Live In Chicago

KING CRIMSON
Live In Chicago

Rock progresywny

  • Wykonanie
  • Nagranie

Robert Fripp, lider grupy King Crimson, obchodził niedawno pięćdziesięciolecie profesjonalnej działalności muzycznej. W tym roku minie równo pół wieku od wydania pierwszego albumu grupy, który wywołał jedną z najważniejszych rewolucji w świecie rocka. Można się spierać, czy wszystkie lansowane potem pomysły artystyczne formacji wybiegały w przyszłość gatunku, ale jest pewnym, że miała ona zawsze coś ważnego, o ile nie epokowego, do powiedzenia. Popularność King Crimson jest znacznie skromniejsza niż wielu rockowych gigantów, natomiast fan tej grupy oczarowany raz, wpadał w stan uzależnienia do końca… , którego to końca ciągle nie widać.

Robert Fripp niezmordowanie zawiązuje jak i rozwiązuje kolejne wcielenia popularnego Crimsona, pozostając właściwie jego jedynym niezmiennym elementem. Nie powinno więc dziwić, że zbliżając się do "złotych godów" istnienia grupy, lider powołał do życia aż oktet: Mel Collins - saksofony/flet, Fripp - gitara/klawiatury, Gavin Harrison - perkusja, Jakko Jakszyk - śpiew/ gitara, Tony Levin - gitara basowa/stick/śpiew drugoplanowy, Pat Mastelotto - perkusja, Bill Riefl in - klawiatury i Jeremy Stacey - perkusja/ klawiatury. Większość wymienionych brała już udział we wcześniejszych projektach formacji.

Silny skład zaowocował potęgą brzmienia, jakiej nie zaznaliśmy wcześniej. Jak się okazało, trzech perkusistów nie wchodziło sobie w paradę, a uformowało komplementarny kolektyw. W tak bogatym składzie instrumentalnym Crimson dał pół roku temu kilka gorąco oklaskiwanych koncertów w Polsce i kto z fanów nie miał okazji być na jednym z nich, powinien koniecznie zaznajomić się z materiałem niniejszego albumu, bowiem jego program był bardzo podobny do wspomnianych występów.

Zarejestrowany na dwóch kompaktach dwu- i półgodzinny koncert był jedynym w amerykańskiej trasie zespołu i miał miejsce 28 czerwca 2017 r. w zabytkowym audytorium Chicago Theatre, mieszczącym 3,6 tysiąca fanów. Utwory o charakterze balladowym udało się zarejestrować na bardzo dobrym poziomie technicznym. Gdy w partiach rytmicznych dochodziło do głosu trzech perkusistów, można odnotować pewną utratę klarowności, ale większość pikantnych szczegółów gry nie uległa zatarciu. W bogatym programie występu znalazły się oczywiście przebojowe: "21st Century Schizoid Man", "Easy Money" czy "Starless".

Przypomniano zaskakująco dużo utworów z dawnych albumów "Lizard" i "Islands", które wcześniej bardzo rzadko były wykonywane na koncertach. Czy chodziło tu o zwrócenie uwagi słuchaczy na najbardziej wyrafinowany repertuar w dorobku grupy, czy lider i aktualnie grający muzycy postanowili sprawdzić się w najbardziej ambitnych kompozycjach? Tak czy inaczej, właściwie każdy utwór wypadł fenomenalnie.

Mocno rozbudowany w oryginale "The Lizard Suite" został tu przedstawiony z porażającą dramaturgią, oddającą zarówno bitewny zgiełk, jak i pobitewny lament księcia. Muzycy King Crimson potrafili też zabłysnąć subtelnością w melancholijnych kompozycjach "Islands" i "The Letters". Wydawało się, że te nastrojowe utwory kompletnie nie nadawały się do wykonania na żywo, a jednak wypadły fenomenalnie, gdy zabrali się za to prawdziwi mistrzowie . Najprawdopodobniej decydujący głos w sprawach aranżacji miał Fripp, choć odnosi się wrażenie, że pozostali muzycy wnieśli swój istotny wkład.

W porównaniu z oryginałami materiał został przearanżowany w niewielkim stopniu - raz skrócony, raz wydłużony. Utwory z mocnym uderzeniem poprzedzielano bardziej stonowanymi, a niektóre miniaturk,i jak "Interlude", emanowały czystym pięknem. Jeśli przyszłoby wybrać najbardziej kunsztowną interpretację koncertu, to był to z pewnością utwór "Starless" z mistrzowsko oddanym dramatem kosmicznej zagłady, będącym w kontraście do elegijnej celebry wokalnej we wstępie.

W wielu kompozycjach zachowano wszelkie subtelności unikalnego brzmienia mellotronu; jest tych partii może nawet więcej niż gitarowych. Niesłychanie ważną rolę odegrał Collins, który wiernie odtworzył oryginalne fragmenty ze studyjnych płyt i zaserwował rozbudowane bloki zmyślnych improwizacji na saksofonach. Momenty grozy zapewniała istna nawała perkusyjna, zawsze jednak klarowna i perfekcyjnie zdyscyplinowana, jak w introdukcji do utworu "Indiscipline". Dzielnie bronił się główny wokalista Jakszyk. Nie posiada on co prawda w głosie tej romantycznej głębi, jaką dysponowali już nieżyjący Greg Lake i John Wetton, ale w takim "Easy Money" udało się Jakszykowi niezwykle przekonywająco oddać najistotniejsze aspekty tekstu, a pełna pasji wokaliza w majstersztyku "The Letters" nie ustępuje wersji studyjnej. Wspaniale, że w fi nale koncertu, w hołdzie Davidowi Bowiemu, wykonano jego przebój "Heroes", w którego studyjnym nagraniu wziął kiedyś udział Fripp.

Cezary Gumiński
KING CRIMSON (wydawca)

Audio - luty 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Zgodnie z zapowiedzią - druga część cyklu testów zespołów głośnikowych, a w niej pięć kolumn wolnostojących w zakresie 3600-3900 zł (za parę), konstrukcje jeszcze względnie niedrogie, a brzmienia - czasami już niezwykłe. Dla miłośników analogu test najlepszego ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj