Wreszcie się doczekaliśmy – zupełnie nowych konstrukcji w referencyjnej serii Summit. Trzy modele, ochrzczone nazwami szczytów Himalajów, będą towarzyszyć dwóm największym, które znamy od lat – Everestowi i K2.
Moja generacja wyrosła w czasach, gdy JBL był jedną z najważniejszych marek na głośnikowym panteonie. Był w tej dziedzinie niekwestionowanym autorytetem, a współcześni high-endowi macherzy albo mu do pięt nie dorastali, albo jeszcze w ogóle nie istnieli. Jednak w ciągu ostatniego ćwierć wieku rynek bardzo się zmienił.
JBL najpierw trochę ustąpił miejsca wielu innym firmom głośnikowym, a potem w dość zaskakujący dla nas – weteranów – sposób poważnie zmienił profil. Zajął się słuchawkami i głośnikami BT, w dodatku głównie przenośnymi, dla młodych ludzi, których wymagania jakościowe są, mówiąc eufemistycznie, zupełnie inne niż audiofilów.
Początkowo wydawało się to nieporozumieniem, bowiem jak na taki grunt przenieść zarówno wysokiej jakości technikę głośnikową, a przede wszystkim renomę, jaką zdobył w zupełnie innym sektorze rynku. Takie obawy po części się spełniły, bowiem nowi klienci JBL-a zwykle nic nie wiedzieli (i zwykle nadal nie wiedzą) o jego dawnej specjalizacji i znaczeniu, ale mimo to JBL osiągnął niebywały sukces.
Produkty z pomarańczowym logo opanowały cały świat, podobnie jak produkty Apple (i często razem z nimi w sojuszu), młodzież chce tylko takie chociaż nic ich nie obchodzi, czy JBL kiedyś robił coś zupełnie innego, a nawet czy robi to teraz. My również częściej testujemy JBL-owe słuchawki i głośniki BT niż zespoły głośnikowe, a o nowych produktach w tych kategoriach informujemy niemal w każdym numerze. Jednak nie zapomnieliśmy…
I nie zapomniał sam JBL – regularnie wypuszcza nowe serie zespołów głośnikowych, aktywnych i pasywnych, nowoczesnych albo odgrzewa dawne słynne modele, do których czujemy nieprzemijającą sympatię, a które cieszą się szerszą popularnością na fali ogólniejszej mody na vintage. JBL nie zrezygnował więc niemal z żadnej działki, na której może prezentować i sprzedawać swoje kompetencje, a te są ogromne, podobnie jak możliwości finansowania nowych badań i projektów.
Czytaj również: Czy przetworniki koncentryczne wymagają zwrotnicy do podziału pasma?
W tym kontekście pojawienie się trzech modeli Summit nie było zupełnym zaskoczeniem, chociaż niespodzianka polegała na tym, że "wreszcie" coś się w tej części oferty JBL-a wyraźnie ruszyło.
Nowe Summity nie zastępują bezpośrednio żadnych wcześniejszych modeli, bowiem o ile Everest i K2 co jakiś czas przechodzą modyfikacje (w przypadku K2 nawet bardzo poważne), o tyle nazwy Makalu, Pumori i Ama wcześniej nie były wykorzystywane. Nie było też propozycji tej klasy i w takich cenach – pomiędzy K2 (ponad 200 000 zł za parę) a najwyższym modelem serii Studio Monitor – 4367 (ok. 80 000 zł).
Chociaż nowe konstrukcje wypełniają tę lukę, a nazwą Summit "podłączają się" pod najlepsze Everesty i K2, otwierają też nowy rozdział. Producent w pierwszym zdaniu ich prezentacji składa poważną deklarację: To seria najlepszych zespołów głośnikowych, jakie JBL kiedykolwiek przygotował do zastosowań domowych. Od razu ciśnie się pytanie – czy w takim razie są lepsze (a przynajmniej największy z nich, Makalu) nawet od Everesta, nie mówiąc o K2?
Nie chodzi jednak tylko o firmowe obietnice, do których należy zawsze podchodzić ze zdrowym dystansem. Wystarczy spojrzeć na nowe Summity i wtedy zinterpretować formułę "do zastosowań domowych".
Chociaż kolumny te demonstrują bardzo dużo charakterystycznego stylu JBL-a, ściśle związanego z techniką, są o wiele bardziej "domowe" niż Everesty, K2 i modele serii Studio Monitor.
Czytaj również: Czy maskownica kolumny słyszalnie obniża jakość dźwięku?
Możemy sobie dywagować, czy nowocześniejszą techniką przynajmniej w jakichś aspektach nie przeganiają K2, a może nawet Everestów, jednak istotą ich przewagi jest właśnie to, że nie będą straszyć klientów nazbyt profesjonalnym wyglądem.
Co prawda współczesny high-end dostarcza nam okazy wszelkiej wielkości i urody, jednak JBL nowymi Summitami chce dotrzeć nie do pasjonatów gotowych na ekstrawagancje, lecz do większej grupy; kalkulacje firmy opiewają na sprzedaż liczoną nie w dziesiątkach, setkach, lecz w tysiącach egzemplarzy.
Teraz JBL chce zdyskontować swoją renomę wśród melomanów pełnoletnich, odpowiednio zaangażowanych i zamożnych; może niektórzy z nich dorastali z JBL-owymi słuchawkami na głowie, może nawet JBL tak sobie wszystko już 20 lat temu zaplanował?
Nowe konstrukcje serii Summit są trzy. Testujemy największą z nich – Makalu (8485 m n.p.m.), nieco mniejsza to Pumori (7161 m n.p.m.), najmniejsza, już podstawkowa – Ama (6812 m n.p.m.). Nie są to więc kolejne pod względem wysokości szczyty Himalajów (zresztą K2 leży nie w Himalajach, ale w Karakorum); wyższe od Makalu są Kanczendzonga i Lhotse, a między Makalu a Pumori jest jeszcze wiele ośmiotysięczników…
Czytaj również: Dlaczego otwór bas-refleks nie promieniuje w fazie przeciwnej do fazy przedniej strony membrany?
Czy JBL zamierza wykorzystać ich nazwy w przyszłości? Niekoniecznie, być może taki wybór szczytów był podyktowany ich wyjątkową urodą i znaczeniem, jakie mają wśród himalaistów. W ramach opisach poszczególnych modeli jest kilka zdań na ten temat.
Makalu i Pumori są bardzo podobne (kolumny, nie góry), to konstrukcje trójdrożne z takimi samymi, 20-cm średniotonowymi, różnej wielkości niskotonowymi (odpowiednio 30-cm i 25-cm), w związku z tym różnej wielkości obudowami (większy niskotonowy wymaga nie tylko szerszego frontu, ale również większej objętości).
Wreszcie różnej szerokości fronty zdeterminowały wielkość wysokotonowych tub. Ama to układ dwudrożny z 20-cm nisko-średniotonowym i z najmniejszą tubą; jak na format podstawkowy, to dość duża konstrukcja, jednak na firmowych standach wygląda zarazem godnie i zgrabnie, nie jest stylizowana na stare "paczki".
Projektanci wyważyli elementy tradycyjne i nowoczesność. Dwie dekady temu, kiedy tylko konstrukcje szczupłe i wysokie uchodziły za nowoczesne, powiedzielibyśmy że nowe JBL-e wyglądają jak… stare, że takie formy są archaizujące.
Dzisiaj nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani specjalnie kontrowersyjnego, chociaż nie wszystkim takie "paczki" przypadną do gustu. Ale nie każdy musi mieć JBL-e… Wysokiej klasy JBL-e nie były, nie są i miejmy nadzieję, że nigdy nie będą kolumnami takimi jak inne.
Czytaj również: Co to jest główna oś odsłuchu?
JBL Summit Makalu - wzornictwo
W tej sferze JBL nie puszcza oka do miłośników dawnych, zasłużonych konstrukcji; nie ma tutaj nawiązań i wspomnień, jest poważnie, ekskluzywnie i nowocześnie.
Front w tle głośników niskotonowego i nisko-średniotonowego ma zewnętrzną warstwę z włókna węglowego, pozostałe powierzchnie zdobi albo fornir hebanowy lakierowany na wysoki połysk, któremu towarzyszą dwie złote listwy i pierścienie wokół głośników, albo czysty "piano black" z listwami (i pierścieniami) platynowymi.
Maskownica, ograniczona tymi listwami, zasłania tylko głośniki niskotonowy i nisko-średniotonowy; powyżej jest odsłonięta tuba, poniżej wysoki "próg", z powierzchnią którego zgadza się powierzchnia maskownicy. Kolumny stoją na stopach IsoAcoustics, które nie są typowymi kolcami, lecz krążkami mającymi jeszcze lepiej izolować kolumny od podłoża.
Czytaj również: Strojenie bas-refleksu - najpraktyczniejsze elementy teorii albo teoria praktycznych rozwiązań
JBL Summit Makalu - układ głośnikowy
Schemat układu trójdrożnego Makalu (i Puori) jest nietypowy. Nie ma tutaj klasycznego podziału na niskotonowy, średniotonowy i wysokotonowy. JBL nazywa poszczególne głośniki jako "niskotonowy", "średnio-basowy" i "wysokotonowy", ale i to nie najlepiej objaśnia sytuację.
Zgadza się w zasadzie tylko rola niskotonowego (pierwszy podział przy ok. 250 Hz), natomiast "średnio-basowy" pracuje do ok. 1 kHz, więc jest raczej głośnikiem "dolnego środka", ale dla uproszczenia będziemy go dalej nazywać jednak średniotonowym. Wysokotonowy – skoro pracuje już od 1 kHz – faktycznie jest średnio- -wysokotonowym.
Niski podział z wysokotonowym to nic nowego w konstrukcjach JBL-a, gdzie często przetwornik w dużym falowodzie obejmuje swoim zasięgiem znaczną część zakresu średniotonowego.
Tak jest w Everestach, K2, konstrukcjach serii Studio Monitor. Nowość polega na tym, że w starszych konstrukcjach częstotliwości poniżej 1 kHz przetwarza jeden przetwornik, czasami nawet bardzo duży, na oko niskotonowy, jednak dzięki specjalnemu materiałowi i geometrii membrany (charakterystyczne koncentryczne przetłoczenia, ułatwiające stopniowe dzielenie się membrany i rozproszenie wynikających z tego rezonansów) zdolny przetwarzać dużą część średnich częstotliwości.
W ten sposób potężny Studio Monitor 4367, z 38-cm nisko-średniotonowym, jest układem dwudrożnym. To rozwiązanie może się słusznie kojarzyć z konstrukcjami profesjonalnymi – studyjnymi, estradowymi… Może się też sprawdzić w zestawach hi-fi (4367 brzmią fantastycznie), mimo to budzi wątpliwości wielu audiofilów i faktycznie ma pewne ograniczenia, więc JBL podzielił zakres poniżej 1 kHz między dwa głośniki – rasowy niskotonowy i średniotonowy.
Powyżej 1 kHz nie zrezygnował jednak ze swojego jeszcze mocniejszego znaku rozpoznawczego – dużej tuby, jaką stosuje w konstrukcjach nie tylko dużych i najdroższych, ale również mniejszych i popularnych. To element tak wyrazisty, jak kontrowersyjny, ale tutaj JBL mówi: "non possumus", nie ustąpimy, uważamy to rozwiązanie za najlepsze i do niego przekonujemy.
"Zwykłe" kopułki i towarzyszące im małe średniotonowe można co prawda spotkać w konstrukcjach wywodzących się z dawnych modeli (bowiem w przeszłości JBL stosował bardziej konwencjonalne układy zarówno w kolumnach hi-fi, jak i profesjonalnych), jednak modele nowe i nowoczesne są wyposażone w to, co JBL uważa za najlepsze.
Nawet w tabelce z podstawowymi cechami konstrukcji Summitów, w odrębnych rubrykach przedstawiono dwa zasadnicze elementy składające się z zewnątrz na to, co potocznie nazwiemy głośnikiem tubowym. JBL dotąd unikał stosowania określenia "tubowy", wolał "kompresyjny", z wyszczególnieniem, że w środku jest driver, a na zewnątrz – falowód.
Czytaj również: Prawidłowe ustawienie zespołów głośnikowych
Teraz to, co "w środku" w tytule tabelki jest nazywane transducer, a dalej compression driver, natomiast "kontrolę wysokich częstotliwości", zatem akustyczne kształtowanie charakterystyk, zapewnia acoustic horn, czyli tuba, a nie falowód – to ostatnie określenie nigdzie się nie pojawia. Skoro tak, to i my w tym opisie przechodzimy z "falowodu" na tradycyjną "tubę". Być może w czasach, gdy wielu producentów stosuje falowody, tradycyjna "tuba" lepiej wyróżnia JBL-a.
Pełne nazwy tych elementów są znacznie dłuższe, odnoszą się bowiem do oryginalnych rozwiązań i patentów JBL-a. Tuba to High Definition Imaging (HDI) Sonoglass Acoustic Horn; jej specyfiką jest zarówno profil, jak i materiał, z którego została wykonana.
Złożony kształt jest odpowiedzialny za akustyczne wzmocnienie (poprzez dopasowanie impedancji akustycznych) i opanowanie stabilnych charakterystyk kierunkowych, przy minimalnym poziomie wnoszonych przez tubę podbarwień.
Przetwornik ma symbol D2830K, nazywa się Dual Annular Ring Teonex Diaphragm, Dual-motor D2 Compression Driver… Nazwa długa, ale na tle typowych przetworników kompresyjnych konstrukcja jest rzeczywiście niezwykła, chociaż stosowana przez JBL-a już od ponad 10 lat, początkowo w najlepszych monitorach studyjnych nowej wówczas generacji.
Czytaj również: Jak należy ustawić zespoły głośnikowe względem miejsca odsłuchowego?
Membrana nie jest typową kopułką, lecz pierścieniem o średnicy aż 75 mm; jest wykonana z materiału Teonex – folii PEN (polietyleno-naftalenowej), lekkiej, odpornej na temperaturę, wytrzymałej mechanicznie, trzymającej zadany kształt.
Takie membrany są… dwie, dzięki czemu osiągają dużą łączną powierzchnię, analogiczną jak 75-mm kopułka, a przez to wytwarzają wysokie ciśnienie, zarazem nie są podatne na takie problemy rezonansów własnych (break-up), jak duże kopułki, a ich przetwarzanie sięga wyżej. Mają oddzielne cewki i układy magnetyczne (co z kolei zwiększa moc) i są ustawione względem siebie w konfiguracji push-push – czyli synchronicznie sprężają i rozprężają powietrze pomiędzy nimi, a wypadkowe ciśnienie jest wyprowadzane do przodu układem precyzyjnych kanalików.
Współczesne głośniki tubowe, zarówno w części drivera, jak i falowodu, są znacznie lepsze niż dawniej i JBL nie widzi racjonalnego powodu, aby nie wykorzystywać tych sukcesów również w konstrukcjach Hi-Fi.
W ich doskonaleniu doszedł do rozwiązania, w którym jeden duży głośnik tubowy przetwarza od ok. 1 kHz aż do "samego końca" (gdziekolwiek ten koniec by nastąpił), czyli nie dodaje już mniejszego głośnika superwysokotonowego (również tubowego), jaki jednak wciąż widzimy w Everestach i K2 – nawet ich aktualne wersje pochodzą jeszcze z czasów, gdy taki dodatek był potrzebny (ale nie ma go już w liczących kilka lat modelach Studio Monitor). Pod tym względem nowe Summity są więc nowocześniejsze od wciąż referencyjnych Everestów i "vice" K2, dlatego spodziewamy się, że nowe wersje najwyższych szczytów będą już skonfigurowane w analogiczny sposób.
Czytaj również: Jakie jest optymalne wytłumienie pomieszczenia odsłuchowego?
Rok temu wypłynęły plany nie trzech, ale pięciu nowych Summitów, w tym Everestów X2 i K2 X2. Pierwsze mają mieć dwa 38-cm (niskotonowe), dwa 20-cm (średniotonowe) i ogromną tubę, drugie będą podobne do Makalu, z jednym, ale 38-cm niskotonowym. Zobaczymy…
Analizując i porównując cechy konstrukcji trzech nowych Summitów, zauważyłem pewną ciekawostkę: średniotonowe w Makalu i Pumori są takie same, więc wydaje się, że mogłyby współpracować z takimi samymi wysokotonowymi (przynajmniej driverami, podczas gdy tuby muszą mieć wielkość dopasowaną do obudowy), jednak te ostatnie są różne. W Makalu to wspomniane D2830K z membranami 75-mm, w Pumori – D2815K z membranami 38-mm.
Prawdopodobnie wynika to z zamiaru "zabezpieczenia" wyższej mocy i efektywności, chociaż obydwa te modele nie różnią się bardzo pod tym względem (rekomendowane moce wzmacniaczy i czułości, według danych producenta, to odpowiednio 25–300 W i 88 dB vs 25–250 W i 87 dB); może były więc jeszcze inne okoliczności. Wraz z tym częstotliwość podziału w Pumori jest nieco wyższa (1,25 kHz vs 1,1 kHz), i podobnie jest w Ana, gdzie wysokotonowy też jest typu D2815K.
Nie największym, ale centralnym bohaterem Summitów jest 20-cm głośnik średniotonowy. Z informacji producenta wynika, że w Ana pracuje 20-cm nisko-średniotonowy typu JWM2000SC, a w Makalu i Pumori – średniotonowy JWM2000SC; dodatek "M" (jak midrange) wiąże się z jego wyspecjalizowaniem do roli średniotonowej i różnice są poważne.
W Ana układ napędowy jest bardziej konwencjonalny, z ferrytowym magnesem i długą cewką w krótkiej szczelinie, a górne zawieszenie jest gumowe, półokrągłe. W Makalu i Pumori magnes jest neodymowy, krótka cewka pracuje w długiej szczelinie (taki układ zapewnia mniejsze zniekształcenia), a górne zawieszenie jest tekstylne.
Cewka ma średnicę 62 mm, dużą jak na średniotonowy, a więc o wysokiej pojemności cieplnej, ważnej w zakresie, w którym pracuje, i chociaż nie służy to równie dobrze rozciągnięciu charakterystyki ku wyższym częstotliwościom, to pamiętajmy, że w każdej konstrukcji głośniki te pracują tylko do ok. 1 kHz.
Membrany nie mają koncentrycznych przetłoczeń, jakie są stosowane chociażby w Everestach, K2 czy 4367 – w strukturze sandwiczowej byłoby to znacznie trudniejsze do wykonaniu, niż w jednowarstwowych, prasowanych membranach celulozowych.
Wszystkie głośniki nisko-średniotonowe (Ana), średniotonowe i niskotonowe mają membrany o podobnej strukturze sandwiczowej, trójwarstwowej, gdzie zewnętrzne warstwy to połączenie pulpy celulozowej z włóknem węglowym, a pomiędzy nimi znajduje się usztywniający rdzeń z twardej pianki.
Taka membrana, chociaż o relatywnie niskiej masie w stosunku do swojej sztywności, w skali bezwzględnej lekka być nie może, ale do ok. 1 kHz sprawdzi się dobrze, a w zakresie niskich częstotliwości – bardzo dobrze; tam masa nie musi być bardzo niska, a sztywność bardzo procentuje. Cewka niskotonowego w Makalu ma średnicę 75 mm – to klasyczna konfiguracja długiej cewki w krótkiej szczelinie ferrytowego układu magnetycznego.
Czytaj również: Czy kolumny trzeba ustawiać na kolcach?
Wszystkie konstrukcje Makalu są, też tradycyjnie dla JBL-a, bas-refleksami. W Makalu dwa tunele mają średnicę (w świetle) 8 cm, długość 28 cm i wyprofilowanie; przy wynikającej stąd dużej łącznej powierzchni przeniosą dużą objętość powietrza (przy dużych wychyleniach głośnika) bez nadmiernej prędkości, a więc bez kompresji i turbulencji. Dla odpowiednio niskiego zestrojenia (31 Hz) wymagało to zastosowania długich tuneli.
Odnośnie zwrotnicy producent ogranicza się do jednego wątku – zastosowania baterii małych pojemności zamiast pojedynczych dużych (oczywiście o wymaganej pojemności), co zmniejsza rezystancję elektrostatyczną (ESR) i wynikające stąd straty; owocować ma przejrzystością, a nawet wyższą mocą.
Nie wiemy jednak, czy dotyczy to tylko kondensatorów w sekcji wysokotonowej (gdzie pomysł ten stosowany jest relatywnie najczęściej), czy również w innych. O cechach pozostałych elementów ani o zasadniczych charakterystykach filtrów (poza częstotliwościami podziału) nie dowiadujemy się, ale w sumie lepiej nie pisać na ten temat nic, niż tylko marketingowe slogany, co uprawia większość producentów.
JBL Makalu - odsłuch
Zanim doszło do formalnego testu Makalu, zetknąłem się z nimi dwukrotnie – na monachijskim high-endzie i na warszawskim Audio Show. Co nieco tam usłyszałem, o czym, jak myślę, też warto napisać.
Imprezy takie nie uchodzą za miejsca godne poważnych odsłuchów, sam uważam podobnie i jestem ostrożny z wystawianiem ocen na podstawie takich spotkań. To jednak ostatecznie zależy od wielu czynników; czasami prezentacje są przygotowane bardzo starannie, włącznie z pomieszczeniem odsłuchowym. Ważne też, aby zająć dobre miejsce i posłuchać znanej sobie muzyki.
Gdy wszystko dobrze się składa, można usłyszeć całkiem sporo… W każdym razie tyle, żeby mieć jakieś pojęcie. Co więcej, każde doświadczenie coś wnosi do poglądu, jak grają te czy inne kolumny; warunki w formalnym teście też są na swój sposób unikalne i nie przekładają się na to, co usłyszy użytkownik u siebie, a każdy usłyszy co innego.
Ze szczególną sytuacją będziemy mieli do czynienia w teście Sabriny V, która wręcz na otwartym pokazie, właśnie na Audio Show, zaprezentowała się w sposób bliższy temu, co może usłyszeć u siebie w domach większość jej potencjalnych użytkowników. Ale nie uprzedzajmy wypadków.
Zarówno prezentacja w Monachium, jak i w Warszawie, odbyła się na firmowym systemie Harmana, czyli z amplifikacją Mark Levinsona. W Monachium sala była większa, w Warszawie – mniejsza, jednak ogólne wrażenia były podobne.
Było jasne, że JBL kontynuuje swój styl, a duże głośniki niskotonowe i tuby wysokotonowe są nie od parady. Dźwięk był potężny, dynamiczny, ofensywny i zadziorny. Zwłaszcza w Monachium był to "pokaz siły", demonstracja, jak Makalu mogą nagłośnić duże pomieszczenie, nie żałując basu. Sypiąc też soczyście (żeby nie powiedzieć siarczyście) wysokimi tonami.
To nie był dźwięk ciepły, miękki, misiowaty, lecz energiczny, dobitny i twardy. Czasami fatygujący, gdy jakieś nagranie samo miało za dużo i to nie najlepiej poukładanego basu. Nie wyglądało jednak na to, że Makalu szwankują z kontrolą, lecz że grają niskimi rejestrami tak mocno, że nie będą łaskawe dla problemów wnoszonych przez nagrania czy też pomieszczenia.
Co prawda nie usłyszałem nagrań, które znam najlepiej, ale przewinęło się kilka takich, które obecnie są na "top liście" kawałków puszczanych na "szołach", więc wiedziałem, o co chodzi. Wrażeń było więcej, nie sprowadzały się do dynamiki, basu i wysokich, ale komplementy zostawiam na główną część relacji, związaną z właściwym testem.
W każdym razie wyszedłem stamtąd z ochotą, aby Makalu przetestować, bo nawet jeżeli miałbym im ostatecznie cokolwiek zarzucić – a tego przecież nie mogłem wykluczyć – to jednak zagrały w gruncie rzeczy tak, jak można się było po "prawdziwych" JBL-ach spodziewać.
Gdyby było inaczej, naprawdę nie prosiłbym się o kłopoty… a zaraz po Monachium skontaktowałem się z dystrybutorem, by zapisać się na listę chętnych. Na udostępnienie Makalu do testu trzeba było jednak jeszcze trochę poczekać.
Zanim to się stało, Makalu wystąpiły na Audio Show. Tam słuchałem ich już krócej, w pokoju niemal wciąż był komplet, jednak raz upolowałem dobre miejsce, aby się przekonać, że brzmienie w Monachium nie było dziełem przypadku.
Oczywiście było nieco inaczej, już choćby z powodu innego pomieszczenia, lecz to były te same kolumny, a nie w jakikolwiek sposób "odmienione". Później zaprowadziłem tam jeszcze… swoje dzieci (już dorosłe i prawie dorosłe), wychowane na zupełnie innych JBL-ach (no cóż, przecież nie mogłem im zabronić…), aby wreszcie pokazać im, "jak wygląda baleron" (wierzę, że większość Czytelników wie, o co chodzi, ale może nie wszyscy… nie chcę nieporozumień – to cytat z „Misia", a nie nazywanie Makalu baleronem).
Byłem niemal osobiście dumny, że firma wreszcie zrobiła coś, i pokazała to również w Warszawie, co może rozszerzyć horyzonty "młodzieży", objaśniając im, że "pomarańczowi" (tym razem nie chodzi o holenderskich piłkarzy…) grają nie tylko w słuchawki i głośniki bezprzewodowe. Potem sprawy potoczyły się już szybko; skoro Makalu wreszcie dotarły do Polski, to mimo że musiały niebawem wracać, udało się je przytrzymać i zorganizować dla AUDIO specjalną audiencję.
Nie po raz pierwszy pojechaliśmy w tym celu do Audio Stylu, gdzie od kilku lat testujemy duże JBL-e i TAD-y, i wcale się tego nie wstydzimy – pomieszczenie jest duże (ale nie za duże) i dobrze przygotowane (sami nie mamy lepszego), mamy je "osłuchane", a jako wzmacniacz zwykle służy nam Gryphon 300; poza dostarczeniem dużej mocy, wpływa on na samo brzmienie, ale znowu wiemy jak (i wie to wielu audiofilów).
Zarówno pomieszczenie, chociaż nieidealne, jak i wzmacniacz, chociaż niecałkowicie neutralny (a może właśnie dlatego), dobrze wpłynęły na Makalu. A może powinienem napisać – wyraźnie i w sposób, który nam się podobał.
Dźwięk nie stracił przez to własnego charakteru, jednak siła Makalu, przejawiająca się wcześniej głównie w twardych uderzeniach, czasami brutalna i bezlitosna, zamieniła się w mięsistość i obfitość, i bardziej komfortową, dynamiczną swobodę, bez dudnień i szarpania.
Poprzednia dość sucha, chociaż czysta średnica nabrała soczystości i gładkości, a nawet odrobiny słodyczy. Nie był to już dźwięk agresywny, natarczywy i "estradowy", wcześniejsze napięcie ustąpiło miejsca lekkiemu poluzowaniu basu, które lepiej sprawdza się przy takiej jego obszerności.
Wydaje się, że jeżeli basu jest dużo, powinien być lepiej "kontrolowany"; jednak rzecz nie w zasadniczej kontroli, która wciąż była co najmniej dobra, lecz w konsystencji; wcześniej bas był twardy, konturowy, ale bardziej monotonny i trochę podbarwiony, teraz jeszcze bardziej potężny, głębszy, trochę zaokrąglony, lecz z lepszym różnicowaniem.
Jako przykład, co robią Makalu, weźmy końcówkę zasłużonego nagrania „News" Dire Straits (z płyty „Communique"; fragment ten był puszczany jako "dżingiel" podczas listy przebojów Trójki na początku lat 80.; nawet w takich starociach można znaleźć coś, co posłuży w teście).
Fragment ten jest grany na różnych tom-tomach, ze stopą w tle, natomiast w "wykonaniu" Makalu największy tom podłogowy zamienił się w stopę, pozostałe też zagrały niżej niż zwykle. W sumie jednak taka przesada jest lepsza niż "niedoważenie", z jakim mamy do czynienia w większości kolumn, raczej nas przybliża niż oddala od naturalnego brzmienia instrumentów, z jakim stykamy się bardzo rzadko.
Potężny bas daje muzyce dużo naturalizmu, którego nie ma, gdy dźwięk jest szybki, ale brakuje mu masy. We wzorze na energię kinetyczną masa jest w pierwszej potędze, a prędkość w drugiej; jakby z tego wynikało, prędkość dla energii jest "ważniejsza", jednak ostatecznie naturalność muzyki zależy nie tylko od energii w takim ujęciu, lecz również od proporcji między masą i prędkością. Z prędkością dźwięk nabiera wyrazistości, ale z masą – autorytetu; w dobrych proporcjach jedno wspiera drugie, a nie dominuje.
W Makalu odpowiedni kontrapunkt tworzy linia wysokich tonów, mocnych, nasyconych, błyszczących, selektywnych; z pewną dawką metaliczności, jednocześnie przewija się też delikatna nuta słodyczy.
Szczególne pochwały należą się średnim tonom. Niby wciśnięte między ofensywne skraje pasma… ale tylko niby – bowiem nie dają się zdominować, ani pogrubić, ani rozjaśnić, ani w żaden sposób zniekształcić.
Owszem, korzystają z sąsiedztwa, a więc i wsparcia niskich tonów, jednak zachowują się dość powściągliwie w nabieraniu "ciała", dbają o równowagę i czytelność, wokale są całkowicie prawidłowe, optymalnie żywe, bez wyraźnych podbarwień, pogrubień czy nerwowości.
Wszyscy na to długo czekaliśmy, aby mieć większy wybór rasowych kolumn, aby zacna firma nie zniknęła nam z horyzontu i aby młodzi adepci dowiedzieli się, jak smakuje prawdziwy bale… pardon, JBL.
| Moc wzmacniacza [W] | 25-300 |
| Wymiary [cm] | 110 x 46,5 x 39,5 |
| Rodzaj głośników | W |
| Impedancja (Ω) | 4 |
| Czułość (2,83 V/1 m) [dB] | 88 |
Laboratorium
Laboratorium JBL Summit Makalu
Na polskiej stronie JBL-a zamieszczono szczegółowe opisy wszystkich modeli Summit, jednak w tabelce pt. „Specyfikacja techniczna” są powtórzone główne cechy konstrukcji (rodzaje głośników itp.), nie ma żadnych parametrów, poza wymiarami i… ceną. Przez moment się przestraszyłem, że sam JBL wchodzi w taki nurt, w którym producenci uważają (na szczęście jest ich niewielu), że parametry nic nie mówią o jakości, tylko mieszają w głowach.
O ile panuje zgoda, że parametry o charakterze dźwięku nie mogą powiedzieć wszystkiego ani nawet zbyt wiele, o tyle niektóre z nich z jakością jednak mają coś wspólnego, i to na tyle istotnego, że bez nich trudno byłoby zdecydować się na zakup.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której nie znamy mocy kolumn; w takim razie, w salonie odsłuchowym, musimy sprawdzić, jak głośno będziemy mogli nimi zagrać, gdy kiedyś przyjdzie nam na to ochota… Czy to możliwe, czy sprzedawcy się na to zgodzą? I faktycznie nie wiemy, jaka jest moc znamionowa Makalu, bowiem producent zastąpił ten parametr modną "rekomendowaną mocą wzmacniacza".
Aby jednak ją poznać, tak jak kilka innych podstawowych parametrów, trzeba wejść na stronę producenta, a tam znaleźć i otworzyć dokument ze specyfikacją. Jego zawartość, w takiej czy innej formie, powinna znaleźć się również na polskiej stronie.
Wspomniana rekomendowana (przez producenta) moc wzmacniacza zawiera się w granicach 25 W – 300 W RMS. Sugestia ta wygląda rozsądnie, ani dolna, ani górna granica nie są zbyt wysokie, do Makalu można podejść nawet ze wzmacniaczem 25 W i też zagrają, a wzmacniaczy o mocy ponad 300 W nie bardzo jest sens podłączać, bo wartość ta wygląda na maksymalną (znamionową?) moc, jaką można do nich podać.
Oczywiście jak ktoś ma fantazję, może podłączyć i wzmacniacz 1000 W i jeżeli będzie ostrożny, to też nic złego się nie stanie. Zresztą trzeba zawsze uważać, bo kolumny 300-watowe można uszkodzić (paląc wysokotonowy) również przesterowanym wzmacniaczem 100-watowym (co ku wielkiemu zdziwieniu zdarza się wcale nierzadko). A co ze wzmacniaczami lampowymi, zdobędą Makalu czy wyzioną ducha?
Można próbować, jednak mimo pewnych cech konstrukcyjnych, które sugerowałyby wysoką efektywność, nie są to kolumny stworzone pod kątem kapryśnych wzmacniaczy lampowych, i problem nie leży tylko, a nawet nie przede wszystkim, ani w ich niskiej mocy, ani w umiarkowanej (ale wcale nie bardzo niskiej) czułości Makalu, która wynosi 88 dB.
Dodatkowa przeszkoda (nie twierdzę jednak, że nie do przejścia przez żaden wzmacniacz lampowy, ale potrzebne będą "specjalne") to charakterystyka impedancji, po pierwsze, z 3-omowym minimum (producent podaje wartość 3,5 Ω), a po drugie, a nawet przede wszystkim – silnie pofalowana, z bardzo wysokimi szczytami; ten przy 15 Hz w praktyce nie będzie miał konsekwencji, bo leży już poza pasmem akustycznym i tam materiał muzyczny się nie zapuszcza, a ten przy 3,3 kHz (sięga ponad 50 Ω), mimo związanych z nim dużych kątów fazowych, również nie musi "zmęczyć" wzmacniacza, bo w tym zakresie zapotrzebowanie na moc też nie jest już tak duże (jak w zakresie nisko-średniotonowym), jednak ze wzmacniaczami o niskim współczynniku tłumienia będzie tworzył zupełnie inny dzielnik napięcia niż niższa impedancja w innych zakresach, co spowoduje zmianę charakterystyki częstotliwościowej JBL tradycyjnie szykuje swoje kolumny pod kątem współpracy ze wzmacniaczami tranzystorowymi, jednak nic by nie zaszkodziło, gdyby wyposażył je w opcjonalnie załączaną linearyzację impedancji, co nie kosztowałoby dużo, a zwiększałoby uniwersalność.
Swoją drogą należą się JBL-owi podziękowania za to, że rzetelnie informuje o 4-omowej impedancji znamionowej i 88 dB czułości. Dodatkowo podawana jest wartość maksymalnego ciśnienia – 113 dB, co zgadza się z szacunkami na podstawie czułości i mocy.
Pasmo przenoszenia jest podawane przy spadkach -6 dB i -10 dB; w pierwszym przypadku ma sięgać od 23 Hz do 33 kHz, w drugim – od 20 Hz do 34 kHz. Różnice nie są więc duże, co wskazuje, że spadki na skrajach pasma mają być bardzo strome. O ile nie wypowiemy się na temat górnej granicy, bowiem nasz pomiar kończy się przy 20 kHz, o tyle stwierdzamy, iż dolna granica leży wyżej (niż w firmowej specyfikacji); względem średniego poziomu -6 dB wyznaczamy przy 28 Hz, a -10 dB – przy 24 Hz. To i tak wyśmienite rezultaty, skorelowane z wrażeniami odsłuchowymi.
Dla porządku dodajmy, że oś główną ustawiliśmy na wysokości 95 cm – na osi przetwornika tubowego. Gdyby nie lokalne osłabienie przy 800 Hz, charakterystyka mieściłaby się w ścieżce +/-3 dB, nawet z wysokotonowymi rezonansami (powyżej 6 kHz) i górką basu przy 50–70 Hz.
I nie tylko charakterystyka z osi głównej – takie samo kryterium spełniają wszystkie pozostałe, z wyjątkiem zdjętej pod największym kątem 30º (poziomie), która opada powyżej 10 kHz. Mimo to rozpraszanie wysokich tonów jest, jak na tak duży falowód, bardzo dobre; technika projektowania tub przebyła lata świetlne od jej początków. Charakterystyka z osi 15º (w poziomie) w zasadzie pokrywa się z pozostałymi.
Charakterystyka nie zmienia się więc znacznie w badanym zakresie kątów, z wyjątkiem okolic 1 kHz, co wiąże się z ustaleniem tam częstotliwości podziału; producent podaje, że wynosi ona 1,1 kHz, nasze pomiary wskazują (nie tylko ten), iż jest nieco niższa. Wyższy poziom w tym zakresie (i niemal wypełnienie dołka przy 800 Hz) uzyskujemy na osi -7º (musielibyśmy usiąść bardzo nisko).
Maskownica nie czyni żadnej szkody, gdyż nie obejmuje głośnika tubowego, a więc przetwarzania powyżej ok. 1 kHz, gdzie zwykle widać jej wpływ. Na rys. 3. pokazujemy wyniki pomiaru sekcji niskotonowej (krzywa czarna – suma promieniowania głośnika i bas- -refleksu) i głośnika średniotonowego (zielona).
Charakterystyki przecinają się przy ok. 220 Hz (również tutaj niżej niż wg danych producenta – 285 Hz), integracja fazowa nie jest idealna, charakterystyka wypadkowa (kalkulowana przez system pomiarowy z uwzględnieniem charakterystyk fazowych – czerwona) biegnie ponad przecięciem, ale nie 6 dB, a tylko 3 dB, zaś powyżej 300 Hz leży nawet nieco poniżej charakterystyki średniotonowego.
To jednak trochę teoretyczna sytuacja obliczona z charakterystyk zmierzonych w polu bliskim, natomiast odbicia od podłogi (na drodze fali do słuchacza siedzącego kilka metrów przed kolumnami) mają duży wpływ na sytuację w miejscu odsłuchowym.
Charakterystyka średniotonowego opada stromo powyżej 700 Hz, co tłumaczy, dlaczego przy 800 Hz mamy osłabienie na charakterystyce wypadkowej (nawet jeżeli wysokotonowy sięga trochę niżej, niżby musiał przy częstotliwości podziału wyznaczonej przy 1,1 kHz). Charakterystyka czerwona, po korekcie baffle-step, jest użyta na rys. 1. poniżej 500 Hz. Rys. 4. przedstawia analizę pracy samej sekcji niskotonowej. Widzimy tutaj charakterystykę głośnika (zielona), bas-refleksu (niebieska) i wypadkową (czarna – ta sama co na rys. 3.).
Wyraźne odciążenie na charakterystyce głośnika przy 31 Hz wskazuje na częstotliwość rezonansową obudowy, charakterystyka otworu ma tutaj dość łagodny szczyt, rozciągający się do 50 Hz, gdzie efektywnie dodaje się do dużego już ciśnienia z głośnika, stąd charakterystyka wypadkowa ma najwyższy poziom w zakresie 45–70 Hz. Na prawym zboczu charakterystyki z otworu nie ma wyraźnych rezonansów, tylko śladowy przy 180 Hz. Klasycznie zestrojony bas-refleks z mocnym głośnikiem i odpowiednią objętością obudowy.