Maciej Tubis: Nie jesteśmy modni, mamy styl i charakter

Maciej Tubis
Nie jesteśmy modni, mamy styl i charakter

Maciej Tubis - pianista, kompozytor, o nowej płycie Tubis Trio "Flashback"

Dodano: 19 październik 2018

– Niedawno, po długiej przerwie, ukazał się album Tubis Trio, a już zbliża się premiera kolejnej płyty, kto ją wyda?

– Dokładnie rok temu holenderska wytwórnia Challenge Records wydała nasz album "The Truth", a wydawcą nowego jest fi rma Audio Cave z Krakowa. W dniu premiery 12 października będzie dostępna nie tylko płyta kompaktowa, ale i winyl w wersji czarnej oraz w limitowanej edycji – kolorowej. Jeszcze nie wybraliśmy koloru, ale zapewne będzie bliski tym na okładce.

– Jesteście być może jedynym polskim zespołem jazzowym, który zadebiutował nagraniem dokonanym na koncercie za granicą: 25 września 2008 r. w Luksemburgu. Jak doszło do powstania płyty?

– To był ciąg przypadków i dziwnych wydarzeń, jakie napotyka moja muzyka, wtedy i teraz też. Nasz samolot spóźnił się z powodu mgły i dotarliśmy dopiero na 4 godziny przed występem.

Nie było czasu na próbę z naszym gościem, wiolonczelistą André Mergenthalerem. Mieliśmy szczęście zagrać w słynnej sali imienia Roberta Kriepsa, gdzie występują największe muzyczne sławy. Były tam znakomite warunki akustyczne i manager postanowił, żeby zarejestrować koncert. To nagranie zostało zarejestrowane w stereo, nie było możliwości miksu i dzięki temu doskonale uchwyciło atmosferę koncertu. Muzyka tria powstawała wtedy na żywo i to się do dziś nie zmieniło. Moje kompozycje wykonujemy na żywo, tak jakby właśnie miały swoją premierę.

– Album "Live in Luxemburg" został wysoko oceniony w magazynie "Jazzwise" i właściwie stamtąd przyszła do Polski informacja, że warto się nim zainteresować.

– To była dla mnie szokująca wiadomość, bo renomowany krytyk Stuart Nicholson umieścił ją na piątym miejscu w świecie w podsumowaniu za rok 2009. Pamiętam, jak Paweł Brodowski prowadzący koncert na Festiwalu Pianistów Jazzowych w Kaliszu, powiedział ze sceny, że nasza płyta uzyskała tak wysoką pozycję w rankingu prestiżowego magazynu. Byłem w ciężkim szoku, bo nic wcześniej o tym nie wiedziałem, a wybrałem się do Kalisza, żeby posłuchać koncertów.

– Ten sukces pomógł panu w karierze?

– I tak, i nie, bo zamiast serii koncertów i intensywnej pracy nad nową muzyką, nastąpiła przerwa. Myślałem wtedy, że wszystko będzie się działo samo. Dziś już jestem mądrzejszy i wiem, że nic się samo nie dzieje. Oprócz muzyki potrzebna jest inicjatywa promocyjna. Granie na festiwalach to nie wszystko, trzeba grać w klubach dla tych, którzy na nas czekają.

Czekają już na nowy album, bo rok przerwy to jest dla niektórych zbyt dużo. Dzięki temu, że po wydaniu albumu "The Truth" zagraliśmy trzydzieści trzy koncerty w Polsce, ta płyta najlepiej sprzedawała się u nas, co zaskoczyło holenderskiego wydawcę.

– Zagraliście przed laty znakomity koncert na festiwalu "Komeda w Mazowszu" w Karolinie. Jak ważny jest dla pana Komeda i jego muzyka?

– Krzysztof Komeda jest naszym Milesem Davisem, najważniejszą postacią w polskim jazzie. Był pierwszym pianistą, który przełamał amerykańskie podejście do jazzu, wnosząc klasyczną estetykę. Zarazem wprowadził do Polski jazz nowoczesny. Jego podejście do muzyki jest mi bliskie. Jego kompozycje cechuje ogromna wrażliwość na melodię. Dla mnie ten aspekt kompozycji także jest najważniejszy.

Zauważam wiele zbieżnych cech pomiędzy muzyką Komedy a moją własną. Wtedy w Karolinie wzięliśmy kompozycje Komedy i podzieliliśmy je przez nasz wspólny mianownik, dzięki czemu nadaliśmy jego muzyce nasze charakterystyczne brzmienie. Tak pracujemy do dziś. Właśnie jestem po próbie z moim triem, kiedy przez trzy godziny graliśmy nowy materiał przygotowywany "na zamówienie" i z przyjemnością stwierdziłem, że choć to nie były moje kompozycje, to brzmiały jak te przygotowywane przeze mnie dla Tubis Trio.

– Jest pan wykształcony klasycznie, ale gra jazz, a ostatnio nawet electro pop na płycie "Lunatyk". Jaki jest związek klasyki z tym, co pan tworzy i gra?

– Nie myślę o tym, ale to dobrze, że mam klasyczne przygotowanie. Kończę pisać pracę doktorską na temat wpływu pianistyki klasycznej na estetykę improwizacji na przykładzie m.in. Krzysztofa Komedy. W swojej pracy zauważam ciekawy okres w światowej pianistyce jazzowej: np. Brad Mehldau na swoich solowych płytach w niesamowity sposób łączy dorobek muzyki klasycznej z pianistyką jazzową.

Weźmy choćby cykl elegii czy koncerty na festiwalu w Marciac. Te nagrania mają na mnie duży wpływ. Podobnie jak solowe koncerty i nagrania Yarona Hermana. Słuchając go, uwierzyłem, że jest jeszcze sens grać na fortepianie solo. Nigdy wcześniej żaden jazzman nie czerpał tak wiele z klasyki, jak Brad Mehldau, a przy tym tak sprawnie posługiwał się lewą ręką i harmonią.

Swój styl wprowadził na takie wyżyny artystyczne, że to zadziwia i szokuje. Tak jak niegdyś solowe koncerty Keitha Jarretta, a później jego trio z Peacockiem i DeJohnette`em wywarły wielki wpływ na jazzmanów, tak teraz takim pianistą wyznaczającym kierunek rozwoju jazzu jest Brad Mehldau. Jego pianistyka wywodzi się z tego, co osiągnął Jarrett.

Tak jak u Jarretta, kochamy romantyczność i melodię, a z drugiej strony – przekaz emocjonalny w totalnej improwizacji. To Mehldau potrafi zrobić na swój sposób – jest to genialne połączenie melodyjności i improwizowanej narracji. Dbałość o szczegóły, wykończenie frazy są u niego bardzo klasyczne.

– Jaki tytuł będzie miał nowy album Tubis Trio?

– Tytuł albumu to "Flashback" czyli "Retrospekcja", a tytuły utworów też będą anglojęzyczne. W dobie serwisów streamingowych musimy dbać o zagranicznych odbiorców. Na płycie jest moja najstarsza kompozycja tytułowa "Retrospekcja", która pojawiła się także na naszych dwóch wcześniejszych płytach. Wykonywaliśmy ją na całej trasie koncertowej promującej płytę "The Truth" i był to jeden z najcieplej przyjmowanych utworów. To ballada, ale grana bardzo energetycznie.

Kontrast melodii i rytmu sprawia, że za każdym razem wchodzimy w inny wymiar i to się publiczności podoba. Co ciekawe, to mój najwcześniej skomponowany utwór. Jest jak klamra, która spina moją karierę pianisty. Kolejne utwory układają się w historię jeszcze bardziej radosną niż na poprzedniej płycie "Prawda". Zagraniczni recenzenci porównują nas do tria Go Go Penguin, do e.s.t., ale podkreślają, że mamy własny styl i charakter. I to jest cenne. Gramy tak, jak czujemy, nie staramy się być modni.

Rozmawiał Marek Dusza

Audio - marzec 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Test pięciu podstawkowych "monitorów", chociaż układowo dość prostych (dwudrożnych), został wzbogacony o wyjątkowo rozwinięte opisy konstrukcji i komentarze wyników pomiarów, odnoszące się też do wielu ogólniejszych wątków. Do tego finał testu wspaniałych, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj