Aż trzy z czterech testowanych wzmacniaczy zintegrowanych są konserwatywne w formie i treści. A dokładnie – funkcjonalnie ograniczone do przyjmowania sygnałów analogowych. Dwa z nich – tylko liniowych. Wydaje się, że pozostaje to w sprzeczności z wymaganiami współczesnego środowiska audio i różnorodnością źródeł sygnału. Z jednej strony strumieniowanie, z drugiej –gramofon, a tutaj podłączymy tylko… No właśnie, podłączymy wszystko. Tylko inaczej, za pośrednictwem wyspecjalizowanych urządzeń.
Wybór przedwzmacniaczy phono jest bardzo duży w szerokim zakresie ceny, a odtwarzacze sieciowe są w większości wyposażone w przetworniki C/A, a więc wysyłają sygnały liniowe. Jest jeszcze wątek wyjścia słuchawkowego, które wraz z autonomicznym układem wzmacniającym ma tylko jedna z prezentowanych konstrukcji, a pozostałe mają wyjście, ale w prosty (i niedoskonały) sposób podłączone za pośrednictwem tłumika do głównej końcówki mocy. Albo nie mają go w ogóle.
Tutaj kłaniają się wzmacniacze słuchawkowe (często połączone z DAC-ami, więc ewentualnie można załatwić dwie sprawy). Zaczyna rysować się odpowiedź, dlaczego tańsze wzmacniacze stają się coraz lepiej uzbrojone w nowoczesne wejścia i układy, a droższe – często są wyposażone gorzej. "Lepiej" i "gorzej" to już oceny, a fakty są takie, że chodzi o "więcej" i "mniej".
Tańsze wzmacniacze to więcej funkcji i większy… kompromis. Upakowanie w urządzeniu za kilka tysięcy złotych wszystkich układów potrzebnych do strumieniowania i podłączenia wszelakich źródeł musi odbić się na jakości. Może to być jednak całkiem dobry kompromis i jest to rozwiązanie oczekiwane przez zainteresowanych zbudowaniem systemu za kilka–kilkanaście tysięcy złotych. Najmniej wymagający cieszą się przecież z głośników BT, które potrafi ą "wszystko", strumieniują, przetwarzają, wzmacniają i nawet grają.
Im "więcej w jednym", tym ogólnie niższa jakość dźwięku, chociaż systemy "all-in-one" (to pojęcie bardzo pojemne) też są na różnych sklepowych półkach. Wzmacniacze kosztujące blisko 20 000 zł, a jednak "gołe", wymagające dokupienia tego i owego (zależy, czego potrzebujemy), nie są jedynym słusznym wyborem dla wymagających audiofilów (w zasięgu ręki są też modele "doposażone"), ale mają swój sens i wcale nie są przeżytkiem kierowanym do sentymentalnych klientów.
Każdy dołoży, co jest mu potrzebne – DAC, streamer, preamp phono, wzmacniacz słuchawkowy… a może podłączymy tylko odtwarzacz CD, który ostatnio odzyskuje siły. A kiedy znowu uda nam się zgromadzić do testu porównawczego (w podobnej cenie) kilka odtwarzaczy CD… to już poczujemy się zupełnie jak 30 lat temu. Czego sobie i innym szczerze życzymy.
Andrzej Kisiel