Kiedy ponad 10 lat temu testowaliśmy pierwszą wersję kolumn nazwanych imieniem słynnego węgierskiego pianisty, zrobiły duże wrażenie zarówno oryginalną konstrukcją, jak niezwykłym brzmieniem. Kilka lat temu zostały poważnie zmodyfikowane do wersji Reference. W high-endzie obrodziło ostatnio wieloma fantastycznymi pomysłami i cenami. Liszt nie jest na takim tle najbardziej ekstrawagancki, ale zachował nowoczesną sylwetkę, jego koncepcja akustyczna nie zestarzała się, gra efektownie i kosztuje… w porównaniu do "liderów" listy płac – zupełnie umiarkowanie.
Z kolumnami Vienna Acoustics spotykamy się od samego początku istnienia AUDIO, firma już wtedy miała w Polsce dystrybutora i szybko stała się znana. Nie wyrosła na producenta o takiej skali oferty i sprzedaży, jak doskonale znani potentaci, jednak utrwaliła stabilną pozycję wśród firm średniej wielkości, cieszących się dużym prestiżem ze względu na jakość i oryginalność swoich projektów.
Vienna pokazała też charakter, jednak nie w sposób szokujący, za pomocą niezwykłych konstrukcji i astronomicznych cen, które mają tworzyć nie tylko zyski, ale i renomę wielu marek. Vienna długo trzymała się projektów i cen racjonalnych, unikając skrajności zarówno niskobudżetowych, jak i z najwyższej półki.
Cieszyła nasze oczy pięknymi obudowami, a uszy słodkim dźwiękiem za całkiem umiarkowane pieniądze. To był (i jest) "przystępny high-end", który spodobał się wielu klientom i recenzentom. Spodobał się również polskiej spółce JRC Group S.A. (właściciel marki Pylon), która rok temu kupiła większość udziałów w Viennie, dla której od wielu lat produkowała obudowy.
Część pozostaje w posiadaniu założyciela i konstruktora Petera Gangsterera oraz jego rodziny. Czy to firma wciąż austriacka, czy już bardziej polska? Ważne, aby produkty były na wysokim poziomie i nie straciły swoich "wiedeńskich" właściwości, cokolwiek by to znaczyło, bowiem siła skojarzeń jest w tym przypadku wyjątkowa. Firma została przecież postawiona na dwóch filarach.
Założyciel firmy miał nie tylko kompetencje do projektowania dobrych, ładnych i przyjemnie grających kolumn, ale też do "opakowania" ich w sugestywną historię – muzyczną tradycję Wiednia.
Austriakowi, który skończył wyższe studia techniczne w Wiedniu, łatwo było to połączyć z kulturą i atmosferą miasta i przenieść na wyjątkowe predyspozycje jego projektów do… No właśnie, odtwarzania muzyki Beethovena, Mozarta, Haydna czy też każdej innej? Chyba nikt się nad tym głęboko nie zastanawia, wystarczy "wsparcie" autorytetem tak wspaniałych muzyków (którzy chyba nic o tym nie wiedzą...).
Do pewnego momentu wszystkie konstrukcje Vienny chrzczone były ich nazwiskami, dopiero najwyższa seria Klimt wzięła swoją nazwę od słynnego malarza (oczywiście również wiedeńskiego, dla którego muzyka też była ważnym źródłem inspiracji), co jeszcze rozszerzyło perspektywę artystycznych konotacji; swoją drogą awangardowe modele tej serii pasują do stylu Klimta, a mniej do wiedeńskich klasyków.
Seria Klimt mocno zmieniła profil firmy zarówno wprowadzając ją do high-endu, jak i wyzwalając z konstrukcyjnych konwenansów. Po raz pierwszy zastosowano tam koncentryczny moduł średnio-wysokotonowy w obracanej "głowie".
Czytaj również: Czy kolumny trzeba ustawiać na kolcach?
Z tych rozwiązań pierwszy skorzystał nieco później Liszt, który po 10 latach awansował do wersji Reference, jednak wciąż najdroższe w ofercie Klimty na razie nie doczekały się podobnych udoskonaleń (które objęły też modele tańsze od Liszta). To trochę podejrzane i niepokojące, że z założenia najlepsze Klimty pozostają pod tym względem w tyle; zwykle odświeżanie oferty rozpoczyna się od samych jej szczytów, więc albo uznano, że w apgrejd Klimtów nie warto inwestować, albo szykowane są jeszcze większe udoskonalenia. Może zamiast Klimtów pojawi się coś jeszcze ambitniejszego, a może po prostu znikną i Vienna wycofa się z tak wysokiej półki. W tym momencie najwyższą w hierarchii konstrukcją zmodyfikowaną jest właśnie Liszt Reference.
Kiedy dystrybutor zaproponował przetestowanie "nowych" Lisztów, chętnie przyjęliśmy zaproszenie. Jednak zanim podjęliśmy konkretne działania, zacząłem zbierać materiały i okazało się, że wersja Reference nie jest już nowością. Wyszperałem jej test z 2023 roku, a przed chwilą nawet z roku 2022… Nie da się ukryć, że nie jesteśmy pierwsi.
Jednak po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się na tę akcję. Po pierwsze, wspomniane testy nie ukazały się ani w źródłach polskich, ani w najbardziej popularnych (chociaż dotarcie do nich jest łatwe i trudno odmówić im jakości – obydwa zawierają nawet wyniki pomiarów, które w audiofilskiej prasie wcale nie są czymś oczywistym). Po drugie, stwierdziliśmy, że wprowadzone zmiany są znaczące i warto na własne ucho (i na własny mikrofon) przekonać się, jakie przyniosły rezultaty.
Dostęp do testu pierwszej wersji, zarchiwizowanego na naszym portalu, jest łatwy i darmowy. Teraz wyjaśnimy sprawy najważniejsze – sens początkowej koncepcji i późniejszych modyfikacji.
Czytaj również: Czy długość przewodów ma wpływ na pracę kolumn?
Zacznijmy od samych podstaw. To system trójdrożny, z trzema 18-cm głośnikami niskotonowymi w systemie bas-refleks i 15-cm koncentrycznym układem średnio-wysokotonowym. Sekcja ta jest zainstalowana w module, który w zakresie kilkunastu stopni, w płaszczyźnie poziomej, można obracać.
Służy to "wycelowaniu" najlepszego promieniowania (zwykle zbieżnego z osią główną układu) w kierunku słuchacza, przy ustawieniu większych modułów niskotonowych w nieco inny sposób – jak się można domyślać, równolegle. Tylko na wszelki wypadek dodajemy, że szerokie promieniowanie niskich częstotliwości nie wymaga takiego ukierunkowania.
Czemu jednak dla najlepszego rezultatu akustycznego nie mielibyśmy skręcać całych kolumn, tak jak to robimy w większości przypadków? Tym bardziej, że Liszty są dość smukłe, nie stawiałyby większego "oporu" i nie wymagały o wiele więcej miejsca przy takich manewrach.
W pewnych sytuacjach, np. gdy kolumny stoją tuż przy krawędzi szafki, takie rozwiązanie może pomóc, a nigdy zaszkodzić, poza tym częściowe odseparowanie obudowy układu koncentrycznego wykorzystano dla redukcji transmisji wibracji z obudowy niskotonowej (gdzie są one największe). Wreszcie… pozwala to nadać konstrukcji oryginalny wygląd, który ma coraz większe znaczenie dla przekonania klienta o jej zaawansowaniu.
Postępują tak wszystkie firmy, nie chcąc zostać w tyle za bardziej "innowacyjnymi" konkurentami; najważniejsze, aby takimi pomysłami nie narobić akustycznych szkód, co gdzieniegdzie się zdarza. Można też dodać, że działanie tego "obrotu" nie wynika z takich samych założeń, co regulacja pozycji głośników średniotonowych i wysokotonowych w Wilson Audio, i nie tylko dlatego, że w Lisztach ruch jest w poziomie, a w Wilsonach Audio w pionie.
Czytaj również: Jakie właściwości mają magnesy neodymowe?
W tych drugich chodzi o dokładne zestrojenie fazy między średniotonowym a wysokotonowym poprzez ustalenie precyzyjnych relacji ich odległości do miejsca odsłuchowego; w Lisztach ta kwestia jest już załatwiona i niewzruszalna dzięki zastosowaniu układu koncentrycznego, przy którym te relacje i zestrojenie są niezmienne (co jest jego największą zaletą), wciąż jednak można znajdować się bliżej lub dalej od osi głównej tego układu, co będzie zmieniać poziom zwłaszcza wysokich częstotliwości, które są promieniowane najbardziej kierunkowo.
Nie musimy jednak pilnować, aby oś tego układu trafiała dokładnie w miejsce odsłuchowe; możemy ją nawet z premedytacją odsunąć (odkręcić w bok), aby zmniejszyć poziom wysokich tonów, co na pewno warto wypróbować w związku z tym, że Liszty dostarczają ich "z zapasem". Jeżeli jednak ustawimy moduły niskotonowe równolegle i względem nich będziemy znajdować się pod dużym kątem, sięgającym 30º (w przypadku ustalenia trójkąta równobocznego z miejscem odsłuchowym), to skręcenie górnych sekcji do środka o maksymalne kilkanaście stopni wciąż pozostawi kilkanaście stopni między osiami tych sekcji a prostą łączącą je z miejscem odsłuchowym, co może się okazać optymalną konfiguracją.
Moduł koncentryczny (jego oś główna) znajduje się na wysokości 110 cm. To trochę wyżej niż typowa wysokość instalacji głośników średniotonowych i wysokotonowych (90–100 cm), ale nie na tyle, aby w odległości już 3 m odczuć zbyt wysoko ustawioną scenę, a pod kątem kilku stopni (tym razem w pionie) zmiana na charakterystyce przetwarzania będzie niewielka, również ze względu na właściwości układu koncentrycznego.
Układy koncentryczne są nam dobrze znane z konstrukcji wielu firm, ale ten wygląda nietypowo, bowiem membrana przetwornika średniotonowego jest płaska; jej zewnętrzna średnica ma 10 cm, a wewnętrzna – 5 cm.
Czytaj również: Co to jest głośnik diplowy? Jakie są jego właściwości?
W centralnym otworze jest "gniazdo" dla przetwornika wysokotonowego, który w związku z formą membrany średniotonowej znajduje się w jej płaszczyźnie, a nie w wierzchołku typowej membrany stożkowej (stosowanej też zwykle w układach koncentrycznych innych producentów), tworzącej dla niego falowód. Takie warunki sprzyjają szerszemu rozpraszaniu (z przetwornika wysokotonowego), bo nie zawężają promieniowania w zakresie kilku kHz, co jednak od pewnego czasu jest rozważane przez wielu konstruktorów jako korzystne dla "wyregulowania" charakterystyk kierunkowych w zakresie częstotliwości podziału.
Pierwsza ważna zmiana wprowadzona w wersji Reference dotyczy właśnie wysokotonowego. Zamiast membrany kopułkowej, ma teraz membranę pierścieniową, co wyraźnie sygnalizuje aluminiowy korektor fazy. Tak jak poprzednio, membrana jest jedwabna i bardzo przypomina tę znaną z wielu przetworników Scan-Speaka, a udział duńskiego specjalisty nie ogranicza się do dostarczenia samego tweetera.
Wymiana kopułkowego na pierścieniowy a także towarzysząca temu zmiana filtrowania w zwrotnicy spowodowały dużą zmianę charakterystyki przetwarzania. Druga, jeszcze lepiej widoczna zmiana polega na zastosowaniu płaskich membran w 21-cm głośnikach niskotonowych. Wcześniej były to membrany stożkowe typu Spider, czyli z usztywnieniem w formie pajęczyny, znajdującej się z tyłu membrany, ale dobrze widocznej z powodu przezroczystości materiału XPP. Aktualne, płaskie membrany też mają podobne "ożebrowanie", chociaż już niewidoczne przez grubszą warstwę membrany X4P o strukturze plastra miodu.
Vienna podkreśla zarówno znaczenie sztywności membran, jak i zaletę ich "płaskości", chociaż w tej drugiej kwestii nie wszyscy konstruktorzy byliby zgodni. W przypadku głośników niskotonowych kształt membrany ma znaczenie drugorzędne pod warunkiem wszakże, że odpowiedni profil zapewni sztywność, a płaskie membrany same z siebie wcale nie są sztywne, dlatego dodanie "pajęczyny" jest tutaj nawet ważniejsze niż w membranach stożkowych.
Ale na tym nie koniec kombinowania. Płaska membrana o średnicy zewnętrznej 12 cm ma w środku wycięte koło o średnicy 5 cm – podobnie jak membrana średniotonowa. Tutaj oczywiście nie pojawia się dodatkowy przetwornik, lecz "nakładka przeciwpyłowa" w formie wklęsłej tekstylnej kopułki (uszczelniona powlekaniem z tyłu). Producent twierdzi, że wybrał to rozwiązanie po wielu próbach, wydaje się jednak, że podstawowym powodem wycięcia otworu było solidne połączenie membrany z sięgającym aż do niej karkasem cewki (o dużej średnicy ok. 5 cm).
Obudowę sekcji niskotonowej podzielono wewnątrz na dwie komory. Dwa dolne głośniki pracują w jednej, z tunelem bas-refleks o średnicy 6,5 cm i długości 17 cm; trzeci – we własnej, z tunelem 5-cm/15-cm. Gdy patrzymy na pozycję głośników, widać, że odpowiednie proporcje objętości (dolna komora dwa razy większa od dolnej) można było uzyskać poziomą przegrodą.
Objętości i wymiary tuneli dobrano tak, aby obydwa podsystemy miały taką samą podstawową częstotliwość rezonansową i podobne charakterystyki. Podział nie służy więc różnicowaniu ich podstawowych parametrów, ale zapobiega powstawaniu silnej fali stojącej w wysokiej obudowie; dzięki podziałowi pasożytnicze rezonanse zostają "rozmienione na drobne", w każdej z dwóch komór o różnych wysokościach będą różne, a do tego słabsze niż w jednej wysokiej, bowiem proporcje tych komór są już korzystniejsze (wymiar wysokości przestaje być tak silnie uprzywilejowany) i przesuwają się ku falom krótszym (które łatwiej tłumić).
Z podobnym rozwiązaniem mieliśmy ostatnio do czynienia w kolumnie Dali Sonik 9. Tak wygląda nasza interpretacja celowości takiego rozwiązania, poparta wynikami pomiarów, ale producent o tak "skomplikowanych" zjawiskach nie pisze, przedstawiając zupełnie inne założenia, które jednak nie mają potwierdzenia w zmierzonych charakterystykach.
Obydwie komory mają być "uniquely tuned", co sugeruje różne zestrojenie (bo co innego mogłoby to znaczyć?), dwa dolne głośniki mają przetwarzać najniższy bas, podczas gdy górny ma zapewniać płynne połączenie z głośnikiem średniotonowym. W rzeczywistości wszystkie trzy głośniki w zakresie najniższych częstotliwości "produkują" podobne ciśnienie, więc może ten znajdujący się najwyżej ma chociaż inne filtrowanie dolnoprzepustowe?
Czytaj również: Czy obudowa z membraną bierną to obudowa zamknięta?
Wątpię, mimo że zmierzone charakterystyki trochę się różnią; nieco wyższy (ale i tak już bardzo niski) poziom widać dopiero w zakresie średnich tonów (również z głośnika środkowego), co jednak może wynikać z wpływu (na wyniki pomiaru) przetwornika średniotonowego; pojedyncze gniazdo nie pozwoliło w pomiarach rozłączać sekcji niskotonowej od średnio-wysokotonowej, aby takiego "zakłócenia" uniknąć.
Swoją drogą, gdyby podział między sekcją niskotonową a średniotonowym był ustawiony wysoko, to takie "cyzelowanie" miałoby sens, aby nie wchodzić całą trójką niskotonowych w zakres średniotonowy i nie powodować przez to problemów fazowych poza osią główną. Ale podział jest wystarczająco niski (według naszych pomiarów 250 Hz, producent o tym nie informuje), aby utrzymać porządek przy takim samym filtrowaniu niskotonowych.
Zastosowanie trzech niskotonowych, zainstalowanych na różnych wysokościach, korzystnie różnicuje i uśrednia nierównomierności charakterystyki całego systemu, powstające na skutek odbić od podłogi.
Również komora głośnika średniotonowego jest "wentylowana", jednak – jak w wielu tego typu przypadkach – układ rezonansowy jest dostrojony poniżej zakresu pracy głośnika i ma na celu dodatkowe odciążenie go od najniższych częstotliwości, a nie efektywne promieniowanie.
Obudowa ma szerokość (bez listew cokołu) 20 cm, a więc typową dla konstrukcji z 18-cm głośnikami niskotonowymi (i nisko-średniotonowymi). Jest regularnym prostopadłościanem (a dokładnie dwoma połączonymi prostopadłościanami). Testowana para była wykończona czarnym lakierem fortepianowym (do mistrza klawiatury pasuje idealnie), są też wersje biała i w naturalnych fornirach (zawsze z czarnym frontem i tyłem) – czereśniowa i palisandrowa. Krawędzie ścianek przednich i tylnych (obydwu modułów) zaokrąglono, pozostawiając między nimi a główną bryłą milimetrowe dylatacje. Maskownice to tradycyjne ramki z MDF-u, opięte czarną tkaniną, mocowane na magnesy.
Czytaj również: Na jakiej zasadzie działają kolumny z głośnikami niskotonowymi na bocznej ściance, jakie są zalety i wady takiego ustawienia?
Kiedyś zachwycaliśmy się estetyką obudów Vienny i nic nie straciły one z dawnej jakości, jednak na tle konkurencji, która też "nauczyła się" projektować i produkować eleganckie skrzynki, Vienna już tak bardzo się nie wyróżnia. Firma szermuje argumentami związanymi z oryginalnymi rozwiązaniami technicznymi a także wiedeńskim pochodzeniem, ale wydaje się, że jej najsilniejszą bronią może być koncertowe brzmienie.
Producent dużo pisze o swoich zwrotnicach, podkreślając kilka znanych wątków:
- Po pierwsze, filtrowanie jest ściśle związane z parametrami przetworników, co jest dość oczywiste.
- Po drugie, preferuje filtry łagodne, zaczyna strojenie od prób z filtrami 1. rzędu, aby ewentualnie przechodzić do filtrów 2. rzędu Bessela (łagodniej zwiększają nachylenie do 12 dB/okt. i mają dobrą odpowiedź impulsową).
- Po trzecie, wyjątkowo dba o małe odchyłki; kondensatory polipropylenowe i rezystory metalizowane mają tolerancję 1%, a cewki powietrzne 0,7%.
- Po czwarte, zauważa duże różnice brzmieniowe między elementami o tej samej wartości, ale pochodzącymi od różnych producentów, więc poświęca mnóstwo czasu na ich selekcjonowanie. O ile jednak realizację pierwszych trzech punktów można by sprawdzić, o tyle w ostatni można wierzyć… lub nie, tym bardziej że w zwrotnicach Vienny nie widać bardzo egzotycznych, kosztownych komponentów (czego wcale nie mam za złe), cewki są nie tylko powietrzne, ale i rdzeniowe, a kondensatory również elektrolityczne.
Patrząc na zwrotnice Vienny, widzę raczej zdrowy rozsądek, a nie szalone idee i bezkompromisowe rozwiązania, którymi trzeba się jednak chwalić, aby przekonać do siebie część audiofilów.
Na koniec przeprowadźmy krótkie porównanie z pierwszą wersją Lisztów. Charakterystyka impedancji wskazuje, że nowa wersja została gruntownie przerobiona – nie tylko wymieniono głośniki, ale też zmieniono filtrowanie wszystkich sekcji. Być może bez zmian pozostawiono obudowę, ale wraz z innymi głośnikami charakterystyka jest nieco inna również w zakresie niskotonowym.
Jeżeli jednak patrzymy na wyniki pomiarów z 2014 roku, weźmy pod uwagę, że znacznie większe wyeksponowanie zakresu niskotonowego wynika z braku korekcji baffle-step, którą w opracowaniu pomiarów zaczęliśmy stosować później; w rzeczywistości poziom basu był niższy i prawdopodobnie podobny jak teraz.
Wyraźnie inaczej wygląda charakterystyka przenoszenia w zakresie średnio-wysokotonowym. Osłabienie w zakresie kilku kHz jest często spotykane w kolumnach Vienny, ale w nowych Lisztach wygląda inaczej niż w poprzednich, gdzie sięgało jeszcze niżej (na osi poziomu) i wyżej (na osi częstotliwości).
Poprzednie Liszty bardziej "selektywnie" eksponowały najwyższe częstotliwości, nie podbijając 6 kHz, za to produkując wysoki szpic przy 12 kHz. Tak jakby charakterystyki głośników średniotonowego i wysokotonowego były wtedy bardziej "rozsunięte" (na co wskazuje również charakterystyka impedancji). Jednocześnie nowy wysokotonowy utrzymuje wysoki poziom do 20 kHz (a może i wyżej), podczas gdy charakterystyka poprzedniego wyraźnie opadała pomiędzy 12 kHz a 20 kHz. Jest lepiej.
Vienna Acoustic Liszt Reference - odsłuch
Wiedząc, że testowaliśmy pierwszą wersję Lisztów i mając dostęp do tamtego opisu, postanowiłem na dłużej tam nie zaglądać, aby nie sugerować się ani tamtą relacją odsłuchową, ani sposobem przedstawienia konstrukcji; porównaniu został poddany tylko materiał z pomiarów.
Test został przeprowadzony w dużym pomieszczeniu salonu Q21 w Pabianicach, warunki akustyczne na oko (i ucho) są tam dobre, pokój nie jest bardzo wytłumiony, jego akustyka jest pewnie lepsza niż w nowoczesnych, dużych, pustych salonach, ale nie "studyjna", więc to, co tam usłyszymy, nie musi być zupełnie inne od tego, co jest możliwe w naszych domach.
Czytaj również: Czy wąska obudowa kolumny jest akustycznie najkorzystniejsza?
Kolumny stały dość blisko ściany (mniej niż metr), ściana za miejscem odsłuchowym była w podobnej odległości, odległość od kolumn ok. 3 m, między kolumnami – ok. 3 m, po bokach dużo miejsca (daleko do pierwszych odbić). A więc w miarę normalnie, i chociaż w pojęciu tym może mieścić się wiele różnych szczegółowych konfiguracji, to wynikający z tego testu charakter brzmienia Lisztów jest na tyle oczywisty, że nie ma sensu wątpić w uzyskanie podobnych rezultatów w innych warunkach. Tym bardziej rozważanie, czy z innym systemem Liszty nie zgrałyby zupełnie inaczej, nie byłoby konstruktywne.
Komu takie brzmienie nie pasuje już w takim zarysie, jaki przedstawiamy w tym teście, niech nie męczy siebie ani innych niepotrzebnymi pytaniami i nadziejami. Komu trafia do przekonania – niech nie marnuje okazji i koniecznie się z nim spotka osobiście, o kupowaniu bez słuchania chyba nie ma mowy w przypadku sprzętu tej klasy.
Jeżeli jednak okoliczności są bardzo szczególne i trzeba decydować się w ciemno… to w tym przypadku wyjątkowo można się odważyć. Nie dlatego, że jest to brzmienie idealne, ale dlatego, że wśród wielu, których opisanie wymaga dużej gimnastyki, jest dość proste do przedstawiania.
Zdarzają się brzmienia całkiem dynamiczne, neutralne, dokładne, które sprawiają kłopot właśnie tym, że wedle podstawowych kryteriów są zrównoważone i kompletne, ale coś w nich nie gra i trudno namierzyć co, a jeszcze trudniej to nazwać. Są też brzmienia wyraźnie "połamane", ale też trudno je przeanalizować i wskazać "palcem", gdzie dokładnie jest problem. Liszty są wdzięcznym obiektem do posłuchania i opisania, ich dźwięk jest oryginalny i jednocześnie w pełni czytelny zarówno w sensie odbioru muzyki, jak i charakteru brzmienia.
Czasami muzyka dociera do nas łatwo, a czasami dźwięk jest w sumie normalny, a muzyka jakaś obca. Liszty Reference nie wymagają "rozgryzania". Każde kolejne nagranie powiększa naszą wiedzę na temat ich możliwości, ale wciąż potwierdza pierwsze obserwacje i wnioski.
Jeżeli już przyjedziecie ich słuchać, to pewnie nie będziecie żałować czasu na odsłuch, ale jeżeli ktoś będzie się spieszył… to i tak po pół godzinie będzie wiedział praktycznie wszystko. Inna sprawa, jak dużo czasu zajmie namysł, czy to kolumny dla nas, czy nie… Może być jednak łatwiej, bowiem Liszty nie są kolumnami dla audiofilów poszukujących brzmienia neutralnego.
Czasami wspominam dwóch starych kumpli. Jeden od dawna ma przynajmniej Mozarty (które poleciłem mu ćwierć wieku temu), a drugi… wiem co chciałby i mógłby mieć, ale szkoda mu pieniędzy. Miewam okazje, aby zaprezentować mu wspaniałe kolumny, lecz często widzę na jego twarzy niepewność i niedosyt. Wnioski są jednak podobne. Za mało basu. Za mało góry. Płasko, sucho, nijako. Bas ma być soczysty, niski i miękki (tak, tak; wcale nie twardy i konturowy) a wysokie – wyraziste, czyste i świetliste. Średnie tony? Czy to coś pomiędzy niskimi a wysokimi?
Można Lisztom zarzucać, że są rozrywkowe, efekciarskie, komercyjne itd. Ale łatwo też stanąć w ich obronie. Nie tylko z takiej pozycji, że mogą uszczęśliwić wielu… nieaudiofilów, dostarczając im upragnione emocje, spełniając marzenia o dźwięku swobodnie rozciągniętym między sprężystym, pulsującym, aktywnym basem a błyskotliwymi, klarownymi, bogatymi wysokimi tonami. Liszty wyciągną je praktycznie z każdego nagrania, muzyka nigdy nie będzie smutna i nijaka, dzięki nim usłyszymy znacznie więcej, co już samo w sobie może sprawić radość, której wcale nie muszą zakłócać szorstkości, ostrości i metaliczności.
Czytaj również: Co to jest układ d'Appolito, jakie są jego zalety i wady?
Nie będzie spokojnie i cicho, wysokie tony nie pozwolą wyjść na pierwszy plan średnicy, ale zapewniam, że to wcale nie boli. Ocena zależy od tego, jakie przyjmiemy kryteria, jaką mamy wrażliwość, jakie nastawienie. Nie dzieje się nic przykrego, niepokojącego, nawet zadziwiającego. Wysokie tony są wyeksponowane, jednak w swoim głębszych charakterze mają wyśmienitą rozdzielczość, są klarowne i sypkie.
Żeby już tę kwestię mieć wyjaśnioną do końca (pasma...) wypada dodać, że nie jest to sytuacja "otwarcia" tylko na samym skraju pasma, co dźwięk by subtelnie "napowietrzało" i wydobywało samą drobnicę. To duża aktywność w szerokim zakresie wysokich tonów, eksponująca wszystkie perkusjonalia, miotełki, przeszkadzajki, struny, sybilanty, szmery i wybrzmienia.
W niektórych kolumnach Vienny obniżenie na przejściu średnich i wysokich tonów powoduje w wokalach nosowość a jednocześnie faworyzuje "dolny środek", co w sumie tworzy dźwięk ciepły, elegancki i komfortowy. W Lisztach efekt jest inny: wokale są gładkie i klarowne, jednak nie mają dużo substancji w niższym podzakresie. Na to wytrawni audiofile zwrócą uwagę i mogą tego nie wybaczyć, gdy znany im głos nie będzie miał dużej mocy, ale z innej perspektywy dźwięk jest wciąż spójny i na swój sposób harmonijny, ma dobrą kompozycję, wszystkie elementy do siebie pasują.
Bas jest podobnie atrakcyjny jak wysokie tony. Liszty nie pożałują niskich zejść, soczystych tąpnięć, różnorodności i żywości; niektóre nuty są podkreślone, co w jakimś stopniu mogłoby wynikać z rezonansów pomieszczenia, jednak prawdopodobnie ma związek z charakterystyką samych kolumn (podbiciem przy 100 Hz). Efekt ten był odczuwalny na niektórych nagraniach, ale i wtedy nie robił bałaganu.
Ostatecznie brzmienie jest bardziej rozjaśnione niż przebasowione, bowiem na wokale i większość instrumentów większy wpływ mają podkreślone wysokie tony niż bas, który zajmuje się sobą, a nie podgrzewaniem średnicy. Muzyka ma rozmach, przestrzeń, nie jest bardzo skoncentrowana i wycelowana w słuchacza. Nie znajdujemy się "w ogniu" pary kolumn, wysokotonowe fajerwerki rozprzestrzeniają się szeroko, scena jest duża, szeroka, wysoka i głęboka.
Centralny, pierwszy plan nie skupia siły tego przekazu. Jeżeli najbardziej zależy nam na mocnych, gęstych źródłach, wokalistach stających przed nami "jak żywi", niskich głosach wydobywających się z trzewi i charczących przesterach gitar, to Liszty nie dostarczą takich emocji. W tym zakresie grają delikatniej i pozwalają dźwięk raczej obserwować niż doświadczać jego namacalnej obecności.
Ich "komunikatywność" opiera się na czytelności i przejrzystości, a nie na bliskości i natarczywości, chociaż intensywność wysokich tonów, jeżeli nam się nie spodoba, może wywołać pewien przesyt. To jednak przeciwieństwo dźwięku "estradowego" i jakichkolwiek, nawet najlepszych konstrukcji tubowych. To nie są Avantgarde, JBL-e ani Klipsche.
Vienna Acoustic Liszt Reference mogą zagrać bardzo głośno, ale nie zwiększa to poczucia "realizmu". Mimo to można też cieszyć się z tego, że dźwięk nie staje się masywny i przytłaczający.
Taki profil częstotliwościowy (którego kolumny przecież nie zmieniają, ale zmienia się częstotliwościowa charakterystyka czułości naszego słuchu w funkcji poziomu), premiuje za to odsłuchy cicho – wyeksponowanie skrajów pasma przydaje się wtedy do całkiem już obiektywnej poprawy proporcji (bo czułość naszego słuchu w tych zakresach maleje szybciej niż w zakresie średnich tonów), a praktycznym rezultatem wynikającym z tej teorii jest to, że dźwięk zachowuje przejrzystość i detaliczność, wysokie tony nie gasną tak jak z kolumn o charakterystykach bardziej liniowych (gdy słuchane są cicho), również bas nie oddala się nadmiernie.
Duże kolumny do cichego słuchania? Nie tylko, ale według mnie to właśnie taki gatunek – salonowy, uniwersalny, nawet spektakularny; dla ludzi, którzy chcą mieć niezwykłe kolumny na różne okazje, na co dzień i od święta.
Czytaj również: Co to jest układ dwuipółdrożny?
Liszty mają jeszcze jedną właściwość, która spodoba się tym, którym kolumny mają służyć do słuchania muzyki, odpoczywania albo przeżywania, a nie do realizowania audiofilskich ambicji. Otóż ich rozjaśniający, ale niewyostrzający wpływ świetnie nadaje się do odświeżania wielu starych, ciemnych, brudnych nagrań.
W niektórych przypadkach można było mieć wrażenie, że zostały naprawdę "wyczyszczone" zupełnie inną, zaawansowaną techniką niż tylko podkreśleniem wysokich tonów. Doświetlają, zdejmują kotarę, dla przeciętnego słuchacza będzie to nie tylko efektowne i przyjemne, ale też sygnalizujące wysoką jakość.
Nie wszyscy chcą słyszeć słabe realizacje dokładnie tak, jak je stworzono – wielu wolałoby je "poprawić" i Liszty proponują taką usługę… której nie możemy wyłączyć. Nagrania ogólnie neutralne nabierają kolorytu, który skojarzyłem z płytami muzyki popularnej z połowy lat 80., dla przykładu: Dire Straits "Love Over Gold", Rush "Power Windows", Paul McCartney "Press to Play"… Posłuchajcie tych płyt na jakichkolwiek kolumnach, a dowiecie się, w jaką stronę zmierzają Liszty.
Znając wyniki pomiarów (wykonanych tuż przed odsłuchem), ustawiliśmy kolumny osiami lekko omijającymi (po bokach) miejsce odsłuchowe, próbując z maskownicami założonymi i zdjętymi (na układzie koncentrycznym, na sekcji niskotonowej nie ma to znaczenia). Zgodnie w oczekiwaniami, maskownice założone nieco uspokajają dźwięk na skraju średnich i wysokich tonów, staje się on trochę "przymknięty". Nie mogę dać jasnej rekomendacji dla którejś opcji, ale na pewno zalecam wypróbowanie i podjęcie decyzji na podstawie własnego gustu.
Franciszek Liszt był pianistą, więc włączyłem parę kawałków z fortepianem. Keith Jarret na płycie "Standards" gra razem z Gary Peacockiem (na kontrabasie) i moim ulubionym perkusistą jazzowym (pianistą zresztą też) Jackiem DeJohnettem. Już wiedziałem, czego się spodziewać… i trochę się "interpretacji" Lisztów obawiałem, a trochę na nią liczyłem. Środkowe rejestry (fortepianu) są lżejsze niż… "standardowo", za to pięknie słychać technikę gry, słynne wokalizy, pogłos, perkusja jest w pełnej krasie, na wierzch wychodzą też najlżejsze dotknięcia strun kontrabasu i wszystko jest świetnie poukładane.
Pewnie wypadałoby przedstawić jakąś próbkę z muzyką klasyczną, ale niestety… Za to zacytuję z wikipedii: W muzyce fortepianowej rozwinął fakturę i technikę pianistyczną, wprowadzając wirtuozerski kunszt (...). Obalił tradycyjne struktury tonalne (...). Niechęć i opór środowiska muzycznego wywoływała też pogarda Liszta do klasycznych form; niektóre jego bardziej kontrowersyjne utwory (kończone dysonansem, eksperymentalne) spotkały się z bojkotem głównie w konserwatywnym środowisku muzycznym (...). Jeden z jego uczniów zapytał o Csaradas macabre: "Czy wolno komponować takie dzieła i ich słuchać?"
Liszt bywał krytykowany, ale uwielbiany przez publiczność, podczas jego koncertów damy mdlały… A historia ostatecznie uznała go za geniusza i dała mu miejsce na panteonie. Czy kolumny te kontynuują dzieło ich patrona? Łamanie schematów nie zawsze kończy się takim sukcesem, ale wiele wskazuje na to, że konstruktor też postanowił zaryzykować. Nie chciał, aby jego kolumny grały tylko bardzo dobrze. Chciał, aby grały wyjątkowo. Więc jedni będą zniesmaczeni, a inni zachwyceni, tak jak wtedy… Mam nadzieję, że już dość dokładnie wiadomo – dlaczego…
| Moc wzmacniacza [W] | 50-400 |
| Wymiary [cm] | 115 x 20 x 43,5 |
| Rodzaj głośników | W |
| Impedancja (Ω) | 3 |
| Czułość (2,83 V/1 m) [dB] | 85 |
Laboratorium
Laboratorium Vienna Acoustics Liszt Reference
Charakterystyka przetwarzania ujawnia osłabienie w zakresie 1–5 kHz i wyeksponowanie powyżej 6 kHz, przy czym między 5 a 6 kHz następuje wyraźny skok, a maksymalna różnica między dołkiem przy 3,5 kHz a górką przy 6 kHz wynosi ok. 10 dB (na osi głównej, a także na osiach +/-7º w pionie i 15º w poziomie, a więc w takim zakresie kątów, w jakim prawdopodobnie znajdzie się słuchacz).
Dlatego na osi głównej nie uchwycimy tych charakterystyk w standardowej ścieżce +/-3 dB (czego producent nie obiecuje, podając pasmo 28 Hz – 35 kHz bez tolerancji decybelowej), a w brzmieniu nie unikniemy rozjaśnienia. Do tego dokładają się lokalne nierównomierności, mimo to ogólny kształt charakterystyki wcale nie jest bardzo nietypowy i niebezpieczny; obniżenie w zakresie kilku kHz i wzmocnienie wysokich tonów nie jest czymś niezwykłym.
Różnicę poziomów między 3,5 a 6 kHz możemy zmniejszyć do 6 dB pod dużym kątem 30o w poziomie, co jednak spowoduje też wyraźne obniżenie w najwyższej oktawie, więc możemy w brzmieniu stracić trochę "powietrza", a zakres 6–10 kHz pozostanie uprzywilejowany. Drobniejsze nierównomierności wynikają w dużej mierze z budowy modułu koncentrycznego, który wokół przetwornika wysokotonowego tworzy kilka pierścieni, od których fale się odbijają i interferują z promieniowaniem bezpośrednim.
Walczą z tym konstruktorzy wszystkich tego typu układów, kładąc na szali korzyści przede wszystkim lepsze charakterystyki kierunkowe, zwłaszcza w płaszczyźnie pionowej, niż z układów z odseparowanymi przetwornikami. Potwierdza się to również w działaniu Lisztów, skoro charakterystyki z osi +/-7o praktycznie pokrywają się z charakterystyką z osi głównej. Również pod kątem 15o (w poziomie) mamy bardzo podobną sytuację, tylko z "wygładzeniem" górki przy 12 kHz.
Oś główną pomiaru ustaliliśmy na osi modułu koncentrycznego, czyli na wysokości 110 cm – to nieco wyżej niż spodziewana wysokość, na jakiej znajdzie się głowa siedzącego słuchacza, ale dobre rozpraszanie w kącie +/-7º wyjaśnia, że gdybyśmy ustawili oś niżej, na wysokości 90–100 cm, to wynik pomiaru byłby podobny, a w miejscu odsłuchowym oddalonym o kilka metrów zrobi to jeszcze mniejszą różnicę (kąt jest tam mniejszy od 7o).
"Odkryliśmy" jednak sposób na zmniejszenie kłopotliwej górki przy 6 kHz, dość niespodziewany i niepozbawiony swoich wad, ale wart wypróbowania. Redukuje ją maskownica (na górnym module), wywołując jednocześnie górkę przy 4 kHz i pogłębiając wąskopasmowe osłabienie przy 3,2 kHz, ale "uśredniona" charakterystyka wygląda na lepiej zrównoważoną.
Dlatego przeprowadziliśmy dodatkowe pomiary z maskownicą na osiach 15o i 30o, szukając jeszcze lepszych rezultatów. Obiecująco wygląda charakterystyka z osi 15º (zielona na rys. 2), zapadłość przy 3,2 kHz jest nieco płytsza, a zakres 6–20 kHz najlepiej wyrównany i z poziomem tylko o 2 dB wyższym niż charakterystyka poniżej 1 kHz.
W zakresie niskich częstotliwości charakterystyka ma dwa szczególne punkty – ok. 3 dB podbicie przy 100 Hz i "kolano" przy 30 Hz. Obydwa mają związek ze sposobem działania systemu bas-refleks, co przedstawimy dokładniej na pomiarach w polu bliskim. Względem poziomu średniego z całego pasma spadek -6 dB powstaje przy 40 Hz, ale tylko o 1 dB niżej leży przy 30 Hz i można być spokojnym o pełną słyszalność do tej częstotliwości, a przy podawanych przez producenta 28 Hz spadek wynosi 10 dB, więc to też mamy szansę usłyszeć, ale jeszcze niżej charakterystyka już gwałtownie opada.
Pomiary w polu bliskim poszczególnych głośników i otworów bas-refleks wykazały, że komora dwóch niżej położonych głośników, wentylowana tunelem o średnicy 65 mm, jest zestrojona podobnie jak górna, z jednym głośnikiem i tunelem, o średnicy 50-mm, czyli do ok. 30–35 Hz (odciążenie na głośnikach niskotonowych jest jednak mniej wyraźne niż zwykle). Na rys. 3. pokazujemy zsumowaną charakterystykę głośników (zielona), tuneli (niebieska) i wypadkową (czarna).
Tunele promieniują dość duże ciśnienie w ostrym szczycie swoich charakterystyk przy 30 Hz, dlatego tam powstaje kolano na charakterystyce wypadkowej, a poniżej już ostry zjazd. Bas-refleks nie dokłada już od siebie wiele przy 100 Hz, ale same głośniki pompują tam mocno – są trzy, a impedancja w tym zakresie schodzi poniżej 3 Ω (więc płynie tam dużo prądu, przynajmniej powinno, gdy mamy odpowiednio wydajny wzmacniacz).
Powyżej 100 Hz charakterystyka sekcji niskotonowej opada ok. 12 dB/okt., aby przeciąć się z charakterystyką głośnika średniotonowego (zielona na rys. 4) przy ok. 250 Hz; promieniowanie z otworu komory średniotonowej ma marginalne znaczenie, działanie tego układu rezonansowego ma na celu dodatkowe odciążenie głośnika w zakresie niskich częstotliwości; oczywiście jest on filtrowany elektrycznie, ale najprawdopodobniej łagodnie, 1. rzędem, jego charakterystyka opada łagodnie do 120 Hz i dopiero poniżej zwiększa nachylenie związane też z "naturalnym" jej opadaniem.
Charakterystyka wypadkowa całego systemu (czerwona) biegnie najwyżej i 6 dB powyżej przecięcia, co dowodzi pełnego zgrania fazowego obydwu sekcji; to dla nas jedno z podstawowych kryteriów oceny kompetencji konstruktora, jeżeli zalicza taki sprawdzian, to inne kontrowersyjne rezultaty pomiarów mogą być już kwestią jego świadomego wyboru, a nie braku umiejętności. Po uwzględnieniu korekty baffle-step charakterystyka wypadkowa wygląda poniżej 500 Hz, tak jak na rys. 1.
Charakterystyka modułu impedancji osiąga najniższy poziom (ok. 2,5 Ω) przy 100 Hz; prawdopodobnie równolegle połączono trzy… wcale nie 8-omowe głośniki niskotonowe, bowiem na skraju pasma impedancja ma dość wysoką wartość 6 Ω, więc impedancja pojedynczego głośnika niskotonowego jest wyższa od 8 Ω, a spadek do 2,5 Ω przy 100 Hz wywołuje filtr dolnoprzepustowy 2. rzędu, reagujący w ten sposób na dużą zmienność impedancji w tym zakresie. Impedancję mógł też trochę obniżyć nisko filtrowany głośnik średniotonowy.
To komentarze wyłącznie "konstruktorskie", dla użytkowników ważna jest jedynie informacja, że Liszty potrzebują wydajnego wzmacniacza. Producent podaje, że impedancja (bez "nominalna") wynosi 4 Ω. Trudno mieć mu za złe, że nie jest okrutnie dokładny i nie podaje, iż wynosi 3 Ω (a tyle wynika z norm zastosowanych wobec 2,5-omowego minimum), bo nie spotkałem jeszcze żadnego producenta który byłby tak skrupulatny. Wobec częstych u innych firm większych przekłamań, już to, że podaje 4, a nie 8 Ω, zasługuje na uznanie.
Poważniejszą różnicę zdań mamy w sprawie czułości. Zamiast obiecywanych 91 dB, stwierdzamy 85 dB. Gdyby lepiej wypełniono zakres 1–5 kHz, byłoby 86 dB. Rekomendowana moc wzmacniacza ma zawierać się w granicach 50–400 W, co wydaje się rozsądną wskazówką; moc tych kolumn można szacować na ok. 300 W.