Homeland

LAURIE ANDERSON
Homeland

Rock progresywny

  • Wykonanie
  • Nagranie

Ekscentryczna poszukiwaczka nowych form, Laurie Anderson, nie pozostawiła słuchaczy obojętnymi, gdy wraz z Billem Laswellem i Johnem Zornem dała pamiętny występ na lubelskim Festiwalu Kody. Zapowiedziała wtedy ukazanie się niniejszego albumu, na który czekaliśmy aż dekadę. Materiał z płyty był wcześniej wykonywany przez Anderson z małym zespołem na koncertach w prestiżowych sceneriach.

Laurie Anderson zwykle tworzy z dala od popowego zgiełku, pozostawiając fanów w niepewności, czy projekt będzie zawierał enigmatyczne piosenki w oprawie instrumentalnej, czy tylko deklamacje z własnym, skąpym akompaniamentem klawiatur i skrzypiec. Po wzięciu do ręki niniejszego albumu jego okładka może wywołać dość sprzeczne emocje. Twarz Anderson jest ucharakteryzowana niczym Charlie Chaplin, ale można ją też skojarzyć z Adolfem H., co nie pozostawia odbiorcy obojętnym w tej części Europy. Natomiast w miarę odsłuchu zapominamy o okładce i czujemy się coraz silniej wciągani w materię słowno-muzyczną, będącą swoistą analizą kondycji współczesnego amerykańskiego społeczeństwa i jego kultury.

Kto kiedykolwiek był na występie Laurie Anderson (klasyfikowanym jako performance), w którym śpiewo-deklamacje, teatralne gesty, raczej skromny acz wyrazisty akompaniament muzyczny i projekcje graficzne na ekranie tworzą drobiazgowo wyreżyserowaną całość, temu z pewnością łatwiej będzie odbierać zawartość niniejszego albumu. Dołączony krążek wideo zaledwie w małym stopniu odsłania wyjątkową atmosferę jej koncertów, a bardziej informuje nas o kulisach powstawania tego kompaktu w wersji audio. Jak na poprzednich płytach, Anderson otoczyła się muzykami o inklinacjach do eksperymentowania, których umiejętności wykorzystała w stopniu dla niej koniecznym.

Na przykład Zorn pojawia się na drugim planie z frenetycznymi skowytami saksofonu altowego, nie mając zdefiniowanej partii solowej, ale właśnie o to chodziło autorce. W introdukcji do pierwszego utworu wykorzystała chór żeński z Tuvy, posługujący się poruszającą wszelkie komórki świadomości techniką gardłową, i z tego mrocznego krajobrazu dźwiękowego, podkreślonego niskim basem, wyłonił się krystaliczny głos Laurie Anderson, stwarzając momentalnie nastrój niesamowitości. Mimo że artystka jest znakomitą skrzypaczką, w kilku utworach jej instrument został wzmocniony altówką Eyvinda Kanga. Gra Anderson, na specjalnie dla niej skonstruowanej klawiaturze Synclavier i syntezatorze głosowym Vocorder, została bezbłędnie uzupełniona przez klawiaturzystę Roba Burgera. W patetycznym "Another Day in America" artystka przetransformowała elektronicznie swój głos, upodobniając się do przenikliwego basu poety Williama Burroughsa.

Choć współproducentem przedsięwzięcia jest Lou Reed, włączył się on z należytym wyczuciem na gitarze i perkusjonaliach zaledwie w kilku miejscach. Zaznaczył swą obecność wspaniały perkusista Joey Baron, a jego kolega po fachu, Omar Hakim, nadał należytą dynamikę utworowi z dyskotekowym podkładem "Only an Expert". Na płycie właściwie brakuje chwytliwych melodii, z wyjątkiem romantycznego motywu w utworze "The Lake". W wielu piosenkach brzmienie przypomina to, które uzyskał kiedyś Peter Gabriel w muzyce do filmu "Passion" lecz u Laurie Anderson zyskało ono absolutnie uwspółcześniony entourage. W formie wypowiedzi Anderson liczy się przede wszystkim ekspresja oraz niekonwencjonalne, choć wcale nieutrudniające percepcji, instrumentacje. To coś absolutnie unikalnego, z bogactwem finezyjnie uwypuklonych detali w perfekcyjnym nagraniu.

Marek Dusza
NONESUCH / WARNER MUSIC

Audio - kwiecień 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Mimo zmian na rynku i pojawiania się nowych kategorii urządzeń, wzmacniacze stereofoniczne zachowują mocną pozycję. Pięć modeli w przystępnej cenie 2000 zł tworzy ciekawy wybór, a przede wszystkim udostępnia przyzwoitą moc i jakość dźwięku. Znamienne dla ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj