Firmy Graham Audio i Falcon Acoustics powstały na fali nieprzemijającego, a ostatnio nawet wzmagającego się sentymentu do "starych, dobrych" LS3/5A i licytują się, której z nich udało się wierniej odtworzyć dawny projekt. To działanie skierowane do określonej grupy odbiorców, którzy nie wierzą, aby od czasu powstania tej legendarnej konstrukcji, jakiekolwiek zdobycze techniki głośnikowej mogły ją poprawić.
Albo - z czym prędzej bym się zgodził - że żadne udoskonalenie nie pozostanie bez wpływu na charakter dźwięku, a jeżeli odbieramy z LS3/5A jakieś dobre fluidy, to lepsze będzie wrogiem dobrego. A jeszcze bardziej z tym, że można traktować pewne urządzenia i pewne brzmienia, nawet dalekie od obiektywnej doskonałości, jako dzieła skończone, i mieć przyjemność z obcowania z takim właśnie "oryginałem" (a dokładnie - z wierną kopią oryginału).
Harbeth proponuje coś "nieco" innego - niespieszne, ale konsekwentne udoskonalenie. I tak naprawdę to jest bliższe sposobowi myślenia dawnych inżynierów BBC, których tak podziwiamy za ich dzieła, a którzy przecież poszukiwali nowszych, lepszych materiałów i rozwiązań, a niczego nie "konserwowali".
Paradoksem jest przy tym, że Harbeth P3ESR, konstrukcja znacznie nowocześniejsza niż LS3/5A, jest w sprzedaży od znacznie dłuższego czasu niż kopie LS3/5A Grahama i Falcona. To też już klasyk, wprowadzony 10 lat temu! Zastąpił on jednak nie LS3/5A, które przestały być produkowane (przez Harbetha) jeszcze wcześniej, ale HLP-3 (później w wersji ES-2).
W każdej z tych konstrukcji było widać wyraźne "dziedzictwo" pierwowzoru, jakby producent nie chciał zmieniać niczego, czego absolutnie nie musiał. Wprowadzał przede wszystkim coraz nowsze przetworniki (oczywiście wraz z nowymi zwrotnicami), ale format i styl obudowy, nawet z większością szczegółów, pozostawał taki sam.
Dlaczego? Jakby konstruktor chciał "ratować" co się da z oryginalnych LS3/5A, nawet nie dla właściwości brzmieniowych, co dla lepszej rozpoznawalności kolejnych modeli jako "nowych wersji" LS3/5A. Bo bez takiego odniesienia, takie maleństwo za taką cenę... Nawet jeżeli by zagrało przepięknie, nie zostałoby zauważone i wzięte pod uwagę. To propozycja dla starych wiarusów albo i dla młodej gwardii, ale zorientowanej w temacie.
Czytaj również: Dlaczego otwór bas-refleks nie promieniuje w fazie przeciwnej do fazy przedniej strony membrany?
Harbeth i jego monitory
Cała oferta Harbetha to wyłącznie podstawkowe "monitory" w takim właśnie stylu, chociaż o różnej wielkości. Wielkość jest tutaj wyraźnie skorelowana z jakością (a w każdym razie - z ceną), nie ma serii "niższych" i "wyższych", jest jeden podstawowy zbiór pięciu konstrukcji, zaczynający się właśnie od modelu Harbeth P3ESR, a kończący na Monitor 40.2 - konstrukcji trójdrożnej z 30-cm niskotonowym, w obudowie o objętości prawie 100 litrów (netto) i masie prawie 40 kg... ale wciąż w formacie podstawkowym.
Trzy z tych konstrukcji występują w wersjach Pro (inne wykończenie obudów, mniej luksusowe, a bardziej odporne i z rączkami), a wszystkie w wersjach jubileuszowych, przygotowanych na 40-lecie (ekskluzywne forniry, lepsze komponenty w zwrotnicach, gniazda WBT).
Harbeth to firma najwierniejsza potocznemu znaczeniu "monitora", jaki rozpowszechnił się nawet bardziej wśród audiofilów niż profesjonalistów: monitor to konstrukcja podstawkowa. A także znaczeniu pierwotnemu: to zespół głośnikowy o charakterystyce najlepiej służącej profesjonalnemu "odsłuchowi", czyli monitorowaniu, nie tyle dla przyjemności, co kontroli jakości nagrania czy transmisji.
Harbeth - membrany
Głośnik mający takie predyspozycje musi być przede wszystkim neutralny, czyli mieć niskie podbarwienia, które wynikają zarówno ze zniekształceń liniowych (które ilustruje charakterystyka przenoszenia), jak i nieliniowych. W poszukiwaniu takiego brzmienia i jakości, Dudley Harwood – założyciel Harbetha, a wcześniej jeden z głównych konstruktorów BBC – pracował głównie nad membranami polipropylenowymi.
Pierwszą w monitorach BBC membraną "plastikową", wprowadzoną w latach 60., była membrana Bextrene, stosowana m.in. w przetworniku nisko-średniotonowym B110 z LS3/5A. Materiał był daleki od doskonałości choćby dlatego, że wymagał powlekania (ręcznego), gdyż wykazywał zbyt silne rezonanse własne. Typowy polipropylen, lepszy od Bextrenu, wprowadzono później dzięki wysiłkom Harwooda.
Czytaj również: Po co w zespołach głośnikowych jest zwrotnica?
Po opanowaniu technologii produkowano je w sposób dość prosty i z taniego surowca - formowano próżniowo z folii polipropylenowej. Harwood szukał dalej i ustalił skład polipropylenu optymalnego pod względem akustycznym.
W badaniach tych pomagał mu finansowo rząd brytyjski, program nazywał się Research And Development Into Advanced Loudspeaker - w skrócie RADIAL - od którego nazwę wziął nowy, aktualnie stosowany rodzaj membran.
Sama ich produkcja wymagała jednak poważnych inwestycji od firmy Harbeth, ponieważ wyprodukowanie wysoko wyspecjalizowanej folii wymagałoby zamówienia od dostawcy jej ogromnej ilości, daleko przekraczającej potrzeby.
Alternatywą była inna technologia formowania - wtryskowego - co z kolei oznaczało poważny wydatek na własny park maszynowy, ale ostatecznie to rozwiązanie było bardziej perspektywiczne. Membrany Radial2 odróżnimy od innych polipropylenów po czarnej, idealnie gładkiej, błyszczącej powierzchni.
W materiałach Harbetha można przeczytać ważne credo Harwooda: najważniejszą próbą w odsłuchach jest jakość odtworzenia głosu. Jeżeli głos będzie odtworzony prawidłowo, to i muzyka zabrzmi równie dobrze, a nie zawsze będzie odwrotnie.
Sporo w tym prawdy, głos na pewno lepiej zilustruje nam jakość niż jakikolwiek inny instrument, chociaż wiele z nich może przynieść dźwięki i wnioski, jakich nie wywoła sam głos. Najlepiej więc badać jakość kompleksowo.
Czytaj również: Co to jest obudowa z linią transmisyjną?
Dlaczego Harbeth jest tak przywiązany do głosu?
Do niedawna myślałem, że wynika to pewnego uporu w stosowaniu membran polipropylenowych; z głosem radzą sobie relatywnie najlepiej, za to z basem trochę słabiej... Producent dobiera więc sposób testowania do wcześniej wybranej techniki. Teraz może i tak jest, ale... natrafiłem na ciekawostkę.
Dudley Harwood należał do Braci Plymuckich (Plymouth Brethren), ortodoksyjnej chrześcijańskiej sekty, której członkom nie wolno było... w ogóle słuchać muzyki - ani dla przyjemności, ani w pracy! Dlatego dla Harwooda głos (i to chyba wcale nie śpiew, lecz mowa) był jedynym sposobem subiektywnej oceny jakości dźwięku - poza obowiązkowymi pomiarami*.
Już w latach 80. firmę przejął jednak Alan Shaw, który nie ma oporów przed słuchaniem muzyki, a tym bardziej przed robieniem pomiarów, które uważa za narzędzie tak samo potrzebne, jak słuchanie. Jedno uzupełnia drugie, a nie eliminuje.
W czasach, gdy BBC projektowało swoje słynne LS-y, sklejka była po prostu w powszechnym użyciu – w konstrukcjach głośnikowych, ale też ogólnie w meblarstwie. Później przyszły czasy płyty wiórowej, a jeszcze później -MDF-u. BBC i inni producenci stosowali ją więc nie po to, aby obudowy "grały".
Była ona w dodatku dość cienka z powodów bardzo utylitarnych - monitory, zwłaszcza małe, były często przenoszone i nie powinny być zbyt ciężkie... Dzisiaj robienie z tych wszystkich "uwarunkowań" idealistycznych założeń, służących najlepszemu brzmieniu, wydaje się grubą "nadinterpretacją". Chyba że później udało się ustalić coś więcej...
Niektórzy sądzą, że w swoistym brzmieniu LS3/5A i innych monitorów BBC udział ma "grająca" obudowa, ale sami konstruktorzy twierdzą, że właśnie taka kombinacja - cienkich ścianek i ich intensywnego wytłumienia, ale bez wzmocnień wewnętrznych - pozwala utrzymać rezonanse nisko, poniżej zakresu częstotliwości średnich, dzięki czemu nie wpływają one na wokale.
O ile taki argument może mnie przekonać w przypadku dużych obudów, głównie wolnostojących, to z podstawkowymi, zwłaszcza tak małymi jak LS3/5A i jego pochodne, jest już gorzej.
Częstotliwość rezonansowa panelu (ścianki) będzie związana z jego długością, a każde wzmocnienie podzieli panel na mniejsze, podnosząc ich częstotliwości rezonansowe (tak jak przyciśnięcie struny do progu).
Dlatego Pro-Ac nie stosuje wzmocnień nawet w wysokich kolumnach - im niżej ulokowany rezonans, tym lepiej - ale w konstrukcji podstawkowej same jej zewnętrzne wymiary, nawet bez dodatkowych wzmocnień, ustawiają rezonanse samych ścianek znacznie wyżej, właśnie w zakresie średnich częstotliwości.
W takiej sytuacji trzeba być już sporym optymistą i entuzjastą "rezonowania", aby sądzić, że podbarwienia powodowane przez rezonanse ścianek pozytywnie wpływają na jakość dźwięku, zwłaszcza na jego czystość i neutralność.
Jeżeli jednak chcemy koniecznie usłyszeć to lub coś podobnego do tego, co słyszeli 40 lat temu inżynierowie i pracownicy BBC... Chociaż ci pewnie woleliby wówczas usłyszeć to, co dzisiaj oferują najlepsze nowoczesne monitory.
Czytaj również: Czy do podstawkowych zespołów głośnikowych potrzebne są specjalne, firmowe standy?
Odsłuch
Zastosowana technika, zarówno jej "ilość", jak i jakość (a także parametry podawane przez producenta), nie obiecują wielkich emocji przeciętnemu odbiorcy. Oczywiście audiofil może przeżywać rozkosze słysząc w pewnym sensie cokolwiek, na czym mu zależy, na co będzie chciał zwrócić uwagę (lub zwrócą mu na to uwagę inni), i z wyżyn swojego wyrafinowanego gustu za nieistotne uzna ograniczenie pasma w zakresie niskich częstotliwości, dynamiki, mocy, a więc i maksymalnego poziomu głośności, skoro głośniki nie służą mu do robienia domowej dyskoteki, ale do wieczornej kontemplacji, obserwowania niuansów, w przede wszystkim - smakowania barwy średnicy...
