Obudowa przywołuje skojarzenia z wieloma historycznymi gramofonami. Thorens TD102A nie jest techniczną innowacją, lecz zastosowaniem ogólnie znanych (choć wcale nie takich łatwych w wykonaniu) rozwiązań.
Thorens TD102A - budowa
Zamiast wszechobecnego, nowoczesnego gładkiego "blatu", mamy w TD102A stylową, zewnętrzną ramę, dopiero wypełnioną czarną, matową płytą. Dlatego TD1-2A robi większe wrażenie w wariancie z ramą orzechową, bardziej klasyczną niż czarna (obie wersje na wysoki połysk). Zadbano też o charakterystyczne dla sprzętu Thorensa przełączniki, dobrze komponują się także duże okrągłe przyciski.
Thorens TD102A jest wyposażony w aluminiowy talerz oraz dość grubą gumową matę. Napęd paskowy jest schowany pod talerzem. Projektowanie takiego gramofonu musi uwzględniać automatykę, która zajmuje sporo miejsca (zaraz do tego przejdziemy), tym niemniej ramię wcale nie prezentuje się ubogo.
Thorens zastosował nowoczesną, prostą rurkę z włókien węglowych na zewnątrz i z aluminiowym rdzeniem. Na końcu rurki znajduje się kątowa główka, połączona na stałe, zatem nie ma pośredniego złącza i możliwości jej wymiany.
Z tyłu ramienia widać ramę, do której zamontowano zawieszenie. Podzespoły opierają się na plastikowej podstawie; tutaj przydałoby się coś solidniejszego i sztywniejszego, ale pewnym usprawiedliwieniem może być obecność dodatkowych przegubów i napędów związanych z automatyką.
Czytaj również: Jakie urządzenia są potrzebne do kalibracji gramofonu?
Thorens TD102A - ramię i wkładka
Ramię Thorensa TD102A nie ma tak rozległych możliwości regulacyjnych jak w Pro-Ject Debut PRO czy Sonoro Platinum, ale też pomysł na gramofon TD102A jest odmienny. Tutaj liczy się przede wszystkim wygoda, więc w pewnych kwestiach idziemy na skróty.
Stąd też decyzja o fabrycznej kalibracji wszystkiego, co tylko się da, w tym anti-skatingu. Thorens rekomenduje, aby się do tego nie dotykać (nie ma zresztą ani pokrętła, ani żadnego innego mechanizmu w widocznym miejscu).
Charakterystyczny zielony kolor korpusu wkładki przywołuje wspomnienia (wyłącznie te dobre) niedrogiej, ale przyzwoitej AT95E fi rmy Audio-Technica. Japońska firma zakończyła jej produkcję kilka lat temu.
Czytaj również: Co to są gramofony manualne, automatyczne i półautomatyczne?
Do niedawna niektórzy producenci wykorzystywali zapasy, te się już raczej skończyły, a źródełko wyschło. Jednak Audio-Technica ma w ofercie następcę, a nawet całą rodzinę AT-VM95.
Thorens zamówił odmianę AT-VM95E, która jest chyba najbardziej bezpośrednią kontynuacją AT95E. Możemy łatwo wymienić igłę (szlif eliptyczny), a w przyszłości sięgnąć po coś bardziej wyrafinowanego – z droższego modelu tej rodziny.
W tylną część ramy Thorensa TD102A wkomponowano panel przyłączeniowy z parą analogowych RCA oraz przełącznikiem wbudowanego przedwzmacniacza korekcyjnego.
Czytaj również: Jakie rodzaje napędów występują w gramofonach?
Thorens TD102A - obsługa
O komforcie, jaki zapewniają gramofony automatyczne (ale i do pewnego stopnia półautomatyczne), zdążyliśmy już zapomnieć. Kładziemy płytę na talerz, upewniamy się, że przełączniki wskazują odpowiedni rozmiar nośnika (single lub long-playe) oraz właściwą prędkość obrotową, a następnie naciskamy przycisk Start.
Resztą zajmuje się już sam gramofon – podniesie ramię, ustawi w odpowiednim miejscu i delikatnie opuści. Możemy już słuchać, a po osiągnięciu końca strony ramię podniesie się i wróci do pozycji wyjściowej, a napęd zostanie wyłączony. Mechanizmy pracują gładko i bardzo cicho.
Ramię (oraz winda) są napędzane z podstawowego silnika (a dokładniej - z osi talerza) i faktycznie w trakcie ruchu ramienia prędkość obrotowa mocniej faluje, ale nie ma to przecież większego znaczenia, bo gdy tylko igła opadnie na powierzchnię płyty, wówczas te mechanizmy są rozłączane. Wtedy dostarczony do testu egzemplarz TD102A wykazał się bardzo dobrą zgodnością prędkości obrotowej ze standardem.
Odchyłka prędkości bazowej wyniosła -0,16%, a kołysanie dźwięku (wow & flutter) 0,31%.
Napęd gramofonu: Dlaczego jest ważny i jak działa
Thorens TD102A - odsłuch
Thorens TD102A to okazja, aby zweryfikować, przynajmniej na tym przykładzie, audiofilskie lamenty o zgubnym wpływie automatyki na dźwięk. Wynikają z tego pewne nieuniknione kompromisy, ale nie odważyłbym się ich definiować.
Jeżeli jednak o tym "problemie" (jakże pożądanym przez wielu użytkowników) zapomnimy, to brzmienie wcale nie wyda się nam dziwne, nawet szczególne, jakkolwiek skażone czy przytępione. Wręcz przeciwnie – TD102A to źródło dźwięku energetycznego.
Większość gramofonów tego testu wpada w "klimat", mniej lub bardziej eksponuje średnicę, ociepla, zaokrągla. Wcale tego nie krytykuję. Do tej pory tylko Debut Pro wyłamał się z takiego spójnego analogowego frontu, proponując mniej własnej barwy, a więcej obiektywnej dokładności.
Czytaj również: Jakie wyróżniamy kształty ramion gramofonowych?
Thorens TD102A jest podobny i znowu inny – bardziej spontaniczny, z wyrazistą górą, za to z oszczędniejszym basem. Średnica się nie chowa, jest nawet bardziej drapieżna niż z Debut Pro, ale razem z basem nie będzie się do nas przytulać.
Thorens TD102A nie wpada w winylową nostalgię, łatwo i stale dostarcza dużo emocji. Gra z temperamentem, który może się podobać lub nie, ale jest oczywisty, nie zmusza do wsłuchiwania się, nie skłania do audiofilskiego dzielenia włosa na czworo.
Nawet jeżeli stwierdzę, że nie jest to brzmienie bardzo wyrafinowane, to i tak pochwalę niski szum przesuwu igły zapewniający czytelność w cichych partiach (nie tylko w przerwach między utworami). Fajny dźwięk z wygodnego gramofonu, solidna i stylowa konstrukcja zasłużonej marki.
Czytaj również: Jaki jest optymalny nacisk igły na płytę?
Sprawa pewnego Sierżanta
Thorens TD102A to w tym teście jeden z niewielu w pełni automatycznych gramofonów na rynku (nie licząc podstawowych, tanich, czy nieraz wręcz zabawkowych konstrukcji).
Automatykę oferuje także Denon DP-400, ale tam ma ona znacznie skromniejszy zakres – Denon przygotował jedynie mechanizm automatycznego stopu, podnoszący ramię i wyłączający silnik, gdy igła dobrnie do końcowego rowka.
W TD102A mechanizmy zajmują się wszystkim, włącznie z przesuwaniem ramienia nad powierzchnię płyty (i z powrotem). Kiedyś producenci intensywnie rozwijali takie konstrukcje, szukając wciąż nowych możliwości (funkcjonalnych), ale obecnie, w czasach gramofonowego renesansu, automaty są na marginesie, gdyż panuje przekonanie, że ich systemy "wspomagające" mają negatywny wpływ na brzmienie. Thorens przekonuje jednak, że nie taki diabeł straszny.
Czytaj również: Jakiego typu wkładki są lepsze - MM czy MC?
Starannym projektem i wykonaniem, wyłączaniem dodatkowych układów w czasie odtwarzania, udało się uzyskać dobre rezultaty. Zadbał o napęd, ramię, a także świetną wkładkę. Pozwala także na przejście w tryb manualny, gdybyśmy chcieli zaznawać przyjemności przenoszenia igły nad powierzchnię płyty i zwalniania blokady mechanizmu windy.
Także wtedy gdy będziemy chcieli do samego końca posłuchać płyty Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band... gdzie w ostatnim, zamkniętym rowku zapętlono tajemnicze dźwięki, które w trybie automatycznym Denon DP-400 oraz Thorens TD102A brutalnie przerwą tuż po pierwszym "okrążeniu".
Czytaj również: Jaka jest żywotność wkładek gramofonowych?