Wrześniowy numer AUDIO jest tłusty jak już dawno nie był. W dużej części przez wyjątkowo obszerną prezentację nagród EISA, która jednak nie uszczupliła normalnej porcji testów. Wśród nich mamy jeden bardzo specjalny. Można za taki uznać dokładny opis najnowszej wersji ”801-ek” B&W, które ozdabiają okładkę, tym bardziej, że jest to być może pierwszy test tych kolumn na świecie (mając na myśli poważne drukowane testy z pomiarami, a nie kreacje internetowe, coraz częściej dyktowane przez AI, chociaż w tym przypadku nie mam na myśli żadnego konkretnego fi lmiku na YouTube). Już się pochwaliłem i może chwaliłbym się dalej, ale jeszcze ciekawszy, bardziej znamienny i o większym znaczeniu praktycznym wydaje mi się test porównawczy sześciu odtwarzaczy CD.
Odtwarzacze za 2000–3000 zł dostarczają solidny dźwięk, nigdy nie stracą kontaktu z siecią (przytyk do streamerów) i nie wymagają analogowej zręczności (do gramofonów). Może być jeszcze lepiej. I o wiele drożej. Niektórych to dodatkowo podnieca, ale wielu z nas wystarczy przyjemność sięgnięcia po pudełko z CD, załadowania płyty i posłuchania muzyki bezproblemowo. A o jakości i tak zdecydują głównie kolumny i wzmacniacz.
Powrót CD zapewne nie będzie tak spektakularny jak czarnej płyty, która poruszyła najczulsze struny naszej wrażliwości nie tylko na dźwięk, ale przede wszystkim na kulturę słuchania. Płyta CD jest bardziej praktyczna, a my szukamy nie tylko wygody, lecz również nowych doznań. Dla wielu młodych słuchaczy płyta CD może być jednak taką nowością.
Jeżeli znowu się kręci… to znaczy, że jej historii ciąg dalszy nastąpił. Trochę więc zaskakuje, że wśród rekordowej liczby nagród EISA nie ma wyróżnienia dla odtwarzacza CD. Jeżeli moda na CD nie jest jednosezonową efemerydą (a jestem przekonany, że tak szybko nie minie), to w przyszłym roku będziemy mogli wskazać na "najodtwarzacz CD", może nawet więcej niż jeden… Tymczasem nawet bez takich podpowiedzi można skorzystać z naszego testu, z którego wynika jasno, że warto mieć przynajmniej niedrogi odtwarzacz CD. Nie jest to popyt wykreowany przez producentów, lecz odpowiedź na całkiem racjonalne zapotrzebowanie. Tym sposobem, jak żadnym innym, muzyki można słuchać, można ją mieć na własność, nie trzeba się przy tym męczyć, wydawać fortuny ani niczego sobie i innym wmawiać.
Andrzej Kisiel