JON HASSELL Maarifa Street

Maarifa Street
Wykonanie
Nagranie

Wprawdzie ten wybitny trębacz i wizjoner Jon Hassel odwiedził Warszawę cztery lata temu, ale jego koncert (niepoprzedzony należytą akcją promocyjną) przeszedł bez echa - wielka szkoda.

W poprzednich dwóch dekadach organizatorzy koncertów jazzowych i muzyki progresywnej w kraju oferowali nam nierzadko spotkania z artystami zasługującymi na większy respekt, niż go nawet doznawali w miejscach, z których pochodzą. Obecnie organizuje się koncerty głównie popularnych wykonawców, którzy po prostu zapewniają frekwencję na imprezie.

Jon Hassell należy do nielicznego grona twórców, którzy nie tylko produkują pełne magii płyty, ale też na koncertach z udziałem starannie dobranych multiinstrumentalistów potrafią przenieść słuchaczy w świat tajemnej ekstazy. W oczekiwaniu (może owocnym) na ponowne pojawienie się artysty na naszych scenach, warto sięgnąć po jego płyty, nagrywane w przeróżnych konfiguracjach personalnych.

Tytuł "Maarifa Street" powstał ponad siedem lat temu, ale ponieważ został wydany w mało znanej wytwórni artysty, wpadł w ręce recenzenckie całkiem niedawno. Wejściowy materiał pochodził najczęściej z koncertów i został użyty jako jedna z warstw, pod które podłożono lub nałożono w studio kolejne partie instrumentów. Tylko ostatni utwór "Open Secret", z udziałem wybitnego włoskiego trębacza Paolo Fresu, nie został dotknięty studyjną obróbką.

Autor nazwał technikę prezentacji finalnego materiału jako "ulepszone koncerty". Może to wpływać zniechęcająco na purystów, ale już cztery dekady temu Miles Davis wykazał, że obróbka nawet przeciętnego materiału pierwotnego przez pełnych wyobraźni producentów i muzyków w studio może czynić cuda.

I tak też na kompakcie "Maarifa Street" udało się liderowi i Peterowi Freemanowi (basiście zespołu) wykreować unikalną tkankę muzyczną, o niepospolitej intensywności, a - paradoksalnie - opartej na onirycznych rytmach i z rzadka alterowanych długich tonach trąbki lub syntezatorów wynurzających się z ciszy a także w tonach w niej zanikających.

Jon Hassell wypracowywał swój styl, studiując przez lata tajniki muzyki serialnej u Karlheinza Stockahausena, potem minimalizmu u Terry`ego Rilleya, by się dać następnie wciągnąć w zgłębianie arkanów muzycznej sztuki hinduskiej (z Panditem Pranem Nathem) i arabskiej. To wszystko wpłynęło nie tylko na ukształtowanie koncepcji artystycznej Hassella, ale również na wypracowanie wysublimowanej techniki gry na trąbce, której ton ma przypominać kiraniczny sposób śpiewu z Indii, eteryczny i pełen rozmarzenia. Brzmienie to, wykreowane 3 dekady temu, znalazło potem naśladowców w postaci norweskich trębaczy Nilsa P. Molvaera i Arve Henriksena.

Otwierający niniejszy krążek utwór "Divine S.O.S." z wyeksponowaną linią basu nawiązuje bezpośrednio do stylu Davisa z płyty "On the Corner", lecz dodanie przenikliwej wokalizy Dhafera Youssefa przenosi materię muzyczną w bardziej ulotny wymiar.

Od drugiego utworu produkcje Hassella są jedynie inspirowane twórczością Davisa, gdyż kreśli on konsekwentnie ambientowe krajobrazy wykorzystując charakterystyczną indyjską i indonezyjską melodykę, wypełniając niemal całe utwory pływającym tonem trąbki, uzupełniając elektronicznie generowanymi efektami i osadzając je na dubowych liniach basu oraz preparowanej perkusji. Tym sposobem Jon Hassell dokonał mistrzowskiej unifikacji kultury Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, brzmienia akustycznego i generowanego cyfrowo, tradycji i współczesności otwierającej szeroko drzwi dla przyszłości.

Trębacz bywa często klasyfikowany jako reprezentant new age czy world music, co przy olbrzymim bogactwie warstw improwizowanych, a potem finezyjnie spreparowanych w unikalny monolit, wydaje się olbrzymim uproszczeniem; nie jest to też jazz wedle ortodoksyjnej klasyfikacji. Nagraniom nie można nic zarzucić z technicznego punktu widzenia, ale ponieważ jest tu mnóstwo elektronicznych syntez, posługiwania się elementami szmerów, preparacji, cytatów i zniekształceń, trudno w pełni ocenić wierność brzmienia z audiofilskiego punktu widzenia.

Ten brak sterylności w technicznej realizacji projektu pogłębia w znacznym stopniu niesamowitość obrazu audialnego, pełnego hipnotyzujących współbrzmień. Warto jeszcze dodać parę słów o okładkach płyt Hassella, które zdobią prace Abdula Mati Klarweina, wspaniałego surrealisty, o częściowo polskich korzeniach. Wcześniej można było je spotkać na okładkach płyt m.in. Milesa Davisa, Buddy’ego Milesa czy Santany, tym razem nasycony śmiałą erotyką (i ukryty wewnątrz) tryptyk "Crucifixion" zdobi ten wyróżniający się muzycznie album.

Cezary Gumiński
NYEN

GATUNKI MUZYKI
Live Sound & Installation marzec 2020

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta marzec 2020

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista marzec 2020

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio marzec 2020

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio marzec 2020

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu