AUDIOENGINE
D3

Z firmą Audioengine spotykamy się na łamach AUDIO po raz pierwszy. Producent oferuje m.in. kilka przetworników cyfrowo-analogowych, wśród których D3 jest modelem najtańszym.

Nasza ocena
Wykonanie
Dość duża i ciężka (jak na "USB Stick") metalowa obudowa, nie najnowszy już interfejs wejścia USB, dobry przetwornik C/A, analogowy układ regulacji wzmocnienia.
Funkcjonalność
Przyjmuje tylko sygnały PCM 24/96, pojedyncze wyjście 3,5 mm "napędzi" słuchawki o dowolnej impedancji, może również służyć jako wyjście liniowe (2 V). W zestawie tekstylne etui i przejściówka na standard 6,3 mm.
Brzmienie
Mocne, wyraziste, bezpośrednie, nie unika ani ostrości, ani potęgi; o ile zabrakło trochę subtelności, o tyle byłaby ona przeszkodą dla osiągniętej energetyczności.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

Przetwornik C/A Audioengine D3 mieści się w znanej już koncepcji "patyka USB" (USB Stick), co oznacza, że niewielka obudowa jest zintegrowana z wtyczką USB i należy ją delikatnie wsunąć do odpowiedniego portu w komputerze; podobnie jak popularny pendrajw. Model D3 jest dość ciężki i całkiem spory jak na produkt w tej formule. Obudowę wykonano z metalu, skręcając dwie połówki. D3 wygląda solidnie i chyba przetrwa różne "przygody", nawet upadki. W zestawie nie ma typowej dla takich produktów osłonki – skuwki chroniącej złącze USB, gdy urządzenie nie jest używane; za to otrzymujemy włochate etui.

D3 ma jedno wyjście analogowe, co dość oczywiste w urządzeniu tego typu. Do gniazdka o średnicy 3,5 mm, zgodnie z informacjami producenta, można podłączyć słuchawki o właściwie dowolnej impedancji, skoro jej zakres rozciąga się od 12 Ω aż po astronomicznie wysokie 10 kΩ. W zestawie jest też przejściówka z 3,5 mm na 6,3 mm (duży jack), mająca formę krótkiego, ale grubego kabla.

O wszechstronności Audioengine D3 świadczy również maksymalne napięcie wyjściowe 2 V, dzięki czemu bez trudu podłączymy przetwornik do wzmacniacza, amplitunera lub np. kolumn aktywnych.

D3 sygnalizuje podłączenie do źródła miniaturową, białą diodą oraz wyraźnym stuknięciem wewnętrznego przekaźnika. Jest jeszcze druga dioda, która świeci się na niebiesko, gdy częstotliwość próbkowania sygnału cyfrowego jest wyższa od 88,2 kHz.

Przetwornik ma pojedyncze 3,5-mm wyjście, w komplecie jest krótki przewód - przejściówka na 6,3-mm gniazdo.

Przetwornik ma pojedyncze 3,5-mm wyjście, w komplecie jest krótki przewód - przejściówka na 6,3-mm gniazdo.

Producent deklaruje, że D3 przyjmie każdy sygnał PCM o rozdzielczości 24 bitów i częstotliwości próbkowania 192 kHz, jednak na dalszych stronach instrukcji przeczytamy, że konwersja C/A odbywa się z maksymalną częstotliwością próbkowania 96 kHz - i tak jest w rzeczywistości. W celu łatwej instalacji w każdym środowisku i z każdym komputerem, D3 pracuje w standardzie USB 1.1, akceptując sygnał 24/96; w przypadku materiału 24/192 to komputer (oprogramowanie odtwarzacza) podda je stosownej obróbce, wysyłając do D3 już akceptowalne 24/96.

D3 nie wymaga instalowania dodatkowych sterowników. Producent nie wspomina o możliwości podłączenia przetwornika do urządzeń mobilnych; nie jest to tak łatwe jak u konkurentów, ale może się udać, o ile zastosujemy tzw. rozdzielacz (Hub) USB, wpięty pomiędzy D3 a np. smartfon.

Wejście (cyfrowe) w Audioengine D3 sprzężono z układem Texas Instruments TI1020 – to scalak już nie najnowszy, a jego główne ograniczenie wynika właśnie z pracy w standardzie USB 1.1, co przekłada się na parametry 24/96. Przetwornik cyfrowo-analogowy pochodzi z firmy AKM - jest to układ AK4396, także już nie najświeższy, jednak jego kompetencje okazują się być znacznie większe - poradziłby sobie nie tylko z sygnałami PCM 24/192 (i może stąd informacja o takich parametrach), ale także z danymi DSD (których jednak D3 jako urządzenie nie obsługuje). Atutem tego układu jest wysoka dynamika (120 dB).

Sygnały analogowe przygotowuje układ LME49726 Texas Instruments - to wysokiej klasy wzmacniacz operacyjny, zapewniający deklarowane przez firmę Audioengine napięcie wyjściowe 2 V. W sekcji analogowej kryje się jedna z ciekawostek D3, a mianowicie regulacja głośności. Jak przekonuje producent: chociaż sygnały sterujące są cyfrowe (pochodzą z komputera i stosownego oprogramowania), to już sama regulacja (tłumienie sygnału) odbywa się w układach analogowych.

Złącze USB nie jest chronione przez osłonkę, ale producent dostarcza w komplecie miękkie etui.

Złącze USB nie jest chronione przez osłonkę, ale producent dostarcza w komplecie miękkie etui.

Odsłuch

Audioengine D3 brzmi efektownie, potrafi wygenerować potęgę, jeszcze częściej błysnąć, a czasami zaiskrzyć, gra z energią i emocjami. Jest entuzjazm, chwilami niemal radość - to oczywiście skojarzenia, bardzo umowne, ale chyba każdy się z nimi zgodzi - muzyka jakby nabierała rumieńców, soczystości, unikając suchości, może pewnym kosztem neutralności, jednak w urządzeniu tej klasy całkowicie usprawiedliwionym, a nawet uzasadnionym. Więcej jest w tym efekciarstwa niż nudziarstwa, brzmienie na początku zaskakuje, potem absorbuje, po jakimś czasie staje się już przewidywalne, jednak do końca nie męczy.

Z jednej strony masywność, a z drugiej - świeżość mają pewien związek z wyeksponowaniem skrajów pasma. Chociaż trudno stwierdzić, że średnica jest cofnięta, skoro wokale potrafią być bliskie i żywe, to jednak obszerny, zamaszysty bas zwraca uwagę częściej niż zwykle; czy częściej niż powinien? Daje brzmieniu dodatkową siłę, chociaż nie służy ona podkręcaniu tempa. Muzyka trzyma rytm, ale specjalną atrakcją jest swoboda i rozciągnięcie. Wysokie tony, dobrze doświetlone, bywają nieco szorstkie lub metaliczne. Zawsze "dużo się dzieje". Nawet gdy nie są to dźwięki najprzyjemniejsze, to pokazują charakter nagrania.

Taki spontaniczny przekaz nie wspina się na wyżyny precyzji i wyrafinowania - Audioengine D3 woli "przywalić", niż cyzelować szczegóły. Mimo to (a może dlatego) dobrze współpracuje z różnymi typami słuchawek, sprawdza się też jako źródło liniowe, może grać bardzo głośno, utrzymując swój charakter. Na tle iDSD LE nie jest to specjalne osiągnięcie, ale przecież D3 jest urządzeniem malutkim. Wydobywa się z niego tyle mocy, że można by nią obdzielić parę innych mikro-DAC-ów.

Na górze widać dwa wskaźniki: biała dioda to kontrolka zasilania; niebieska sygnalizuje obecność sygnałów cyfrowych o częstotliwości próbkowania 88,2 kHz lub wyższej.

Na górze widać dwa wskaźniki: biała dioda to kontrolka zasilania; niebieska sygnalizuje obecność sygnałów cyfrowych o częstotliwości próbkowania 88,2 kHz lub wyższej.

Radosław Łabanowski

AUDIOENGINE testy
CTA408
COPLAND
CTA408
Wzmacniacze stereo

Nawet najsłynniejszym i największym firmom sukces nie jest dany raz na zawsze. Pojawiają się, trwają, a potem (nie)spodziewanie znikają. Historia Coplanda jest wyboista, usłana wzlotami i... W latach 80. Copland wyrósł na autorytet w dziedzinie wzmacniaczy, sławę przyniosły mu modele CTA401 oraz CTA501. W latach 90. rozbudowano ofertę, również o odtwarzacze CD. Dzisiaj jest ona ponownie skupiona na wzmacniaczach (jedyny wyjątek to przetwornik cyfrowo-analogowy DAC215); mamy do wyboru dzielony CTA305/CTA506 oraz zintegrowane CTA405 (dostępny w dwóch odmianach) i CTA408 - najnowszy w ofercie.

E-480
ACCUPHASE
E-480
Wzmacniacze stereo

Accuphase w zasadzie nie wywołuje wśród audiofilów kontrowersji. Wszyscy tę markę znają i szanują, chyba każdy chciałby mieć jakiegoś "Accu", ale na takie "szczęście" potrzeba więcej kasy. Firma zasłużyła sobie na taką reputację 40-letnią historią, konsekwentnie wysoką jakością dźwięku, będącą pochodną technicznej solidności, staranności i fachowości projektantów, co z perspektywy naszych testów widać też w pomiarach laboratoryjnych. Każdy może słyszeć "po swojemu", ale obiektywne parametry zaświadczają, że pochwały dla brzmienia nie są w tym przypadku ani trochę naciągane.

SV-200
VINCENT
SV-200
Wzmacniacze stereo

Wzmacniacze w formatach charakterystycznych dla kompletnych miniwież widzimy ostatnio coraz częściej. Vincent SV-200 wchodzi w ten nowoczesny nurt z rozwagą i elementami konserwatywnymi. Kompaktowa obudowa z jednej strony, z drugiej – klasyczny układ obudowany ostrożnie kilkoma dodatkami. Wyłania się z tego bardzo atrakcyjny produkt, bowiem SV-200 ma w zanadrzu jeszcze co najmniej jedną gorącą niespodziankę. Aby zachęcić i podkreślić audiofilskie ambicje, Vincent proponuje znany u siebie klimat – lampy, a dokładnie konstrukcję hybrydową. W każdym takim przypadku Vincent eksponuje lampy przysunięte do przedniej ścianki i widoczne przez okrągłe okno, a na dodatek dodatkowo podświetlone.

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu