THELONIOUS MONK Les liaisons Dangereuses 1960

Les liaisons Dangereuses 1960
Wykonanie
Nagranie

Druga połowa lat 50. w kinematografii francuskiej była okresem szczególnym, gdy grupa progresywnych reżyserów zainteresowała się wykorzystaniem fragmentów nowoczesnego jazzu amerykańskiego w ich filmach. Muzyka Milesa Davisa uświetniła film Louisa Malle "Windą na szafot" (1958 r.), a kompozycje Johna Lewisa obraz Rogera Vadima "Nie ma słońca w Wenecji" (1957 r.).

Vadim postanowił kontynuować pomysł i był mocno zainteresowany, aby do jego nowo powstającego filmu "Niebezpieczne związki", czyli "Les liaisons Dangereuses" (1959 r.), muzykę napisał Monk, inny wielki jazzman amerykański. Zawarto odpowiedni kontrakt, ze względów organizacyjnych sesja nagraniowa miała miejsce w Nowym Jorku, ale kompozytor nie widział nawet próbki filmu.

W efekcie nie wykorzystano nagrań, bo Thelonious Monk nie napisał nowego materiału, a jedynie zinterpretował znane wcześniej kompozycje własne. Ilustrację muzyczną do filmu napisał w końcu Duke Jordan, doskonały pianista amerykański. Jednakże kursuje mylna informacja, że muzyka towarzysząca filmowi "Niebezpieczne związki" jest autorstwa Monka.

Materiały ze wspomnianej sesji zespołu Monka, niewykorzystane przecież w filmie, nie ukazały się wtedy na płycie i wydawało się, że zaginęły bez śladu. A jednak… znalazły się one całkiem przypadkowo w archiwum impresaria Marcela Romano, który z ramienia Vadima nadzorował sesję nagraniową Monka w Nowym Jorku. Romano przywiózł wtedy też ze sobą wspaniałego francuskiego saksofonistę Barney Wilena, tak że kwartet Monka rozszerzył się do kwintetu.

Regularnymi członkami zespołu Theloniousa Monka byli wtedy znakomici fachowcy: Charlie Rouse - saksofon tenorowy, Sam Jones - kontrabas i Art Taylor - perkusja. Sesja miała miejsce pod koniec lipca 1959 r. i wszyscy muzycy byli w znakomitej formie, a Monk wprost błyszczał. W studio, co się rzadko zdarza, były obecne Nellie - żona Monka - oraz Pannonica de Koenigswarter - serdeczna przyjaciółka mistrza i jego rodziny.

Podwójnej płycie z niepublikowanymi wcześniej nagraniami towarzyszy 60-stronicowa książeczka pełna wspomnieniowych esejów, szczegółów technicznych, opisu francusko-amerykańskich relacji jazzowych i oryginalnych zdjęć z sesji. Materiał zachował się w całkiem dobrej kondycji, po remasteringu brzmi w pełni dynamicznie i ma model panoramy stereofonicznej realizowanej w tamtych czasach. Zdarzające się momentami lekkie przesterowania nadają materiałowi pewnej patyny i prawdziwości.

Doskonale odzwierciedla dynamizm i zgranie zespołu otwierająca zbiór kompozycja "Rhythm-a-Ning". Okazuje się, że młodziutki Wilen, grający już wcześniej z Amerykanami, nie ustępuje erudycją Rouse’owi. W kontrastowym nastroju utrzymana jest legendarna ballada "Crepuscule with Nellie" dedykowana żonie pianisty. Kiedyś autor zastrzegł, i sam starał się to przestrzegać, aby wykonywać ten utwór grając wyłącznie temat bez improwizacji. Tutaj upajająca melodia rozciąga się przez ponad pięć minut.

Wzrusza nie tylko lekko abstrakcyjna introdukcja na fortepianie, ale i tonizujący duet rozmarzonych saksofonów. Kolejne powtórzenia motywu na fortepianie ocierają się już jednak o improwizację, co nadaje wykonaniu szczególnego charakteru. Następnie pojawił się wykonany solo na fortepianie blues "Six in One", w którym Monk w zwięzłej formie wyłożył wszystkie osobliwości swojej niepowtarzalnej pianistyki i form kompozycji.

Ożywia aurę kroczący dziarsko blues o przedziwnym tytule "Ba-Lue Bolivar Ba-Lues-Are" wykonany zespołowo, by ustąpić miejsca dwóm miniaturkom "Light Blue" i "By and By". Pierwszy utwór ma niezwykle wyrazisty podkład perkusyjny na bębnie, w drugim, o charakterze gospelsowego hymnu, linię melodyczną prowadzi fortepian mistrza, a saksofon w tle łagodnie harmonizuje motyw. Drugi krążek zawiera odmienne wersje utworów z pierwszego kompaktu, utrzymując ten sam nastrój.

Dziwne, dlaczego zrezygnowano na potrzeby filmu z materiałów nagranych przez kwintet Theloniousa Monka, bo nawet dziś brzmią one świeżo. Sprawujący pieczę nad sesją Romano znał przecież dobrze scenariusz i jako doświadczony łącznik między światem muzyki i filmu mógł coś zasugerować, jeżeli uznał, że te propozycje muzyczne nie będą przystawać do obrazu.

Cezary Gumiński
SAM RECORDS

GATUNKI MUZYKI
Live Sound & Installation marzec 2020

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta marzec 2020

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista marzec 2020

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio marzec 2020

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio marzec 2020

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu