozostałych tekstów. – Może to pomysł na inną płytę?

AJ – Z tą samą muzyką!

AW – Ja pomyślałam, że mogę sobie nie poradzić z wykonaniem, bo trzeba by wykazać się ekspresją kabareciarza. Ale okazało się, że ją posiadam, bo na koncercie w Centrum Łowicka zagraliśmy na bis utwór z tym właśnie kabaretowym tekstem.

AJ – Pierwotnie planowaliśmy, że na bis zaśpiewa ten tekst Staszek Tym, niestety, nie mógł być na koncercie.

– A Pani, które kompozycje najbardziej się podobają?

AW – Nie umiem powiedzieć, wszystkie lubię najbardziej! Może "Walczyk mistrza Jana Sebastiana", bo doceniam wyczyn, jakim było napisanie tekstu przez Wiesławę Sujkowską, w którym Bach obsypuje mnie naręczem srebrnych fug. Kompozycja Andrzeja jest utrzymana w stylistyce muzyki Jana Sebastiana Bacha: polifonia, kontrapunkty, charakterystyczna rytmika. Jest i wokalna partia solowa, a w finale prowadzimy polifoniczną pogawędkę: Andrzej gra, a ja śpiewam wokalizę.

– Dlaczego zdecydowaliście się na tak intymny album w duecie?

AJ – Chcieliśmy, żeby ta muzyka była przeciwieństwem dzisiejszych czasów – pełnych zgiełku i hałasu, bałaganu i tłoku. Ktoś napisał po koncercie na Łowickiej, że to jest dziś potrzebne. Wiele osób tęskni za takimi emocjami i spokojnymi, delikatnymi dźwiękami.

Rozmawiał Marek Dusza Fot. Weronika Kosińska

Live Sound & Installation kwiecień - maj 2020

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta październik 2020

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista lipiec - sierpień 2020

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio październik 2020

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio październik 2020

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu