Ingolf Wunder dla Audio: Muzyka Chopina musi śpiewać

Ingolf Wunder dla Audio: Muzyka Chopina musi śpiewać

Ingolf Wunder - austriacki pianista, laureat II nagrody na XVI Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina, mówi, dlaczego gra na Steinway`u, opowiada muzyce Chopina i swojej nowej płycie. 

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł

– Rozmawiamy w salonie firmy Steinway, który znajduje się w budynku Filharmonii Narodowej. Co pan czuje wchodząc tutaj po dwóch latach od Konkursu Chopinowskiego?

– Mam dużo miłych wspomnień, tu ćwiczyłem w czasie konkursu. Ludzie ze Steinwaya byli bardzo przyjaźni uczestnikom konkursu, którzy wybrali fortepiany tej marki.

– Dlaczego gra pan właśnie na Steinwayu?

– Kiedy miałem 14 lat i postanowiłem zmienić instrument ze skrzypiec na fortepian, mój nauczyciel powiedział moim rodzicom, że jeśli mam poważnie traktować naukę, powinienem mieć dobry instrument. Rodzice zdecydowali o zakupie Steinwaya i to był decydujący krok w mojej edukacji. Grając na Steinwayu, trzeba się uczyć także dbania o detale. Jeśli zaczyna się naukę na złym instrumencie, nabiera się niewłaściwych nawyków. Steinway daje najlepszą możliwość kreowania brzmienia. Ponieważ już od początku mojej nauki grałem na tym instrumencie, nigdy nie myślałem o zmianie na inny.

– Skąd się wzięło zainteresowanie muzyką Fryderyka Chopina?

– Zaintrygowała mnie szlachetność twórczości Chopina. Jego kompozycje są dokładne, ale równocześnie dają wolność interpretacji. Nie należy ich wykonywać zbyt szybko, czy zbyt brawurowo, w stylu Liszta. U Chopina muzyka powinna być na pierwszym miejscu, musi śpiewać, a na koncercie trzeba ją przekazać tak swobodnie, jak to jest możliwe. Grając go, trzeba też improwizować, dlatego każdy mój koncert jest inny. Chopin też grał za każdym razem inaczej.

– Po Konkursie Chopinowskim powiedział pan, że nie lubi takiej formy rywalizacji. Dlaczego?

– Jestem ambitny, dlatego rywalizację uważam za zjawisko pozytywne i mobilizujące, ale sztuki nie da się ocenić obiektywnie w skali punktowej. Jeśli biegniesz na 100 metrów, stoper zmierzy, kto jest szybszy, a więc lepszy. W sztuce nie da się zmierzyć, kto jest lepszy. Dlatego konkursy uważam za groźne, szczególnie dla młodych muzyków. Udział w konkursie może ich zniszczyć. Oczywiście, może też pomóc, ja miałem szczęście, chociaż nie brałem udziału w wielu konkursach. Kiedy zacząłem pracować z polskim pedagogiem, Adamem Harasiewiczem, zdecydowałem, że spróbuję jeszcze raz – dla Chopina, tak byłem pochłonięty przez jego muzykę. Pomyślałem, że cokolwiek się wydarzy, będzie to ostatni konkurs, w jakim wystąpię.

– Lubi pan twórczość Chopina bardziej niż innych kompozytorów?

– Jest bliski mojemu sercu, inaczej nie mógłbym przygotowywać się do konkursu tak intensywnie, ale ta miłość nie przyszła od razu. Prawdopodobnie byłem zbyt młody. Kiedy wszedłem głębiej w jego kompozycje, szczerze pokochałem Chopina. Myślę, że zawsze będzie moim faworytem.

– Pańskie wizyty w Polsce wpłynęły na interpretację jego dzieł?

– Poznanie tradycji i kultury kraju, w którym urodził się i tworzył Chopin, pomaga w zrozumieniu jego muzyki. Słuchałem tradycyjnych tańców, z których czerpał inspirację. To było bardzo ważne. Ze wszystkich krajów niemieckojęzycznych, w Austrii można zauważyć najwięcej słowiańskich wpływów. Również w muzyce tradycyjnej. Kiedy byłem bardzo młody, wykonywałem z ojcem austriacką muzykę ludową na moim pierwszym instrumencie – na skrzypcach. Dzięki temu nauczyłem się grać walce i inne tańce. Oczywiście polska muzyka ludowa różni się od austriackiej, jest bardziej nostalgiczna, ale obie mają wiele wspólnych cech. Znajduję je także w twórczości Chopina.

– Właśnie ukazał się pana drugi album "300" obejmujący trzysta lat twórczości na fortepian. Dlaczego wybrał pan aż tak szeroki repertuar?

– Moim celem było nagrać album osobisty, choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy zaakceptują tak nietypowy wybór utworów. Uczyłem się grać na skrzypcach przez dziesięć lat i zanim zmieniłem instrument, poznawałem muzykę fortepianową z moim nauczycielem. Pokazywał mi koncerty wideo, odtwarzał wspaniałe nagrania płytowe wielkich artystów. Na ten album wybrałem utwory, które zainspirowały moją decyzję zostania pianistą, i towarzyszą mi one do dziś. Na przykład sonata Scarlattiego była pierwszą, którą ćwiczyłem na fortepianie, a "Lot trzmiela" Rimskiego-Korsakowa gram często na bis.

– Wśród twórców powszechnie kojarzonych z fortepianem, jak Chopin czy Liszt, znaleźli się kompozytorzy mniej znani, jak Raoul Koczalski i Moritz Moszkowski.

– Koczalski był jednym z najbardziej znanych interpretatorów Chopina i dlatego zainteresowałem się jego własną twórczością. Gram tu jego Valse Fantaisie, Op.49. Moszkowski napisał wiele wspaniałej muzyki na fortepian. Paderewski powiedział o nim, że jest największy po Chopinie. Na ten utwór, który nagrałem, zwrócił mi uwagę Vladimir Horovitz, kiedy miałem szesnaście lat.

– Dlaczego wybrał pan dwie współczesne kompozycje filmowe?

– To zasługa mojego brata, który jest kompozytorem filmowym. Ten rodzaj muzyki ma złą reputację, bo jest dużo złych kompozycji. Ale dobre utwory nie powinny być ignorowane. Jest w nich zapisana tonalna ewolucja muzyki, jej historia. W muzyce Johna Williamsa słychać inspiracje dziełami Richarda Wagnera i Richarda Straussa.

– Czy jest to dla pana muzyka ilustracyjna, którą kojarzy pan z obrazem zapamiętanym z kina?

– Absolutnie nie. Chciałbym, żeby słuchacze mojego albumu zapomnieli o filmie "Gwiezdne wojny" i skupili się na samej muzyce. Oczywiście obraz jest bardzo sugestywny, ale wielkie kompozycje mogą żyć własnym życiem, jako muzyka koncertowa.

– Jakie brzmienie Pan preferuje?

– Lubię otwarte brzmienie, które pozwala mi kształtować własny charakter dźwięku. Brzmienie zbyt miękkie jest zamknięte, nie da się z nim wiele zrobić. Miałem szczęście grać w salach o wspaniałej akustyce, np. Musikverein w Wiedniu, w Japonii jest wiele znakomitych sal koncertowych, a tu – w Studiu im. Lutosławskiego. Na ostateczne wrażenie składa się brzmienie fortepianu, akustyka sali i publiczność.

– Czy słucha pan muzyki, na jakim sprzęcie?

– Mam teraz małe mieszkanie, więc korzystam z dobrych słuchawek. Mam też iPoda, z niego słucham własnych koncertów, żeby dokonać oceny, jak grałem. Słucham muzyki filmowej i jazzu. Bardzo cenię pianistę Arta Tatuma. Horovitz powiedział kiedyś, że gdyby Art Tatum wykonywał muzykę klasyczną, on sam by zrezygnował. Lubię nagrania Oscara Petersona i Adama Makowicza, miałem okazję spotkać go w Wiedniu. Jest wielkim artystą. Dorastałem słuchając "Koncertu Kolońskiego" Keitha Jarretta.

– Czy mógłby pan grać improwizowane koncerty jak Jarrett?

– Nie, nie jestem ani jazzmanem, ani improwizatorem, ani kompozytorem. Chcę planować swoje interpretacje, przewidywać, jak zagram, i dbać o szczegóły wykonania.

Rozmawiał:

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł
Marek Dusza
Marek Dusza
Dziennikarz muzyczny i krytyk jazzowy, współpracuje z magazynem AUDIO od początku jego istnienia. Publikuje w dzienniku "Rzeczpospolita” i w magazynie "Jazz Forum". Jest laureatem nagrody Grand Prix Jazz Melomani w kategorii Dziennikarz-Krytyk Roku 2012, sześciokrotnie był do niej nominowany. Jako jedyny polski dziennikarz relacjonował z Los Angeles ceremonię wręczenia nagrody Grammy Włodkowi Pawlikowi. Opublikował ponad sto wywiadów z najwybitniejszymi jazzmanami światowej klasy m.in.: Herbie Hancockiem, Wayne’em Shorterem, Ronem Carterem, Patem Metheny, Rayem Brownem, George’em Bensonem, Tomaszem Stańko, Zbigniewem Namysłowskim, Włodkiem Pawlikiem, Marcinem Wasilewskim, Davidem Chesky, Tonym Bennettem, Dianą Krall, Cassandrą Wilson, Norah Jones, Patricią Barber i Cesarią Evorą. Z zamiłowania jest audiofilem, promuje system nagrywania DSD i płyty SACD. Kocha winyle i docenia jakość tłoczenia. Wśród jego rozmówców nie mogło zabraknąć Kena Ishiwaty.
Zobacz artykuły autora
Wywiady pozostałe aktualności
Zobacz więcej
logo logo