Nowa seria Summit JBL-a została już na łamach AUDIO dość dokładnie przedstawiona przy okazji "pełnowymiarowego" testu jej największego modelu – Makalu (AUDIO 12/2025). Teraz zajmujemy się najmniejszym – Ama.
Nazwa Summit nie jest nowa – od wielu lat obejmuje najlepsze konstrukcje JBL-a, aż po flagowy Everest; trzy nowe modele (oprócz Makalu i Ama, jest jeszcze Pumori) uzupełniają jednocześnie całą gamę, jak też są początkiem jej całkowitej wymiany. Niebawem, w Wiedniu, można spodziewać się nowych K2.
JBL Summit Ama jest nie tylko najmniejszą konstrukcją nowej trójki, ale też całej serii Summit, i to w jej długiej historii. Nie było wcześniej Summita takiego umiarkowanego formatu, w serii referencyjnej JBL trzymał się założeń mających związek z jego profesjonalnymi korzeniami, konstrukcjami estradowymi i studyjnymi, gdzie wysokiej jakości brzmienie jest ściśle związane z dużą dynamiką, co z kolei wymaga określonych rozwiązań technicznych – dużych głośników i dużej objętości obudowy.
Czy należy przez to rozumieć, że mniejsze konstrukcje nie mają tutaj szans, a JBL sprzeniewierzył się wcześniejszym zasadom i priorytetom? Granice nie są ostre, ocena będzie zależeć od warunków odsłuchowych, a obiektywne parametry – również od innych walorów technicznych, pozwalających konstrukcjom umiarkowanej wielkości osiągać przyzwoite rezultaty.
Nie zmienia to praw fizyki, ale nowoczesne przetworniki nisko-średniotonowe, zdolne do pracy z dużymi amplitudami przy niskich zniekształceniach, podnoszą kompetencje zarówno układów dwudrożnych, jak i dwuipółdrożnych. Wreszcie JBL Summit Ama nie jest konstrukcją o wielkości typowej dla hajfajowych "podstawkowców" zwanych przez nas dumnie "monitorami".
Mają one zwykle 18-cm przetworniki nisko-średniotonowe i objętość (netto) kilkunastu litrów; Ama jest większa, oszacowana objętość to ok. 30 litrów, a głośnik ma średnicę 20 cm. Może to procentować zarówno wyższą mocą, efektywnością, jak i rozciągnięciem niskich częstotliwości, oczywiście nie wszystkim "naraz" w tak samo dużym stopniu, zależy to od parametrów głośnika i strojenia całego układu, ale można zakładać, że "zasięg" Ama jest znacznie większy niż standardowych monitorów.
W ten sposób JBL chce zainteresować swoją ofertą nie tylko audiofilów zakochanych w formacie podstawkowo- monitorowym, ale może nawet bardziej tych klientów, którzy nie są na tym punkcie zakręceni, lecz chcą zbudować wysokiej jakości system audio: z jednej strony tradycyjny, z głośnikami marki, którą zapewne świetnie znają, ale bez dużych kolumn (nawet w sporym salonie zbyt absorbujących wizualnie) ani tym bardziej "paczek" w stylu retro; zarazem o możliwościach większych niż ze standardowych "monitorów", bo kiedy trzeba będzie, mają zagrać głośno, a nie tylko cykać detalami i roztaczać aurę audiofilskiego wtajemniczenia.
Czytaj również: Czy maskownica kolumny słyszalnie obniża jakość dźwięku?
Nie jest to koncepcja unikalna, kilka firm ma ofercie konstrukcje podobnej wielkości, ale połączenie takiego formatu z odświeżonym stylem Summit wyszło JBL-owi wyjątkowo dobrze. Mamy przed sobą najmniejszy z najlepszych, ale wciąż rasowy JBL, wyglądający poważnie i luksusowo.
Kosztuje niemało, ale to przecież pełnoprawny członek referencyjnej serii. Ama zawiera to, co najnowszego i najlepszego JBL może zaproponować w takim układzie – dwudrożnym, podstawkowym, ale wcale nie miniaturowym. Nie mogło zabraknąć tubowego wysokotonowego, który zajmuje niemal połowę frontu, rozciągając się na całą jego szerokość.
Tuba z pewnością będzie zwracała na siebie uwagę, nisko-średniotonowy wygląda przy niej dość "zwyczajnie", a w dodatku ten drugi można zakryć maskownicą, podczas gdy tuby nie – zawsze będzie "na wierzchu" (podobnie jak w większych modelach Summit).
Fakt, że maskownica, a zwłaszcza jej ramka, nie będzie zakłócać promieniowania wysokich tonów, ma na pewno jakieś znaczenie, ale sądzę że główną motywacją było wizualne wyeksponowanie tuby, określającej mocny, JBL-owy charakter konstrukcji. Komu mimo to widok tuby przeszkadza… ten nie jest godzien, aby posiadać i słuchać JBL-a. Ale w takiej sytuacji zasłanianie samego nisko-średniotonowego nie czyni Amy o wiele bardziej dyskretną, a całkowicie odkryta prezentuje się bardzo efektownie.
Powierzchnia frontu w tle nisko-średniotonowego ma strukturę węglowej plecionki, krawędź kosza głośnika błyszczy metalem, podobnie jak duże poziome listwy poniżej i powyżej, pomiędzy które wchodzi maskownica. Dużo (ale nie za dużo) tutaj gustownych detali i dobrych materiałów, całość sprawia wrażenie eleganckiej solidności.
Czytaj również: Czy długość przewodów ma wpływ na pracę kolumn?
Obudowa w ogólnym zarysie jest prostopadłościanem, ale nie tylko ścięto przednie pionowe krawędzie, lecz także wygięto ścianki boczne. Przygotowano dwie wersje kolorystyczne (obydwie lakierowane na wysoki połysk): czarną z listwami "platynowymi" oraz wykończoną fornirem hebanowym (trudno o bardziej ekskluzywny) z listwami "złotymi".
Ważnym atutem są podstawki będące w komplecie (w cenie 76 000 zł za parę), nie trzeba za nie dopłacać ani nie można kupić Amy bez nich, co zresztą stawia cenę Amy w innym, lepszym świetle – zwłaszcza że podstawki są rewelacyjne.
To sytuacja typowa dla high-endowych "monitorów", muszą nie tylko grać, ale i prezentować się godnie, a podstawki powinny być odpowiednio solidne i spójne wzorniczo z samymi monitorami, zwłaszcza gdy te są mocno wystylizowane. Ten trend zapoczątkował ponad 30 lat temu Sonus faber, zresztą przyczyniając się do nobilitacji monitora w wydaniu luksusowym, potem poszło tym tropem wiele innych firm, a teraz… również JBL.
JBL Summit AMA - podstawki
Podstawki są "dwunożne", ze stali i aluminium, dolna płyta jest od góry ozdobiona lakierowaniem albo fornirowaniem zgodnym z wykończeniem obudowy, są nawet analogiczne błyszczące akcenty.
W dnie osadzono regulowane stopki antywibracyjne firmy IsoAcoustic, na co producent mocno zwraca naszą uwagę. To znamienne, tym bardziej że wcześniej JBL nie przykładał większej wagi do takich audiofilskich akcesoriów; teraz również tutaj zmienia front rozumiejąc, że o reputację trzeba dbać na różne sposoby, być może również takie, do których sami inżynierowie nie muszą mieć wielkiego przekonania...
Podstawki ważą niewiele mniej niż same głośniki – te pierwsze 20 kg, te drugie – 26 kg. Razem tyle, ile duże kolumny wolnostojące. Podstawki są tak masywne, skomplikowane i perfekcyjnie wykonane, że pewnie dużo ważą również… w budżecie całego zestawu. Ale nie było lepszego wyjścia.
Swoją drogą można spojrzeć na to trochę krytycznie; konstrukcja wolnostojąca w obudowie o podobnym przekroju, ale sięgającej do podłogi, prawdopodobnie nie byłaby wcale droższa, JBL Summit Ama na podstawce wcale nie zajmuje mniej miejsca na podłodze niż taka hipotetyczna konstrukcja wolnostojąca, nawet wyposażona w cokół, bo dolna płyta podstawki też jest znacznie większa niż przekrój samej obudowy. Wracamy więc do "filozofii" i "kultury" głośników podstawkowych, zwłaszcza wysokiej klasy, gdzie o ich wyborze decydują często głębokie przekonanie i walory estetyczne.
JBL Summit AMA - ukłag głośnikowy
Producent w specyfikacji przedstawia średnicę głośnika nisko-średniotonowego jako 8 cali (20 cm), całkowita średnica pierścienia ma 22 cm, ale nas bardziej interesuje średnica membrany, ew. membrany z zawieszeniem: ta wynosi odpowiednio 13,5 i 17,5 cm, jest więc ok. 2,5 cm większa niż przeciętnie w 18-cm głośnikach.
Różnica wcale nie jest bagatelna, bo oznacza ok. 40–50% większą powierzchnię. Wraz z dużą amplitudą, jakiej można się spodziewać (chociaż dokładnych informacji na ten temat producent nie przedstawia), wydajność tego głośnika, a w związku z tym całej konstrukcji, może być porównywalna do wielu układów dwuipółdrożnych z parą 18-tek.
Czytaj również: Co to jest główna oś odsłuchu?
Cewka ma średnicę 63 mm, co zapewni dużą moc (wytrzymałość termiczną), a o przygotowaniu do bezpiecznej i liniowej pracy przy dużych wychyleniach świadczy podwójne dolne zawieszenie (jeden resor "odwrotnie" względem drugiego). Membrana jest kompozytowa, z warstwami zewnętrznymi przygotowanymi z mieszanki celulozy wzmacnianej włóknem węglowym, połączonymi twardą pianką. To struktura sztywna i o niezłym tłumieniu wewnętrznym, optymalna dla głośnika nisko-średniotonowego.
Górne zawieszenie jest klasyczne, gumowe, półokrągłe. Tej samej wielkości głośnik działa w Pumori i Makalu jako średniotonowy, ale w związku z tym ma tam inną konstrukcję (chociaż membranę również tego samego typu – o firmowym symbolu HC4).
Głośnik wysokotonowy to klasyczny układ tubowy (JBL nie unika już słowa tuba), czyli kompresyjny "driver" z podwójną membraną z materiału Teonex o średnicy 38 mm i podwójnym magnesem (na wzór układu push-push, zasadę jego działania opisywaliśmy już wcześniej, również w teście Makalu), połączony z tubą (falowodem) o firmowym profilu i nazwie HDI (High Definition Imaging), wykonanym z tworzywa Sonoglass.
JBL stosuje i doskonali tuby od początku swojego istnienia, współczesne są z pewnością znacznie lepsze niż te sprzed lat, które dobrze spełniały swoje zasadnicze zadanie, dla jakich zostały dawniej wymyślone – w skrócie nagłaśniania – ale słabiej wymagania audiofilskie.
Teraz najlepsze tuby mogą stawać w szranki również w pojedynkach high-endowych. Na końcu każdy wybiera takie brzmienie, jakie najbardziej mu pasuje… żaden rodzaj ani konkretny typ przetwornika nie jest idealny, mimo starań i obietnic.
Obiektywną zaletą tubowych przetworników wysokotonowych jest zwiększenie efektywności w zakresie kilku kHz, co przy odpowiednim kształtowaniu charakterystyki przez filtr elektryczny (pasywny lub aktywny, bez różnicy) pozwala przy bezpiecznie niskim obciążeniu głośnika mocą, ustalić niską częstotliwość podziału.
Takie rozwiązanie może być korzystne w każdym układzie, ale szczególne znaczenie ma w układach symetrycznych (o czym pisaliśmy w poprzednim numerze) i dwudrożnych z dużymi przetwornikami nisko-średniotonowymi, których z oczywistych powodów nie powinniśmy "ciągnąć" tak wysoko, jak mniejszych. Dzięki temu JBL ma w ofercie konstrukcje dwudrożne, nawet z 30-cm nisko-średniotonowymi (ale z podziałem przy ok. 1 kHz).
JBL Summit Ama na tym tle wygląda bardziej konwencjonalnie, a podział przy 1,6 kHz jest właśnie dobrym kompromisem między różnymi postulatami. JBL nie chwali się jakością i gatunkiem stosowanych z zwrotnicy komponentów, jednak zwraca uwagę na jedno szczególne rozwiązanie – stosowanie baterii kondensatorów mniejszej pojemności zamiast pojedynczych większych (co zostało nazwane MultiCap, a skrót ten jest nawet zastrzeżonym znakiem towarowym!). Rozwiązanie to ma przynosić wiele korzyści – poprawę dynamiki, zmniejszenie zniekształceń, nadzwyczajną czystość, nawet zwiększenie mocy… Widać, że moc poczuli również marketingowcy.
-
Bas-refleks
Ale najdłuższe zdanie w opisie dotyczy gniazda przyłączeniowego. Zacytujemy w oryginale: „Rhodium-Plated, Silver-Coated, Oxygen-Free, Pure Cooper Core Binding Posts, with a Chrome-Plated Brass Carbon-Fiber Wrapped Shell and Nylon/ Glass-Fiber Insulators."
Czytaj również: Strojenie bas-refleksu - najpraktyczniejsze elementy teorii albo teoria praktycznych rozwiązań
Tak jak chyba każdy JBL, Ama to system bas-refleks. Wylot tunelu znajduje się z tyłu, co niektórych może zaniepokoić, o ile planują ich ustawienie niedaleko ściany… Ale nie tutaj pies jest pogrzebany, lecz w tym, jak ogólnie system jest zestrojony. Jeżeli basu nie żałuje, to nawet z otworem umieszczonym z przodu, znajdując się pod ścianą zagra "grubo", a jeżeli ma bas utemperowany, to wylot może znajdować się nawet bardzo blisko ściany, chociaż przysuwanie prawie zawsze wzmocni bas.
Przewidując to, można więc bas-refleks z premedytacją zestroić tak, aby w oddaleniu od ścian basu było… za mało, a dopiero w pobliżu – akurat. Takiego rozwiązania, żeby zawsze było tyle samo i w sam raz, nie ma i nie będzie. W przypadku układów dwudrożnych wylot z tyłu ma dodatkową zaletę – mniej słyszalne są rezonanse pasożytnicze samego tunelu, które mogą powstawać w zakresie średnich tonów. Poza tym niemal żaden port umieszczony z przodu nie jest ozdobą (o ile w ogóle można dla niego znaleźć tutaj miejsce), a wygląd stał się przecież jednym z najważniejszych argumentów, choćby audiofile odżegnywali się od jego wpływu na ich wybory.
JBL Summit Ama - odsłuch
Makalu testowaliśmy pół roku temu – to dużo i mało czasu; wcale nie upłynęło go dość, abym zapomniał, jak grały, tym bardziej że grały bardzo specjalnie. Był to dźwięk potężny, posadowiony na solidnym basowym fundamencie, jakiego mogliśmy się spodziewać po takiej konstrukcji… ale odsuwający ewentualne obawy co do podbarwień i krzykliwości w wyższych rejestrach, obawy, jakie wciąż może wywoływać sam widok tub.
Gęstość brzmienia Makalu była nawet bardziej intensywna niż z wcześniejszych kolumn JBL-a tej wielkości, którym przecież nigdy nie brakowało siły. Ale wnioski z tego nie były wyłącznie entuzjastyczne: Makalu to kolumny o konkretnym przeznaczeniu, do dużych pomieszczeń i dla klienta o określonym guście.
Byłem więc ciekaw, jak brzmią Pumori i Ama i przekonałem się o tym kilka miesięcy później, kiedy były dostępne w tym samym miejscu i tym samym czasie. Przetestowaliśmy obydwa modele, teraz przedstawiamy Ama, a o Pumori nie powinniśmy pisać, aby nie spalić tematu…
Ale tylko jedno, chociaż wiele znaczące zdanie: To nie jest Makalu… Ale i Ama to mnie jest Pumori, każda z tych konstrukcji ma swoje kompetencje i swoje zadania, co niby jest oczywiste w kontekście ich wielkości, chociaż różnica między Makalu a Pumori jest na tyle znacząca, że warta podkreślenia i skierowania szczególnej uwagi na ten drugi model… o ile chcemy trzymać się bliżej zrównoważenia i neutralności.
JBL Summit Ama to kolejna redukcja masy, jednocześnie wciąż "prawdziwy JBL", tyle że w mniejszej skali. Wszystkie nowe Summity są jakby ulepione z tej samej materii, która daje im siłę większą niż mają podobnej wielkości kolumny innych firm. W tym teście porównanie Amy z TAD-ami i Gauderami doskonale to ilustruje.
JBL to JBL – mały, średni czy duży ma swój charakter i potencjał. Czy odzywa się tutaj pokrewieństwo ze sprzętem nagłaśniającym, o czym JBL często nam przypomina?
Nie dla każdego audiofila takie skojarzenie będzie zapowiedzią dźwięku najwyższej klasy, można pomyśleć, że chodzi tutaj bardziej o "ilość" niż o "jakość", jednak naprawdę dobre, uniwersalne brzmienie to również niski bas i dynamika, a nie tylko neutralność i precyzja. A tym bardziej wcale nie ciepła średnica i aksamitna góra.
Ama, podobnie jak Pumori i Makalu, mimo że musi trochę "spuścić z tonu", wcale nie rezygnuje z takich założeń i wciąż ma odpowiednie zasoby, aby je realizować. Wcale nie przechodzi na stronę brzmienia łagodniejszego.
Odłóżmy już na bok porównania z większymi Summitami, skupmy się na trzech modelach tego testu, a będziemy mogli już bez żadnych zastrzeżeń stwierdzić, że Amy mają najwięcej "ciała", najmocniejszy bas, budują scenę obszerną i gęstą, kreują duże pozorne źródła. Wszystko rozgrywa się zarazem dynamicznie i swobodnie; sprawnie, szybko, ale też na pewnym luzie.
Konkurenci też mają swoje atuty i chociaż są one różne, to pozostają sobie bliżsi, podczas gdy JBL jest "osobny". Bardziej przez swoje specjalne możliwości niż ograniczenia, chociaż nie potrafi wszystkiego dokładnie tak samo dobrze i nie będzie spełnieniem wszystkich marzeń.
Czytaj również: Jak należy ustawić zespoły głośnikowe względem miejsca odsłuchowego?
To brzmienie nie ma żadnych oczywistych, obiektywnych problemów. Firma taka, jak JBL, nie mogłaby sobie pozwolić na poważne niedociągnięcia nawet w najmniejszym modelu referencyjnej serii. Można nawet stwierdzić, że tonalnie jest lepiej zrównoważona niż Makalu. Jednak audiofilska łaska na pstrym koniu jeździ i żadna kolumna wszystkim nie dogodzi.
Inne kolumny też mają coś "ekstra", czego nie ma Ama, a co dla niektórych może być ważniejsze niż JBL-owe mocne uderzenie, mimo że ujęte w ramy dobrej kontroli i ogólnej "prawidłowości". Bas jest bogaty, soczysty i wielowątkowy; nie skupia się na konturach, lecz ich nie gubi, oddaje masywną energię tego zakresu; podążając za rockowym rytmem, też emanuje siłą.
JBL-e grają jak John Bonham, a nie jak Neil Peart, a przecież trudno bębniarzowi Zeppelinów zarzucić, że grał ciężko i ospale… chociaż perkusista Rush był wirtuozem. Średnica jest normalna, bez czarów i klimatów, wyraźnego pogrubienia i podgrzania, chociaż dzięki basowemu wsparciu wokale i instrumenty akustyczne nabierają większych kształtów i esencjonalności. Podobnie w zakresie wysokich tonów – konkretnie, wyraźnie, nie umknie nam żaden detal. Blachy perkusji są dobrze różnicowane, mają objętość, nie są "cienkie" i zbyt delikatne.
Słodkie nuty, aksamitne niuansowanie i eteryczność mogą pozostać domeną innych głośników. JBL-e oddają swoje siły i talenty przekazaniu muzyki dynamicznie, spójnie i naturalnie, bez jej "atomizowania" czy upiększania. Znowu jednak korci mnie, aby wspomnieć o Pumori… Jeżeli więc ktoś ma dość pieniędzy i miejsca, niech je kupi, a będzie miał wszystko, co najlepsze w serii Summit.
Makalu jest dla tych, którzy potrzebują kolumn "z zapasem basu", a Ama – dla tych, którzy muszą poskromić swoje apetyty ze względu na mniejszy budżet lub/i mniejsze pomieszczenie.
| Moc wzmacniacza [W] | 25-100 (wg danych producenta) |
| Wymiary [cm] | 47,6 / 55 x 30,8 / 41,2 x 33,6 / 41,2 (głośników/podstawek) |
| Rodzaj głośników | W |
| Impedancja (Ω) | 4 |
| Czułość (2,83 V/1 m) [dB] | 83 |
Laboratorium
Laboratorium JBL Summit AMA
Dotarcie do oryginalnych firmowych informacji na temat podstawowych parametrów Amy nie jest łatwe. Co prawda kompletny opis jest na stronie salonu Audio Styl, ale zawsze wolę dotrzeć do materiałów producenta, aby uniknąć przekłamań w tłumaczeniach (coraz częściej wspomaganych przez translatory, co czasami prowadzi do fantastycznych kalamburów). Na dzień dobry na stronie JBL Summit nie zobaczymy żadnych parametrów, ale to jeszcze nic dziwnego; każdy model ma menu, tam "product details"; a dalej do wyboru "overview", czyli powtórzenie ogólnego opisu, i "highlights" – wypunktowane szczegóły techniczne…
i wciąż bez parametrów. Jest jeszcze "downolads", a tam PDF-y z broszurą całej serii i indywidualnymi kartami poszczególnych modeli. Chcąc więc spokojnie przeanalizować te dane, najlepiej taką wydrukować. Rodzi to nawet przyjemne skojarzenia; takie specyfi kacje JBL-a, nawet podobną czcionką, pamiętam sprzed kilkudziesięciu lat, więc może to całkiem świadoma i zręczna polityka, kontynuacja tradycji, generująca bodźce podprogowe? W każdym razie, teraz mam przed sobą wydrukowaną kartkę z bardzo wieloma informacjami, których część z zapałem zweryfi kujemy.
Pasmo przenoszenia jest podane dla spadków -6 i -10 dB; ten pierwszy standard jest bardziej rozpowszechniony i wedle niego częstotliwości graniczne to 34 Hz i 25 kHz, co wygląda dobrze i wiarygodnie, a wedle drugiego, "łagodniejszego" – 25 Hz i 33 kHz, co na dolnym skraju jest już imponujące. Tak wyznaczone granice nie oznaczają jednak ani w jednym, ani w drugim przypadku deklaracji, że charakterystyka mieści się w ścieżce +/-3 dB…
Patrzymy więc na wyniki naszych pomiarów i chociaż widzimy od razu kilka intrygujących "momentów", to też oddychamy z ulgą, że wszystko jest w zasadniczym porządku.
Większość charakterystyk zmierzonych pod różnymi kątami mieści się w tolerancji +/- 3 dB, z minimalnymi uchybieniami względem tego warunku w najwyższej oktawie, gdzie poziom jest ogólnie nieco obniżony; co jest trochę zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Makalu z większym driverem w większej tubie swobodniej sięgnęło 20 kHz. W zamian mniejszy przetwornik Amy, czego można było oczekiwać, wyróżnia się wyśmienitym rozpraszaniem w tym zakresie – na osi 30O przy 20 kHz spadek (względem osi głównej) wynosi tylko 4 dB.
Charakterystyki kierunkowe w zakresie wysokich tonów długo były jednym z problemów przetworników tubowych, nawet niewielkich, a teraz duże tuby średnio-wysokotonowe radzą sobie z tym wyśmienicie. Do ideału jednak jeszcze trochę brakuje, bowiem pod kątem 30º w poziomie tuba w podobnym stopniu osłabia zakres 2–3 kHz, a w zakresie 6–10 kHz prawie w ogóle, stąd cała charakterystyka jest w tym drugim relatywnie wyeksponowana. Tubowy w Makalu aż do 10 kHz zapewniał bardziej stabilne rozpraszanie.
Ale wystarczy zmniejszyć kąt do 15º i charakterystyka odzyskuje dobrą, a nawet najlepszą możliwą formę, bo lekkie obniżenie przy 2 kHz można już uznać za korzystne; nie trzeba więc kierować Amy dokładnie na miejsce odsłuchowe, najlepiej osie główne poprowadzić lekko na zewnątrz albo skrzyżować przed miejscem odsłuchowym.
Również wysokość nie ma większego znaczenia, co zawdzięczamy niskiej częstotliwości podziału (1,6 kHz), która pozwala ustabilizować relacje fazowe między obydwoma przetwornikami w wystarczającym zakresie kątów w pionie. Maskownica ma wpływ niewielki i niegroźny, bowiem zasłaniając tylko głośnik nisko-średniotonowy, nie zakłóca promieniowania wysokich tonów.
Sprawdźmy wreszcie, czy Ama rzeczywiście sięga tak nisko, jak obiecuje producent. Względem poziomu średniego z całego pasma spadek -6 dB odczytujemy nawet niżej niż w specyfi kacji (34 Hz) – bo przy 30 Hz, co powinno bardzo ucieszyć wszystkich, którzy mają rozsądne oczekiwania względem konstrukcji tego formatu.
To, że spadek -10 dB odczytujemy przy 27 Hz, a nie przy "katalogowych" 25 Hz, nie powinnno tej radości ani trochę zmącić. Są to wartości tylko niewiele gorsze niż odnotowane w Makalu (-6 dB przy 28 Hz), jednak odczucie znacznie potężniejszego basu z większego modelu ma źródło nie tylko w większej mocy i dynamice, ale też w wyeksponowaniu (w Makalu) zakresu 50–70 Hz, podczas gdy charakterystyka Amy biegnie równiutko do 100 Hz, poniżej najpierw delikatnie opada, aby dopiero przy 40 Hz "zagiąć się", bez żadnego podbicia średniego basu. Tak zestrojone kolumny łatwiej przysunąć do ściany – nawet gdy mają bas-refleks z tyłu. Spójrzmy więc na działanie bas-refleksu, które zapewniło tak znakomite rezultaty (rys. 3).
Obudowa jest dostrojona do 35 Hz (co poznajemy po odciążeniu na charakterystyce głośnika), i przy tej częstotliwości otwór promieniuje bardzo silnie, stąd charakterystyka wypadkowa biegnie aż tutaj wysoko, a poniżej opada już bardzo stromo (na skutek przeciwnych faz promieniowania otworu i głośnika). Tunel nie transmituje ani nie generuje silnych rezonansów pasożytniczych.
Podwójne zaciski gniazda pozwoliły zmierzyć indywidualne charakterystyki głośnika nisko-średniotonowego i wysokotonowego (rys. 4). Zgodnie z informacjami producenta, częstotliwość podziału to 1,6 kHz (wyznaczona ich przecięciem). Zbocza z obydwu stron są bardzo strome i nie potwierdzają już informacji, że fi ltry są "akustycznie symetryczne 3. rzędu", bowiem zbocze wysokotonowego ma ponad 24 dB/okt., a niskotonowego – ponad 30 dB/okt.
Ale jest coś jeszcze ciekawego: zanim charakterystyka nisko-średniotonowego zacznie opadać, ma górkę przy 1,1 kHz, która jest odpowiedzialna za wzmocnienie charakterystyki wypadkowej w tym zakresie; widzimy w nim również lokalny spadek impedancji (rys. 2), co sugeruje, że odpowiedzialny za to jest nie sam głośnik, lecz filtr dolnoprzepustowy wysokiego rzędu i o wysokiej dobroci.
Dzięki stromym zboczom zakres współpracy obydwu przetworników jest bardzo ograniczony, co ostatecznie potwierdza, iż osłabienie pod kątem 15º i 30º przy 3 kHz wynika z charakterystyk kierunkowych przetwornika wysokotonowego, a dokładnie jego tuby.
Na charakterystyce impedancji widać jeszcze drobiazg, który może mieć z kolei związek z osłabieniem w najwyższej oktawie – wzrost impedancji powyżej 15 kHz, jakby wtrącona była indukcyjność działająca jak fi ltr dolnoprzepustowy. Minimalna wartość modułu impedancji (w okolicach 220 Hz) to ok.
3 Ω, na podstawie czego wyznaczamy 4-omową impedancję znamionową; i dokładnie tak samo postępuje producent. W zakresie niskotonowym widzimy dwa wyraźne, klasyczne bas refleksowe wierzchołki (to, że górny jest niższy, świadczy o tym, iż częstotliwość rezonansowa obudowy fb jest wyższa od częstotliwości rezonansowej samego głośnika fs). Wysoki szczyt przy 2,5 kHz wynika z działania fi ltrów wysokiego rzędu przy częstotliwości podziału.
Czułość to umiarkowane 83 dB (co producent też w zasadzie przyznaje, deklarując 84 dB), a to wraz z omówioną impedancją jednoznacznie wskazuje, że nie są to kolumny do wzmacniaczy lampowych; potrzebny będzie wydajny wzmacniacz tranzystorowy (rekomendowana moc 25–200 W i sugerujemy, że bliżej 200 W niż 25 W).