Obserwacje, które przedstawię, opieram na dwóch różnych materiałach z tego numeru. Pierwszy to test zespołów głośnikowych. Współczesne narzędzia pomagające projektować są tak zaawansowane a zarazem niedrogie, że każdy, kto poważnie podchodzi do tego tematu, nawet hobbystycznie, a tym bardziej stając się producentem, dość łatwo może dojść do dobrych rezultatów. Jednak wciąż niezbędna jest wiedza i doświadczenie, a pomiary nie zastąpią odsłuchu.
Tak jak odsłuch – pomiarów… Wyniki tego testu uzasadniają jednak podejrzenie, że niektórzy jeden z tych etapów pomijają. I nie chodzi o pojedynczy przypadek: z testu wyeliminowaliśmy dwie konstrukcje (choć jedną zostawiliśmy…), bo w sumie nie warto pisać o czymś, czego nie można choćby ostrożnie rekomendować.
Nie postuluję, aby konstruktor ostateczne decyzje podejmował tylko na podstawie pomiarów, ale żeby takie, na litość... robił, aby w projektowaniu nie błądził po omacku i nie wybierał do realizacji brzmień, które może i subiektywnie są najlepsze… ale wśród tych złych, jakie miał do wyboru. I zamknięty w takiej bańce, kiedy coś jako tako mu wyjdzie, myśli, że zdobył najwyższy szczyt. W całym teście generalnie złe brzmienia wiązały się ze słabymi wynikami pomiarów, a dopiero wśród tych przynajmniej poprawnych można było się zastanawiać… I wtedy rzeczywiście najbardziej liniowa charakterystyka nie musi wygrać.
Druga perspektywa to ostatnia wystawa w Wiedniu. Nic nowego, podobna do Monachium, do Audio Show, do wielu innych. Dżungla urządzeń różnorodnych, wspaniałych, dobrych i słabych, chociaż w większości bardzo drogich. Tutaj niczego nie mogłem zmierzyć, jednak czasami wystarczyło posłuchać i porozmawiać z konstruktorem, aby dojść do podobnych wniosków. Takie imprezy są dostępne dla wszystkich wystawców, którzy mają dość pieniędzy, aby wynająć powierzchnię i zorganizować swoją obecność.
Dla dużych firm to jedna z wielu aktywności promocyjnych, ale dla niektórych to najważniejszy "awans" mający świadczyć, że grają już w pierwszej lidze. Choć wcale niekoniecznie w pierwszej lidze jakości. Organizatorzy przecież nie prowadzą żadnej weryfikacji, selekcji, niczego nie słuchają, nie sprawdzają, poza jednym – czy przyszedł przelew. Z "aferami" nie mamy do czynienia w co drugim pokoju, ale gdzieniegdzie wybuchają wcale nie dlatego, że była słaba akustyka pomieszczenia albo że my mamy inny gust niż wszyscy.
To jest fragment większego problemu, obejmującego nie tylko sprzęt audio, gdy rynek daje większe szanse nie tym, którzy poświęcą więcej talentu, umiejętności i środków na doskonalenie swoich produktów i usług, ale na ich promocję. Jednak w naszym high-endzie widać i słychać to najbardziej.
Andrzej Kisiel