Marcus Miller: Przebyłem drogę moich afrykańskich przodków

Marcus Miller: Przebyłem drogę moich afrykańskich przodków

Słuchacze są poruszeni tą muzyką, po koncertach przychodzą rozmawiać o problematyce, którą poruszyłem. To są naprawdę różni ludzie i to jest wspaniałe - o swojej ostatniej płycie w rozmowie z Markiem Duszą opowiada Basista, kompozytor i producent Marcus Miller.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł

– Co oznacza tytuł Pana nowego albumu?

– To kompilacja słów i skojarzeń: Afryka, Dizzy, afrodyzjak jest bardzo cool. Odbyłem podróż drogą moich przodków z Afryki przez Ocean Atlantycki, na Karaiby, do Ameryki Południowej i USA.

– To ogromne przedsięwzięcie, skąd pomysł i jak długo nagrywał Pan "Afrodeezia"?

– Realizacja tego pomysłu trwała dwa lata. Narodził się, kiedy na poprzedni album "Reneissance" skomponowałem i nagrałem utwór "Gorée". "Afrodeezia" zaczyna się na wyspie Gorée, u wybrzeży Senegalu, gdzie byłem w La Maison Des Esclaves – Muzeum Niewolnictwa. Tam byli przewożeni mieszkańcy Afryki pojmani przez łowców niewolników. Zanim zostali przetransportowani do Ameryki, przetrzymywano ich w Domu Niewolników.

Byli traktowani jak zwierzęta. Napisałem utwór o tym, co czułem będąc w miejscu, gdzie moi przodkowie stracili ojczyznę i gdzie zaczęli tworzyć nową historię Afro-Amerykanów. Wykonując ten temat podczas światowego tournée, podkreślałem, jak bardzo jestem dumny ze swoich afrykańskich przodków. Potrafili przezwyciężyć ucisk, zachować godność i stworzyć nową kulturę nie zapominając o swoich korzeniach. W przetrwaniu pomagała im muzyka.

– Jak został Pan Artystą Pokoju UNESCO i rzecznikiem "Slave Route Project"?

– Na naszym koncercie w Paryżu byli przedstawiciele tej organizacji. Kiedy wysłuchali mojej opowieści, poznali moje inspiracje i doświadczenia, zrozumieli, że moją intencją jest uhonorowanie afrykańskich przodków, a nie wzbudzanie nienawiści czy przeżywanie tamtych wydarzeń w smutku. Przyszli do mnie po koncercie za kulisy i zaproponowali współpracę. Jestem z tego dumny, bo Herbie Hancock także współpracuje z UNESCO propagując Międzynarodowy Dzień Jazzu. To szczęście być członkiem tej rodziny.

– Kiedy pierwszy raz dowiedział się Pan o niewolnictwie i pochodzeniu Afro-Amerykanów?

– Byłem dzieckiem, miałem osiem lat, kiedy został zamordowany Martin Luther King. Moi rodzice bardzo to przeżywali, chciałem się dowiedzieć czegoś o tym człowieku. Opowiedzieli mi, o co walczył, o jakie prawa się upominał, jakie są nasze korzenie. To był początek mojej edukacji o amerykańsko-afrykańskiej społeczności USA. Nie wiedziałem wiele o rasizmie.

Wkrótce przekonałem się o tym na własnej skórze. W szkolnym teście uzyskałem najwyższą liczbę punktów spośród uczniów szkół w Nowym Jorku. Nauczyciel powiedział mojej matce, że to musi być błąd w obliczeniach. – Dlaczego pan tak myśli – spytała. Bo mój syn jest czarny i nie mógł zdobyć takiej liczby punktów? Kiedy poznałem historię niewolnictwa, zrozumiałem, co nauczyciel miał na myśli.

– Czy teraz młodzi ludzie w USA mają większą wiedzę na ten temat?

– Takie filmy jak ostatnio "Selma" przybliżają historię walki Afro-Amerykanów o prawa w Ameryce, ale to ciągle za mało. Ludzie powinni wiedzieć więcej o niewolnictwie, o tym, jak silni musieli być ludzie, by przetrwać to poniżenie. Trzeba chodzić z wysoko podniesioną głową.

– Jak został przyjęty Pana album w USA?

– Jest na pierwszym miejscu sprzedaży. Podobnie jak we Francji i wielu innych krajach. Słuchacze są poruszeni tą muzyką, po koncertach przychodzą rozmawiać o problematyce, którą poruszyłem. To są naprawdę różni ludzie i to jest wspaniałe. Jest duże zainteresowanie koncertami, jesienią zaczynam trasę europejską i w listopadzie wystąpię także w Polsce.

– Na płycie występuje mnóstwo gości, gdzie nagrywał Pan ten album?

– Szkielet muzyki w wykonaniu mojego stałego zespołu powstał w Luizjanie, na południu USA, gdzie znalazłem znakomite studio Dockside. Przez kilka tygodni mieszkaliśmy razem i nagrywaliśmy, spędziliśmy wspaniałe chwile. Potem kilka razy podróżowaliśmy przez Atlantyk. Byliśmy w Brazylii, w Nigerii, w Senegalu, w Maroku i w Paryżu, bo tam mieszka wielu świetnych afrykańskich muzyków tworząc silną społeczność. Ważną częścią tego projektu była koordynacja podróży.

– Proszę opowiedzieć o muzykach, których Pan zaprosił na swój album.

– Moje zaproszenie przyjął gitarzysta i wokalista z Mali, Guimba Kouyaté, który zagrał w dwóch pierwszych utworach albumu. Poczułem niezwykłe uczucie bliskości naszej muzyki, tak jakbyśmy znali się od lat i grali ze sobą. Na tradycyjnym instrumencie afrykańskim – korze – zagrał Cherif Soumano z Senegalu. Trzy lata temu w Paryżu, gdzie teraz mieszka, dał mi swój numer telefonu i wiedziałem, że kiedyś się spotkamy.

Dobrze, że miał nadal ten sam numer, bo to idealny muzyk w moim przedsięwzięciu. Jestem szczęśliwy, że przyjął moje zaproszenie. Na koncercie Solidarity of Arts w Gdańsku w ubiegłym roku wystąpiła wokalistka z Mali, Oumou Sangare. Po koncercie podszedł do mnie jej basista Alune Wade, który w Senegalu jest nazywany "Afrykańskim Marcusem". Powiedziałem mu, że planuję album z afrykańskimi muzykami i spytałem, czy może mi pomóc w nawiązaniu kontaktów. Ucieszył się i tak razem zrobiliśmy dużą część afrykańskich nagrań albumu.

Zagrał także na basie, śpiewa w chórkach i napisał teksty piosenek. W Brazylii współpracował z nami perkusista Marco Lobo. Po koncercie w Rio de Janeiro poszliśmy razem jamować z brazylijskimi muzykami. To były niezapomniane chwile. Chciałem złożyć hołd mojemu przyjacielowi z Karaibów, zmarłemu niedawno perkusjoniście Ralphowi MacDonaldowi. Zaprosiłem muzyków z jego zespołu: trębacza Etienne Charlesa i grającego na stalowych kotłach Roberta Greenidge’a.

W USA szukałem muzyków z Południa. Zaprosiłem trębacza Patchesa Stewarta, który grał w moim zespole przez dziesięć lat. Tu reprezentuje brzmienie Nowego Orleanu. Pianista Robert Glasper jest z Teksasu. Gitarzysta Keb’ Mo’ – z Kalifornii, ale gra jakby pochodził z Delty Missisipi. Dołączyli do nich muzycy z Nowego Jorku, Chicago i Detroit. Na mojej płycie spotkali się przedstawiciele całego świata.

– Kilka razy był Pan gościem festiwalu Solidarity of Arts w Gdańsku. Co Pan sądzi o tym przedsięwzięciu?

– Co roku występują tam inni artyści, rozmawiałem z każdym z nich mówiąc im, że to najpiękniejsze wydarzenie, w jakim mają okazję uczestniczyć. Po koncertach wszyscy przyznawali mi rację. To wspaniała wizja koncertu, trzy sceny, a rezultat jest fantastyczny. Ten wieczór jest świętem muzyki z całego świata. Muzycy mają okazję spotkać się, często po raz pierwszy, i grać razem.

– Podczas edycji Marcus+ odcisnął Pan swoją dłoń w Alei Sław na Ołowiance. Przy okazji zrobił Pan kilka pompek na jednej ręce wzbudzając aplauz publiczności, a moje zdjęcie zostało wydrukowane na rozkładówce magazynu "Jazz Forum".

– To twoje zdjęcie? Jest fantastyczne. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zrobić pompki. Musiałem być w doskonałym nastroju.

Rozmawiał:
Fot.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Audio do ulubionych źródeł
Marek Dusza
Marek Dusza
Dziennikarz muzyczny i krytyk jazzowy, współpracuje z magazynem AUDIO od początku jego istnienia. Publikuje w dzienniku "Rzeczpospolita” i w magazynie "Jazz Forum". Jest laureatem nagrody Grand Prix Jazz Melomani w kategorii Dziennikarz-Krytyk Roku 2012, sześciokrotnie był do niej nominowany. Jako jedyny polski dziennikarz relacjonował z Los Angeles ceremonię wręczenia nagrody Grammy Włodkowi Pawlikowi. Opublikował ponad sto wywiadów z najwybitniejszymi jazzmanami światowej klasy m.in.: Herbie Hancockiem, Wayne’em Shorterem, Ronem Carterem, Patem Metheny, Rayem Brownem, George’em Bensonem, Tomaszem Stańko, Zbigniewem Namysłowskim, Włodkiem Pawlikiem, Marcinem Wasilewskim, Davidem Chesky, Tonym Bennettem, Dianą Krall, Cassandrą Wilson, Norah Jones, Patricią Barber i Cesarią Evorą. Z zamiłowania jest audiofilem, promuje system nagrywania DSD i płyty SACD. Kocha winyle i docenia jakość tłoczenia. Wśród jego rozmówców nie mogło zabraknąć Kena Ishiwaty.
Zobacz artykuły autora
Wywiady pozostałe aktualności
Zobacz więcej
logo logo