Na konkurencyjnym rynku głośnikowym firma Perlisten zdobyła w ciągu kilku lat bardzo mocną pozycję. Filary tego sukcesu to kapitał, kompetencje i koncepcja. Bez pieniędzy trudno dzisiaj rozkręcić jakikolwiek biznes, a bez umiejętności i pomysłu pieniądze te zostaną zmarnowane. Perlisten wiedział, jak złapać byka za rogi, i wie, jak go trzymać.
W tym roku firmie "stuknie" pierwszy okrągły jubileusz – 10 lat, co trochę mnie zdziwiło, bo miałem wrażenie, że kolumny S7t, którymi firma debiutowała na naszych łamach, testowaliśmy wcale nie tak dawno… Druga myśl była banalna: "Jak ten czas leci…".
A jednak nie tym razem – przecież sam wówczas napisałem (o czym zdążyłem zapomnieć…), że chociaż firma została zarejestrowana w 2016 roku, to pierwsze produkty trafiły do sprzedaży 5 lat później. Ale od tego czasu działa już bardzo prężnie, systematycznie rozwija ofertę i dystrybucję, jej produkty pojawiają się zarówno w wielu testach, jak i salonach audio, jest obecna na ważnych imprezach, zdążyła już zdobyć kilka nagród EISA. I w tym roku pewnie zdobędzie następną, a ja już nawet wiem jaką…
Również rok 2025 upłynął pod znakiem ważnych premier. Wprowadzono kolejne subwoofery, w tym najlepszy i niezwykły D8is i całą nową serię zespołów głośnikowych A, która jest teraz intensywnie promowana i szeroko opisywana w testach na całym świecie.
W grudniowym numerze przedstawiliśmy największy jej model – Perlisten A4t, który zarówno konstrukcją, jak i brzmieniem robi ogromne wrażenie. Na jego tle R5t to kolumna skromna i nieśmiała. W dodatku jest w ofercie od wielu lat – to żadna nowość, ale weszła do tego testu "jak po swoje", bo pasowała zarówno ceną, jak też specyfiką konstrukcji, pozostającej w ogólniejszym schemacie "symetrycznie – koncentrycznie", jaki obejmuje wszystkie trzy testowane modele.
Perlisten to jeszcze inny profil niż Amphion czy MoFi. Firma powstała w Ameryce, co prawda nie tylko siłami rodowitych Amerykanów, i nie tylko dla Amerykanów, ale pod silnym wpływem wymagań tamtejszego rynku. Duży nacisk położono więc na kinowe systemy wielokanałowe, wypełniając pewną lukę, jaką można było znaleźć nawet tam – i to jest właśnie pomysł – zadbano bowiem o takie cechy, zarówno zespołów głośnikowych, jak i subwooferów, aby jak najwięcej produktów mogło się pochwalić certyfikatami THX, w tym najwyższym THX Dominus. Ma go również R5t.
Perlisten i seria R
Seria R pojawiła się 4 lata temu, ale nie sądzę, aby niebawem miała zostać wymieniona. Perlisten zbyt poważnie podchodzi do swoich projektów, żeby poddawać się tak łatwo presji rynku; ale może się mylę i jakiś "wynalazek" niebawem udoskonali nawet tak starannie zestrojone konstrukcje…
W każdym razie mamy tutaj do czynienia z profesjonalnym, inżynierskim podejściem do tematu, w którym oczywiście jest czas i miejsce na odsłuchową ocenę projektów, lecz nie odsuwa to na drugi plan pomiarów, koniecznych do osiągnięcia parametrów wymaganych choćby przez THX. To nie tylko strategia marketingowa, lecz wyraz przekonań i kwalifikacji współzałożycieli firmy.
Czytaj również: Czy przetworniki koncentryczne wymagają zwrotnicy do podziału pasma?
Trudno bowiem perfekcyjnie stroić kolumny, wprowadzając tak oryginalne, a zarazem skuteczne rozwiązania, mając tylko "pomysł" – trzeba mieć dużą wiedzę i doświadczenie, a one kształtują sposób myślenia prawdziwych konstruktorów. Perlisten oczywiście cieszy się z recenzji, w których jego kolumny są chwalone audiofilskim żargonem, ale sam barwnych tekstów nie tworzy, trzyma się raczej technicznych faktów.
Seria R została wprowadzona rok po pierwszej serii S, która ustanowiła najwyższy standard Perlistena; konstrukcje R realizują te same ogólne założenia, a nawet wiele szczegółowych rozwiązań, ale za pomocą tańszych komponentów. "Tańszych" nie znaczy jednak, że słabych. Co więcej, niektóre z nich mogą się nam nawet bardziej podobać niż te z serii S, bowiem w grę wchodzą również subiektywne oceny właściwości brzmieniowych różnych materiałów membran.
Przypomnijmy, że w serii S zastosowano kopułki wysokotonowe z kosztownego berylu i TPCD, a w serii R – "zwykłe", tekstylne... które jednak wielu uważa za brzmiące "bezpieczniej". Nisko-średniotonowe w serii S mają membrany z TPCD, a w serii R – z modyfikowanej celulozy, która jest przecież materiałem faworyzowanym przez wielu konstruktorów nawet w najlepszych konstrukcjach (Dali, Sonus faber, Wilson Audio…). Testowaliśmy zarówno S7t, jak i R7t, i na tej podstawie ogłosiłbym remis – S grają bardziej dynamicznie i precyzyjnie, ale R mają ładniejszą barwę i są wolne od wszelkich przerysowań; nie są tak rozdzielcze, ale lepiej znoszą słabsze nagrania. No i są znacznie tańsze...
Czytaj również: Czy maskownica kolumny słyszalnie obniża jakość dźwięku?
Priorytetem w projektowaniu Perlistena jest osiągnięcie zarówno wyrównanych charakterystyk na osi głównej, jak też stabilnego rozpraszania (wymaganego przez certyfikaty THX). Dlatego preferowane są układy symetryczne, w dodatku przygotowane według firmowej recepty.
Dotyczy to w takim samym stopniu serii S, jak i R, tylko w najtańszej serii A zdecydowano się na kompromis (pod tym względem), tam nie ma już trzech głośników wysokotonowych – chyba najoryginalniejszego rozwiązania Perlistena – ale tylko jeden, za to umieszczony w jeszcze większym falowodzie.
Układ głośnikowy
Wróćmy do serii R. Układ symetryczny z trójprzetwornikowym modułem wysokotonowym DPC zastosowano w większości modeli, z wyjątkiem najmniejszych R4 (w trzech wersjach do różnych sposobów montażu), ale i w nich jest DCS – tyle że połączony z jednym 18-cm nisko-średniotonowym.
We wszystkich modelach z "piątką", a jest ich w sumie pięć (wolnostojący R5t, podstawkowy R5m, centralny R5c, ścienny R5i-LR, centralny ścienny R5i-C) jest już pełny układ symetryczny, z parą 18-cm nisko- -średniotonowych i DPC pomiędzy nimi.
Wreszcie w największych "siódemkach" (wolnostojące, centralny, wersje ścienne) został on rozwinięty o dodatkowe 18-cm niskotonowe ustawione na skrajach. Analogiczne konfiguracje i oznaczenia znajdziemy w serii S.
Czytaj również: Dlaczego otwór bas-refleks nie promieniuje w fazie przeciwnej do fazy przedniej strony membrany?
Atutem konstrukcji Perlistena jest też wynikające stąd wyjątkowo bliskie pokrewieństwo konstrukcji w ramach poszczególnych serii. To ważne dla uzyskania spójności i płynności brzmienia w systemach wielokanałowych, o czym wiedzą też w innych firmach, ale aż tak o ten walor nie dbają, np. "przeskakując" z układów dwudrożnych do trójdrożnych, zmieniając średnicę głośników itd.
Abstrahując od pewnych oryginalnych komplikacji w zakresie wysokotonowym, dla jasności tego stwierdzenia można uznać, że wszystkie konstrukcje Perlistena serii S i R są dwudrożne albo dwuipółdrożne, wszystkie mają 18-cm nisko-średniotonowe, co jednocześnie obniża koszty produkcji, projektowania i upodobania brzmienia wszystkich modeli (danej serii).
Wolnostojąca forma R5t to nie tylko walor użytkowy, ale też znacznie większa objętość niż w pozostałych "Piątkach", co oczywiście ma przełożenie na niższą częstotliwość graniczną. Przeprowadzone przez nas pomiary wskazują, że objętość ta jest nawet "nadmiarowa" w stosunku do parametrów zastosowanych głośników, dlatego dwa razy mniejsza objętość, jaka dysponują pozostałe "Piątki", wcale nie musi być za mała.
Teoretycznie można było objętość w obudowie wolnostojącej ograniczyć za pomocą "odcięcia" dolnej części obudowy, jednak na przeszkodzie temu mogło stanąć wyprowadzenie tunelu bas-refleksu przez dolną ściankę, albo po prostu chęć wykorzystania takiej sytuacji do maksymalnego rozciągnięcia charakterystyki (chociaż przy niskiej dobroci opada ona łagodnie, ale dość wcześnie).
Czytaj również: Czy kolumny trzeba ustawiać na kolcach?
Tym bardziej jest to objętość zbyt duża dla opcji zamkniętej (dobroć Qtc poniżej 0,5), w którą Perlisten konsekwentnie wyposaża wszystkie swoje kolumny. Tutaj pojawia się kolejne oryginalne, jednak niewygodne rozwiązanie, bowiem aby obudowę zamknąć, wkładając w tunel walec z gąbki (jest na wyposażeniu), należy odkręcić cały ciężki, stalowy cokół – albo zrobić to, zanim go zainstalujemy, bo kolumny przyjeżdżają z tym fragmentem "do samodzielnego montażu".
Gdy tunel jest otwarty, ciśnienie z niego przechodzi do płytkiej dolnej komory obudowy, otwartej z tyłu i po bokach. Być może w ten sposób stworzono filtr akustyczny, tłumiący pasożytnicze rezonanse obudowy lub tunelu – ale producent nic o specjalnych zaletach tego rozwiązania nie wspomina.
Ponieważ charakterystyka z systemu zamkniętego opada bardzo wcześnie, a wkładanie i wyjmowanie zatyczki jest kłopotliwe, więc również na podstawie prób odsłuchowych naszego testu sugerujemy, aby opcji tej użyć tylko wtedy, gdy kolumny mają pracować w systemie wielokanałowym z subwooferem, co przecież jest poważnie brane pod uwagę w przypadku każdej konstrukcji Perlistena – a subwooferów ma on w bród.
Falowód
Połączenie falowodu z układem symetrycznym mieliśmy już w Argonie 7LX, tutaj dochodzi do tego coś unikalnego. W falowodzie zainstalowano aż trzy przetworniki wysokotonowe. Służy to przede wszystkim kształtowaniu charakterystyk kierunkowych, również poprzez obniżenie częstotliwości podziału (z nisko-średniotonowymi, przy ok. 1,5 kHz), możliwe przy rozłożeniu mocy między trzy wysokotonowe.
Sam falowód wpływa na charakterystyki kierunkowe i zwiększa efektywność, tutaj jest jeszcze wsparcie pary dodatkowych wysokotonowych, które prawdopodobnie są też filtrowane dolnoprzepustowo (w okolicach 10 kHz), aby w zakresie najwyższych częstotliwości, pod niewielkimi kątami poza osią główną, nie wpadać w kolizje fazowe między sobą i z przetwornikiem centralnym.
Cały falowód jest okrągły, ale jego wyprofilowana część jest zorientowana poziomo – tak aby szerzej rozpraszać w tej płaszczyźnie, a jednocześnie zrobić miejsce na "wypłaszczeniu" dla dodatkowych wysokotonowych. To jednak dopiero potencjał akustyczny, który w oczekiwane charakterystyki zamieni się dopiero po bardzo starannym zestrojeniu; o żadnych idealistycznych i minimalistycznych filtrach 1. rzędu nie może być tutaj mowy, zwrotnice Perlistena są skomplikowane, precyzyjnie korygując zarówno charakterystyki częstotliwościowe, jak i fazowe.
Centrum modułu wysokotonowego znajduje się na wysokości ok. 80 cm, a więc niżej niż zwykle głowa, dlatego kolumny są lekko, o kilka stopni pochylone do tyłu. Jednak wcale nie po to, abyśmy znaleźli się na osi głównej samego centralnego głośnika wysokotonowego (bo jego rozpraszanie w zakresie kilku stopni jest bardzo dobre aż do samego skraju pasma), lecz na osi głównej całego układu symetrycznego, gdyż to zapewni zgodność fazową między oddalonymi od siebie skrajnymi wysokotonowymi i nisko-średniotonowymi. Podobnie pochylone są też większe R7t.
Czytaj również: Strojenie bas-refleksu - najpraktyczniejsze elementy teorii albo teoria praktycznych rozwiązań
Perlisten R5t - obudowa
Obudowa w zasadniczej części jest prawie regularnym prostopadłościanem (tylko z dnem ustawionym nieprostopadle dla frontu i tyłu, co powoduje pochylenie), polakierowanym na czarno na wysoki połysk – i jest to jedyna wersja kolorystyczna, której producent przypisuje "nieprzemijającą elegancję", pasującą do większości pomieszczeń. Zgoda, jeżeli wariant może być tylko jeden, to wybór jest trafny, chociaż nie każdego uszczęśliwi.
Front (już półmatowy) jest wyraźnie wyodrębniony, odstaje na 35 mm, wykonano w nim głębokie wyfrezowania – pionowe krawędzie zaokrąglono, pozostawiając bazy odpowiedniej średnicy dla głośników i falowodu. Wygląda to schludnie i nowocześnie, pozostaje w klimacie bardziej technicznym niż artystycznym, ale też bez agresywnej surowości czy stylizacji "retro".
Spokojnie i uniwersalnie. Pewien posmak luksusu (i nie jestem pewien, czy mi się to podoba…) wnoszą nóżki ze złotymi pierścieniami, ale doceniam, że są solidne, tak jak stalowa płyta cokołu. W komplecie nie ma maskownicy, opcjonalnie można dokupić osłony na same głośniki (ale dźwięku nie poprawiają…
Czytaj również: Jakie jest optymalne wytłumienie pomieszczenia odsłuchowego?
Perlisten R5t - odsłuch
Perlisten zajął się kolumnami głośnikowymi w sposób szczególny – z naciskiem na ich uniwersalność muzyczno-kinową, popartą certyfikatami THX i realizowaną za pomocą dość nowatorskich rozwiązań. O tym wiemy już od dawna jak i z opisu konstrukcji R5t, jednak przypomnienie tego również tutaj nie jest tylko "przygrywką" do odsłuchu. Otóż słuchając ich pomyślałem, że mam przed sobą kolejny przykład stawiający pod znakiem zapytania niektóre opinie i uogólnienia.
Na hasło "kolumny do kina domowego" wielu odwróci się z obojętnością albo nawet niesmakiem, przekonanych, że chodzi o dźwięk może potężny, lecz mało neutralny, niedokładny, a już na pewno niewyrafinowany i pozbawiony muzycznej płynności. Tymczasem R5t brzmią tak, jakby były strojone przede wszystkim pod tym kątem, w celu uchwycenia "tego czegoś", co nawet wymyka się podstawowym parametrom i prostym określeniom, ale dzięki czemu chce się słuchać długo i wszystkiego… co nas zatrzymuje w fotelu i wprowadza w dobry nastrój.
Nie ma kolumn absolutnie uniwersalnych pod każdym względem i nie są takimi również R5t; ciągną bardziej w stronę ciepła, spójności i łagodności, niż siły, dynamiki i detaliczności, jednak w żadnym wymiarze nie kuleją, a dzięki swojemu charakterowi i mocnym stronom potrafią stworzyć wyjątkowy klimat, "zaprzyjaźnić się", muzykę uczynić łatwą i przyjemną… i wcale nie byle jaką. Nie są to kolumny do nagłaśniania dużych pomieszczeń, ale w małych i średnich poradzą sobie świetnie.
Czytaj również: Co to jest główna oś odsłuchu?
Znacznie potężniej, w takim porównaniu wręcz brutalniej, grają (i wyglądają) A4t (a są nawet trochę tańsze). Podobnym charakterem, lecz wyższą mocą i w ślad za tym swobodniejszą dynamiką, dysponują R7t (są droższe, ale to jeden z moich faworytów w pobliżu 50 000 zł).
Sam Perlisten daje więc niezły wybór, a na jeszcze szerszym tle kolumn innych firm, R5t nie są może czymś nadzwyczajnym i przebojowym, lecz odbieram je jako wartą uwagi czy wręcz "konieczną" do przesłuchania propozycję – dla każdego, kto przy muzyce chce odpocząć, a zarazem wejść z nią w bliski kontakt. Perlisteny R5t grają najbardziej "intymnie" z trzech kolumn tego testu, jednocześnie naturalnie i znajomo.
Nagrania nie zostają "zreinterpretowane" i wypaczone, korekta charakterystyki częstotliwościowej jest bardzo delikatna, ale wystarczająca, aby nadać brzmieniu właśnie tę charyzmę… Profesjonalne podejście firmy do obiektywnych parametrów nie pozwala jej na zbyt swobodne traktowanie charakterystyki w celu zintensyfikowania "muzykalności", a mimo to udało się wyjść poza schemat neutralności i poprawności, i osiągnąć coś więcej.
Chociaż nie jest to dźwięk duży i masywny, to ma tak miłą dla audiofilskich (i nie tylko) uszu gęstość, nasycenie "dolnego środka", wzmacniające i przysuwające wokale, instrumentarium akustyczne, a jednocześnie ograniczające ich natarczywość. Coś za coś, i dlatego R5t nie grają z rockandrollowym animuszem.
Czytaj również: Prawidłowe ustawienie zespołów głośnikowych
Gitary są bliskie, ale nie szarpią, pudła rezonansowe mają priorytet przed strunami (w porównaniu do wzorca); do efektu "nosowości" jeszcze daleko, przejście między średnimi a wysokimi jest spokojne. Harmonijnie i płynnie, nic nie razi, nie zmusza do kręcenia głową ani dosłownie, ani w przenośni.
Nie jest to dźwięk wyczynowy i wirtuozerski, wyższą rozdzielczość i precyzję usłyszymy z jeszcze innej serii Perlistena – S, ale już wcześniejsze porównanie najlepszych S7t i tańszych (chociaż podobnej wielkości) R7t, w moim odbiorze wcale nie "pogrzebało" tych drugich – wręcz przeciwnie, ich homogeniczna, bardziej pastelowa, spokojniejsza barwa (membrany celulozowe i tekstylne...) dostarcza mniej informacji, za to więcej komfortu. Bez wnikliwego monitorowania, za to z dobrym "przeglądem sytuacji", poukładaną sceną i prawidłową gradacją. W takiej perspektywie detale nie wyskakują na wierzch, a dalsze plany nie są tak klarowne, jak to, co pojawia się bliżej – w zupełnie naturalny sposób.
Bas nie jest tak dobitny jak z Argonów 7LX, ale w kontekście wielkości konstrukcji nikt nie powinien być zawiedziony jego rozciągnięciem, nasyceniem, a przede wszystkim "akustycznością". Nie jest twardy i konturowy, został trochę zaokrąglony, ale nie dudni i nie męczy. Zamknięcie obudowy spowodowało zbyt mocną korektę, chociaż gdyby można było ustalić charakterystykę pośrednią, może byłaby najlepsza… a może nie, bo jak zwykle zależałoby to od ustawienia.
Próby utrudniał sposób instalacji zatyczek, więc po ich usunięciu już do tej opcji nie wracałem. Sądzę, że jest ona właściwa w systemach wielokanałowych z udziałem subwoofera, natomiast w stereo i do muzyki, przy ustawieniu w odległości ok. 0,5 m od ściany, eksponowanie basu (przy tunelu otwartym) było tylko subtelne (i przyjemne). Cała charakterystyka lekko nachyla się ku dołowi (co w sumie nawet mi się podobało i zbliżało R5t do większych R7t), a jednocześnie elegancko, spokojnie otwiera się na górze.
Do kina? Czemu nie… Do muzyki? Na pewno!
| Moc wzmacniacza [W] | 100-250 |
| Wymiary [cm] | 110 x 23 x 35 |
| Rodzaj głośników | W |
| Impedancja (Ω) | 4 |
| Czułość (2,83 V/1 m) [dB] | 87 |
Laboratorium
Laboratorium Perlisten R5t
Informacje producenta na temat parametrów R5t są szczegółowe, zwłaszcza w wątku charakterystyki przetwarzania i charakterystyk kierunkowych. Do takiego profesjonalnego podejścia zarówno na etapie konstrukcji, jak i komunikacji z użytkownikiem obliguje polityka oparcia jakości na obiektywnych kryteriach i związanych z nimi certyfikatów THX. Najpierw w rubryce "liniowość odpowiedzi" (linearity response) przeczytamy, że zakres 80 Hz – 20 kHz utrzymuje się w oknie +/-1,5 dB. Nie przesądza to wcale o tym, że poniżej 80 Hz charakterystyka wyraźnie opada (a może nawet się podnosi?), więc tym na zapas się nie martwmy.
Czy jednak możemy już cieszyć się z tak wąskiej tolerancji, w jakiej ma się utrzymać jej większa część? Podchodząc do wyników naszych pomiarów bardzo skrupulatnie, aż tak wyżyłowanego warunku nie spełnia, bowiem między dołeczkiem przy ok. 8 kHz a górką przy 19 kHz jest różnica 6 dB… Są to jednak naprawdę drobiazgi, jeżeli na nie przymkniemy oko, to utrzymamy się w ścieżce +/-2 dB, co też jest bardzo dobrym rezultatem.
I podobnie jak w Source Point V10, wszystkie charakterystyki trzymają się bardzo blisko siebie, a to z kolei dla układu symetrycznego jest jeszcze większym sukcesem niż dla układu z koncentrycznym modułem średnio-wysokotonowym.
Egzotyczna konfiguracja z trzema wysokotonowymi, pozwalająca ustalić niską częstotliwość podziału, przyniosła podobny sukces jak w innych konstrukcjach Perlistena, ale skoro udało się to raz, to potem nie było to już takie trudne – charakterystyka jest bardzo podobna jak w większych R7t, tylko leży o 2 dB niżej i nie sięga tak nisko (pokrewieństwo jest podobne, jak między SourcePoint V10 a Source Point 888).
Oś główną pomiaru ustaliliśmy w pobliżu osi układu symetrycznego, ale charakterystyki z kątów +/-7O leżą na tyle blisko, że nawet bez pochylenia, w odległości większej niż 3 m, na wysokości 1 m, charakterystyka byłaby praktycznie taka sama. Pochylenie to nie jest jednak pozbawione sensu, gdy będziemy siedzieć bliżej, bowiem wtedy kąt może być większy.
Również charakterystyka z osi 15O w poziomie biegnie bardzo blisko pozostałych, a z osi 30O odstaje tylko w najwyższej oktawie; w związku z tym nie musimy też kolumn dokładnie skręcać w kierunku miejsca odsłuchowego.
R5t dotarły do nas bez maskownic, ale możemy przypomnieć wyniki pomiarów R7t, które sugerują aby dla najlepszych rezultatów z maskownic zrezygnować – wnoszą dość wyraźne nierównomierności w szerokim zakresie średnio-wysokotonowym (a poza tym trzeba za nie dodatkowo zapłacić, bo są opcjonalne).
Producent publikuje nawet całe charakterystyki przenoszenia, mierzone według różnych standardów, których nie będziemy tutaj przedstawiać. Ważne, że pomiary są kompleksowe (chociaż przebieg na osi głównej w materiałach firmowych trochę ładniejszy niż w naszym pomiarze… nie ma dołków przy 2 i 8 kHz).
Specjalną atrakcją są też charakterystyki kierunkowe w płaszczyźnie pionowej i poziomej (pokazujące, że zawężają się one wraz ze wzrostem częstotliwości w sposób dość płynny, a nie gwałtowny). Rozpraszanie w poziomie jest przy tym znacznie szersze niż w pionie, co jest cechą wszystkich ”pionowych” konfi guracji głośnikowych.
Takie podejście ma oczywiście na celu przekonać o profesjonalizmie firmy, a nie wciągnąć przeciętnego audiofi la w analizowanie ”czarnej magii”, jednak w pełni zasługuje na pochwałę w czasach, gdy inni lekceważą zarówno pomiary, jak inteligencję klientów.
Poniżej 400 Hz na rys. 1. widzimy dwie krzywe, właściwe dla pracy w systemie bas-refleks (oczywiście ta leżąca wyżej aż do 18 Hz) i z obudową zamkniętą. Wróćmy więc do informacji producenta, dotyczących częstotliwości granicznych, ustalanych przy spadku -10 dB – to więcej niż częściej stosowane -6 dB, stąd dolna częstotliwość graniczna dla bas-refleksu to bardzo niskie 24 Hz, a dla obudowy zamkniętej (nazywanej przez producenta ”acoustic suspension”) też nie byle jakie 38 Hz.
Jednak nasze pomiary nie potwierdzają tych osiągów, przy bas-refleksie spadek -10 dB (względem poziomu średniego) odczytujemy przy 30 Hz (-6 dB przy 45 Hz), przy obudowie zamkniętej -10 dB przy 45 Hz (-6 dB przy 60 Hz).
Biorąc pod uwagę łagodny spadek charakterystyki z bas-refleksu aż do 30 Hz, wynik dla tej opcji jest całkiem dobry, natomiast dla obudowy zamkniętej – już zdecydowanie słaby.
Podawanie dolnej częstotliwości granicznej przy spadku -10 dB ma pewien sens praktyczny, jako że w pomieszczeniu na skutek wzmacniających odbić od dużych powierzchni (ścian, podłogi) można oczekiwać nie tyle wyprostowania charakterystyki do częstotliwości wyznaczonej takim spadkiem (na to nie pozwolą rezonanse fal stojących), ale dość wysokiego poziomu średniego, mówiąc potocznie – dobrej słyszalności.
Jednak producent licytuje dalej (i niżej), w kolejnej rubryce podając "typowe rozciągnięcie basu w pomieszczeniu" i częstotliwości 21 i 32 Hz (odpowiednio dla bas-refl eksu i obudowy zamkniętej); zmierzone przez nas charakterystyki mają przy tych częstotliwościach spadki ok. 15 dB.
Na rys. 3. pokazujemy zsumowaną charakterystykę głośników (zielona), bas-refl eksu (niebieska) i charakterystykę wypadkową (czerwona). Niskie strojenie obudowy fb (do 28 Hz), przy prawdopodobnie wyższej częstotliwości rezonansowej fs samych głośników jak też ich niskiej dobroci Qts i dużej objętości (w stosunku do takich parametrów), powoduje, że szczyt charakterystyki ciśnienia z otworu leży dość nisko (10 dB poniżej szczytu charakterystyki samych głośników), w konsekwencji charakterystyka wypadkowa opada już poniżej 100 Hz, ale relatywnie łagodnie aż do 28 Hz, i dopiero poniżej zwiększa nachylenie.
Chociaż spadek -6 dB leży dość wysoko, to taka sytuacja jest korzystna zarówno ze względu na korygujący wpływ odbić w pomieszczeniu, jak i na odpowiedź impulsową. Sam kształt charakterystyki z otworu też jest poprawny, nie wzmacnia on ”średniego” basu i nie ma na górnym zboczu wysokich rezonansów; tunel na pewno nie transmituje fal stojących obudowy, tylko generuje własny lekki rezonans przy 450 Hz.
Na rys. 4 nałożyliśmy charakterystyki samych głośników z systemu bas-refl eks (zielona) i zamkniętego (czarna), żeby pokazać jak różni się obciążenie głośników w obydwu przypadkach; system bas-refl eks odciąża głośniki w zakresie 25 Hz - 40 Hz, ale obciąża je bardziej (niż obudowa zamknięta) poniżej 25 Hz, tak jednak sygnały muzyczne rzadko się zapuszczają.
System bas-refleks generuje dwa wierzchołki impedancji, z minimum pomiędzy nimi w okolicach częstotliwości rezonansowej obudowy fb. Znacznie niższy dolny wierzchołek (przy 20 Hz) niż górny (przy 50 Hz) wskazuje, że fb jest niższe od fs. Co ciekawe, w modelu R7t obydwa zostały spłaszczone, a tutaj nie.
Minima charakterystyki impedancji o wartości ok. 3 Ω występują przy ok. 150 Hz i 7 kHz. To drugie ma znacznie mniejsze znaczenie dla wysiłku wzmacniacza, ale to pierwsze stawia już pewne wymagania; na tej podstawie impedancja znamionowa wynosi 4 Ω, o czym producent informuje bez żadnych wykrętów.
Czułość to 87 dB, różnica względem ofi cjalnych danych wynosi 2 dB. Mimo to R5t można uznać z obciążenie średnio trudne, odpowiednie dla ”normalnych” wzmacniaczy tranzystorowych, a ich rekomendowana moc ma się zawierać w granicach 100–250 W.