Darkness In The Light

UNEARTH
Darkness In The Light

Metalcore

  • Wykonanie
  • Nagranie

Unearth zawsze był dla mnie jednym z najlepszych zespołów z nurtu metalcore i którego dość często słuchałem/słucham. Dlatego na wieści o nowej płycie Amerykanów zacierałem łapska i z niecierpliwością czekałem na to, co tym razem spłodzili.

Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie jednoznacznie ustosunkować się do "Darkness In The Light". Na pewno w mojej ocenie nie jest to najlepszy album Unearth. "The Oncoming Storm", "III: In The Eyes of Fire'' czy ostatnia  "The March" przekonywały mnie od pierwszego przesłuchu. Tym razem jest inaczej- poszczególne fragmenty "Darkness In The Light" nie podobają mi się i dość często łapię się na tym, że je najzwyczajniej "przewijam".

Zawiodłem się głównie na wprowadzeniu elementu, do którego jestem nastawiony co najmniej sceptycznie - czystych refrenów. Metalcore jest o tyle ciekawym gatunkiem, że niektóre zespoły potrafią użyć tego patentu w sposób zaskakujący i wyważony, ale w większości przypadków mamy do czynienia z popowym zawodzeniem. I ze smutkiem muszę stwierdzić, że jest tu kilka takich momentów jak w "Last Wish", "Overcome", "Shadows In The Light".

Płytę "Darkness In The Light" otwiera świetny "Watch It Burn" również ze śpiewaną partią, ale jest to jak dla mnie wyjątek od reguły, bo akurat w tym utworze jest on fajnym rozwinięciem kawałka (choć gdyby go nie było, raczej bym nie płakał hehe). Kończąc już zatem ten wątek, dorzucę jeszcze luźną myśl, która przemknęła mi po głowie po pierwszym przesłuchaniu - Unearth pozazdrościł sukcesu As I Lay Dying lub Killswitch Engage i chce mieć więcej nastoletnich fanek:).

Poza tym aspektem wielu innowacji nie ma. Nadal zespół kroczy ścieżką metalcore`owego Iron Maiden - twórczości opartej na masie melodyjnych partii, solówkowych dialogów itp. Jest to nadal jego wielki atut, bo w połączeniu z brutalnymi breakdownami, typowo core`owym drive`m ,oraz agresywnym, niesamowicie rozpoznawalnym wokalem Trevor`a Phipps`a tworzy się tu coś wyjątkowego i z reguły rzadko spotykanego w tym nurcie.

Co prawda nie brakuje tutaj fragmentów wręcz ckliwych ("The Fallen"), ale są one do przełknięcia w małej ilości. Unearth udowodnił także tym albumem, że jest zespołem niesamowicie kreatywnym i pomysłowym, gdyż od lat siedząc w tym samym grajdole, panowie zdają się nie narzekać na deficyt pomysłów. Sam charakter kompozycji, ich pozytywny ładunek, zdaje się pokazywać, z jakim luzem i lekkością były one tworzone. Od razu słychać, jak świetną zabawą dla gitarzystów z tej kapeli jest gra na swoich instrumentach.  Brzmienie płyty jest oczywiście jak zwykle zawodowe, zresztą nie oszukujmy się, jakakolwiek wpadka w tym zakresie nie mogła wchodzić w grę. Mimo mankamentów, o których wspomniałem na początku, jest to bardzo dobra płyta. Na pewno będę wracał, choć nie "łykam" jej w całości.

Kwiecio
Mystic

Audio - czerwiec 2019

Czytaj bieżący numer na swoim tablecie za darmo!

Gramofony za 2400 zł to już nie plastikowa tandeta z supermarketów, która pozwala dzisiaj dotrzeć "analogowi" pod strzechy. Dobry dźwięk zawsze trochę kosztuje, czy to ze źródła cyfrowego, czy analogowego, czy z kolumn, czy ze słuchawek. Trzy znane marki - Denon, ...

Kup ten numer Zaprenumeruj Przejrzyj