Ale czy takie podejście, uprawnione w indywidualnym odbiorze i ocenie, upoważnia recenzenta do wpadania w zachwyt, gdy "suma punktów", jaką można przyznać określonemu brzmieniu za wszystkie jego ważne aspekty, nie jest wysoka?
Nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę i kupować tego typu specyfiki bez osobistego i "szczerego" zapoznania. Nie ulegać presji "środowiska" ani recenzentów, ani sprzedawców wymuszających usłyszenie cudowności.
Trzeba posłuchać różnej muzyki i bez obaw sprawdzić, czy można zagrać tak głośno, jak choćby czasami możemy mieć na to ochotę. To żaden wstyd, a jeżeli ktoś nas zgani, że te głośniki do tego nie służą... to może nie są to głośniki dla nas.
Czytaj również: Czy kolumny trzeba ustawiać na kolcach?
Mamy do czynienia z wyjątkowym produktem, którego bezkrytyczne chwalenie za "uniwersalność" ani by mi nie przeszło przez klawiaturę, ani nie byłoby wiarygodne dla odbiorców. A przecież chcę ten głośnik pochwalić, bo okazał się lepszy, niż się tego spodziewałem.
Harbeth P3ESR to najbardziej udany "krewniak" LS3/5A, jaki słyszałem. Realizuje chyba wszystkie zapowiedzi dotyczące pięknego odtworzenia wokali, chociaż nie stwierdzę, że rzucają one na kolana swoim realizmem, a przede wszystkim wciąż pozostawiam sobie votum separatum względem wyroku, że to powinno wystarczyć. Ale to może wystarczyć, i jeżeli jest to dla kogoś najważniejsze, to rzeczywiście Harbethy P3ESR będą się bardzo podobać.
Co jest nie tak z tym realizmem? Wcale nie jest dla mnie rozczarowujące, że P3ESR tworzą dźwięk o umiarkowanej skali, a pozorne źródła dźwięku nie są potężne. Lubię mocny, szeroko nasycony, gęsty i zarazem wyraźnie artykułowany wokal, oczywiście wtedy, gdy samo nagranie daje na to szansę.
Mały głośnik gra małym dźwiękiem i małym wokalem, który jest jednak wyśmienicie wyważony tonalnie, dobrze różnicowany i przyjemny w barwie. Nie jest więc zaciemniony ani krzykliwy, nie ma też śladu nosowości, pod względem zestrojenia, proporcji jest idealny.
Tylko tyle i aż tyle, żadne czary-mary, ale charakter, jakiego nie dostaniemy z żadnej innej konstrukcji tego testu z wyjątkiem... Grahamów LS6. To chyba jasne, że porównywałem te dwie konstrukcje z największą uwagą.
Różnice są uchwytne, ale też ewidentny jest wspólny klimat, spójność, plastyczność, łagodność. Przy czym... to Harbeth P3ESR są bardziej żywe, pobłyskujące, z odrobiną zupełnie lekkostrawnej metaliczności, jakby nieco wyżej prowadzonym przejściem między średnicą a wysokimi tonami, w LS6 "wycieniowanym".
LS6 są więc jeszcze spokojniejsze i delikatniejsze, a z Harbethami P3ESR - bardziej bezpośrednie i detaliczne. Na dole pasma mniej nasycone, ale i tak kompletne, płynne, harmonijne wcale nie rozjaśnione, w szczególny sposób zrównoważone właściwie dobranym poziomem wysokich tonów.
Dostarczają wszystko, czego trzeba, i niczego ponad miarę. Selektywne, czyste, z blaskiem i oddechem. To nie bas, a tylko basik... ale nie trzeba się go domyślać, jest obecny, czytelny, zwinny, "wystarczający", i to przy ustawieniu P3ESR na podstawkach, dość daleko od ścian, w dużym pomieszczeniu.