Test MARTIN LOGAN Motion XT F200 - Zespoły głośnikowe

Motion XT F200
Andrzej Kisiel

Motion XT F200 jest wysoką i silnie uzbrojoną konstrukcją trójdrożną – na basie trzy 20-tki. To propozycja bardzo łatwa w odbiorze, natychmiast przedstawiająca swoje walory. Oferuje brzmienie z dynamicznym rozmachem, potężnym basem i bogatą górą pasma. Za kompleksową analizę oraz obiektywną ocenę kolumn odpowiada Andrzej Kisiel, ekspert z wieloletnim doświadczeniem na rynku audio.

Marka MARTIN LOGAN
Cena 32 600 zł
Dostępność w 13 sklepach Sprawdź, gdzie kupić
Dystrybutor Polpak Poland Zobacz ofertę dystrybutora
Artykuł pochodzi z Audio 1/2026
Kup teraz
Nasza ocena
Wykonanie Wysoka (130 cm), silnie uzbrojona konstrukcja trójdrożna – na basie trzy 20-tki. Najlepszy wysokotonowy AMT w dużym falowodzie.
Laboratorium Proporcjonalne wyeksponowanie skrajów pasma, nisko sięgający bas (-6 dB przy 30 Hz), dobre rozpraszanie. Czułość 89 dB, impedancja znamionowa 4 Ω.
Brzmienie Z dynamicznym rozmachem, potężnym basem i bogatą górą pasma. Potrzebują dużo miejsca, ale odpłacą mocą, skalą i przestrzenią.

Testując kolumny głośnikowe Martin Logan, chyba zawsze zaczynaliśmy ich opisy od przypomnienia, że największą sławę amerykańskiej firmie przyniosły konstrukcje oparte na elektrostatach. Czy jednak wciąż można twierdzić, że właśnie z nimi firma jest najmocniej kojarzona?

W ciągu ostatnich 10 lat przetestowaliśmy więcej modeli różnych serii Motion niż elektrostatów (a dokładnie rzecz biorąc, układów hybrydowych z udziałem elektrostatów, bo taki był i jest oryginalny pomysł i wieloletnia specjalizacja firmy).

Pierwsza seria Motion została wprowadzona ok. 15 lat temu i wydawała się nieśmiało uzupełniać zasadniczą, elektrostatyczną część oferty Logana, która ze względu na koszty tej techniki nie mogła zejść do niskich pułapów cenowych. Jednak wcześniej Logan wcale o to nie zabiegał, ciesząc się z prestiżu i sprzedaży wyłącznie swojej oryginalnej, ambitnej, ale nietaniej koncepcji. Wreszcie jednak postanowił spotkać się z mniej zamożnymi klientami…

I wtedy zaczął się nowy rozdział historii firmy, który przyniósł jej jeszcze większą popularność i obroty. Konstrukcje serii Motion były znacznie bardziej konwencjonalne, z elektrostatami praktycznie nic ich nie łączyło ani w technice, ani w wyglądzie, ani w brzmieniu, chociaż firmie oczywiście zależało na kojarzeniu ich z "prawdziwymi" Loganami, przedstawiała więc nobilitującą interpretację choćby wysokotonowego AMT, który trochę przypomina miniaturowy elektrostat…

Motion wspięły się znacznie wyżej – na półkę, na której można już kupić elektrostaty, i w pewnym zakresie ceny już z nimi konkurują. Co więcej, prawdopodobnie zwykle wygrywają tę rywalizację, bowiem najmniejsze konstrukcje hybrydowe mają ograniczoną moc i dynamikę, a podobnie kosztujące Motiony to kolumny znacznie bardziej wydajne i wszechstronne.

Elektrostaty ze względu na swoje walory brzmieniowe są bardziej "audiofilskie", ale Motiony są mniej wymagające pod względem ustawienia i lepiej poradzą sobie w systemach łączących zadania muzyczne i kinowe.

A takie zwłaszcza amerykańscy producenci muszą zawsze brać pod uwagę. To właśnie kolejny motyw, który w ogóle spowodował ich pojawienie się na początku XXI wieku – ekspansja kina domowego, do którego elektrostaty trudniej dopasować (chociaż jest to możliwe, o czym Logan też przekonuje, mając w ofercie hybrydowe głośniki centralne, a nawet naścienne). To jednak propozycje już bardzo ekstrawaganckie, na które skusi się jeszcze mniejsza liczba klientów niż zainteresowanych parą hybryd do systemu stereofonicznego.

Dlatego ciężar obsługi kina domowego, a ponadto różnorodnych ściennych instalacji głośnikowych wzięły na siebie konstrukcje Motion. Obecnie jest to duża, rozgałęziona rodzina, na szczycie której znajduje się właśnie Martin Logan Motion XT F200 – konstrukcja największa i najdroższa.

Czy najlepsza? Na pewno w dużych pomieszczeniach… Ale do średniej wielkości odpowiedniejsza może okazać się nieco mniejsza XT F100, co zresztą nie wyczerpuje wyboru wśród wolnostojących, bo są jeszcze mniejsze F20 i F10… i jeszcze tańsze F2 i F1 z niskobudżetowej serii Foundation.

Nie brakuje też podstawkowych (największy to XT B100) i centralnych (wśród nich bryluje XT C100), a wszystkie najlepsze Motion rozpoznamy po skrócie XT w symbolu, związanym ściśle z większym przetwornikiem wysokotonowym. Jednak wszystkich sześć konstrukcji wolnostojących podziela podobną aranżację głośnikową; może nie ekscentryczną, ale na tyle znamienną, że kolumny te dość łatwo rozpoznać.

Czytaj również: Czy kolumny trzeba ustawiać na kolcach?

 
 Indywidualne maskownice zasłaniają głośniki niskotonowe i średniotonowy; wysokotonowy z rozłożystym falowodem pozostaje odkryty.

Otóż głośniki niskotonowe, dwa albo trzy, różnych wielkości, znajdują się na samym dole frontu, a sekcja średnio-wysokotonowa – złożona z jednego średniotonowego i wysokotonowego AMT w dużym falowodzie – jest od niej odsunięta.

Najbardziej rzuca się to w oczy w modelach z dwoma niskotonowymi (F20 i F10), w XT F200 jest to najmniej wyraźne, bo głośniki niskotonowe są trzy, w dodatku duże, więc mimo że kolumna jest wysoka, to wolnego miejsca między sekcjami nie zostało już dużo (pozostawiono też trochę ponad wysokotonowym, aby ten z kolei, wraz ze średniotonowym, nie znalazł się zbyt wysoko).

Na niebanalny wygląd składa się też bardzo duże wyprofilowanie falowodu wysokotonowego i konsekwentnie wklęsłe (chociaż wykonane z różnych materiałów) membrany pozostałych głośników.

Indywidualne maskownice mogą zakryć wszystkie głośniki z osobna, z wyjątkiem wysokotonowego, którego po pierwsze, nie trzeba w ten sposób chronić (prawdę mówiąc pozostałych również, bo ich membranom od dotyku krzywda się nie stanie); po drugie, praktycznie każda maskownica przed wysokotonowym wprowadza zaburzenia charakterystyki, a tutaj nie ma żadnego powodu, aby godzić się na taki kompromis.

Przygotowano trzy wersje kolorystyczne; czarną (błyszczącą), białą (satynową) i testowaną orzechową (z czarnym frontem), do której dopasowano miedziany kolor pierścieni wokół głośników (w pozostałych dwóch wersjach są srebrne).

Czytaj również: Czy długość przewodów ma wpływ na pracę kolumn?

 
 Nóżki mogą być zakończone kolcami albo gumowymi krążkami.

Obudowa jest prostopadłościanem z jedną modyfikacją, zgodną już z długą tradycją serii Motion – górna ścianka opada ku tyłowi, czego od frontu, a nawet lekko z boku wyraźnie nie widać. Nie może to mieć dużego znaczenia akustycznego, tylko pozornie może osłabiać falę stojącą między dolną a górną ścianką w tak bardzo smukłej obudowie; ewentualnie może być trochę bardziej skuteczne w formacie podstawkowym. To raczej kolejny zabieg mający dodatkowo wyróżnić Motion z tłumu. I nic w tym złego, poza tym uniemożliwi gospodyni stawianie na kolumnach przysłowiowych kwiatków.

Martin Logan XT F200 - układ głośnikowy

XT F200 to ponadprzeciętnie wysokie kolumny (130 cm) jak na układ z wysokotonowym na samej górze, jego oś główna znajduje się ok. 15 cm niżej, ale wciąż wyżej niż zwykle, i to jest pierwszy argument za tym, aby tych kolumn słuchać w dużych pomieszczeniach, w których będziemy mogli się od nich odsunąć na znaczną odległość, co zmniejszy wrażenie "uniesienia" sceny.

Sekcja niskotonowa składa się aż z trzech 20-cm głośników niskotonowych, i to jest pierwszy argument za dużymi pomieszczeniami.

Nie tylko dlatego, że taki arsenał może wybuchnąć basem, jakiego mniejsze pomieszczenie nie pomieści – to jest kwestia otwarta i dopiero do sprawdzenia; trzy 20-tki to wysoka moc i efektywność (to też nie jest na sto procent pewne, ale bardzo prawdopodobne), co przełoży się na wysoki maksymalny poziom ciśnienia, a wykorzystanie takich możliwości w mniejszych pomieszczeniach będzie z oczywistych powodów utrudnione.

Czytaj również: Czy przetworniki koncentryczne wymagają zwrotnicy do podziału pasma?

Trzy 20-cm głośniki niskotonowe dla prawidłowej pracy wymagają dużej objętości (zwłaszcza w bas-refleksie), wiele zależy też jednak od parametrów układu napędowego; pomiary wskazują, że jest on odpowiednio silny i rezultaty są prawidłowe.

Można jednak do tego podejść z innej strony i oczekiwać, że kolumny o wysokiej mocy wysterowane tylko do połowy albo jeszcze mniej, generują procentowo niższe zniekształcenia, i mając w zapasie ich moc i dynamikę, użyć ich z powodzeniem zarówno w małych pomieszczeniach, jak i podłączone do słabszego od nich wzmacniacza.

Ale zawsze jest argument charakteru basu, który może wymagać odsunięcia od ściany, co znowu jest łatwiejsze w dużych salonach. W dodatku jeszcze łatwiejsze i często spotykane jest w nich ustawienie miejsca odsłuchowego daleko od ścian, nawet na środku, a tam basu jest najmniej i dlatego kolumny pomyślane do takich warunków mają jego odpowiednią nadwyżkę.

Charakterystyka bez podbicia i dobra kontrola basu z trzech 20-cm niskotonowych nie są sprawą ani z góry wygraną, ani przegraną. Problemem jest nie sama wielkość i liczba głośników, lecz to, jakie warunki zostaną im przygotowane – a więc czy obudowa będzie miała odpowiednią objętość.

Wraz ze wzrostem powierzchni membrany (membran) oddziałujących na określoną objętość powietrza (w obudowie) zmniejsza się jej podatność (nawet bardziej niż odwrotnie proporcjonalnie), co powoduje wzrost częstotliwości rezonansowej i dobroci układu rezonansowego (głośnika), a więc przesunięcie w górę dolnej częstotliwości granicznej i pogorszenie odpowiedzi impulsowej (po przekroczeniu pewnych wartości).

Czytaj również: Czy maskownica kolumny słyszalnie obniża jakość dźwięku?

Zastosowanie dwóch tuneli zasadniczo nie modyfikuje działania bas-refleksu w porównaniu do jednego, odpowiadającego ich łącznej powierzchni i o takiej samej długości, a wylot na dolnej ściance nie usuwa kwestii optymalnego ustawienia kolumn.

Dlatego to, że wyjściowa częstotliwość rezonansowa dużego głośnika jest zwykle niższa niż mniejszego o podobnej konstrukcji i klasie, nie załatwia wszystkiego, a tym bardziej trzeba zadbać o niską dobroć, czemu służy silny układ magnetyczny.

Aby dobrze wykorzystać możliwości dużych głośników (lub ich większej liczby w jednej obudowie) w zakresie niskich częstotliwości, a nie tylko dla zwiększenia mocy, trzeba więc zwykle zastosować znacznie większą obudowę niż dla głośników mniejszych (i w mniejszej liczbie). Nie jest to reguła pozwalająca wyznaczyć optymalną objętość dla dowolnych głośników tylko na podstawie ich wielkości i liczby, bo parametry mające z tym związek wynikają nie tylko z powierzchni membrany, ale też z wielu innych cech głośnika. Mówimy więc o zależności statystycznej, a nie ścisłej regule.

W praktyce objętość jest w wielu przypadkach trochę deficytowa, bowiem przygotowanie odpowiednio dużej obudowy prowadziłoby często zarówno do znacznego podniesienia jej kosztów, jak i nadania jej wymiarów trudniej akceptowalnych przez klientów. Dlaczego więc nie zredukować wtedy wielkości lub liczby przetworników niskotonowych?

To sztuka kompromisu, zjawiska nie zachodzą tutaj skokowo, a więcej większych głośników to zawsze wyższa moc i efektywność. To objaśnienie nie odnosi się do parametrów Motion XT F200, lecz ogólnie do tematu. Jakie rezultaty i jakim sposobem uzyskano w tych kolumnach, ujawnią dopiero pomiary i odsłuchy, ale tutaj już zdradźmy, że "nie jest źle".

Wszystkie trzy głośniki pracują w jednej komorze, a bas-refleks wyprowadzono przez dolną ściankę, w związku z czym nóżki odsuwają dolną ściankę od podłoża na odpowiednią wysokość. Mimo to bas-refleks będzie inaczej pracował, gdy kolumny staną na gołej podłodze, a inaczej gdy – na grubym dywanie (co jednak zdarza się w dużych salonach bardzo rzadko i czego producenci w takich rozwiązaniach nie biorą pod uwagę).

Oczywiście, mimo że bas-refleks jest wyprowadzony dołem, i wbrew związanym z tym obietnicom składanym przez niektórych producentów, odległość kolumn od ściany wciąż ma duże znaczenie.

Głośnik wysokotonowy jest typu AMT (Air Motion Transformer), który Martin Logan stosuje od samego początku historii Motion i we wszystkich konstrukcjach.

Nazywa go jednak po swojemu, FMT (Folded Motion Tweeter), przy czym "folded", czyli "poskładana", odnosi się bezpośrednio właśnie do podstawowej cechy membrany AMT. Najlepsze FMT mają dodaną nazwę Obsidian, która prawdopodobnie nawiązuje do czarnego koloru folii, i w tej wersji jest też cieńsza, a więc lżejsza niż standardowa (co oczywiście jest zaletą).

Czytaj również: Czy obudowa kolumny jest potrzebna po to, aby działać jako pudło rezonansowe?

Podwójne zaciski pozwalają na bi-wiring, ale bardziej praktyczna jest ich solidność i wygoda.

Jest też dodatek Gen2, wskazujący na generację wprowadzoną kilka lat temu (również w tańszych modelach Foundation, które nie mają "obsydianów"), i wreszcie XT w symbolu całej konstrukcji – wyróżnia modele, w których Gen2 Obsidian Folded Motion Tweeter jest większy niż w pozostałych.

Membrana w rzucie prostopadłym to prostokąt 3,2 x 6,1 mm, ale jej powierzchnia w rozwinięciu to aż 80 cm². Pod wpływem przepływającego prądu zmiennego przez ścieżkę przewodzącą wytrawioną na membranie i znajdującą się w stałym polu magnetycznym (podobnie jak w przetworniku wstęgowym, w którym membrana jest jednak płaska) membrana AMT wygina się i wyciska powietrze spomiędzy swoich fałdów z dużą prędkością.

Prowadzi to do uzyskania dużej efektywności przy ograniczonych rozmiarach, które są kluczowe dla szerokich charakterystyk kierunkowych. Na drugim etapie są one kształtowane przez falowód, aby były zbieżne z charakterystykami głośnika średniotonowego w zakresie częstotliwości podziału; dodatkowo falowód podnosi efektywność w zakresie kilku kHz, co pozwala ustalić wymaganą charakterystykę wysokotonowego przy jego mniejszym obciążeniu mocą.

Czytaj również: Czy przetworniki koncentryczne wymagają zwrotnicy do podziału pasma?



Od początku historii Motion, stosowane są w niej wyłącznie przetworniki wysokotonowe typu AMT. W XT F200 działa najlepsza
wersja Obsidian, a XT w symbolu oznacza przetwornik większy niż w modelach niższych serii Motion.

Martin Logan XT F200 - odsłuch

Mimo że dawno nie testowaliśmy Loganów, trudno było nie pamiętać, jak brzmią jego elektrostaty (czyli konstrukcje hybrydowe). Tu i ówdzie słyszę je czasami "nieoficjalnie", natomiast modeli serii Motion aktualnej generacji przed tym testem nie słuchałem. Testowaliśmy poprzednie "Mołszyny", które też zapisały ciekawą kartę – zwłaszcza jeden z modeli podstawkowych zrobił doskonałe wrażenie.

To jednak było… już wiele lat temu, jakie więc mogłem mieć uzasadnione oczekiwania wobec XT F200? Przede wszystkim związane z ich własną konstrukcją, chociaż trudno ponownie nie zadać pytania, czy Logan próbuje za pomocą (relatywnie) konwencjonalnych rozwiązań nawiązywać do brzmienia elektrostatów.

Ponownie odpowiadam – że nie. W tym przypadku – nie absolutnie. Tak jakby kolumna ta, i pewnie w ślad za nią pozostałe z tej serii, tworzyły w ofercie Logana nie tylko opcję niższej ceny (od modeli hybrydowych), ale też zupełnie innego profilu dźwięku i… użytkownika? Nie chcę przez to powiedzieć, że skoro elektrostaty są bardzo "audiofilskie", to Motion są "nieaudiofilskie", bo to już zakrawałoby na krytykę, a tutaj chodzi o stwierdzenie różnic, a nie ich wartościowanie. Zresztą może ktoś dostrzeże jakieś pokrewieństwo… i nie będę się o to spierał.

Czytaj również: Co to jest głośnik koncentryczny?

18-cm głośnik średniotonowy ma membranę kewlarowo-nomexową, połączoną z "odwróconym" górnym zawieszeniem; jest ona właściwa tylko dla najlepszych modeli Motion.

Wśród trzech testowanych tutaj kolumn Martin Logan XT F200 grają najbardziej… I tutaj znowu musiałem zastanowić się dłużej nad tym pierwszym, najważniejszym określeniem, bo żadne z typowych nie pasowało. A pierwsze słowa, tak jak pierwsze dźwięki, mogą zrobić największe wrażenie. I chociaż nie obiecuję, że XT F200 to kolumny najlepsze dla wszystkich, to chciałbym, aby to wrażenie było co najmniej dobre – tak jak dobry był dźwięk, którym mnie przywitały.

Radośnie, spontanicznie, swobodnie; bez kompleksów, spięcia i wysiłku. Nie jest to brzmienie aspirujące do wypełnienia wszystkich audiofilskich kryteriów, ani nawet do wejścia w pewne niszowe klimaty.

Elektrostaty to danie wytrawne, szlachetne, ale wymagające osłuchania. XT F200 to propozycja bardzo łatwa w odbiorze, natychmiast przedstawiająca swoje walory.

Dźwięk o zaznaczonej specyfice, która jednak nie jest skomplikowana, nie utrudnia percepcji ani muzyki, ani uczciwego "monitorowania" nagrań. Jest to jednak dźwięk bardziej rozrywkowy (wiem, tym słowem trochę ryzykuję…) niż poważny, pryncypialny i ostrożny. A już na pewno nie wpada w nastroje ciemne i smutne. Nie zmusza do nasłuchiwania – ani wysokotonowych detali, ani niskotonowych pasaży.

Aluminiowe membrany w formie wycinka sfery pracują w niskotonowych wszystkich serii Motion.

To dźwięk energetyczny, pulsujący i błyszczący. Już wiecie, że niskie i wysokie tony są wyeksponowane? To prawda, ale jest w tym coś jeszcze, coś bardziej subtelnego.

O ile jeszcze nie wyrafinowanie, to dość niezwykła przy takiej charakterystyce płynność, miękkość i w sumie specjalna łagodność.

Łagodność nie w skali bezwzględnej, ale w tym sensie, że mocny bas i otwarta góra nie wprowadzają twardości i ostrości; bas jest obszerny, soczysty, często ofensywny, jednak nie jest to ani napastliwe łomotanie, ani bezkształtne bulgotanie; to raczej sprężystość i pulsowanie.

Dynamiczne i skomplikowane basowe struktury nie są przedstawione z profesjonalną konturowością i klarownością, jednak nie jestem działaniem XT F200 w tym zakresie zawiedziony.

Czytaj również: Dlaczego otwór bas-refleks nie promieniuje w fazie przeciwnej do fazy przedniej strony membrany?

Niskie tony nie tylko dają muzyce siłę i fundament, ale też nie męczą; w moim pomieszczeniu nie "zagotowały się" nawet przy ustawieniu dość blisko ściany. Całej sprawie pomagają ogólne proporcje; wysokich tonów też nie brakuje, mimo że jest ich po prostu dużo, dobrze komponują się w całym przekazie. Widząc wyniki pomiarów, miałem obawy, czy nie przesadzono… Słuchając XT F200 rozumiem intencje i doceniam całokształt.

Tak, te kolumny grają jasno, "świetliście", z oddechem, nieagresywnie, a nawet ze szczególnym wdziękiem. Być może gdyby "zwykła" kopułka wysokotonowa (a tym bardziej metalowa) grała z tak wysokim poziomem, okazałoby się to natarczywe, podczas gdy AMT ma łagodniejsze wybrzmienie… A może są inne tego powody.

Średnie tony są w całkiem dobrej formie; nie tak żywe i bliskie jak z Acoustic Energy Corinium, bez takiej naturalnej barwy jak w Sonetto VIII G2, mimo to trzymają "poziom", nie zanikają, są czyste, lekkie i gładkie, jako jedyne w tym towarzystwie nie wykazują żadnych oznak "nosowości", z wysokimi łączą się więc płynnie, bez przesuwania środka ciężkości ku dołowi.

Scena jest duża, szeroka i ustawiona wysoko (o ile siedzimy nie dalej niż 3–4 m), co też składa się na wrażenie rozmachu, i chociaż sam wolę stereofonię ustawioną niżej i bardziej skupioną, to i w tej kwestii mogę przyznać rację producentowi – to może się podobać.

Specyfikacja techniczna
Moc wzmacniacza [W] 20-600
Wymiary [cm] 129 x 26 x 38 (szerokość i głębokość bez podstawy)
Rodzaj głośników W
Impedancja (Ω) 4
Czułość (2,83 V/1 m) [dB] 89

Laboratorium

Laboratorium Martin Logan Motion XT F200

Podawane przez producenta pasmo przenoszenia to 27 Hz – 25 kHz z tolerancją +/-3 dB. Jeżeli to prawda, ucieszy nas zarówno bardzo niska dolna częstotliwość graniczna, jak też dobre zrównoważenie w całym pasmie. I w zasadzie obietnice te zostają spełnione, z tą niewielką różnicą, że w ścieżce +/-3 dB zmieścimy charakterystykę od 30 Hz, ale to też wyśmienity rezultat. Nie tylko charakterystykę z osi głównej, ale również z osi +7º i 15º; wypada wyjaśnić, że oś główna została ustalona wysoko, na pułapie 100 cm, a i tak znacznie poniżej osi głośnika wysokotonowego (ok. 115 cm), za to blisko osi średniotonowego.

Wszystko wskazuje na to, że producent ustalił najlepszą charakterystykę w klasyczny sposób, na osi wyprowadzonej pomiędzy średniotonowym a wysokotonowym, która niemal pokrywa się z osią +7º naszego pomiaru. Ta charakterystyka leży najwyżej, chociaż ta z (naszej) osi głównej leży tylko minimalnie niżej, nawet charakterystyka z osi -7o nie wygląda źle, ma tylko lokalne, płytkie osłabienie w zakresie 2–3 kHz (zakres częstotliwości podziału, zgodnie z informacjami producenta to 2,6 Hz). Warto jednak usiąść dalej, aby zarówno zmniejszyć kąt względem osi najlepszej charakterystyki, jak też nie słyszeć sceny rozpościerającej się zbyt wysoko.

Ścieżka +/-3 dB nie oznacza jednak liniowości, jest ona dość szeroka, żeby zmieściło się w niej zarówno zamierzone wyprofilowanie charakterystyki, jak i mniej potrzebne nierównomierności. Widzimy z pewnością zaplanowane wyeksponowanie skrajów pasma, jak zwykle poziom wysokich tonów możemy obniżyć w miejscu odsłuchowym, kierując osie główne z daleko od niego; pod kątem ok. 30º; charakterystyka biegnie dość równo aż do 14 kHz i dopiero tam się załamuje, czym większość z nas, mająca już młode lata za sobą, nie powinna się zbytnio przejmować.

Niskich tonów w ten sposób nie utemperujemy, tutaj są potrzebne innego rodzaju manewry (odsunięcie od ściany). Analiza działania układu rezonansowego obudowy (rys. 3) ujawnia, że został dostrojony do 31 Hz (odciążenie na charakterystyce głośnika), również przy tej częstotliwości występuje największe ciśnienie z otworu (ale nie jest to regułą i szczyt tej charakterystyki nie jest podstawą do ustalania częstotliwości rezonansowej, co pokazują inne konstrukcje tego testu).

Otwór promieniuje dość mocno, dzięki czemu charakterystyka wypadkowa leży wysoko, aż do ok. 35 Hz. Na charakterystykę z otworu, znajdującego się na (dolnym) skraju obudowy, wpływają też generowane w niej fale stojące, silne ze względu jej wysokość.

Częstotliwości podziału między średniotonowym a sekcją niskotonową to według firmowych danych 300 Hz, ale wedle naszych pomiarów (rys. 4) jest znacznie wyższa (500 Hz), co wcale nie dziwi w konstrukcji o wysokiej założonej mocy, tylko z jednym średniotonowym.

Bez korekty uwzględniającej różnicę w łącznej powierzchni membran niskotonowych i membrany średniotonowej, charakterystyki przecięłyby się przy ok. 300 Hz (sytuacja analogiczna jak w Corinium). Na zmierzoną przez nas charakterystykę średniotonowego miało wpływ promieniowanie niskotonowych, stąd nie musi ona mieć takiego "kolana" przy ok. 200 Hz, ale poziom przy 500 Hz jest już wiarygodny. Współpraca obydwu sekcji jest dobrze zorganizowana fazowo, charakterystyka wypadkowa biegnie wysoko ponad nimi.

Moc niegdyś niemal jednoznacznie określała jakość kolumn i wzmacniaczy. "Piętnastki", "Trzydziestki" itd. to hasła, które defi niowały zarówno typ, jak i klasę tonsilowych zespołów głośnikowych. Wiele się od tego czasu zmieniło, moce znacznie wzrosły a zarazem straciły na znaczeniu, nie tylko na rzecz innych parametrów, ale przede wszystkim – oceny brzmienia, czy to eksperckiej, starającej się o choćby względny obiektywizm, czy też całkowicie subiektywnej, wystawianej przez potencjalnego użytkownika.

Ale moc całkowicie nie zniknęła z katalogów, chociaż się przeobrażała; początkowo producenci podawali rzetelnie moc znamionową, czyli moc, jaką kolumna może przyjmować zgodnie ze ściśle określonymi przez normy zasadami (rodzaj sygnału, czas trwania). Potem zaczęto licytować wyżej, dodając do tego "moc muzyczną", "impulsową", tutaj często już bez poparcia normami, więc można było bardziej poszaleć.

Wreszcie przyszła moda na "rekomendowaną moc wzmacniacza", a to pozwoliło już podawać wartości zupełnie uznaniowe. Jak bowiem ustalić dolną granicę rekomendowanej mocy? Nawet kolumna o mocy znamionowej kilkuset watów może grać prawidłowo już przy podaniu mocy kilku watów, zgodnie ze swoją charakterystyką częstotliwościową, w dodatku z niższymi zniekształceniami nieliniowymi niż przy wysokich mocach; że nie rozwinie dynamiki – to oczywiste, ale nie zgra wcale gorzej niż z podobnie niewysoką mocą kolumna o niskiej mocy znamionowej.

