COLDPLAY

Ghost Stories

Ghost Stories

Wykonanie

Nagranie

Coldplay to jeden z nielicznych zespołów łączących słuchaczy z kompletnie róznych światów. To formacja, której międzynarodowy sukces i wejście do panteonu największych rockowych formacji jest w pełni uzasadnione. Kwestią sporną pozostaje jedynie pierwiastek muzycznego geniuszu Chrisa Martina i towarzyszących mu muzyków, gdyż - niestety - grupa zalicza właśnie największą wpadkę w swojej niemal dwudziestoletniej karierze.

Zastanawiam się, czy efekt prac nad swoim szóstym studyjnym dziełem to rezultat fascynacji EDM w każdej możliwej odsłonie, czy może wpływ producentów takich jak Timbaland czy Avicii, którzy odcisnęli na płycie widoczne piętno. Na moje nieszczęście, nigdy nie dowiem się, czym kierowali się Anglicy w czasie pobytu w studio, ale wiem, że tak jak w pewnym momencie Linkin Park zapomnieli, do czego służy gitara i prawdziwa perkusja. "Ghost Stories" jest albumem praktycznie pozbawionym tego co najistotniejsze, a czego już brakowało na mocno krytykowanym "Mylo Xyloto" - czyli riffów.

Nie chodzi o to, aby nagle panowie przypomnieli sobie, że przester się przydaje, bo - jak wiadomo - produkcja płyt Coldplay i brzmienie uzyskiwane w studio było jest i będzie mocno polerowane, ale ktoś mógłby im szepnąć do ucha co trzeba. Dziewięć premierowych kompozycji szybko stanie się doskonałym materiałem na wszelkiej maści remixy (kilka już znamy, od deep house przez electro), i to by było tyle.

Szósty studyjny krążek Coldplay to wypadek przy pracy - smętny, nostalgiczny na siłę skrojony materiał, który nijak nadaje się do prezencji na żywo. Zastanawiam się, co panowie po premierze będą mówić w wywiadach. Może okaże się, że "Ghost Stories" to "szczery" i "intymny" opus, którym chcieli otworzyć sobie wrota do nowego audytorium, a może nawet eksperyment.

Jakiejkolwiek odpowiedzi by Coldplay nie udzielili, ja w to nie wierzę. Zaznaczam, że mimo wszystko "Ghost Stories" może się podobać. Premierowa dziewiątka jawi się jako leniwy, senny i, choć nie wynika to z akapity wyżej, relaksujący, melodyjny soundtrack po ciężkim dniu. Kompletnie niewymagające dźwięki prokurowane przez Brytyjczyków powinny przypaść do gustu... absolutnie wszystkim.

Czterdzieści minut spędzonych z tym albumem dowodzi uniwersalności tych kompozycji, ale z drugiej strony za mało tutaj Coldplay w Coldplay. Nie chcę być malkontentem i tylko narzekać, gdyż jak zawsze atutem krążka jest sam Martin, który mieści się w ścisłej czołówce moich ulubionych wokalistów, ale nowa propozycja Coldplay niekoniecznie zasługuje na uwagę. Wielka szkoda.

Grzegorz "Chain" Pindor
Parlophone

GATUNKI MUZYKI
Live Sound & Installation kwiecień - maj 2020

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta październik 2020

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista lipiec - sierpień 2020

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio październik 2020

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio październik 2020

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu