Gramofony okazały się na tyle ważne, że JBL zainwestował w kategorię sprzętu, którą nigdy wcześniej się nie zajmował. JBL TT350 Classic, zgodnie z nazwą, będzie najlepiej wyglądał w towarzystwie innych urządzeń tej serii. Plintę z MDF-u oklejono fornirem orzechowym, dopełnia ją gruby, aluminiowy panel frontowy.
Jest też oczywiście logo JBL-a z wykrzyknikiem; podświetlone na czerwono w trybie czuwania, a gdy talerz ruszy – firmowo, pomarańczowo. Urządzenie możemy całkowicie wyłączyć mechanicznym przyciskiem na tylnej krawędzi plinty. TT350 Classic jest dość ciężki – 7,5 kg. Stoi na czterech wysokich, pękatych, srebrnych nóżkach.
JBL TT350 Classic - napęd i prędkość obrotowa
Rodowód każdego JBL-a ma być amerykański, jednak konstrukcja JBL TT350 Classic kojarzy się raczej z wzorcami japońskimi. Napęd jest bezpośredni, a ramię typu S, z odkręcaną główką. Masywny talerz ma gruby rant z wytłumieniem po wewnętrznej stronie.
Jest też kołnierz subtalerza; w tym przypadku oczywiście zbędny, skoro JBL TT350 jest konstrukcją bezpośrednią. Talerz jest więc prawdopodobnie elementem "uniwersalnym", znajdującym zastosowanie również w gramofonach z napędem paskowym. Mata jest gumowa i dość gruba (z licznymi przetłoczeniami, tutaj również odwołano się do klasyki).
Producent nie informuje o szczegółach napędu bezpośredniego, jednak sprawuje się on bez zastrzeżeń; talerz obracał się zaledwie o 0,12% za szybko, a zniekształcenia W&F wynosiły niskie 0,14%.
JBL TT350 Classic to gramofon manualny. Do włączania obrotów i wyboru prędkości (33,3 oraz 45 obr./min) służą dwa podłużne (typowe dla wielu współczesnych urządzeń JBL-a) przyciski. Tylna kolumna jest mocno obudowana, przez co właściwie nie widać elementów zawieszenia. Na platformie zainstalowano pokrętło anti-skatingu, nieco niżej regulację wysokości ramienia.
Czytaj również: Jakie urządzenia są potrzebne do kalibracji gramofonu?

JBL TT350 Classic - kalibracja
JBL wspomina na swojej stronie internetowej o kalibracji VTA, chociaż instrukcja obsługi o tym milczy. Należy (za pomocą klucza imbusowego) poluzować śrubę, uwalniając wewnętrzne pierścienie kolumny, które można wtedy przesuwać, zmieniając położenie górnej sekcji. Regulacja siły nacisku igły odbywa się klasycznie, za pomocą przeciwwagi.
Do kompletu brakuje już tylko ustawienia azymutu wkładki; w większości wypadków nie będzie to jednak konieczne (tak jak i zmiana kąta VTA, który skalibrowano fabrycznie). Do opuszczania (i podnoszenia) ramienia służy typowa dźwigienka z windą.
JBL TT350 Classic - wkładka gramofonowa
Wkładka to Audio-Technika VM95 w wariancie E, ze szlifem eliptycznym; taka sama (tylko w innym kolorze) jak w modelu Audio-Technica AT-LP8X. Również tutaj zachowują aktualność zalety wynikające z uniwersalności wkładek A-T. Z czasem można więc brzmienie podrasować wymieniając samą igłę, o czym pisaliśmy już wcześniej. JBL o tych możliwościach nie wspomina, co ani trochę nie powinno nas zniechęcać.
Parę gniazd RCA uzupełniono trzpieniem uziemiającym, bez żadnych elektronicznych dodatków.
Czytaj również: Jaka jest różnica w działaniu gramofonu z automatyką i bez?
JBL TT350 Classic - odsłuch
Wkładka gramofonowa to element mający duży wpływ na brzmienie całego gramofonu; tym większy, im gramofon lepszy. Dobra wkładka pokaże klasę gramofonu, słaba ją ukryje. Gramofon też ze swojej strony albo wydobędzie zalety wkładki, albo je zmarnuje.
Jednak współpraca nie odbywa się tylko w tak prostych relacjach. Wkładka powinna być dopasowana, i nie chodzi tylko o brzmieniowe synergie, lecz o parametry – masy, częstotliwości rezonansowe, kalibrację. Takie czy inne brzmienie jest efektem zgrania wielu elementów i zjawisk.
W gramofonie JBL TT350 Classic zastosowano taką samą wkładkę jak w AT-LP8X, więc porównanie tych gramofonów było ciekawe i pouczające, ponieważ pokazało zarówno cechy wspólne, które w związku z tym można przypisać wkładce, jak i spore różnice.
JBL, podobnie jak Audio-Technica, gra dobitnie, bezpośrednio, komunikatywnie. Nie manipuluje, nie owija w bawełnę, nie słodzi. Nie stara się być wciąż piękny, uwodzicielski czy też perfekcyjny i precyzyjny, ale unika pułapek, przesady i ryzyka. Nie będziemy niczym zmartwieni, zaniepokojeni i znudzeni.
Czytaj również: Jaki jest optymalny nacisk igły na płytę?

Balans tonalny jest już nieco inny niż u spokrewnionego konkurenta; JBL TT350 Classic Classic oferuje mocniejszy, obszerniejszy bas, który pozostaje w dobrej równowadze z bliską, otwartą średnicą. Za to wysokie tony odrobinę się cofają.
I już mogłoby się wydawać, że uzyskujemy klasyczny profil "analogu", jednak to jeszcze coś innego; zaokrąglenie basu to jedno, ale średnica nie jest ocieplona; wokale są wyraźnie rysowane, energetyczne, nie rozpływają się w plastyczności i barwie; czasami są szorstkie, czasami matowe, czasami łagodne.
JBL stara się być zarówno neutralny, jak i zaangażowany w wyciągnięcie z płyt różnych emocji i nastrojów. Nie rozpędza się jednak z detalicznością na górze pasma – ta jest spokojna, klarowna, przyklejona do średnicy, bardziej obecna niż aktywna. W ten sposóbJBL TT350 Classic radzi sobie z wymagającymi płytami, marginalizując szum. Dynamika jest porządna, analityczność przeciętna, muzyczna i "płytowa" uniwersalność dobra.
Czytaj również: Jakiego typu wkładki są lepsze - MM czy MC?


Bezpośrednio czy na pasku
Na początku XXI-wiecznego (nie pomyliłem się), wciąż aktualnego gramofonowego boomu, były stosowane niemal wyłącznie napędy paskowe. Nadal mają one przewagę. Konstruktorzy przypomnieli sobie jednak o napędach bezpośrednich i trend zyskuje powoli na znaczeniu.
Napędy bezpośrednie są zazwyczaj bardziej skomplikowane i kosztowne. Przez długi czas były doceniane przede wszystkim przez DJ-ów, ale przekonuje się do nich również rynek Hi-Fi (chociaż z innych powodów). Początkowo napędy bezpośrednie wiązały się z niekorzystnym zjawiskiem tzw. "coggingu", czyli "ząbkowania" wynikającego wprost z konstrukcji i sposobu napędzania talerza.
Był on w sposób skokowy popychany przez ustawione jedna za drugą sekcje układów magnetycznych, co (wyolbrzymiając zjawisko) skutkowało "przerywaną", a nie płynną (jak w napędach paskowych) pracą. Do tego dochodziły układy elektroniczne, które stale korygowały obroty potęgując problem, jaki w uszach audiofi la przeradzał się w "nerwowość" brzmienia.
To już jednak historia. Najnowsze rozwiązania działają bardzo dobrze, czego najlepszym dowodem są pomiary wskazujące na wysoką stabilność oraz płynność pracy. Napędów bezpośrednich nie ma (jeszcze?) w absolutnie najdroższych, ultrahigh-endowych gramofonach, ale można znaleźć konstrukcje kosztujące blisko, a nawet ponad 100 tysięcy złotych (Technics czy choćby VPI).