W tym zakresie nie wykorzystamy jej pełnego potencjału, ale aby go wykorzystać… należałoby podać do niej jej moc maksymalną, czyli znamionową. Jednak większej mocy niż znamionowa podawać nie należy z oczywistego powodu – aby jej nie uszkodzić. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby podłączyć wzmacniacz o wyższej mocy maksymalnej, byle tylko uważać, aby nie wykorzystać jej do końca, lecz traktować jako zapas, który samemu wzmacniaczowi nigdy nie pozwoli wejść w przesterowanie – dla kolumn nie mniej groźne niż przekroczenie ich mocy znamionowej. Stąd też pomysł i zalecenie, aby moc wzmacniacza była wyższa od mocy kolumny – trzeba jednak rozumieć, z czego ono wynika.

Dlatego dla Motion XT F200 o mocy znamionowej szacowanej (na podstawie jej konstrukcji), na 200–300 W, rekomendowany jest wzmacniacz o mocy w zakresie 20–600 W, chociaż równie dobrze… mógłby to być zakres 10–1000 W, albo wiele innych. Wystarczy jednak 20–600 W, aby zmieściło się w nim… wielu klientów ze swoimi wzmacniaczami, i o to głównie chodzi – aby uznali, że Motion XT F200 są dla nich odpowiednie.

Podobnie jest z impedancją. Część producentów przestrzega dawnych (ale nie ma nowszych) norm, jasno wskazujących zasady wyznaczania impedancji znamionowej, co wówczas zwykle oznacza zadeklarowanie wartości 4 Ω (bo w rzeczywistości taką impedancję ma większość współczesnych zespołów głośnikowych, nie stwarzając tym żadnego problemu nowoczesnym wzmacniaczom tranzystorowym), ale spora część unika takiego postawienia sprawy, obawiając się, że to wystraszy klientów przekonanych, że bezpieczniejsza jest impedancja 8-omowa. Wtedy wbrew faktom czytamy, że impedancja znamionowa jest 8-omowa, chociaż zdarza się, że jest to prawda… co mogą zweryfikować tylko niezależne pomiary.

Wreszcie są różne formułki "zaciemniające", jak ta, że impedancja wynosi "4–8 Ω", albo taka, że kolumna jest „kompatybilna z urządzeniami 4, 6, 8 Ω", jaką znajdziemy w specyfikacji Motion XT F200… ale tylko w jej polskiej wersji, i to obok rzetelnej informacji, że impedancja (w domyśle znamionowa) wynosi 4 Ω, jaka wyłącznie znajduje się na stronie amerykańskiego producenta. Czy polski dystrybutor postanowił "złagodzić" według niego potencjalnie groźnie brzmiące "ostrzeżenie" o 4-omowej impedancji?

Charakterystyka impedancji ma 4-omowe minima przy ok. 90 Hz i ok. 400 Hz – to oczywiście wystarczająca przesłanka do określenia 4-omowej impedancji znamionowej, ale równocześnie nie jest to obciążenie "trudne". Czułość ustalona w naszym pomiarze to 89 dB, producent podaje 92 dB; takie rozbieżności w sprawie czułości i związanej z nią efektywności to też sytuacja częsta i mająca skomplikowane przyczyny w metodach pomiaru, chociaż również jedną zupełnie banalną – wyższa czułość/ efektywność robi na zainteresowanych.

Testy porównawcze
Andrzej Kisiel
Andrzej Kisiel
Redaktor naczelny AUDIO od założenia pisma w roku 1995. Autor ok. dwóch tysięcy testów zespołów głośnikowych. Członek Stowarzyszenia EISA, ekspert w panelu Hi-Fi. Od ponad trzydziestu lat prowadzi też własną firmę projektującą zespoły głośnikowe. Jego drugą pasją jest modelarstwo, a muzyka - głównie z lat 60. i 70., której jednak na długich spacerach nie słucha, bo słuchawek na własnej głowie nie toleruje. 
Zobacz artykuły autora
MARTIN LOGAN testy Zobacz więcej
MARTIN LOGAN aktualności Zobacz więcej
Najnowsze testy Zobacz więcej
logo logo