W ślad za tym następuje też polaryzacja opinii wśród audiofilów, i niewielu jest takich, którzy mają uszy otwarte i na jedną, i na drugą opcję. Ale poza obozami trzymającymi się swoich jednoznacznych wyborów, są jeszcze takie, choć najmniej liczne, jak Balanced Audio Technology, które oferują konstrukcje zbudowane w obydwu technologiach.
W przypadku BAT-a z jednym zastrzeżeniem- czy tranzystorowy, czy lampowy, wzmacniacz z definicji musi być mocny.
Przedwzmacniacz BAT VK-52SE
To jeden z najbardziej zaawansowanych przedwzmacniaczy jakie widziałem. Podobnie rozbudowane możliwości sterowania i ustawień spotkać można w preampach Mark Levinsona, ale tu mamy przecież lampy w roli głównej!
Najwyraźniej dobrze zaprojektowane cyfrowe obwody sterowania (w tym 16-bitowe procesory) można połączyć z tradycyjną technologią. Wzięto więc pod uwagę i brzmienie, i wygodę użytkownika. W tym przypadku nie musimy, patrząc na pięknie żarzące się siatki, wstawać z fotela by zrobić trochę głośniej lub ciszej, bo ortodoksyjny producent nie uznaje zdalnego sterowania.
W zasadzie trudno poznać, że BAT VK-52SE to przedwzmacniacz lampowy. Nowoczesna, duża obudowa, czytelny wyświetlacz, pilot- 'na oko' stawiałbym na integrę, a już na pewno na konstrukcję tranzystorową.
Włączanie przedwzmacniacza, jak przystało na topowy Hi-End, jest jednak małą ceremonią. Po 'pstryknięciu' włącznika miga dioda oznaczająca zasilanie oraz symbol głośności na wyświetlaczu, co oznacza rozgrzewanie urządzenia.
Stan ten utrzymuje się przez około minutę, po czym na wyświetlaczu pojawia się aktualny poziom wzmocnienia, a ze środka dochodzi głośny stuk przekaźników - urządzenie jest wreszcie gotowe do pracy.
Regulacja głośności odbywa się pokrętłem umieszczonym z prawej strony, obok są jeszcze dwa przyciski - szybkiego wyciszenia i trybu monofonicznego.
W centrum widać przede wszystkim duży wyświetlacz, dzięki któremu dowiemy się nie tylko, jak jest ustawione wzmocnienie, ale również jakie wybraliśmy wejście, a nawet przebrniemy przez dość skomplikowane (jak na przedwzmacniacz stereofoniczny) menu. Pod wyświetlaczem znalazło się pięć przycisków wyboru wejść.
Z lewej strony frontu, oprócz wyłącznika sieciowego i odbiornika sygnałów podczerwieni, mamy jeszcze dwa przyciski - przełącznika fazy oraz menu.
Dla każdego z wejść można np. ustalić indywidualną nazwę, działanie w przeciwfazie, tryb monofoniczny, zdefiniować stałe wzmocnienie (przydatne, gdy chcemy aby preamp stał się przezroczysty np. dla procesora surround). Niezależne od wybranego źródła funkcje to regulacja balansu czy zmiana sposobu regulacji i wskazań głośności.
Największą niespodziankę przynosi tylna ścianka urządzenia. Wiedziałem, że BAT VK-52SE jest przedwzmacniaczem zbalansowanym, ale nie spodziewałem się, że z tyłu nie będzie ani jednego wejścia RCA. Producent potraktował sprawę bezkompromisowo.
Wszystkich pięć wejść zrealizowano na XLR-ach, podobnie jak dwa wyjścia (o regulowanym poziomie) i jedno o stałym poziomie... do czego? Oczywiście dla rejestratora, i też na XLR-ach! Trzeba będzie sięgnąć po firmową przejściówkę XLR-RCA.
Pilot jest ładny, w całości metalowy, umożliwia regulację wszystkich funkcji przedwzmacniacza, dodając do arsenału opcji z przedniego panelu przycisk fade, którym w sposób szybki, ale płynny wyciszymy, a następnie przywrócimy wcześniejszy poziom wzmocnienia.
We wnętrzu, równolegle do przedniej ścianki, zamontowano płytkę z logiką sterowania, algorytmy przygotowano w wymiennej kości pamięci. Z przodu posadowiono (nietypowo, bo pionowo) transformatory toroidalne, niezależne dla obydwu kanałów, a pomiędzy nimi znalazła się bateria olejowych kondensatorów filtrujących.
Na dolnej płytce znalazło się miejsce dla właściwych elementów wzmacniających, czyli czterech (na kanał) lamp Sovteka 6H30 - takich samych, jakie pracują w końcówce. Za selekcję wejść odpowiadają hermetyczne przekaźniki, co jest najlepszym rozwiązaniem. Regulacją głośności steruje centralny procesor, który wydaje rozkazy scalonym przełącznikom Vishay, a za ich pośrednictwem precyzyjnym rezystorom.
Uzyskano w ten sposób ponad 200 kroków regulacji, wykalibrowanych co 0,5dB. BAT chwali się tym rozwiązaniem, utrzymując, że w każdej chwili w ścieżce sygnału znajduje się tylko pojedynczy element (rezystor), co wymusiło większą komplikację układową, ale przełożyło się ponoć na znacznie lepsze rezultaty.
Końcówka mocy BAT VK-150SE
Filozofia firmy BAT nie odrzuca ani tranzystorów, ani lamp. Wskazywane są, bardzo racjonalnie, zarówno zalety jak i wady obydwu technologii. Ale w amplifikacji lampowej BAT-a nie ma miejsca dla chuderlaków z pojedynczym stopniem wzmocnienia i mocą kilku watów.
Nawet najtańsza końcówka o symbolu VK-55 ma 55W mocy (55W w przypadku lampy lamy to już coś!), a najdroższe monobloki, czyli właśnie nasze VK-150SE - aż 150W.
Podział wśród lampowych końcówek BAT-a (wzmacniaczy zintegrowanych nie znajdziemy) przebiega w dwóch płaszczyznach. Pierwsza to stereo i mono, mamy więc dwukanałowe VK 55 i VK-75, oraz jednokanałowe VK-150.
Druga dotyczy wersji urządzeń, podstawowej lub specjalnej (SE - Special Edition), która ma jednak tyle usprawnień (zasilanie, inaczej skonfigurowane stopnie wzmocnienia), że naprawdę są to różne urządzenia.
Podobieństwa widać raczej między monoblokami a wersjami stereo, które mogą zresztą być konwertowane do mono. Scenariusz, w którym klient kupuje wzmacniacz stereofoniczny, a po jakimś czasie zmienia go w mono, oczywiście dokupując drugi egzemplarz, jest wszystkim na rękę. Droga upgrade'u, choć już bardziej skomplikowana, może przebiegać także na linii model bazowy - SE.
Nieświadom jeszcze tych opcji, byłem mocno skonfundowany, gdy wyjąłem z olbrzymiego kartonu końcówkę mocy, która miała być monoblokiem, a na tylnej ściance pokazywała dwie pary wyjść i komplet wejść - osobno dla kanałów L i R.
Modele stereo i mono mają identyczne obudowy, wraz z takimi detalami jak ścianka tylna i jej wyposażenie. Podwójne terminale głośnikowe służą w monoblokach do realizacji bi-wiringu, a wśród wejść można wybierać jedno dowolne - działają jednocześnie.
Występują jedynie pod postacią XLR - nazwa Balanced Audio Technology zobowiązuje. Wprawdzie producent dopuszcza konfigurację z przedwzmacniaczami niezbalansowanymi, ale w tym celu należy kupić specjalne adaptery XLR-RCA.
Wyjście na jeden zespół głośnikowy zbudowano z dwóch podwójnych zacisków, mamy więc w sumie aż cztery trzpienie, których obecność wyjaśnia konstrukcja transformatorów wyjściowych. Zaprojektowano je z trzema niezależnymi odczepami dla impedancji oznaczonych fabrycznie jako High (6-8 omów), Mid (4-6 omów) oraz Low (3-4 omów).
Ale producenci kolumn często podają nieprawdziwe dane dotyczące impedancji znamionowej (zawyżają ją, a z jakich powodów, to już inny temat), więc może się zdarzyć, że kolumny teoretycznie znamionowo 8-omowe lepiej zagrają podłączone do zacisków Mid, a nawet Low.
Umieszczony z tyłu spory przełącznik hebelkowy służy do włączania końcówki, obok niego umieszczono gniazdo sieciowe oraz zwłoczny bezpiecznik. Tuż przy tylnej ściance umieszczono duży uchwyt, który oczywiście ułatwia przenoszenie ważącego ponad 40kg kolosa, ale też ładnie dopełnia bryłę wzmacniacza.
Konstrukcja mechaniczna jest bardzo solidna, co na pewno ma związek z masą elementów na niej zamocowanych.
Z przodu znalazło się tylko ozdobne logo wraz z niebieską diodą informującą o stanie pracy. Nie były potrzebne dodatkowe elementy, urodę i charakter BAT VK-150SE określa to, czym wszystkie dorodne lampowce stoją, a więc konstrukcja z wyeksponowanymi 'na mostku' lampami i transformatorami. BAT może w ten sposób pochwalić się kilkoma stopniami wzmocnienia.
Na początku sygnał trafia do 'superlampy'(tak ją nazywa producent) Sovtek 6H30, po raz pierwszy użytej w referencyjnym (już nieprodukowanym) modelu VK- 50SE. 6H30 działa tu jako trioda, bez sprzężenia zwrotnego, i zasilana jest umieszczoną obok lampą Electro Harmonics 6V6. Dla tego duetu przewidziano niezależną sekcję w zasilaczu.
Nieco dalej umieszczono kolejny stopień wzmacniający złożony z trzech lamp 6SN7, a dopiero za nimi znajduje się tandem dwóch lamp mocy 6C33 (widać więc bieg sygnału, który musi być dostarczony do przedniej części chassis z gniazd wejściowych). To wszystko składa się dopiero na połówkę symetrycznego układu, widoczną po jednej stronie chassis, cały wzmacniacz zawiera więc aż 14 lamp.
Przy każdej z czterech lamp znajduje się bezpiecznik, wyprowadzony długą tuleją obudowy w pobliże dolnej płyty, w której wykonano w tym miejscu otwór. W razie awarii naprawa (wymiana bezpiecznika) będzie szybka i łatwa. VK-150SE posiada firmowy system automatycznie dopasowujący prąd lamp, ma on za zadanie kompensować efekty ich starzenia się bądź nieoptymalnego dopasowania.
Jeśli wszystko działa poprawnie, przez górną pokrywę widać cztery (po jednej dla każdej z lamp mocy) zielone diody. Gdy jedna (lub kilka) zgaśnie, oznacza to uszkodzenie lampy lub zbyt daleko idącą (aby mogła zostać skompensowana) utratę jej parametrów, ewentualnie awarię bezpiecznika.
Odsłuch
Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz słuchając dłużej jakiegoś wzmacniacza, byłem tak zrelaksowany jak po sesji z lampowym BAT. Spotkanie z VK-52SE/VK-150SE działa kojąco - jak najlepszy i najdelikatniejszy masaż. Pozwala się wyciszyć, odprężyć, uspokoić, ale jednocześnie nie wysysa wszystkich sił, wręcz przeciwnie, na samym końcu czujemy się zregenerowani, pełni świeżości i energii.
Czy taki dźwięk jest automatycznie ciepły, miękki i nieco spowolniony? Do pewnego stopnia na pewno tak. Jednak przede wszystkim słuchając tego wzmacniacza zwracamy uwagę na piękną średnicę, jej harmonię, barwy i lekką oleistość, trudno też przeoczyć, jak subtelnie prezentują się gitara akustyczna czy skrzypce.
Do tej pory w zasadzie nie wiem dlaczego, ale gdy już umieściłem jakąś płytę w odtwarzaczu , na ogół z zamiarem wysłuchania jednego kawałka, a tylko przeskoczenia przez pozostałe, zawsze już utwór nr. 1 okazywał się tak wciągający, że odkładałem pilota na bok, pozostając z muzyką aż do ostatniego dźwięku na płycie.
Płynie stąd tylko takie niebezpieczeństwo, iż BAT jest strasznym pożeraczem czasu (prądu też), nie sposób usiąść i posłuchać go tylko przez chwilę.
Chyba najlepiej to brzmienie określić po prostu jako wciągające, nie siląc się na tłumaczenie dlaczego. Trzeba posłuchać, aby tego doświadczyć, nie koniecznie zrozumieć, gdyż znam wiele urządzeń o zbliżonym profilu, które nie dają jednak aż takiej frajdy.
Zostawiając na moment emocje, spróbuję jednak opisać, co je kreuje. Jak już wspomniałem, średnica jest tu bezsprzecznie bardzo ważnym graczem, odzywa się głośno i dobitnie, ale nie narzuca się ani słuchaczowi, ani nie zakrzykuje pozostałych podzakresów.
Barwy są jednocześnie klarowne i pastelowe, czasami trochę oszukują, czarują swoim pięknem. środek zwinnie przechodzi w górę, która chętnie przekazuje odczucie powietrza i atmosferę, w której powstały nagrania.
Ostrzejsze zagrania nie są przekazywane w stu procentach tak dobitnie, jak potrafią to robić tranzystory, z kolei oskarżane z tego tytułu o nadmierną agresywność.
Ale o kleistości czy nawet słodzeniu też nie ma tu mowy - ładne wyważenie pomiędzy charakterem typowej (a więc niedoskonałej) lampy i nawet bardzo dobrego wzmacniacza tranzystorowego nie zmusza do traktowania brzmienia BAT-a w kategoriach egzotyki, a wręcz przeciwnie to styl przekładający się na muzyczną wszechstronność.
Podobnie bas, a może nawet jeszcze lepiej - nie znam innego wzmacniacza lampowego, który tak chętnie i z tak dobrym skutkiem zapędza się aż tak nisko. Dobra robota polega na wyróżnianiu dźwięków z najgroźniejszego nawet kłębowiska, sprawne osadzanie ich w ryzach rytmu.
Nie ma tylko najmocniejszych emocji, które w najlepszych piecach solid-state mają swoje źródło w piekielnej sile basowego konkretu, jego twardym uderzeniu. Tutaj jest więcej kultury, umiaru, ale nie brakuje ani wypełnienia, ani dokładności.
Niezależne odsłuchy przedwzmacniacza i końcówek pokazały, że dawkę łagodności wprowadzają przede wszystkim monobloki. Bardzo chętnie i swobodnie grają najniższym basem, pokazując jednocześnie górę w lekkim podporządkowaniu względem środka.
Przedwzmacniacz zaś, niezależnie od technologii, w jakiej został wykonany, jest najlepszym tego typu urządzeniem, jakie można dziś kupić. Znakomicie zbilansowany (zbalansowany również), oferuje perfekcję i maksymalną przeźroczystość.
Radosław Łabanowski